Jon Fitch vs UFC – ostateczna rozgrywka


Jon Fitch UFC

Decyzja włodarzy UFC o pożegnaniu się z szesnastoma zawodnikami, wśród których znalazł się niegdysiejszy numer dwa rankingów wagi półśredniej i nadal czołowy jej przedstawiciel Jon Fitch, wzbudziła lawinę skrajnych komentarzy.

Czy UFC zmierza w stronę totalnego show, pozbywając się nudziarzy i zapominając o poziomie sportowym? Czy zwolnienie Jona Fitcha i reszty, a także zapowiedzi kolejnych zwolnień oznaczają jakąś drastyczną zmianę w polityce Zuffy?

W stronę show

Ostatnimi czasy możemy zaobserwować tendencję w UFC do tego, o co od dawien dawna oskarżane jest nasze rodzime KSW – że pozwolimy sobie na porównanie tych dwóch skrajnie jednak różnych organizacji – czyli przesunięcia środka ciężkości w stronę medialności kosztem aspektów sportowych. Jaskrawymi tego przykładami są starcia o pas wag półśredniej, w której wracający po porażce i zawieszeniu Nick Diaz spróbuje wypatroszyć Georgesa Saint-Pierre’a, oraz półciężkiej, w której Chael Sonnen będzie starał się napsuć krwi Jonowi Jonesowi. Naturalnie, to nie są odosobnione przykłady dziwnego matchmakingu UFC, bo w historii tej organizacji różne dziwy już widzieliśmy – uwagę jednak musi zwracać nasilenie takowych wydarzeń, w których show stawia się ponad sportem, a w które to zwolnienie aż szesnastu zawodników z Jonem Fitchem na czele wpisuje się doskonale. Jasne, przeciętny Smith kupujący PPV chętniej obejrzy Diaza czy Sonnena niż Hendricksa i biznesowo takie decyzje wydają się w pełni uzasadnionymi, ale..

Niepokorny Jon Fitch od dłuższego czasu miał na pieńku z właścicielami UFC. Jego zwolnienie można wytłumaczyć tym, że po pierwsze – jego pensja pozwala na zatrudnienie kilku perspektywicznych zawodników za kwotę 10k USD, po drugie – jego styl walki, delikatnie mówiąc, nie porywa tłumów, a jedna jaskółka w postaci pojedynku z Erickiem Silvą wiosny nie czyni, po trzecie – w ostatnich czterech pojedynkach zwyciężył on tylko raz, i po czwarte, trochę paradoksalnie – nadal ma on doskonałe narzędzia, żeby zastopować młodych, utalentowanych i o wiele bardziej medialnych zawodników, którzy w przyszłości mogliby napełniać sakiewkę Zuffy. Czy to wystarczające argumenty uzasadniające decyzję największej organizacji MMA na świecie, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że zawodnicy z gorszymi wynikami jednak nie zostali, jeszcze (?), zwolnieni? Być może nie, ale z punktu biznesowego wydaje się, że nie jest to decyzja zła – nie odbije się to żadnym rykoszetem wśród ogromnej większości ludzi, którzy kupują PPV UFC, a więc kluczowych dla amerykańskiej organizacji. To, że konserwatywni fani wylewają teraz swoje żale, pomstując na decyzję White’a i spółki o zakończeniu współpracy z tyloma zawodnikami, nie oznacza, że informacja to dotrze do przeciętnego Smitha, który kupuje PPV. Jeśli nawet dotrze, czy będzie go to cokolwiek obchodziło? Podobieństwo z sytuacją BellatorEddie Alvarez narzuca się samo – wielkie larum wśród zagorzałych fanów nijak nie przełoży się na odbiór Bellatora przez Smitha, a to jednak ten ostatni jest kluczowym elementem w biznesie.

Cięcia a umowa z FOX

Nie jest wykluczone, że umowa ze stacją FOX, którą UFC zawarło w 2011 roku odegrała pośrednio jakąś rolę w takich a nie innych ostatnio decyzjach włodarzy amerykańskiej organizacji. Stacja telewizyjna nie ma na celu promowania wartości sportowych, ale przede wszystkim osiąganie wysokiej oglądalności w kluczowych grupach – a te mogą zostać osiągnięte właśnie przez starcia rozpoznawalnych i wyrazistych fighterów, do których z całą pewnością nie zalicza się Jon Fitch. Przeciętny Smith, który jednak nie ma większego pojęcia o zawodnikach MMA, na pewno woli obejrzeć cepeliadę Leonarda Garcii, aniżeli „macanie się” w parterze Paula Sassa. A zaspokajanie najwybredniejszych gustów najbardziej zagorzałych fanów MMA nie zawsze, by nie rzec – rzadko, jest kluczowym celem UFC.

Wydaje się, że umowa z FOX nie mogła pozostać bez wpływu na politykę UFC w kontekście położenia większego nacisku na zawodników, którzy walczą efektownie. Oczywiście to, na ile determinują rzeczoną politykę poszczególne zapisy wspomnianej umowy, pozostaje kwestią domysłów, bo szczegóły zarezerwowane są dla obu stron, ale nie będziemy chyba daleko od prawdy, jeśli przyjmiemy, że umowa z FOX nie była elementem, który spowodował położenie większego akcentu na aspekty sportowe w UFC. Jasne, Dana White i spółka dotarli dzięki temu do szerszego grona odbiorców, co później może przełożyć się na lepszą sprzedaż wypromowanych tam zawodników w PPV, następnie na lepsze pensje zawodników, zatrudnienie nowych, utalentowanych i tak dalej, ale póki co pozostaje to raczej melodią przyszłości, bo kakofonia teraźniejszości brzmi mniej przyjemnie.

Strikeforce i dywizja kobiet

Dużo mówi się o tym, że cięcia podyktowane zostały napływem zawodników ze Strikeforce oraz utworzeniem dywizji kobiecej w UFC. W jakimś, być może nawet sporym, stopniu tak zapewne było, ale wydaje się, że wśród zawodników z niedawno pochowanej organizacji tylko kilku może być pewnych swojego przyszłości w UFC (m.in. Ronaldo Souza, Luke Rockhold, Daniel Cormier, Tarec Saffiedine), co oznacza, że nawet w wypadku porażki dalej będą walczyć pod banderą aktualnego pracodawcy. Natomiast większość sierot po Strikeforce zostanie niechybnie zwolniona już po pierwszej porażce, zwłaszcza jeśli nie stanie się to po jakimś szalonym boju spod znaku Leonarda Garcii.

Co zaś się tyczy dywizji kobiet – po pierwsze kontrakty zawodniczek, może poza Rondą Rousey nie są i przez długi czas nie będą wysokie, stąd nie będzie to jakoś szczególnie pochłaniająca koszty inwestycja, nawet biorąc pod uwagę nakłady niezbędne na wypromowanie kobiecego MMA, w którym to niecnym procederze chętnie pomagają zakochani w paniach nawalających się po pyskach amerykańscy dziennikarze. Po drugie natomiast – dywizja kobieca nie będzie zapewne szczególnie liczna, o czym w pośredni sposób może świadczyć nadal świecąca pustkami męska kategoria musza.

Ofiara z Fitch złożona

Przyglądając się reakcjom będących jeszcze na usługach UFC zawodników na wieść o ostrych cięciach oraz o domniemanej setce innych fighterów, którzy w najbliższym czasie pożegnają się z oktagonem, wydaje się, że włodarze UFC osiągnęli swój cel – zmobilizowali pracowników do jeszcze bardziej wytężonej pracy i przesunięcia ciężkości ichniejszych celów z chęci zanotowania kolejnej wygranej za wszelką cenę – co dla znakomitej większości zawodników zawsze było priorytetem – na próbą dostarczenia efektownej walki, choćby i przegranej. Obserwując na UFC 157 takich fighterów, jak Kenny Robertson, Brock Jardine, Sam Stout, Court McGee, Jos Neer, Brendan Schaub, Lavar Johnson a może nawet Josh Koscheck czy Robbie Lawlor dowiemy się, jak wstępnie odbije się na efektowności pojedynków ryzyko zwolnienia, które każdemu z wymienionych będzie towarzyszyć w wypadku porażki.

Jeśli złożenie ofiary z Jona Fitcha poskutkuje, zyska na tym niewątpliwie samo UFC i wcale nie muszą w ostatecznym rozrachunku stracić konserwatywni fani. Nie zmienia to jednak faktu, że już teraz na tym ryzykownym kroku organizacji Dany White’a zyskać może Bellator i inne duże organizacje. Oczywiście, w najbliższej perspektywie nie będą one w stanie zagrozić w żaden sposób UFC, nawet jeśli Joe Silva wyrzuci jeszcze setkę innych zawodników, ale niewątpliwie duża liczba wolnych i mniej lub bardziej klasowych fighterów do przygarnięcia jest potencjałem, z którego grzechem byłoby nie skorzystać. Nawet jeśli jedynym marzeniem aktualnie bezrobotnych jest jak najszybszy powrót w szeregi UFC.

fot. Ken Pishla / MMAWeekly.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

7 Comments

  1. Marxter

    21 lutego 2013 at 15:24

    Zmniejszenie liczby zawodników o kolejną 100 oznaczałoby odchudzenie całego roosteru o ponad 25% (licząc ze strony UFC – obecnie na kontrakcie jest 385 zawodników i 6 zawodniczek). Przy rosnącej liczbie gal (zwłaszcza nienumerowanych) i falach kontuzji – byłoby to mało rozsądne.

    Co do Fitcha – jego lay&pray się często sprawdzało (wystarczy popatrzeć na bilans). Problem w tym, że taki typ zawodnika odrzuca przeciętnego widza od TV (komentarz kolegi nie zainteresowanego MMA po ostatniej walce z Maia – chociaż tutaj akurat to Fitchem wycierano matę – „dwóch gości obściskujących się na macie przez 15 minut – nuda”).

    Nie zmienia to faktu, że taki ruch jak ostatni – mi jako fanowi MMA się nie podoba. Trzeba było odchudzić kadrę – ok, ale nie kosztem np Fitcha, Volkmanna czy Millsa – jedna porażka i wykop? Owszem, szans na większe walki nie mieli, ale nie zmienia to faktu, że byli solidnymi zawodnikami. Dla tej trójki dałbym jeszcze jedną szansę. A reszta? No cóż – nie popisali się, delikatnie mówiąc…

  2. marcin

    21 lutego 2013 at 15:54

    Fajnie, że powrociles do tradycyjnych artykułów. Również myślę, że ufc chciało wysłać jasny sygnał swoim zawodnikom, że dla nudziarzy nie będzie miejsca.

  3. Baltazar

    21 lutego 2013 at 19:06

    Nie zdziwiłbym się jaby Dana i bracia F. podjeli takie decyzje po ostatniej gali w Londynie, na której brakowało własnie tej efektowności i skończeń walk przed czasem. Swoja drogą też bym pognał na ich miejscu takich zawodników, którzy nie potrafią docenić faktu walczenia dla UFC dac z siebie wszystkiego.

  4. naiver

    21 lutego 2013 at 19:18

    Marxter, co do Mai, jeśli znów dostanie zawodnika z doskonałą obroną przed poddaniami, to sam może polecieć po kolejnej walce, bo świetna kontrola to nie wszystko :D

  5. Miedziak

    21 lutego 2013 at 21:42

    Wydaje mi się, że na wyciąganie aż takich wniosków jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.
    Jeśli w następnej serii zwolnień wypowiedzenie dostaną Guillard, Garcia i Lawler (jeśli przegra walkę z Kosem, to zapewne tak będzie) cała teoria legnie w gruzach.
    Wyrzucenie Fitcha na pewno dziwi, ale jeśli miałbym wskazać na jakiegoś zawodnika z czołówki swojej wagi, którego Dana by się z chęcią pozbył, to bez wahania wskazałbym właśnie na niego.
    Fitch od paru lat żyje w głębokim konflikcie z Daną i braciami Ferrita. Można tutaj przypomnieć notoryczne odmowy walki z Kosem, które sytuację na szczycie półśredniej czy aferę związaną z prawami do wizerunku. Słabszy bilans w ostatnich walkach był pretekstem.
    Może być też tak, że Fitch nie zgodził się na obniżenie wynagrodzenia i UFC przyjęło taktykę „pogłoduje to wróci z podkulonym ogonem”.
    W końcu to nie pierwsza taka sytuacja, gdy z UFC odchodzi mocny zawodnik vide casusy Werduma czy Arłowskiego.

  6. naiver

    21 lutego 2013 at 21:48

    Miedziak, jeśli odnosisz się do Mai, to żart był, rzecz jasna. Nie mój zresztą, bo gdzieś taki komentarz widziałem, ale myślę, że w przerysowany sposób nieźle oddaje podejście części fanów do tematu. UFC miało aż nadto powodów do pozbycia się Fitcha, ale nikt nie spodziewał się, że stanie się to już teraz.

  7. Miedziak

    22 lutego 2013 at 07:34

    Odnosiłem się do stanowiska, że cięcia będą dotykać przede wszystkim zawodników dających nudne walki.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *