Technika MMAUFC

(VIDEO) Analiza – jak Jan Błachowicz prawie zafundował Aleksandarowi Rakiciowi los Luke’a Rockholda!

Jan Błachowicz zaprezentował się z bardzo dobrej strony w sobotnim starciu z faworyzowanym Aleksandarem Rakiciem – co przesądziło o jego sukcesach w oktagonie?




W sobotni wieczór w Las Vegas były mistrz wagi półciężkiej UFC Jan Błachowicz odniósł niezwykle cenne zwycięstwo, pokonując Aleksandara Rakicia, który w trzeciej rundzie zawodów doznał ciężkiej kontuzji kolana, nie będąc w stanie kontynuować zawodów.

O wiktorii polskiego zawodnika przesądziło kilka elementów. Po pierwsze i być może najważniejsze – prezentował się bajecznie pod kątem defensywy, i to w każdej płaszczyźnie! Przepuścił niezliczoną ilość kombinacji 1-2, 1-1-2 czy 1-4 autorstwa Serba, rewelacyjnie się odchylając czy też zbijając uderzenia. Cieszyński Książę ma wyjątkową czutkę w tym obszarze obrony. Pomagają mu też oczywiście ciężkie pięści, które zwisają u jego boków – gdy bowiem jego oponenci poczują ich moc, mają tendencje do wyprowadzania ataków ze zbyt dużego dystansu, jak wody święconej obawiając się wymian w półdystansie.

Ponadto kapitalnie prezentowała się też obrona Jana Błachowicza przed middlekickami. Aleksandar Rakić uwielbia atakować takowymi po delikatnym przekroku czy nawet z miejsca, ale każda taka próba kończyła się dla niego tym, że jego noga lub stopa lądowały na łokciu świetnie broniącego się Polaka.




Last but not least w temacie defensywy – były mistrz po raz kolejny potwierdził, że jest jednym z najwyborniejszych na świecie ekspertów od bronienia się przed niskimi kopnięciami, zwłaszcza na wysokości łydki. Od czasu pierwszej walki z Thierrym Rameau Sokoudjou przeszedł długą, krętą i wyboistą drogę, co zresztą widzieliśmy już w zeszłorocznym starciu z Israelem Adesanyą, którego najgroźniejszą broń – właśnie lowkingi – całkowicie niemal zneutralizował.

W sobotniej walce Polak rewelacyjnie unosił nogę, przepuszczając niskie kopnięcia Serba, albo też odkręcał lub dokręcał kolano – w zależności od tego, czy było to zewnętrzne, czy wewnętrzne kopnięcie – blokując uderzenie.

Doskonała obrona niskich kopnięć w wykonaniu naszego zawodnika jak najbardziej mogła przyczynić się do kontuzji, jakiej nabawił się Serb w trzeciej rundzie. Ot, zmęczenie materiału. Podobnie rzecz się miała z lowkingami, którymi nasz zawodnik niemiłosiernie smagał Aleksandara, raz za razem przestawiając całą jego posturę i zmuszając do coraz mocniejszego opierania ciężaru ciała na tylnej – prawej, później kontuzjowanej – nodze. Już w pierwszej rundzie Rakieta w pewnym momencie zmienił ustawienie na odwrotne, aby dać odpocząć okopanej nodze.

Jan Błachowicz bardzo sprawnie pracował też kombinacjami lewego haka na korpus z prawym prostym czy też ciasnym sierpem na głowę – kilka razy świetnie zdzielił nimi Aleksandara Rakicia, któremu nawet przez głowę nie przeszła myśl o poszukaniu kontry. Gdy nadjeżdża polska lokomotywa, myślisz tylko o defensywie!



Jeszcze w pierwszej rundzie Cieszyński Książę popisał się następującą akcją, jak żywo przywodzącą myśli o nokaucie na Luke’u Rockholdzie z 2019 roku.

Na rozerwanie klinczu Polak potraktował Serba kombinacją krótkiego prawego z lewym ciasnym sierpem. Rakić zdołał się odgryźć prawym prostym – zresztą dobrze zamortyzowanym przez Błachowicza – ale wyraźnie na moment jego błędnik zaszalał.


Jakim sposobem Rakieta przetrwał tę kombinację, która rzuciła Rockolda na deski, ledwie przytomnego? Wydaje się, że rozrywając klincz w sobotę, Polak miał po prostu odrobinę zbyt mało miejsca, aby wygenerować odpowiednią moc w lewicy. O ile w starciu z Amerykaninem odpalił soczysty sierpowy, tak tutaj – z uwagi na bliskość przeciwnika – zmuszony był raczej do lewego prostego. Nie trafił też oczywiście tak idealnie w brodę, jak uczynił to w konfrontacji z byłym amerykańskim mistrzem wagi średniej Strikeforce i UFC.


Niepokoić może oczywiście druga runda, którą cieszynianin spędził na plecach. Owszem, nie był ani przez moment zagrożony, a sam czaił się na poddania. Owszem, zrzucenie z siebie sprawnego grapplera, który stawia niemal wyłącznie na kontrolę, jest piekielnie trudne. Natomiast wydaje się, że na okoliczność potencjalnego rewanżu z Gloverem Teixeirą tak pasywna mimo wszystko postawa z pleców, niewykorzystywanie prób poddań do kotła, który zaprowadziłby go z powrotem na górę, może być dla Polaka ryzykowna.




Nie będę natomiast ukrywał, że miałem na początku trzeciej rundy nieodparte wrażenie, że Rakietę ratuje wyłącznie obalenie – w stójce bowiem wyraźnie miał już dość metodycznych lowkingów Polaka.

Podsumowując, występ Cieszyńskiego Księcia jak żywo przypominał jego starcia z Dominickiem Reyesem, Israelem Adesanyą czy wspomnianym Luke’iem Rockholdem, co stanowi mocną przesłankę na rzecz forsowanej przez Polaka i jego otoczenie tezy, że w zeszłorocznym boju z Gloverem Teixeirą nie był sobą.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Powiązane artykuły

Komentarze: 1

  1. Pytanie tylko na ile Jan nie był sobą, ze względu na słabą formę fizyczną, nastawienie, bo zostawił LPP w hotelu ;) I tak dalej.

    A na ile to po prostu wynik tego, że Glover postawił mu trudne warunki i jego styl agresywna stójka + świetny grappling mu nie leży.

    No bo nie oszukujmy się nie jedną rundę Janek w swojej karierze w parterze spędził zabetonowany z góry. Czy nawet tak jak z Jacare pasywny na siatce.

    Także na ile to słaba forma dnia, a na ile styl walki wymagającego przeciwnika trudno orzec.

Dodaj komentarz

Back to top button