UFC

UFC FN: Luque vs. Muhammad 2 – wyniki, relacja i najlepsze akcje (VIDEO)

Wyniki, relacja i najlepsze akcje z gali UFC Fight Night: Luque vs. Muhammad 2, która odbywa się w Las Vegas.




W walce wieczoru taktycznie nastawiony Belal Muhammad (21-3) pokonał na punkty Vicente Luque (21-8-1). Pełna relacja z walki – tutaj.

Niespełna minutę potrzebował Gadzhi Omargadzhiev (13-1), aby przewrócić Caio Borralho (11-1). Rzecz jednak w tym, że Brazylijczyk natychmiast przetoczył Dagestańczyka. Sporo czasu spędził na górze, skąd okolicznościowo trafiał aktywnego z pleców Omargadzhieva, później świetnie zachodząc rywalowi za plecy. Tam czaił się na duszenie i łokcie, podczas gdy Dagestańczyk próbował uderzać za plecy – z pewnymi sukcesami.

Początek drugiej rundy należał zdecydowanie do karatecko w stójce usposobionego Brazylijczyka, który okrutnie wstrząsnął rywalem latającym kolanem oraz kontrującym prostym chwilę potem. W poczynania Dagestańczyka wdała się panika. Próbował urwać lotnemu na nogach Borralho głowę potężnymi cepami, tracąc balans i lądując na deskach. Brazylijczyk natychmiast wpiął mu się za plecy, zapinając trójkąt na brzuchu. Omargadzhiev nie dał się jednak udusić, choć nie był też w stanie do końca rundy się wydostać.

Trzecia runda także układała się pod dyktando świetnie dysponowanego Brazylijczyka, który w każdym obszarze – stójce, zapasach, parterze – był o krok przed Dagestańczykiem. Jednak przy ogrodzeniu grzmotnął Omargadzhieva nieprzepisowym kolanem na głowę. Dagestańczyk zniósł je dzielnie, ale gdy sędzia doskoczył, przerywając akcję, Gadzhi runął na deski, ciężko naruszony. Do walki już nie wrócił. Sędzia ukarał Borralho odjęciem punktu.

Pojedynek decyzją techniczną w stosunku 3 x 29-27 wygrał Caio Borralho.




Początek walki Andre Fialho (14-4) z Miguelem Baezą (10-2) należał do agresywniejszego i aktywniejszego Portugalczyka, który zdzielił portorykańskiego Amerykanina między innymi bezpośrednimi lewymi sierpowymi i lowkigami na wysokości łydki. Jednak soczysta kombinacja 1-2 autorstwa Baezy na dłuższy czas zmieniła obraz walki – to Amerykanin przejął inicjatywę, będąc skuteczniejszym, szczególnie pod kątem bardzo szybkich prostych.

Jednak z czasem Fialho powrócił do gry, rąbiąc lowkingami, dosięgając rywala prostymi. W kluczowej akcji walki Fialho i Baeza poszli na wymianę i obaj trafili. Portugalczyk złapał jednak rywala w klinczu, tam okrutnie wstrząsając nim krótkimi podbródkami. Baeza zatoczył się, a czując krew, Fialho doskoczył i posłał go na deski lewym sierpem, wszystko kończąc srogim gwoździem. Co prawda Amerykanin natychmiast rzucił mu się do nóg, ale sędzia przerwał zawody.

Andre Fialho powrócił tym samym na drogę zwycięstw po przegranym debiucie z Michelem Pereirą, a Miguel Baeza doznał już trzeciej z rzędu porażki, która może oznaczać kres jego przygody z UFC.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

W pierwszej rundzie TJ Laramie (12-4) prezentował się lepiej od Pata Sabatiniego (16-3) pod kątem zapaśniczym, ale w stójce zainkasował srogi middlekick, po którym prawie wylądował na deskach. Wybronił się jednak, idąc w zapasy i kończąc na górze.

Druga odsłona stała pod znakiem totalnej dominacji Amerykanina, który przewróciwszy Laramiego i unieruchomiwszy go przy ogrodzeniu, przez kilka minut bombardował go uderzeniami zza pleców.

Także ostatnia runda należała do Sabatiniego, który przez jej zdecydowaną większość rozdawał karty w obszarze zapaśniczo-parterowym.

Werdykt był formalnością. Wszyscy sędziowie wskazali na Pata Sabatiniego (3 x 30-26), który wyśrubował swój bilans w UFC do 4-0.

W pierwszej rundzie wali otwierającej kartę główną korzystający z bogatego arsenału narzędzi kickbokserskich Mounir Lazzez (11-2) wypadł lepiej od wchodzącego na zastępstwo debutanta Ange Loosy (8-3), trafiając różnorodnymi uderzeniami – łokciami, prostyim, kolanami, kopnięciami.

Kongijski debiutant w drugiej odsłonie broni nie składał, ale to nadal Tunezyjczyk był skuteczniejszy – dobrze korzystał z lewego prostego, karcił rywala ciosami na korpus, poszukiwał kreatywnych łokci, trafiał często w kontrach, wykorzystując dobrze swoje gabaryty.

W pierwszych kilku minutach trzeciej rundy Loosa nabrał nieco wiatru w żagle, coraz częściej trafiając Lazzeza. Ten jednak niewiele sobie z tego robił, podkręcając z każdą minutą tempo. W końcówce szybki Tunazyjczyk soczystymi kombinacjami mocno porozbijał rywala.

Sędziowie byli jednogłośnie, orzekając o zwycięstwie Mounira Lazzeza w stosunku 3 x 30-27.



Devin Clark (12-6) rozpoczął walkę z Williamem Knightem (11-3) lepiej, będąc skuteczniejszym w stójce, ale potem na dobre kilka minut unieruchomiony w częściowo dopiętej gilotynie. Na rozerwanie Knight zdzielił go kolanem na głowę i serią uderzeń, będąc bliskim skończenia rywala. Swoim zwyczajem Clark spanikował, ale okiełznał demony i przetrwał.

Niemal cała runda druga toczyła się pod dyktando Clarka, który efektownie obalił Knighta, kontrolując go potem z dosiadu i rozbijając. Dopiero w ostatnich sekundach Knight się wykaraskał i sam sfinalizował obalenie.

W trzeciej odsłonie Devin prezentował się lepiej w stójce, wyraźnie górując nad rywalem szybkościowo. Ponownie efektownie go obalił, ale Knight szybko wrócił na nogi. Na rozerwanie klinczu Clark wstrząsnął jednak rywalem kombinacją łokcia z sierpem, a dzieła zniszczenia dopełnił kolejnym.

Devin Clark przerwał tym samym serię dwóch porażek. Dla Williama Knighta była to druga porażka z rzędu.

Powracający do akcji po dwóch latach Drakkar Klose (11-2-1) mocno w pierwszej rundzie zbił biorącego walkę w zastępstwie Brandona Jenkinsa (15-8), posyłając nawet rywala w pewnym momencie na deski. Ten jednak pomimo zainkasowania masy uderzeń i chwiejnego kroku tylko się uśmiechał.

Przestał się jednak uśmiechać w rundzie drugiej. Drakkar zaskoczył go w dystansie soczystym podbródkiem, kontynuując nawałnicę w klinczu. Serią bomb posłał Jenkinsa na deski, nie dając sędziemu wyboru.

Drakkar Klose powrócił tym samym na zwycięskie tory po porażce z Beneilem Dariushem. Po wszystkim zwycięzca rzucił wyzwanie Markowi Madsenowi.

Rafa Garcia (13-2) rozdawał karty w pierwszej rundzie walki z Jesse Ronsonem (21-10), regularnie trafiając odwrotnie ustawionego rywala prawym sierpowym i notując dwa obalenia. Ronson starał się odwoływać do ciosów prostych, wywierając też presję, ale jego nieruchoma głowa stanowiła łatwy cel dla Meksykanina.

W drugiej odsłonie Garcia szybko poszedł w zapasy, ale gdy Ronson wracał na nogi, trafił go nieprzepisowym kolanem na głowę, za co został ukarany odjęciem punktu. Po wznowieniu Meksykanin szybko przeniósł walkę ponownie do parteru, torując sobie drogę za plecy Kanadyjczyka, którego szybko zmusił do poddania walki duszeniem.

Da 27-latka było to drugie zwycięstwo z rzędu. Jego bilans w UFC wynosi 2-2.

Pierwsza runda walki Chrisa Barnetta (22-8) z debiutującym w oktagonie Martinem Budayem (10-1) należała do tego ostatniego. Słowak był agresywniejszy, trafiał częściej, unikając większości cepów rywala, długimi fragmentami męcząc też Amerykanina w klinczu.

W pojedynczych akcjach w dystansie Barnett zanotował pewne sukcesy w drugiej rundzie – choć sporo też przyjął – ale podobnie jak w pierwszej, nie radził sobie z klinczem agresywnego i silnego jak tur Budaya. Na siatce Słowak rozbijał go przede wszystkim kolanami na korpus.

Gdy wydawało się, że w trzeciej rundzie Buday jest o włos od skończenia Barnetta – posłał go na deski kolanem na korpus – zdzielił Amerykanina łokciem, który prawdopodobnie trafił w tył głowy. Barnett runął na deski i już się taktycznie nie podniósł. Dyskwalifikacji rywala jednak nie wywalczył, bo sędzia uznał, że faul nie był intencjonalny. O wyniku zadecydowali więc sędziowie.

Wszyscy wskazali na Słowaka w stosunku 30-27.




Trey Ogden (15-5) przez połowę pierwsze rundy prezentował się nieco lepiej od Jordana Leavitta (10-1) w nieszczególnie zaawansowanej szermierce na pięści i kopnięcia, trafiając głównie krzyżowym na korpus. Później jednak pośliznął się, lądując na plecach. Jednak Ogden z czasem wypracował sobie pozycję do ataku gilotyną, będąc bliskim poddania rywala.

W drugiej rundzie nie działo się wiele. Ogden starał się wywierać presję, atakując nadal na korpus, ale inkasował masę zewnętrznych lowkingów oraz frontali na korpus.

Trzecia odsłona toczyła się głównie w obszarze zapaśniczo-parterowym. Więcej czasu na górze spędził Leavitt.

Sędziowie jednogłośni nie byli, punktując w stosunku 2 x 29-28, 28-29 dla Jordana Leavitta, który odniósł tym samym drugie z rzędu i trzecie w dotychczasowych czterech występach w UFC zwycięstwo.




W starciu otwierającym galę Heili Alateng (15-8-2) w ledwie 47 sekund znokautował Kevina Crooma (21-15). Mongoł zaskoczył Amerykanina kombinacją lewego na korpus i prawego na głowę, mocno nim wstrząsając. Serią kolejnych uderzeń dopełnił dzieła zniszczenia.

Bilans Alatenga w UFC wynosi 3-1-1. Croom najprawdopodobniej żegna się z organizacją, bo była to jego trzecia z rzędu porażka.

Wyniki UFC Fight Night

Walka wieczoru

170 lb: Belal Muhammad (21-3) pok. Vicente Luque (21-8-1) jednogłośną decyzją (2 x 49-46 48-47)

Co-main event

185 lb: Caio Borralho (11-1) pok. Gadzhi Omargadzhieva (13-1) techniczną decyzją (3 x 29-27)

Karta główna

170 lb: Andre Fialho (15-4) pok. Miguela Baezę (10-3) przez KO (ciosy), R1, 4:39
135 lb: Mayra Bueno Silva (8-2-1) pok. Yanan Wu (12-4) jednogłośną decyzją (2 x 29-28, 30-27)
145 lb: Pat Sabatini (17-3) pok. TJ-a Laramie (12-5) jednogłośną decyzją (3 x 30-27)
170 lb: Mounir Lazzez (11-2) pok. Ange Loosę (8-3) jednogłośną decyzją (3 x 30-27)

Karta wstępna

265 lb: Devin Clark (13-6) pok. Williama Knighta (11-4) przez KO (ciosy), R3, 3:21
135 lb: Pannie Kianzad (16-6) pok. Linę Lansberg (10-6) jednogłośną decyzją (3 x 29-28)
155 lb: Drakkar Klose (12-2-1) pok. Brandona Jenkinsa (15-9) przez KO (ciosy), R2, 0:33
170 lb: Rafa Garcia (14-2) pok. Jesse Ronsona (21-11) przez poddanie (RNC), R2, 4:50
265 lb: Martin Buday (10-1) pok. Chrisa Barnetta (22-8) techniczną decyzją (3 x 30-27)
155 lb: Jordan Leavitt (10-1) pok. Treya Ogdena (15-5) niejednogłośną decyzją (2 x 29-28, 28-29)
115 lb: Sam Hughes (6-4) pok. Istelę Nunes (6-3) większościową decyzją (2 x 29-27, 28-28)
135 lb: Heili Alateng (15-8-2) pok. Kevina Crooma (21-15) przez TKO (ciosy), R1, 0:47

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Powiązane artykuły

Komentarze: 3

  1. O tym właśnie pisałem w uwagach: „Początek walki Andre Fialho (14-4) z Miguelem Baezą (10-2) należał do agresywniejszego i aktywniejszego Portugalczyka, który zdzielił portorykańskiego Amerykanina”. Ja nie mam pojęcia który z nich jest Portugalczykiem, a który portorykańskim Amerykaninem. I z opisu nic nie wiem. Obaj z danych personalnych mogą brzmieć jak Portugalczyk czy portorykański Amerykanin.

    1. Akurat końcówka -lho jest charakterystyczna dla Portugalczyków, ale rozumiem Twój problem. Natomiast pisząc jakiekolwiek relację, które są zbudowane wokół dwójki zainteresowanych, by to stylistycznie wyglądało i przyjemniej się czytało nie ominiesz zamiany nazwiska na pseudonim lub narodowość w poszczególnych zdaniach.

Dodaj komentarz

Back to top button