UFC on FX 8: Belfort vs Rockhold – podsumowanie i perspektywy

Zdumiewającą dyspozycję na gali UFC on FX 8 zaprezentował jej niekwestionowany bohater, Vitor Belfort, który kapitalnym obrotowym kopnięciem znokautował Luke’a Rockholda.

Poniżej analiza każdego z pojedynków wraz z omówieniem perspektyw dla wszystkich zwycięzców.

155 lbs

Lucas Martins vs Jeremy Larsen

Walka rozpoczynająca galę dostarczyła nie lada emocji, choć jej poziom był dramatycznie niski. Uznawany za bardzo utalentowanego zawodnika i dobrego stójkowicza Lucas Martins, który w pierwszej walce w UFC przegrał z Edsonem Barbozą, przegrał dwie pierwsze rundy w potyczce ze słabym Jeremy Larsenem, by w trzeciej ostatnim, jak mogło się wydawać, desperackim prawym prostym znokautować Amerykanina. Larsen napierając w krytycznym momencie, zwiększył siłę ciosu Brazylijczyka, co przypłacił przegraną. Teraz zapewne pożegna się z największą organizacją MMA, ale i Martins z taką formą wiele nie zwojuje – fatalna defensywa bokserska (nisko opuszczona lewa ręka, głowa wysoko), przeciętna kondycja i, wydaje się, jednak słaba szczęka mogą go wiele kosztować w kolejnych walkach. Następny rywal dla Brazylijczyka – Jon Tuck.

Martins vs Larsen
Lucas Martins nokautuje prawym prostym szarżującego Jeremy’ego Larsena, przyjmując jednocześnie cios rywala.

125 lbs

Chris Cariaso vs Jussier Formiga

Jussier Formiga w pojedynku z Chrisem Cariaso zademonstrował świetną kontrolę w parterze, nieustannie dochodząc do pozycji bocznej lub dosiadu tylko jednak po to, by potem tracić je, będąc spychanym do gardy. Amerykanin ustępował, rzecz jasna, Brazylijczykowi w walce na chwyty, ale mimo to pokazał się z dobrej strony, ani razu tak naprawdę nie będąc poważnie zagrożonym – jeśli dodamy do tego fakt, że to Cariaso w trzeciej rundzie był bliski poddania swojego oponenta, to stwierdzić trzeba, że prezentujący nieustanną pracę nad polepszaniem pozycji w parterze, ale zapominający o zadawaniu ciosów Formiga daleko w dywizji muszej raczej nie zawędruje, bo nie każdego będzie sprowadzał na glebę z taką częstotliwością jak Cariaso.

Amerykanina czeka prawdopodobnie zwolnienie po dwóch kolejnych porażkach, nawet pomimo tego, że najlżejsza dywizja UFC jest niezbyt liczna. Dla Jussiera Formigi natomiast być może dobrym rywalem na kolejną walkę byłby Phil Harris lub mocno ostatnio zapomniany Louis Gaudinot.

125 lbs

John Lineker vs Azamat Gashimov

Kapitalnie w walce z solidnym Azamatem Gashimovem zaprezentował się John Lineker, zaprzęgając do działania potężne prawe na korpus przeplatane z lewym sierpem na głowę, czym kompletnie zaskoczył Rosjanina spodziewającego się raczej prawych sierpów na głowę. Już po pierwszej rundzie jasne było, że nawet jeśli głowa Azamata wytrzyma gromy Brazylijczyka, to wątroba może odmówić posłuszeństwa.

Brazylijczyk zaprezentował cierpliwość, poprawiony parter, w którym nie dał sobie zrobić najmniejszej krzywdy oraz to, z czego słynie – cholernie szybkie i ciężkie ręce. Kombinacje prawego na korpus z lewym na głowę były niezwykle soczyste i precyzyjne – tylko twardej szczęce Gashimov zawdzięcza, że dotrwał do drugiej rundy tego nierównego pojedynku. Tym samym Brazylijczyk potwierdza, że jest jednym z niewielu zawodników w UFC, którzy umiejętnie korzystają z ciosów na korpus.

John Lineker vs Azamat Gashimov
Przez całą walkę John Lineker obijał wątrobę Azamata Gashimova. Powyżej ostatnia akcja tego pojedynku – Lineker trafia kopnięciem na wątrobę, potem dobija rannego rywala kolejnym ciosem na korpus i kończy go uderzeniami w parterze.

Doskonałym zwycięstwem John Lineker zapewnił sobie spory awans w drabince dywizji muszej i walka o titleshota z Josephem Benavidezem zapowiadałaby się z pewnością szalenie emocjonująco.

205 lbs

Fabio Maldonado vs Roger Hollett

Fabiano Maldonado przegrał co prawda pierwszą rundę, ale nie zrażając się tym, kontynuował taktykę obijania korpusu Rogera Holletta, co przyniosło rezultat w drugiej i trzeciej rundzie. Wyczerpany Amerykanin dał się kompletnie zdominować w klinczu pod siatką, przyjmując raz za razem ogromną ilość ciosów Brazylijczyka na wątrobę i szczękę. Maldonado zrobił to, co do niego należało, pozbawiając prawdopodobnie kontraktu z UFC rywala, ratując tym samym swój. Nagminne określanie go doskonałym bokserem, w czym przodowali amerykańscy komentatorzy, staje się jednak ciężkostrawne, biorąc pod uwagę nie tylko jego poprzednie występy, ale i cechy, które zaprezentował w walce z Hollettem – cofanie się w linii prostej na siatkę (nie uwierzę, że to planowa taktyka mająca na celu przeniesienie akcji do klinczu) oraz wysoko podniesiona szczęka.

Roger Hollett prawdopodobnie żegna się z UFC, natomiast dla Fabio Maldonado kolejnym rywalem mógłby być Cyrille Diabate, o ile wykurował już zerwany mięsień z walki z Jimim Manuwą. Diabate przegrał co prawda ten bój, co może odrobinę kłócić się z filozofią zestawiania wygranych z wygranymi, ale stójkowa wojna między zawodnikami, którzy pewnego poziomu nie przeskoczą, byłaby ciekawa. Jeśli nie Diabate – Ovince St. Preux.

135 lbs

Yuri Alcantara vs Iliarde Santos

Szalenie utalentowany Yuri Alcantara nie miał najmniejszy problemów z rozbiciem Iliarde Santosa, który wziął walkę w zastępstwie Marcosa Viniciusa. Walczący z odwrotnej pozycji i wyraźnie przewyższający rywala warunkami fizycznymi Marajo znokautował Santosa soczystym lewym prostym. Trudno być może na podstawie tej walki wyciągać daleko idące wnioski, ale trzeba przyznać, że kapitalna dynamika i coraz lepszy technicznie kickboxing Brazylijczyka muszą robić wrażenie.

Yuri Alcantara vs Iliarde Santos
Yuri Alcantara potężnym krosem powala Iliarde Santosa i kończy go uderzeniami w parterze.

Santosa prawdopodobnie jeszcze zobaczymy w oktagonie, bo wziął walkę w zastępstwie. Alcantara natomiast zasługuje na pojedynek ze znacznie wyżej notowanymi fighterami. Wobec wypadnięcia Renana Barao z walki o obronę pasa tymczasowego, pojawiają się głosy, by dać Brazylijczykowi okazję do skrzyżowania rękawic z Eddie Winelandem, ale.. chyba na to jednak za wcześnie. Pojedynek Alcantary z TJ Dillashawem lub Francisco Riverą – o ile ten ostatni doszedł już do siebie po kontuzji, która wyeliminowała go z walki z Hugo Vianą – mógłby być spektakularny.

170 lbs

Paulo Thiago vs Michel dos Prazeres

Brazylijski pojedynek w wadze półśredniej nie dostarczył nadmiaru emocji – walka Paulo Thiago z Michelem dos Prazeresem toczyła się w niezbyt szybkim tempie, a jej akcja często przenosiła się do klinczu, gdzie Judo Thiago pomagało mu unikać sprowadzeń. Paulo, któremu dawno temu, po tym jak w debiucie w UFC rozprawił się z Joshem Koscheckiem, wróżono świetlaną przyszłość, nie zaimponował – dos Prazeres zaprezentował się z niezłej strony, często rażąc Thiago lowkingami i nieustannie próbując przenieść walkę do parteru. Wydaje się, że ostatnia akcja pojedynku, w której Paulo obalił dos Prazeresa i zadał kilka ciosów z góry, zadecydowała o wyniku starcia.

Siwiejący Thiago uratował tym zwycięstwem kontrakt z UFC, ale wydaje się, że zawodnik ten znajduje się już na równi pochyłej. Pojedynku nie ma jeszcze zaplanowanego Court McGee, który udanie zadebiutował w dywizji półśredniej, pokonując Josha Neera na UFC 157, więc być może on zmierzy się z Brazylijczykiem.

155 lbs

Gleison Tibau vs John Cholish

Gleison Tibau udanie podniósł się po porażce z Evanem Dunhamem, poddając gilotyną Johna Cholisha, dla którego była to ostatnia walka w karierze – jeśli wierzyć jego Twitterowi. Brazylijczyk wygrał pierwszą rundę, nie eksponując nadmiernie swojej wątpliwej kondycji i dwukrotnie sprowadzając do parteru Amerykanina. W drugiej rundzie walczący z odwrotnej pozycji Tibau trafił w końcu potężnym lewym, by błyskawicznie potem zapiąć swoją ciasną, firmową gilotynę, co stanowiło ostateczny wyrok dla zamroczonego Cholisha, któremu zmysłów starczyło już tylko na odklepanie.

Gleison Tibau tym samym utrzymuje swój kontrakt w UFC i pozycję solidnego średniaka w bogatej w talenty i licznej dywizji lekkiej. Brazylijczyk mógłby stanowić dobry test dla mającego dwa zwycięstwa na koncie w organizacji White’a, braci Fertitta i Flash Entertainment Rustama Khabilova.

155 lbs

Francisco Trinaldo vs Mike Rio

Francisco Trinaldo zanotował już trzecie zwycięstwo w ostatnich czterech pojedynkach w UFC, poddając trójkątem rękami Mike’a Rio. Nie byłoby w tym być może nic dziwnego – wszak Brazylijczyk był faworytem, a tą samą techniką poddał w poprzednim boju CJ Keitha – gdyby nie fakt, że zrobił to.. będąc w półgardzie. Tym samym już trzeci raz w karierze Trinaldo kończy pojedynek trójkątem rękami, które to poddanie staje się powoli jego firmową bronią – w czym z pewnością pomaga mu ogromna siła.

Massaranduba wyrasta na najlepszego zawodnika z brazylijskiego TUFa. 34-latek nie zawojuje być może dywizji lekkiej, ale dysponuje wszelkimi atutami, by utrzymać się w UFC przez długi czas. Jeśli Reza Madadi upora się z problemami wizowymi, może być ciekawym wyzwaniem dla Francisco Trinaldo.

145 lbs

Nik Lentz vs Hacran Dias

W istotnej dla kształtu dywizji piórkowej walce Hacran Dias przez długi czas skutecznie odpierał ofensywne zapędy zapaśnicze Nika Lentza, co nie uchroniło go jednak przed minimalną porażką w pierwszej rundzie. W drugiej Lentz narzucił w końcu swój styl, przenosząc walkę do parteru i tam obijając mocno Brazylijczyka, czym zapewnił sobie wyraźne zwycięstwo w tej rundzie – 10-8 w pełni uzasadnione. Ostatnia runda natomiast stała pod znakiem ostrej szarży nie mającego nic do stracenia w tym momencie Diasa, który nawet zdołał naruszyć Lentza, ale ostatecznie nie był w stanie skończyć zdeterminowanego Amerykanina i zasłużenie przegrał na punkty.

Zadając pierwszą od 2009 roku porażkę Hacranowi Diasowi, Nik Lentz udowodnił, że stanowi poważną siłą dywizji piórkowej. Czołówka kategorii ma już jednak zaplanowane pojedynki, stąd być może zasadnym byłoby zestawienie Amerykanina po raz kolejny z Brazylijczykiem – Diego Brandao? Ewentualnie ze zwycięzcą pojedynku Dennis Bermudez vs Max Holloway, który odbędzie się na UFC 160, choć to może być odrobinę zbyt niska półka dla Nika. W obwodzie pozostają też Chad Mendes oraz Clay Guida.

185 lbs

Rafael Natal vs João Zeferino

Niespodziewanie pierwszą rundę brazylijskiego pojedynku w wadze średniej między Rafaelem Natalem a João Zeferino wygrał ten ostatni, obnażając wszelkie braki bokserskie Sapo. Jednak paliwa Zeferino, który walkę wziął z ledwie trzytygodniowym wyprzedzeniem, starczyło tylko na wspomniane pierwsze pięć minut – potem całkowicie opadł z sił i został zdominowany przez silniejszego Natala. Pomimo tego nadal okazjonalnie trafiał swoim prawym cepem nad lewą ręką Rafaela, udowadniając, że jego krajan nigdy nie stanie się czołowym zawodnikiem dywizji.

Zeferino utrzyma prawdopodobnie zatrudnienie w UFC, natomiast Rafael Natal – zwycięski w czterech z ostatnich pięciu bojów – wywalczył sobie tym samym prawo do walki z odrobinę wyższą półką zawodników. Jeśli mający na koncie dwa kolejne zwycięstwa CB Dollaway wyleczył już kontuzję, która wykluczyła go z gali UFC on FX 8, nadawałby się na rywala dla Brazylijczyka, o ile Joe Silva nie postanowi wrócić do pierwotnego zestawienia Amerykanina z Cezarem Ferreirą.

155 lbs

Rafael dos Anjos vs Evan Dunham

Pojedynek o dużym znaczeniu dla kształtu dywizji lekkiej pomiędzy Evanem Dunhamem a Rafaelem dos Anjosem przez niemal pełne piętnaście minut toczył się w stójce, a zawodnicy w szybkim tempie ochoczo wymieniali ciosy, neutralizując wzajemne zapędy parterowe dobrymi defensywnymi zapasami. Pierwszą rundę nieznacznie zwyciężył dos Anjos, a pozostałe dwie były szalenie wyrównane i aż dziw bierze, że sędziowie byli tak jednomyślni, punktując zgodnie 29-28 dla Brazylijczyka, który w całej walce, wydaje się, trafiał rzadziej, ale prawdopodobnie mocniej – i być może tutaj należy szukać przyczyn takiego a nie innego werdyktu. Dunham zaprezentował lepiej technicznie poukładany boks, czego zresztą wszyscy się spodziewali, ale – tradycyjnie – zostawiał duże luki w defensywie, przyjmując sporo silnych ciosów od swojego rywala.

Dos Anjos vs Dunham
Ostatnie sekundy pojedynku Dos Anjosa z Dunhamem naznaczone były szalonymi wymianami obu zawodników, którzy za wszelką cenę chcieli przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Czwarte kolejne zwycięstwo Rafaela dos Anjosa oznacza, że dołącza on do szerokiej czołówki dywizji i zasługuje na walkę z wysoko notowanym zawodnikiem. Pojedynek Brazylijczyka ze zwycięzcą starcia Donald Cerrone vs KJ Noons, które odbędzie się na UFC 160, wydaje się ze wszech miar sensowny. Ewentualnie, bez walki pozostaje też Ross Pearson.

185 lbs

Ronaldo Souza vs Chris Camozzi

Jacare zgodnie z przewidywaniami bardzo szybko rozprawił się z Chrisem Camozzim, na czterech zatrzymując najlepszą serię zwycięstw Amerykanina w UFC. Brazylijczyk szybko przeniósł walkę do parteru, a tam robił z bezbronnym Chrisem, co chciał, zdobywając coraz lepsze pozycje, nieustannie jednocześnie karcąc rywala ciosami z góry, by na koniec udusić go trójkątem rękami. Tym samym Ronaldo Souza przebojem wdziera się do czołówki dywizji średniej, choć nie ulega wątpliwości, że gdyby do skutku doszła jego walka z Costą Philippou, moglibyśmy na jej podstawie wyciągnąć znacznie więcej wniosków odnośnie rzeczywistych możliwości Brazylijczyka. Camozzi bowiem od początku skazywany był na pożarcie i tak też skończył – w paszczy Aligatora.

Jacare vs Camozzi
Od momentu zapięcia trójkąta rękami Ronaldo Souza potrzebował niespełna trzech sekund, by pozbawić przytomności Chrisa Camozziego.

Kto kolejnym rywalem dla Jacare? Wydaje się, że powrót do jego oryginalnego zestawienia z Constantinosem Philippou stanowiłby dla Brazylijczyka solidny test przed walką ze ścisłą czołówką dywizji średniej. W rezerwie pozostaje też mający na koncie trzy kolejne zwycięstwa i wysoko mierzący Yushin Okami oraz.. Michael Bisping.

185 lbs

Vitor Belfort vs Luke Rockhold

Vitor Belfort znajduje się w życiowej formie, co potwierdził nieprawdopodobnym obrotowym kopnięciem, którym powalił Luke’a Rockholda, prawdopodobnie zapewniając sobie jednocześnie chwałę i splendor za nokaut roku. Phenom prezentuje odmienny styl od tego, do którego przyzwyczaił nas na przestrzeni swojej przebogatej kariery – jest znacznie dojrzalszy i cierpliwszy w oktagonie, precyzyjnie wybiera moment do ataku, nie zapomina się w szarżach, dobrze oceniając moment, w którym należy ich zaprzestać, znacznie chętniej też – i to jak! – korzysta z technik kopanych.

Belfort vs Rockhold Bisping vs Belfort
Dwa ostatnie występy Vitora Belforta zakończyły się spektakularnymi nokautami – po lewej z walki z Lukiem Rockholdem, po prawej ze starcia z Michaelem Bispingiem.

Dobrze jest widzieć legendę MMA, na której wychowały się rzesze fanów, w tak doskonałej formie, ale, niestety, w przypadku Vitora Belforta zawsze podnoszona będzie kwestia wykorzystania przez niego terapii testosteronowej i tego, na ile to właśnie medykamentom Brazylijczyk zawdzięcza swoją nieprawdopodobną dyspozycję.

Wydaje się, że kolejną walkę Vitor powinien stoczyć o pas kategorii średniej ze zwycięzcą starcia Anderson Silva vs Chris Weidman zaplanowanego na UFC 162. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w formie, którą bohater gali zaprezentował przeciwko Michaelowi Bispingowi na UFC on FX 7 oraz dzisiaj w boju z niepokonanym od 2007 roku Lukem Rockholdem, stanowić będzie zagrożenie dla każdego zawodnika w walce o najwyższe laury.

fot. Esther Lin / MMAFighting.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

22 Comments

  1. marcin

    19 maja 2013 at 11:18

    Belfort miał dużo szczęścia przy tym kopnieciu, bo poza nim niewiele pokazał. Dałbym mu teraz Jacare, bo zamiast powtórki z rozrywki z Andersonem wolałbym zobaczyć Spidera z Jonesem.

  2. soldat

    19 maja 2013 at 15:19

    Bardzo dobrą gala z efektownymi nokautami i poddaniami. Vitor zasługuje na walkę o pas bezsprzecznie, bo jak nie on to kto? Jacare również zaprezentował się doskonale i chętnie zobaczylbym jego walkę z Philippou. Decyzja dla Dos Anjosa mocno kontrowersyjna. Lineker to mały potwór.

  3. noodles

    19 maja 2013 at 15:40

    Po pierwsze to nie wyskakujmy z tym Andersonem bo coś czuję, że Weidman sprawi niespodziankę :)

    Chciałbym zobaczyć Jacare vs Belfort. Wygrany będzie w 100% zasługiwał na pas i będzie pretendentem z historią. Jacare zrobił na mnie wielkie wrażenie, takiego poddania jeszcze nie widziałem. Zwróćcie uwagę, że już w 2 sekundzie po zapięciu trójkąta, ręka Camozziego zaczęła opadać ( już odlatywał) WOW jak to mówi Rogan.

    Belfort też niesamowity, od początku znowu poszedł agresywnie i myslałem, że bedzie jakieś KO pewnie ale to co zrobił to masakra, jeszcze z tak dobrym kickboxerem jak Rockhold

  4. Burrick

    19 maja 2013 at 16:32

    Jeśli Jacare dla Belforta, to kto dla Costy? Bisping? Cypryjczyk zasługuje na walkę z kimś ze ścisłej czołówki.

  5. Miedziak

    19 maja 2013 at 18:11

    Okami zawsze zalicza się do ścisłej czołówki :)

    W przypadku Belforta istotna tez jest kwestia tego gdzie walczy. Psychika zawsze była jego słabą stroną, więc wydaje mi się, że istotnym czynnikiem jego ostatnich występów było wsparcie brazylijskiej publiczności.

  6. naiver

    19 maja 2013 at 18:29

    No, Okami po przegranej z Timem Boetschem to raczej tą ścisłą czołówką przez jakiś czas nie był, co najwyżej szeroką ;)

    Masz rację, co do Belforta i faktu, że w Brazylii może mieć tę pewność psychiczną, której być może brakuje mu czasami w innych zakątkach świata. Nie jestem psychologiem i absolutnie nie uważam, że życiowa forma Belforta to wynik tylko i wyłącznie TRT, ale tak na chłopski rozum analizując, to taka kuracja również na psychikę działa raczej pozytywnie – a rzeczona psychika faktycznie nigdy nie należała do najmocniejszych stron Vitora.

    Uważam, że Brazylijczyk zasłużył na walkę o pas ze zwycięzcą Silva vs Weidman. Po porażce ze Spiderem zanotował cztery wygrane w średniej (powiedzmy, że z Johnsonem to też była średnia..) przedzielone tylko porażką z Jonesem w półciężkiej. Odprawił w spektakularny sposób należącego do ścisłej czołówki Bispinga, teraz mistrza Strikeforce Rockholda – to naprawdę wystarczająco dużo, by jeszcze raz dać mu szansę walki o pas.

    Pozostałą czwórkę, a zatem Jacare, Philippou, Bispinga i Okamiego należałoby odpowiednio „sparować” – możliwości jest kilka, ale ja najchętniej zobaczyłbym Jacare z Philippou i Bispinga z Okamim – wtedy zwycięzcy tych obu pojedynków spotkaliby się w eliminatorze do pasa po Belforcie.

  7. kaczka41

    19 maja 2013 at 21:15

    Wygrana Vitora – poezja! Juz pierwsza , niecelna obrotówka zrobiła na mnie wrażenie.

    Ps. Jako jedyny do tej pory zagroził Bąsowi(oj bolała mnie ręka wtedy;-) ) , więc tym bardziej dobry to fighter.
    Jakby Aligatorowi omoplata wyszła to już naprawdę szacun (choć i tak stłamsił rywala w parterze jak chciał.

  8. Slipmych

    19 maja 2013 at 22:08

    W pełni się zgadzam z Naiverem co do pozycji Belforta. To stuprocentowy faworyt do walki o pas i inny scenariusz nie wchodzi w grę.
    Co do samej walki na chwilę przed KO byłem niemal pewny, że jeśli Belfort tego nie skończy przed czasem to Luke wygra na punkty, bo zaczynał przejmować inicjatywę w tej walce. Skończenie walki to prawdziwy majstersztyk i Vitor pokazał po raz kolejny, że jego pseudonim to nie przypadek. Co do kwestii TRT – nie jest to uczciwie i wątpię w to aby Belfort bez tej kuracji był równie eksplozywny i skuteczny. Mam nadzieję, że zirytowany Dana White będzie z tym zaciekle walczył i uda mu się w to zwalczyć

    Co do Jacare i jego przeciwnika powiem krótko. Costas Philippou to najlepsza opcja i mam nadzieje, że do tej walki dojdzie

    Jestem zażenowany wynikiem walki Dunhama. Ten zawodnik jest wybitnie nielubiany przez sędziów. Okradziony na UFC 119, bardzo wyrównana walka na UFC 152 i jednogłośna przegrana, z Tibau wyraźna wygrana i tylko SD, teraz Dos Anjos dostał zwycięstwo z kapelusza mimo, że wszystkie statystki i gwiazdy na niebie wskazują, że to Dunham był zawodnikiem lepszym. Szkoda mi tego zawodnika bo jest jednym z najlepszych w wadzę lekkiej i ciągle dostaję kłody pod nogi. Dos Anjos w takiej formię w ewentualnym pojedynku z Cerrone wyszedłby po wypłatę

    Trochę mnie zastanawia dlaczego Dias przespał pierwsze 10min, wydaję mi się, że szczególnie w pierwszej rundzie mógł zrobić dużo więcej. Nie wiem czy ta presja nieskutecznego zapaśniczo Lentza nie pozwoliła mu się skupić na ofensywie, ale chłopak przegrał tą walkę na własne życzenie.

    Ogólnie gala super, Brazylijska noc magiczna po raz kolejny

  9. naiver

    19 maja 2013 at 22:23

    Nawiązując jeszcze do dywizji średniej i jej ścisłej czołówki, to zapomniałem dodać, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zawita tu Gegard Mousasi z półciężkiej – tyle, że najpierw czeka go kilkumiesięczna przerwa po rekonstrukcji zerwanego po raz drugi w tym samym kolanie więzadła..

    Co do dos Anjosa, śledziłem Twittera wczoraj i kilku zagranicznych dziennikarzy (nie żeby byli wyrocznią, ale..) dało drugą rundę Brazylijczykowi – osobiście jestem w miarę pewny tylko jednej, pierwszej. I w niej dałem 10-9 dos Anjosowi. A skoro czytam, że niektórzy dają mu drugą rundę, to jakby to skompilować, to wychodziłoby, że ten werdykt to nie był rozbój w biały dzień, tylko po prostu kontrowersyjna decyzja. Zaznaczę, że nie oglądałem walki drugi raz..

    I jeszcze odniosę się do kwestii statystyk ciosów – warto brać pod uwagę tylko ciosy w podziale na poszczególne rundy – nigdy nie rozpatrywać tego całościowo, bo w takim wypadku, jeśli jeden zawodnik minimalnie wygrywa dwie pierwsze rundy, ale wyraźnie (choć nadal 10-9) przegrywa ostatnią, to patrząc całościowo na statystyki, będziemy mieli całkowicie wypaczony obraz pojedynku. W walce dos Anjos vs Dunham widziałem tylko ogólne statystyki, w których przewagę miał Dunham, ale, no właśnie – potrzeba takich z podziałem na rundy.

  10. Slipmych

    19 maja 2013 at 23:19

    Ja po 1 obejrzeniu punktowałem walkę 30-28 dla Dunhama (2 runda remis) po drugim obejrzeniu nie mam problemu z 29-28 dla Evana ale wygranej Dos Anjosa tutaj nie widzę. Od początku:

    1 runda – wważam, że przez pierwsze 3 minuty walka była wyrównana, nieznaczną przewagę w stójce osiągnął Dos Anjos, który bił mocniej. Na 100 sekund przed końcem Dunham obalił rywala i skontrolował pozycję do końca walki, czym nie tylko nadrobił stratę punktową, ale również dał podstawy do punktowania tej rundy 10-9 dla niego. Kontrola obszaru walki i skuteczna walka w parterze tez jest punktowana i mimo, że Dunham nie zrobił tam wiele, w moich oczach było to wystarczająco dużo aby przyznać mu wygraną. Postawiłem w tej rundzie na wszechstronność

    2 runda – mogła iść w obie strony – obydwoje mieli kilka skutecznych akcji i 10-10 to chyba najlepszy wybór

    3 runda – tutaj Dunham wygrał już dość zdecydowanie, był agresywniejszy, zadał więcej uderzeń i starał się narzucić swój styl walki. Dos Anjos nie dął się zdominować i kilka razy skutecznie odpowiadał, natomiast to Amerykanin bardziej zasłużył w tej rundzie na punkt przewagi

    Co do mojego zażenowania to bardzo irytował mnie amerykański komentarz, w którym większość akcji Dos Anjosa było wychwalanych, a akcje Dunhama były dla komentatorów w 80% chyba niewidoczne. Potem ten werdykt, z którym się nie zgadzam i świadomość, że Dunham już 2 raz został w moich oczach wyrolowany i to wyraźnie.

    Statystyki – zawsze oceniam rundy pojedynczo. Nie raz też pisałem, że MMA to nie szermierka i na ocenę składa się wiele czynników. Tutaj jednak dość wyraźnie widać, że Dunham był lepszy statystycznie w 3 rundzie, a w 1 rundzie przewaga Dos Anjosa przed obaleniem nie była wysoka, co z werdyktem dziennikarzy Sherdoga (wszyscy trzej punktowali walkę dla Evana) upewnia mnie, że wynik tej walki jest co najmniej kontrowersyjny

  11. naiver

    20 maja 2013 at 09:56

    Nie mam teraz możliwości obejrzenia walki, ale wychodzi w takim razie na to, że newralgiczna była rzeczona pierwsza runda, skoro druga mogła równie dobrze iść dla dos Anjosa.

    O ile sobie przypominam, to przewaga Brazylijczyka do momentu sprowadzenia Dunhama była mocno zarysowana – tzn. nie dominował, ale nie było najmniejszych problemów z oceną tego, kto dyktował warunki. I tutaj wchodzimy w kwestię obalenia i tego, co działo się potem. Zdaję sobie sprawę, jakie są standardy sędziowania w UFC, gdy jeden zawodnik jest na górze, drugi na dole i w tym kontekście takie a nie inne sędziowanie tej walki może zaskakiwać, ale też warto się zastanowić, co powinno być wyżej punktowane – udane obalenie i utrzymanie/kontrolowania zawodnika będącego na plecach bez zadania choćby jednego dobrego ciosu z góry i przejścia pozycji (o ile się nie mylę, Dunham ani jednego, ani drugiego nie zrobił, choć może pamięć szwankuje..) czy też mocna praca z dołu i obijanie rywala łokciami (co najmniej kilkoma dos Anjos dobrze trafił). Uważam, że tendencja do punktowania na korzyść zawodnika będącego z góry w UFC jest przesadzona i chętnie zobaczyłbym drobne choćby odwrócenie tego trendu, co też wymusiłoby na zawodniku na górze większą aktywność – i w tym kontekście cieszy mnie, że wszyscy sędziowie punktowali tą rundę 10-9 dla dos Anjosa. Niby jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale..

    Podsumowując, gdy oglądałem walkę na żywo, odniosłem wrażenie, że udanym sprowadzeniem Dunham nie odrobił jednak straty, którą poniósł w wymianach stójkowych wcześniej. Obalił i kontrolował, ale też zbierał łokcie na głowę, samemu nie wyprowadzając ofensywy.

  12. kaczka41

    20 maja 2013 at 10:44

    „Nie mam teraz możliwości obejrzenia walki(…)”

    Dobry żart ;-)

  13. noodles

    20 maja 2013 at 12:41

    A co sądzicie o kontrowersjach TRT ?

  14. maras

    20 maja 2013 at 12:42

    Belfort zrobił niesamowite KO, ale to nie zmienia faktu, że popierdoliło mu się w głowie ostatnio. Kiedyś jego wywiady były zupełnie inne, gadał co prawda za dużo o bogu itd. ale dało się go słuchać. Teraz zachowuje się jak oszołom.

  15. Slipmych

    20 maja 2013 at 13:05

    Nawiązując do linku, który wyżej wysłałem to chyba nie przypadek, że wszyscy dziennikarze, których mma decisions bierze pod uwagę przy punktowaniu nie widzieli wygranej Dos Anjosa. Oglądąłem pierwszą rundę 4 razy i za każdym razem widziałem wygraną Evana

    Noodles – dla mnie to nieuczciwie i jestem za tym aby to zwalczyć. TRT pozwala zawodnikom osiągnąć wyższy poziom i ich organizm jest lepiej przystosowany do walki. Belfort to świetny zawodnik i nic mu nie chce ujmować, natomiast na tym TRT walczy jak uniwersalny żołnierz. Wygląda jak maszyna do zabijania, który jedzie na wspomaganiu. Czas aby coś z tym zrobić

  16. naiver

    20 maja 2013 at 13:30

    Slipmych, będę musiał zatem obejrzeć ją jeszcze raz i albo posypać głowę popiołem, albo trwać samotnie na froncie walki z leżącymi na górze, pasywnymi zawodnikami :D

    Maras, nie widziałem wywiadów Belforta przed tą galą, ale jego gadka przy okazji boju z Bispingiem jak najbardziej mi pasowała. Ot, taki zdrowo zakręcony człowiek starej daty mający „romantyczno-prehistoryczno-religijne” podejście do MMA – wyglądał na szczerego w swojej małej obsesji, więc..

    Noodles, jeśli czas pozwoli, to może uda mi się sklecić kilka zdań na ten temat, bo wydaje mi się, że cała sprawa nie jest do końca tak czarno-biała, jak się ją przedstawia. Nie podoba mi się wyrównywanie jakichkolwiek szans, czy to w życiu czy w MMA, a takim czymś jest pozwolenie na stosowanie TRT. Z drugiej strony, jeśli przyjmiemy założenie, że wszyscy biorą, to oskarżanie Belforta o stosowanie TRT jest pozbawione sensu, bo działa trochę na zasadzie „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal” – o nim wiemy, że bierze i dowody są na stole, więc jest be, o innych wiemy, że biorą, ale nic nie wyciekło, więc są cacy. Ogólnie – skomplikowana kwestia, walka z dopingiem to jak walka z wiatrakami. A skoro tak jest, to może..

  17. Egraam

    20 maja 2013 at 14:02

    Punktowałem 1 rundę dla Dos Anjosa (całą walkę 29-29 na remis). Przeważał przez większą część rundy w stójce, potem Dunham obalił ale Dos Anjos będąc z dołu był aktywniejszy od Evana, więc Dunham moim zdaniem tutaj nie odrobił. Mimo iż wcześniej byłem zwolennikiem punktowania obalenia i leżenia to zaczynam się coraz bardziej przekonywać do pracy z dołu i nie akceptować werdyktów typu Carmont vs Larkin czy Guida vs Hioki.

  18. Slipmych

    20 maja 2013 at 14:16

    Co do tego kto był aktywniejszy w parterze. Dunham zadał 12 uderzeń a Dos Anjos 10. Biorąc pod uwagę, że Dunham zdobył obalenie co jest punktowane, kontrolował przeciwnika zachowując dominującą pozycję co jest punktowane, był dla mnie w tej płaszczyźnie zawodnikiem, który nabił więcej punktów.
    Guida vs Hioki to zupełnie inna bajka, Tam Guida przegrał wyraźnie i to była zupełnie inna „gra”parterowa

  19. Burrick

    21 maja 2013 at 08:19

    W pierwszej rundzie dos Anjos vs Dunham aż się prosiło o remis, ale amerykańscy sędziowie są remisom wyjątkowo niechętni, zresztą tak jak i UFC. A szkoda.

  20. Silas

    21 maja 2013 at 19:38

    naiver, będzie jakaś rozpiska umiejętności Hunta przed walką w sobotę? :)

  21. naiver

    21 maja 2013 at 19:40

    Celuję w analizę dwóch walk wagi ciężkiej z UFC 160, ale na pewno nie będą one tak rozbudowane jak cykl Sierpem.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply