UFC

UFC Fight Night 113 – wyniki i relacja

Wyniki i relacja z gali UFC Fight Night 113 – Nelson vs. Ponzinibbio, która odbędzie się w Glasgow.

W walce wieczoru gali UFC Fight Night 113 w Glasgow Santiago Ponzinibbio (25-3) ekspresowo ubił Gunnara Nelsona (16-3-1).




Nelson rozpoczął walkę w charakterystycznym dla siebie karateckim stylu, już pierwszą szarżą solidnie trafiając Ponzinibbio. Argentyńczyk miał wyraźna problemy z rozczytaniem rywala, inkasując potem bezpośredniego lewego sierpa – ale to było wszystko, na co stać było tego dnia Islandczyka. Chwilę potem spróbował bowiem ponownie bezpośredniego lewego sierpa, ale tym razem Ponzinibbio był już gotowy – wyprzedził atak soczystym krosem, okrutnie naruszając rywala! Ten znalazł się na siatce, mocno zagubiony, ale seria kolejnych ciosów rozjuszonego Ponzinibbio posłała go na deski, gdzie kolejne uderzenia pozbawiły go przytomności!

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886702753552138241

Argentyńczyk zwycięża w ten sposób już piątą z rzędu walkę, fundując Islandczykowi pierwszą w karierze porażkę przez nokaut i dobijając się do drzwi ścisłej czołówki kategorii półśredniej.

*****

W co-main evencie gali Cynthia Calvillo (6-0) obroniła nieskazitelny rekord, po bezbarwnej długimi chwilami walce wypunktowując Joanne Calderwood (11-3).

Pierwsza runda toczyła się w spokojnym tempie. Calderwood dystansowała Calvillo kopnięciami i ciosami prostymi, zagrażając rywalce łokciami, gdy ta próbowała przedrzeć się blisko, ale też mobilność Amerykanki mocno utrudniała pracę Szkotce. W końcówce rundy Calvillo przeniosła walkę do parteru, ekspresowo zachodząc Calderwood za plecy – gdy zawodniczka ze Szkocji zdołał odwrócić pozycję, trafiając do gardy, od razu zmuszona była bronić się przed balachą. Amerykanka robiła, co mogła, aby zmusić przeciwniczkę do poddania, ale Szkotka Jojo przetrwała do syreny kończącej pierwszą odsłonę.

W drugiej odsłonie nieruchomogłowa Calderwood przyjęła kilka czystych ciosów w półdystansie, ale cały czas napierała, dobrze broniąc się też przed pojedynczymi zapędami zapaśniczymi Calvillo. Regularnie kopała też z wykrocznej nogi na każdej wysokości, utrzymując mobilną Amerykanką na dystans. Jednym z frontali przewróciła nawet rywalkę, zaliczając też dobry obrotowy backfist, który wytrącił Calvillo z równowagi.

Trzecia runda wyglądała nieco podobnie do pierwszej. Szkotka napierała, spamowała kopnięciami – często kompletnie nieprzygotowanymi – ale inkasowała ciosy w krótkich zrywach Calvillo. W samej końcówce natomiast Amerykanka przechwyciła jedno z kopnięć, przewracając Szkotkę, błyskawicznie zachodząc jej za plecy i zagrażając duszeniem – podobnie jednak jak i w pierwszej odsłonie, tak i w trzeciej Jojo została uratowana przez syrenę kończącą rundę.

Sędziowie jednogłośnie wypunktowali walkę dla Calvillo w stosunku 2 x 30-27, 29-28. Porównywana już teraz przez machinę promocyjną do Conora McGregora i Rondy Rousey Amerykanka w ten sposób odnosi trzecie z rzędu zwycięstwo.

*****

Paul Felder (14-3) zaprezentował świetną formę, nokautując w pierwszej rundzie walki Steviego Ray’a (21-7).




Po kilku wymianach w stójce Stevie Ray poszukał obalenia, przenosząc walkę do klinczu. Paul Felder zdołał je jednak wybronić, a obaj wdali się w walkę na chwyty, raz za razem przestawiając się przy siatce, poszukując krótkich łokci i obaleń. W końcu jednak Felder złapał jednak tajski klincz, soczystym kolanem na głowę posyłając Szkota na deski.

Rzucił się za nim z dobitką, ale Ray przetrwał. Nie na długo jednak, bo Amerykanin wypracował sobie miejsce na trzy przeokrutne łokcie z góry, odcinając rywala od zmysłów i serwując mu pierwszą w karierze porażkę przez nokaut.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886688348651352065

Dla Irlandzkiego Smoka jest to drugie z rzędu zwycięstwo w oktagonie i czwarte w ostatnich pięciu występach.

Z kolei sytuacja Steviego Ray’a mocno się skomplikowała, bo starcie z Felderem było ostatnim w jego kontrakcie z UFC.

*****

Przez większą część pierwszej rundy walki Jack Marshman (22-6) był stroną atakującą i trafiał też częściej. Ryan Janes (6-3) jednak długimi fragmentami nieźle utrzymywał dystans, dobrze pracując na nogach, oganiając się od rywala kopnięciami i w rezultacie masa ciosów – najczęściej obszernych sierpów – Walijczyka pruła powietrze. Ba, po niemal każdym przyjętym, najczęściej jednak na sporym odchyleniu, ciosie – a Marshman notował sporo sukcesów zwłaszcza podbródkowym z przedniej ręki – Kanadyjczyk sam ruszał do ataków, kilka razy soczyście trafiając rywala.

W drugiej odsłonie pojedynek wyrównał się. Janes nie oddawał już tak ochoczo pola, często przechodząc do ataków i długimi prostymi dosięgając szczęki rywala. Przez jakiś czas miał go też na siatce, tam ostrzeliwując krótkimi ciosami, ale z drugiej strony, Marshman również nie pozostawał mu dłużny, kilka razy przedzierając się do półdystansu, gdzie dzięki szybkim rękom trafiał częściej.

Janes mocno podkręcił tempo w trzecie rundzie, będąc cały czas stroną atakującą i trafiając zdecydowanie mocniejszymi uderzeniami, a raz nawet wstrząsając zmęczonym już Marshmanem. Nie znaczy to jednak, że uderzenia tego ostatniego nie dochodziły – dochodziły, ale ani na chwilę nie zatrzymywały napierającego Kanadyjczyka.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886683842425311232

Sędziowie wskazali ostatecznie na Marshmana, najprawdopodobniej punktując dla niego dwie pierwsze rundy.

*****

Khalil Rountree (6-2) nie dał żadnych szans Paulowi Craigowi (9-2), ubijając Szkota w końcówce pierwszej rundy.




Craig rozpoczął pojedynek od serii długich kopnięć, które wywierający presję Rountree starał się kontrować ciosami. Amerykanin walczył z nisko opuszczonymi rękami, spodziewając się zapewne prób zapaśniczych ze strony Szkota. Minęły dwie minuty walki, a celnych uderzeń było jak na lekarstwo. Rountree trafił pojedynczymi kontrami, Craig pojedynczymi kopnięciami na nogi. Walczący z odwrotnej pozycji Amerykanin w końcu dosięgnął rywala soczystym krosem, rzucając go na siatkę i zyskując tym samym jego szacunek. Był jednak niebywale cierpliwy, zamykając go na siatce, ale nie wpadając w półdystans, o klinczu nie wspominając. Chwilę potem ponownie przedarł się przez lichej jakości defensywę Szkota.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886674629468848132

Craig spróbował desperackiego obalenia, ale zostało ono z łatwością powstrzymane. W końcówce Craig trafił soczystym kopnięciem na korpus, ale wtedy właśnie Rountree podkręcił tempo, wpadając z własnym kopnięciem w półdystans – tam dosięgnął rywala krótkim podbródkowym, posyłając go na deski. Zaatakował ostrymi młotami z góry i trzeci z nich trafił czysto, ostatecznie gasząc światło Craigowi.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886674882792181762

Dla Amerykanina, który rozpoczął przygodę z UFC od dwóch porażek, jest to drugie zwycięstwo z rzędu przez nokaut w pierwszej rundzie. Z kolei Craig po drugiej kolejnej porażce znalazł się pod ścianą.

*****

W pierwszej rundzie walki dwóch debiutujących w oktagonie ciężkich, która otworzyła kartę główną, Justin Willis (4-1) prezentował się lepiej, dobrze wykorzystując swoją przewagę zasięgu w wymianach pięściarskich. Bijący się z odwrotnej pozycji Amerykanin zaprezentował też kilka świetnych kontr po przepuszczeniu ataków Jamesa Mulherona (11-1), demonstrując zaskakująco szybkie ręce i mobilną głowę. Brytyjczyk z kolei skupiał się przede wszystkim na ostrzeliwaniu korpusu Willisa, szybko wracając też na nogi po jedynym obaleniu.

Przez ponad trzy minuty drugiej odsłony obaj kontynuowali szermierkę na pięści i to Brytyjczyk tym razem wyglądał nieco lepiej. Amerykanin zwolnił, odpowiadając znacznie rzadziej, podczas gdy krągły Mulheron chętnie atakował takimi rzadkimi technikami w kategorii ciężkiej jak superman punche czy obrotowe backfisty. Właśnie ten ostatni jednak, wyprowadzony po raz drugi, kosztował go oddanie obalenia na niespełna dwie minuty przed końcem rundy. Tym razem Amerykanin nie dał już rywalowi wstać, w końcówce nawet unieruchamiając go i częstując dobrymi uderzeniami z góry.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886667703662018560

W ostatniej odsłonie nie działo się wiele. Mulheron próbował obszernymi cepami urwać rywalowi głowę, ale ten dobrze kontrolował dystans, a i jego uniki – czasami połączone z kontrami, najczęściej szybkim lewym – mogły się podobać. W końcówce Willis zaliczył jeszcze udane obalenie, choć Mulheron zdołał szybko wrócić na nogi.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886670007144505344

Ostatecznie sędziowie zgodnie wskazali na niedoszłego rywala Marcina Tybury, punktując 3 x 30-27.

*****

W pierwszej połowie otwierającej pojedynek rundy Danny Roberts (14-2) był odrobinę skuteczniejszy i aktywniejszy, choć to Bobby Nash (8-3) trafił mocniejszymi ciosami. Na dwie minuty przed końcem Amerykanin zaprzęgnął do działania zapasy, dwa razy przewracając i kontrolując z góry Brytyjczyka.

Roberts zachował nieco więcej sił na drugą rundę, choć długimi fragmentami toczyła się ona w zwarcie, gdzie obaj walczyli o obalenie. W końcu jednak walczący z odwrotnej pozycji Brytyjczyk trafił soczystym kopnięciem na korpus, a po chwili poprawił ślicznym lewym sierpem na szczękę, posyłając Amerykanina na deski. Rzucił się za nim z kolejnymi uderzeniami, ale sędzia szybko wkroczył do walki – być może odrobinę za szybko, ale z drugiej strony, trudno spodziewać się, aby Nas był w stanie wrócić do walki.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886659778352754688

Roberts powraca w ten sposób na ścieżkę zwycięstw, podnosząc się po porażce z Mikiem Perrym. Nash natomiast prawdopodobnie żegna się z organizacją – jest to bowiem jego druga porażka w drugim występie w oktagonie.

*****

Pierwsza runda pożegnalnej walki Neila Seery’ego (16-13) z Alexandre Pantoją (18-2) toczyła się wyłącznie w stójce. Obaj zawodnicy raz za razem wdawali się w ostre wymiany, ale to Brazylijczyk był precyzyjniejszy i trafiał mocniej, kilka razy rzucając Irlandczyka na siatkę i tam atakując kolanami z tajskiego uchwytu. Chętnie też do swojej gry wplatał lowkingi, kilka razy kończąc nimi kombinacje.

W drugiej odsłonie Pantoja nadal notował sporo sukcesów w klinczu, ale w dystansie Seery zaczął się rozkręcać, trafiając zdecydowanie częściej niż w pierwszej rundzie. Brazylijczyk wydawał się nieco zmęczony, choć nadal odgryzał się Irlandczykowi ciosam, które wydawały się ważyć więcej niż te Seery’ego.

Po serii szalonych wymian na początku trzeciej rundy, z których wyszedł obronną ręką, rzucając Seery’ego na siatkę, Pantoja przeniósł walkę do parteru.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886651105463193602

Tam z czasem utorował sobie drogę do dosiadu, a następnie zaszedł próbującemu wydostać się Irlandczykowi za plecy, zapinając mu trójkąt na brzuchu i zmuszając do klepania.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886651923025338368

Pantoja odnosi w ten sposób drugie zwycięstwo w rzędu, powoli wspinając się coraz wyżej w hierarchii kategorii muszej.

*****

Debiutujący w oktagonie – i powracający do akcji po ponad 2-letniej przerwie – 35-letni Galore Bofando (5-2) w niecodzienny sposób znokautował Charliego Warda (3-3) już w pierwszej rundzie.

Przypominający nieco stylem walki Michaela Page’a Bofando od początku czarował, nisko opuszczając ręce, raz za razem zmieniając pozycję i szukając efektownych kopnięć bądź krótkich ataków. Statyczny Ward zapraszał go natomiast do wymian w półdystansie.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886641590156091392

W końcu Irlandczyk w połowie rundy znalazł sposób na skrócenie dystansu, zaciągając Brytyjczyka pod siatkę. Tam jednak Bofando, wybroniwszy się przed próbą haczenia, zerwał uchwyt, ciskając Wardem o deski – i zrobił to tak skutecznie, że znokautował uderzającego głową o deski rywala. Dołożył jeszcze kilka uderzeń z góry, ale walka była już rozstrzygnięta.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886642601771839488
https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886641745915727872

*****

W starciu dwóch debiutujących zawodników Danny Henry (11-2) powrócił z dalekiej podróży, wypunktowując Daniela Teymura (6-1) – brata świetnie radzącego sobie w oktagonie Davida.




Pierwsza runda pojedynku w zdecydowanej większości toczyła się pod dyktando tego Szweda. Niższy i zdecydowanie szybszy Szwed raz za razem przedzierał się przez dziurawą jak szwajcarski ser defensywę Szkota, rażąc go soczystymi ciosami, także w kombinacjach, oraz mocnymi lowkingami.

Pomimo masy uderzeń, jakie przyjął, Henry zniósł je dzielnie, w końcówce nawet wstrząsając podmęczonym już rywalem kolanem na głowę i serią uderzeń.

Pierwsza połowa drugiej rundy należała zdecydowanie do Teymura, który złapał drugi oddech i kilka razy soczyście zdzielił rywala – jednak wkładanie w każdą akcję całej mocy przypłacił okrutnym zmęczeniem. W połowie rundy Henry przeszedł do ofensywy, dobrymi ciosami potwornie naruszając poszukującego ratunku w obaleniu Szweda i przejmując w ten sposób stery pojedynku w swoje ręce.

Kilka razy zachwiał wyczerpanym już Teymurem, w końcówce posyłając go nawet na deski.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886635801798475776

Szybko przeszedł do dosiadu, rozpuszczając ręce. Szwed dzielnie jednak walczył i choć oddał plecy, nie odklepał i dotrwał do trzeciej rundy.

Na niewiele się to jednak zdało, bo stała ona pod znakiem całkowitej dominacji Henry’ego, który najpierw porozbijał go na nogach, a potem przeniósł walkę do parteru, do końca walki kontrolując i obijając dzielnie walczącego o przetrwanie Teymura z góry.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886636452616040448

Sędziowie nie mieli wątpliwości, punktując jednogłośnie dla Henry’ego w stosunku 29-28, 29-28, 29-26.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886638399167266816

*****

Brett Johns (14-0) w pierwszej rundzie zdominował Alberta Moralesa (7-2-1) po kilku wymianach stójkowych – z których Amerykanin wyszedł nieco lepiej, trafiając prostymi i lowkingami – przenosząc walkę do parteru, gdzie przez cztery minuty kontrolował i sporadycznie ostrzeliwał rywala z góry.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886626288945049601

Półtorej minuty drugiej odsłony również toczyło się na nogach, gdzie obaj zawodnicy zanotowali kilka soczystych uderzeń, a Morales wybronił dwie próby sprowadzeń ze strony rywala. Przy trzeciej okazał się jednak bezradny i podobnie jak w pierwszej rundzie skończył na plecach, wciśnięty do siatki, tam inkasując uderzenia od utrzymującego dominującą pozycję i podkręcającego tempo wraz z upływem czasu Walijczyka.

Na początku trzeciej rundy Morales miał swoje chwile, kilka razy soczyście trafiając Johnsa w stójce. Walijczyk ponownie znalazł jednak drogę do obalenia, później zachodząc szukającemu powrotu na nogi Amerykaninowi za plecy.

https://twitter.com/Jonnyboy_6969/status/886629053142269952

Z czasem Morales odzyskał gardę, ale pozostawał na plecach, wciśnięty do ogrodzenia, nie będąc w stanie wstać. W końcówce Johns spróbował jeszcze trójkąta rękami, ale bez powodzenia.

Sędziowie jednogłośnie wskazali na odnoszącego drugie z rzędu wiktorię Johnsa, punktując 2 x 30-27, 30-25.

*****

W pojedynku otwierającym galę Leslie Smith (10-7-1) „zajechała” debiutującą w oktagonie Amandę Lemos (6-1-1), ubijając Brazylijkę w drugiej rundzie. Dopóki miała siły, Lemos świetnie kontrowała oraz okrutnie okopywała wykroczną nogę Amerykanki, ale ta niczym zombie cały czas napierała, nie dając rywalce czasu i przestrzeni – pomimo iż lowkingi rywalki wyraźnie zaczęły się odkładać. W drugiej rundzie Brazylijka opadła już z sił i przyjmowała coraz więcej ciosów, coraz rzadziej odpowiadając na agresję Amerykanki. W końcu sędzia, widząc, że Lemos praktycznie przestała się bronić pod siatką, przerwał pojedynek.

Smith wygrywa w ten sposób drugą walkę z rzędu i teraz celuje w starcie z Bethe Correią.




Wyniki UFC Fight Night 113

Walka wieczoru

170 lbs: Santiago Ponzinibbio (25-3) pok. Gunnara Nelsona (16-3-1) przez KO (ciosy), R1, 1:22

Karta główna

115 lbs: Cynthia Calvillo (6-0) pok. Joanne Calderwood (11-3) jednogłośną decyzją (2 x 30-27, 29-28)
155 lbs: Paul Felder (14-3) pok. Steviego Ray’a (21-7) przez KO (łokcie), R1, 3:57
185 lbs: Jack Marshman (22-6) pok. Ryana Janesa (6-3) jednogłośną decyzją (3 x 29-28)
205 lbs: Khalil Rountree (6-2) pok. Paula Craiga (9-2) przez KO (podbródkowy i uderzenia), R1, 4:56
265 lbs: Justin Willis (5-1) pok. Jamesa Mulherona (11-2) jednogłośną decyzją (3 x 30-27)

Karta wstępna

170 lbs: Danny Roberts (14-2) pok. Bobby’ego Nasha (8-3) przez KO (lewy sierp), R2, 3:59
125 lbs: Alexandre Pantoja (18-2) pok. Neila Seery’ego (16-13) przez poddanie (RNC), R3, 2:31
170 lbs: Galore Bofando (5-2) pok. Charliego Warda (3-3) przez KO (slam), R1, 2:10
155 lbs: Danny Henry (11-2) pok. Daniela Teymura (6-1) jednogłośną decyzją (2 x 29-28, 29-26)

Karta UFC Fight Pass

135 lbs: Brett Johns (14-0) pok. Alberta Moralesa (7-2-1) jednogłośną decyzją (2 x 30-27, 30-25)
135 lbs: Leslie Smith (10-7-1) pok. Amandę Lemos (6-1-1) przez TKO (ciosy), R2, 2:53

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button