Zestawienia po UFC 203


Z kim w kolejnych pojedynkach powinni zmierzyć się bohaterowie gali UFC 203 – Miocic vs. Overeem?

Gala UFC 203 nie tylko utwierdziła pozycję Stipe’a Miocica jako mistrza i raczej zakończyła marzenia Alistaira Overeema o osiągnięciu szczytu szczytów w MMA, ale dokonała też pewnych zmian w optyce zarówno wag ciężkiej, jak i koguciej. Wydarzenie nie obfitowało wprawdzie w starcia na samym szczycie za wyjątkiem wspomnianych dywizji, ale na pewno zadecydowało o karierze kilku z jej uczestników. Jakie więc zestawienia są dla nich obecnie najsensowniejsze? A może powinny odbywać się już poza UFC?

Dobór pierwszego pretendenta jest o tyle trudny, że pierwszym zawodnikiem w wadze ciężkiej poza Miocicem, który posiada ciąg zwycięstw i zajmuje miejsce w rankingu jest… ulokowany na dziesiątej pozycji Derrick Lewis, który w dodatku ma zestawioną walkę z Marcinem Tyburą. Jeżeli więc Miocic nie planuje krótszej lub dłuższej przerwy od występów, to musi zmierzyć się z kimś dysponującym zaledwie jednym zwycięstwem w dwóch ostatnich walkach. Josh Barnett z bilansem 3–2 po powrocie do UFC raczej odpada, Junior dos Santos nie tak dawno stoczył – zwycięski wprawdzie – bój ze Stipe’m, a Fabricio Werdum został właśnie przez Amerykanina pozbawiony pasa na gali UFC 198. Nasuwa więc się oczywisty kandydat w postaci Caina Velasqueza.

Co robimy z Overeemem, którego droga do walki o pas trwała dłużej o przynajmniej dwa lata niż początkowo zakładano? Nie zdziwię się, jeżeli Holender zdecyduje się zakończyć swoją karierę. Jeżeli postanowi ją jednak kontynuować, to najciekawszą dostępną opcją wydaje się być – uwzględniwszy dziwne miejsce przypominające dobrowolny czyściec, w którym przebywa Mark HuntJosh Barnett. Wyśmienity grappler wygrał w ładnym stylu ostatnią walkę i zapewne możliwość walki z kimś z pierwszej trójki rankingów byłaby dla niego doskonałą okazją do ostatniego w karierze włączenia się w wyścig o pas.

Sądzę, że Fabricio Werdum potrzebować będzie co najmniej jeszcze jednej walki, aby móc w ogóle zacząć myśleć o kolejnym starciu o najwyższe trofeum. Zakładając, że jego front kick na pewnym słynnym trenerze nie wyśle go na przymusowe wakacje, to najchętniej widziałbym go w rewanżu z Juniorem dos Santosem. Panowie walczyli ze sobą wieki temu, są obecnie po zwycięstwie, Werdum niesamowicie się rozwinął, a dos Santos sprawia wrażenie kogoś, kto ponownie może sięgnąć po pas.

Travis Browne po raz kolejny potwierdził, że decyzja o opuszczeniu Grega Jacksona była jedną z najgorszych w życiu. Od pierwszej walki z Werdumem wygląda fatalnie, nawet zwyciężając, a pod batutą Edmonda można zauważyć jedynie tragikomiczny regres. Nie uważam, aby Amerykanin zasługiwał teraz na kogoś z topu, choć można wysunąć kandydaturę Bena Rothwella. Francis Ngannou nie ma obecnie zapowiedzianej żadnej walki, rozpoczął treningi w Blackzilians oraz można uznać go za jednego z niewielu prospektów w wadze ciężkiej. Pora przestać karmić go trzecim sortem zawodników i zobaczyć, jak wygląda w walce z innym atletycznym talentem – nawet jeżeli to talent popsuty już technicznie do punktu, z którego prawdopodobnie nie ma odwrotu.

Jimmie Rivera udowodnił po raz kolejny, że ma umiejętności w każdej płaszczyźnie pozwalające mu śmiało domagać się walki o pas. Podejrzewam jednak, że zanim dostanie tę szansę – nawet pomimo przełamania klątwy Fabera, którego nie dało się pokonać w walkach nie będących bojami o tytuł mistrza – będzie musiał przeczekać walkę TJ-a Dillashawa lub Cody’ego Garbrandta, albo i obu. W takim wypadku chętnie zobaczę, jak swoimi stójkowymi zdolnościami sprawia, że Brian Caraway zdaje się być zawodnikiem spoza światowych rankingów.

Przejście Urijaha Fabera na emeryturę to całkiem rozsądny wariant. Jeżeli jednak jeszcze czuje głód rywalizacji – i uważa pieniądze otrzymywane za walkę współmiernie do wysiłku – to mógłby zawalczyć Aljamainem Sterlingiem, który nie powinien szczególnie mocno ustępować grapplersko lub zapaśniczo, a jeżeli nie poniesie go przesadnie fantazja, to ma nawet szanse na triumf. Nikt jednak nie będzie miał pretensji o ogłoszenie końca długiej i owocnej kariery Kalifornijczyka.

Jessica Andrade, Bethe Correira, Jessica Eye i Joanne Calderwood niech zawalczą z rywalkami znajdującymi się po zwycięstwie lub porażce, niżej lub wyżej w rankingu.

Brad Tavares swój powrót na zwycięskie tory może uczcić starciem ze sprawcą jednego z ładniejszych tegorocznych nokautów w wadze średniej – Jake Collier to dobry rywal dla Brada, który na jakiś czas wypadł poza rejony walk z pierwszą piętnastką. Caio Magalhaes powinien podjąć wracającego po porażce Chrisa Camozziego.

Nik Lentz mógłby powrócić do zestawienia z Mairbekiem Taisumovem, a jego ofiara Michael McBride z również debiutującym i także przegranym na tej gali Jasonem Gonzalezem.

Drew Dober zasłużył na przeskok w poziomie rywali – nie spodziewałem się, że to powiem – więc idealnym wyjściem byłoby starcie ze zjawiskowo walczącym w debiucie Joshem Emmetem.

Yancy Medeiros doskonale odnajdzie się w testowaniu odporności swojej szczęki w konfrontacji ze zwycięzcą walki Luan Chagas – Erick Silva, a Sean Spencer najpewniej zakończył swoją karierą w UFC.

A co z Mickeyem Gallem? Liczę, że zakończy raz na zawsze hype na Sage’a Northcutta, a potem mierzy się z rywali z okolic Doberów i Teymurów (nie chcę ubliżyć Szwedowi poprzez wymienienie go w jednym szeregu z Amerykaninem, tak gwoli ścisłości). CM Punk niech natomiast usiądzie w fotelu i po latach wspomina, że chociaż spróbował. Nie wiem, jak bardzo trzeba odczuwać radość z cierpienia bliźnich, aby chcieć jego kolejnej walki w formule MMA.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply