UFC 174 – wyniki i relacja

Wyniki i relacja z gali UFC 174, na której Demetrious Johnson w starciu z Alim Bagautinovem postawi na szali pas mistrzowski kategorii muszej.

125 lbs: Demetrious Johnson > Ali Bagautinov (decyzja jednogłośna)

Demetrious Johnson nie miał problemów z wypunktowaniem Aliego Bagautinova, broniąc tym samym pasa mistrzowskiego kategorii muszej. Amerykanin był znacznie precyzyjniejszym zawodnikiem w stójce, w klinczu rażąc pretendenta masą kolan na korpus i głowę. Mistrz w ani jednym momencie nie był zagrożony, a jedynymi sukcesami, jakie notował Bagautinov były wciskanie Johnsona do siatki i angaż do pracy kolan, kilka celnych ciosów w stójce oraz kilka obaleń. Od pierwszej do ostatniej sekundy Mighty Mouse kontrolował jednak ten pojedynek, wiele razy solidnie trafiając Rosjanina, który pokazał jednak charakter i twardą głowę, pozostając w pojedynku do końcowej syreny.

Johnson zrobił, co miał zrobić, o pojedynku jutro już nikt nie będzie pamiętał. Następny w kolejce będzie pewnie – wbrew marudzeniom Myszy – John Dodson.

170 lbs: Rory MacDonald > Tyron Woodley (decyzja jednogłośna)

Rory MacDonald nie dał najmniejszych szans Tyronowi Woodley’owi, dominując walkę na przestrzeni wszystkich trzech rund. Stojący nisko na nogach Kanadyjczyk od samego początku walczył bardzo agresywnie, spychając Amerykanina do głębokiej defensywy, choć czynił to z tradycyjną sobie ostrożnością, dzięki czemu unikał wszystkich szarż Wybrańca. Mając jednak Woodley’a wciśniętego plecami do siatki, robił z nim, co chciał, rażąc go klinicznie precyzyjnymi ciosami prostymi na głowę i korpus oraz masą kopnięć wszelakich. Ostatni raz Kanadyjczyka z takim nastawieniem i w takiej formie widzieliśmy w starciu z BJ Pennem, co zwiastować może, iż po kilku bezbarwnych walkach Ares zaczyna powracać do korzeni. Amerykanin natomiast poza kilkoma mocnymi lowkingami i szarżą z trzeciej rundy nie miał absolutnie nic do powiedzenia, przyjmując raz za razem na siatce. Na koniec został jeszcze obalony i zasypany gradem ciosów z góry.

MacDonald pokazał prawdziwą klasę i w takiej formie może stanowić poważne zagrożenie dla każdego zawodnika w dywizji półśredniej, wliczając w to Robbiego Lawlera i Johny’ego Hendricksa. Woodley natomiast musi zacząć wszystko od początku, choć nie jestem pewien, czy na tym etapie swojej kariery jest w stanie dokonać zmian w swoim stylu, które pozwoliłyby mu na dotarcia do walki o pas mistrzowski.

205 lbs: Ryan Bader > Rafael Cavalcante (decyzja jednogłośna)

Ryan Bader po mało emocjonującym boju zdominował zapaśniczo Rafaela Cavalcante, który w parterze prezentował niebywałą bierność, dając się bezczynnie obijać przez wiele minut. Owszem, uderzenia Amerykanina może i nie były szczególnie mocne, ale ich częstotliwość musiała odcisnąć swoje piętno na Brazylijczyku. Wydawało się, że już po pierwszej rundzie Feijao był psychicznie złamany, zupełnie jak w starciu z Thiago Silvą. W stójce walczył na sztywnych nogach, rzucał tylko pojedyncze cepy, najczęściej niecelne, bezsensownie ganiał Badera zamiast zamykać mu drogę ucieczki. W trzeciej odsłonie co prawda obudził się na chwilę, trafiając nawet kilka razy Badera, ale ten ostatni w momentach zagrożenia błyskawicznie stopował akcję w klinczu lub też dzięki obaleniom. Przebieg tego pojedynku przypominał to, co działo się w trakcie konfrontacji Badera z Quintonem Jacksonem – i taki sam był pod względem atrakcyjności.

265 lbs: Andrei Arlovski > Brendan Schaub (decyzja niejednogłośna)

Andrei Arlovski w swoim powrocie do UFC zaprezentował się bardzo słabo – pasywny Jorge Masvidal byłby w porównaniu z nim wulkanem energii. Białorusin bał się wyprowadzać uderzeń i nawet pomimo tego, że w przerwach Greg Jackson zachęcał go do prostych, to Pitbull zdawał się wszystko to ignorować, szukając bezbarwnego klinczu. Niewiele lepiej – jeśli w ogóle lepiej – zaprezentował się jednak Brendan Schaub, który był co prawda aktywniejszy w stójce, ale objawiało się to najczęściej przestrzelonymi sierpowymi. Mocne, celne ciosy obu zawodników w stójce można było policzyć na palcach jednej ręki, widać było, że absolutnym priorytetem jest dla nich strzeżenie kruchych szczęk.

Nie ma wątpliwości, że ostatnią rundę wygrał Schaub, który zanotował udane sprowadzenie, zasypując potem gradem ciosów – najczęściej jednak niecelnych lub zblokowanych – Białorusina. Pierwsze dwie rundy były bardzo wyrównane i śmiało można byłoby je ocenić na 10-10, co dałoby zwycięstwo Amerykaninowi. Tak się jednak nie stało i sędziowie orzekli niejednogłośną wygraną Arlovskiego.

205 lbs: Ovince St. Preux > Ryan Jimmo (poddanie werbalne)

Po pierwszej, nieco badawczej rundzie, którą w mojej ocenie i tak wygrał Ovince St. Preux, zwierzęcą siłą nadrabiając deficyty techniczne, w drugiej Amerykanin zwolnił, ale zaprzęgnął do działania swoje zapasy, co wkrótce doprowadziło go do zwycięstwa. Jimmo w pewnym momencie zaczął krzyczeć, że jego ręka jest złamana, nie dając sędziemu innego wyboru niż przerwanie pojedynku. Podobna sytuacja miała miejsce w pojedynku Jimmo z Jimim Manuwą, wówczas również Kanadyjczyk w pewnym momencie (chyba) źle stanął i miał dość – każdy ma oczywiście swój próg odporności na ból i gotowości do poświęceń, ale jak bardzo kontrastuje to z Jamie Varnerem, który w ostatniej walce z Jamesem Krause nie był w stanie stać, a jednak walczył dalej…

OSP notuje trzecie kolejne zwycięstwo w UFC i najwyższa chyba pora na to, by zmierzył się z kimś z czołówki. Jego atletyzm i siła w pierwszych rundach mogą stanowić zagrożenia dla niemal każdego.

170 lbs: Kiichi Kunimoto > Daniel Sarafian (poddanie – duszenie zza pleców)

Faworyzowany Daniel Sarafian zanotował jedną udaną akcję w starciu z Kiichi Kunimoto, trafiając Japończyka kombinacją prawego i lewego. Wcześniej zdążył zainkasować kilka lowkingów, a później dał się obalić, co wkrótce przypłacił klepaniem – w momencie, gdy próbował wydostać się spod Kunimoto, oddał plecy, co bezbłędnie wykorzystał Japończyk, przekładając rękę pod szyją Brazylijczyka i dopinając ciasne duszenie. Bezradnemu Sarafianowi nie pozostało nic innego, jak odklepać, co przypieczętowało drugie kolejne zwycięstwo w UFC zawodnika, który jeszcze niedawno przegrał z niejakim Takenorim Sato znanym głównie z bycia ubitym przez Ericka Silvę. Tak czy inaczej, Kunimoto wspina się wyżej w drabince dywizji półśredniej, a wychodzący z oktagonu na tarczy w trzech z czterech walk w UFC prawdopodobnie żegna się z organizacją.

135 lbs: Yves Jabouin > Mike Easton (decyzja jednogłośna)

Mike Easton udanie rozpoczął pojedynek z Yvesem Jabouinem, naruszając Kanadyjczyka w stójce. Chwilę potem jednak wylądował na plecach i od tego momentu przebieg walki uległ zmianie. Jabouin w stójce dysponował znacznie bogatszym arsenałem kickbokserskim, będąc jednocześnie znacznie precyzyjniejszym niż przeszywający raz poraz powietrze obszernymi sierpami Easton. Kanadyjczyk kilkukrotnie był też w stanie obalić Amerykanina, czym jeszcze mocniej poprawił swoje notowania w oczach sędziów, którzy nie mieli wątpliwości, że wygrał on dwie z trzech rund, co ostatecznie przyniosło mu zwycięstwo po jednogłośnej decyzji. Notujący czwartą z rzędu porażkę Easton prawdopodobnie pożegna się z organizacją.

155 lbs: Tae Hyun Bang > Kajan Johnson (KO)

Tae Hyun Bang czynił to, co czyni zawsze – polował na potężne ciosy w stójce. Dysponujący przewagą warunków fizycznych Kajan Johnson wdawał się w wymiany stójkowe z ciężkorękim i twardoszczękim Koreańczykiem, samemu posiadając kruchą szczękę, co już w pierwszej rundzie skończyło się dla niego knockdownem. Niby Johnson próbował pracował lewym prostym, niby składał niezłe kombinacje, korzystając z kopnięć, ale jego kontrola dystansu i obrona przed uderzeniami leżały i kwiczały. Zemściło się to w trzeciej rundzie, gdy Kanadyjczyk po raz kolejny spróbował wysokiego kopnięcia, przez które Koreańczyk przedarł się jak gdyby nigdy nic, odpowiadając potężnym prawym, który powalił na deski półprzytomnego Johnsona. John McCarthy zachował w tej sytuacji sporą trzeźwość umysłu, od razu rzucając się w sukurs Kanadyjczykowi i przerywając pojedynek, zanim Bank zdążył zrzucić kolejne bomby na szczękę rywala.

Co udowodnił ten pojedynek? Dwie rzeczy – że Kajan Johnson jest obecnie słabiutki oraz że będąc tylko odrobinę lepszym, ale nadal mocno ograniczonym, można mieć rekord 2-0 w UFC.

135 lbs: Michinori Tanaka > Roland Delorme (decyzja jednogłośna)

23-letni Michinori Tanaka potwierdził status jednego z najbardziej obiecujących zawodników w dywizji koguciej, nie dając najmniejszych szans solidnemu Rolandowi Delorme i szlifując swój rekord do nieskazitelnego 10-0. Dobrze pracujący na nogach Japończyk był dla Kanadyjczyka nieuchwytnym celem w stójce, notując kilka doskonałych obaleń z klinczu. W parterze natomiast poza dwoma momentami, w pierwszej i trzeciej rundzie, gdy Delorme zdobył dosiad, którego zresztą nie był w stanie utrzymać nawet przez kilka sekund, Tanaka pozostawał niezagrożony, świetnie kontrolując z góry Kanadyjczyka i rażąc go ciosami. Japończyk potwierdził też świetne przygotowanie kondycyjne, które w połączeniu z jego siłą, doskonałym grapplingiem, dobrą bazą judo i coraz lepszą stójką wespół z faktem, że para się zawodowym MMA dopiero ledwie cztery lata, czynią z niego zawodnika, którego nazwisko warto sobie mocno wbić w pamięć.

155 lbs: Jason Saggo > Josh Shockley (TKO)

Jason Saggo nie miał problemów z ubiciem Josha Shockley’a, wykorzystując świetne obalenia z klinczu, o których wspominałem w zapowiedzi, do przenoszenia walki do parteru. Tam natomiast Saggo prezentował świetną kontrolę z góry połączoną z niezłym gnp oraz nieustannym dążeniem do zdobywania coraz to lepszych pozycji. W końcówce rundy zdobył plecy Amerykanina i zasypał go ciosami z góry, zmuszając sędziego do przerwania pojedynku na sekundę przed końcem pierwszej rundy. Tym samym ciągle poszukujący nowych inspiracji do szlifowania swoich umiejętności kanadyjski obieżyświat zanotował świetny debiut w UFC.

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

15 Comments

  1. Pingback: GRIP NEWS - UFC 174 – wyniki i relacja

  2. Puczi

    15 czerwca 2014 at 04:41

    Dziwne zachowanie OSP. Ciekawe, czy ogarnął w ogóle w ferworze walki o co chodzi, czy nie.

  3. T9X

    15 czerwca 2014 at 05:01

    Tragedia. Nie dość, że nuda, to jeszcze werdykt bez sensu.

  4. Bolt

    15 czerwca 2014 at 05:32

    Dawno nie widziałem tak nudnej numerowanej gali niestety.

  5. naiver

    15 czerwca 2014 at 05:38

    Zgadzam się. Karta główna jest naprawdę słaba… Ostatnia walka i idę spać.

  6. naiver

    15 czerwca 2014 at 06:11

    Wielka klasa MacDonalda! W sumie jakoś tak mu kibicowałem, więc… :)

  7. Puczi

    15 czerwca 2014 at 10:45

    Przyznaję, stłamsił Woodleya strasznie. Spełnił się mój czarny scenariusz.

  8. mmammag

    15 czerwca 2014 at 11:18

    Wierzyłem w Woodleya, ale – pomimo swojego progresu – wygląda na to, że pewnego poziomu nie przeskoczy i nie będzie mu dane walczyć o pas. Rory zawalczył prawidłowo, chociaż wrażenia na mnie nie zrobił (jak zwykle).

    Czy Arlovski wygrał :O? Patrząc na ostatnie wyczyny Białorusina, takiej walki się spodziewałem i szkoda, że Schaub tak późno się obudził, bo byłoby nieco ciekawiej.

    Typowałem Badera i nie zawiódł moich oczekiwań. On zawsze będzie egzestyował na granicy TOP10 lub nieco wyżej, gdzie jego zapasy wystarczą na wielu zawodników (pozdrawiam wszystkich, którzy wierzą, że Błachowicz wygrałby z Ryanem).

    Undercard obejrzałem, ale chyba tylko walka Banga z Johnsonem podobała mi się. Tą część gali uratowały skończenia, bo inaczej…

    … całość byłaby totalną klapą i w sumie podzielam zdanie userów, którzy wypowiadali się powyżej. Nie żałuję, że galę oglądałem z odtworzenia dopiero rano i – niestety – jest to kolejna gala UFC w ciągu kilku ostatnich miesięcy, która nie zachęca do zarywania nocy w przyszłości.

  9. Wewiur

    15 czerwca 2014 at 11:29

    Nie rozumiem pretensji które pojawiają się do OSP. Walczył zgodnie z duchem sportu, chciał, poddać kimurą, którą swoją drogą bardzo ładnie wyciągnął. Jednak Jimmo zachował się głupio, nie tylko krzycząc, że ma złamaną rękę, tylko chciał obwinić Ovinca, że ten go poddał. Sprawa jest prosta, Ryan nie chciał klepnąć, to poszła mu ręka i tyle. W przyszłości albo niech nauczy się klepać, albo niech nie marudzi, że coś mu się stało w efekcie techniki kończącej. Szczerze mówiąc zaistniała sytuacja delikatnie mnie zniesmaczyła. Stanę w obronie OSP, który po prostu walczył i bardzo dobrze, że ciągnął technikę, aż do momentu przerwania.

    Kunimoto zaskoczył chyba wszystkich buków, Sarafian zapomniał że powinien walczyć, był zupełnie bierny i słusznie przegrał.

    Yves Jabouin wygrał w ładnym stylu wypunktowując Eastona. W tej walce decydująca była kondycja, gdzie po 3 minutach pracy w parterze Mike wyglądał, jakby potrzebował butli z tlenem. Tygrys zrobił to co musiał, aby wypunktować amerykanina. Mam nadzieję, że za niedługi czas poważnie namiesza w koguciej.

  10. Bolt

    15 czerwca 2014 at 13:31

    Yves pokazał bardzo ładne kopnięcia.
    McDonald jakby zadał dwa razy więcej ciosów i włożył w nie jakąś siłę to może odzyskałby moją dawną sympatię.
    Bader zdecydowana dominacja, sęk w tym, że na kimś kto oddał może 20 ciosów przez całą walkę, a kondycję robił chyba na konsoli.
    To tyle pozytywów, strasznie słaba, jak na numerowaną, gala.

  11. dssport

    15 czerwca 2014 at 15:16

    Jestem strasznie zaskoczony postawa Rorego. Naprawde nie spodziewalem sie, ze sama postawa potrafilby tak stlamsic Tyrona. Ma u mnie duzego plusa. Co prawda moglby troche wiecej ciosow zadawac. Nawet gdy w 3 rundzie Tyron ruszyl ladnie go obalil i dalej kontrolowal walke.

    Tak samo duzym plusem okazal sie Bader. Ladnie wykluczyl wszystkie atuty rywala swoimi zapasami. Co prawda w 3 rundzie jak Rafael troche przycisnal to Bader zaczal sie gubic ale dociagnal do decyzji.

    Do tego chcialbym wyroznic :D zawodnikow z azji. To ze Kunimoto wygra nei jest dla mnie zaskoczeniem, ale powrot Tanaki po ciezkiej 1 rundzie i zwyciestwo Banga juz tak. Widze, ze kolejny raz uleglem Tufowi i zawodnikow z tego programu ktorych znam lepiej niz ich rywali jakos znacznie faworyzuje.

  12. maerkx

    15 czerwca 2014 at 16:08

    Ostatnio dość często zdarzają się nudne gale, ale ta już całkiem mnie zanudziła. Muszę zacząć ponownie obstawiać walki, bo trudno o emocje. Z drugiej strony już przed galą, patrząc na rozpiskę głównej karty można było założyć,że walki nie będą pasjonujące. Dana znów musi postraszyć zawodników, wyrzucając kilku z nich.
    Osobiście Macdonald mi nie zaimponował. Bardziej widziałem w tej walce fatalną taktykę Woodleya, przez trzy rudny stał przy siatce i dawał się obijać.

  13. naiver

    15 czerwca 2014 at 19:51

    Cała gala stała pod znakiem niemocy. Bagautinov chciał, a nie mógł, Johnson też chciał skończyć, a nie mógł. Identycznie w walce Woodley’a z MacDonaldem. Cavalcante prawdopodobnie chciał tylko przez pierwszą minutę trzeciej rundy, ale też nie mógł. Arlovski z Schaubem też nie mogli i nawet nie wiem, czy chcieli. Z karty głównej w zasadzie tylko OSP chciał i mógł.

    Co do techniki OSP, symptomatyczne jest to, że gdy usłyszał, że Jimmo ma złamaną rękę, błyskawicznie się do niej rzucił – tyle, że to nie tą złamał Kanadyjczyk wcześniej :) Osobiście nie mam pretensji do OSP, ale z drugiej strony przed oczami stają mi sytuacje z pierwszej walki Saidov vs Mańkowski, gdzie Borys też krzyczał, a Aslambek przerwał, czy nokaut Machidy na Munozie albo i poddanie Pettisa na Hendersonie, gdy sam przerwał – choć tam sytuacja była trochę inna, bo Bendo krzyczał chyba „tap, tap!”, więc było to jednoznaczne, a Jimmo darł się tylko, że ma złamaną rękę, więc… przerwać? Bić dalej?

    Yves mocno mnie zaskoczył. Gdy przyjął na początku kilka ciosów, myślałem, że po nim, ale wtedy zaczął… obalać :) Potem jednak była to już gra do jednej bramki – czyli stary pies może się jeszcze nauczyć kilku sztuczek.

    MacDonald zawalczył doskonale, DUŻO agresywniej niż w ostatnich trzech walkach pomimo tego nawet, że miał przed sobą zdecydowanie najbardziej dynamicznego rywala. Byłem pod wrażeniem tego, że Kanadyjczyk tak często atakował, nie obawiając się odpowiedzi Woodley’a. Obrona przed obaleniami również klasa, ofensywne na koniec i gnp z góry – również. Wydaje mi się, że to może być odpowiedni styl dla MacDonalda – agresja, nieustanna presja i dużo ciosów, choć nie rzucanych z pełną mocą (a przynajmniej zdecydowana większość). Gdyby nie był to dumny Woodley ani wcześniej twardy Penn, Rory wygrałby to pewnie przed czasem.

    Z karty wstępnej najlepiej zaprezentował się w mojej opinii Tanaka, w który pokonał solidnego rywala na obcej ziemi, dominując go przez niemal pełne 15 minut. A Japończyk ma ledwie 23 lata… Może z niego wyrosnąć coś bardzo ciekawego!

    Saggo również na duży plus, spodziewałem się zwycięstwa, ale nie takiej dominacji.

    • Bolt

      15 czerwca 2014 at 20:31

      Co do Rorego i skończenia to niestety nie mogę się zgodzić – ciosy są bite co najwyżej na pół gwizdka. Oczywiście, jeśli nie chce się skończyć jak Erick Silva czy Jimi Manuwa to się do tego odwołuje, ale naprawdę Ares mógłby się pokusić na więcej siły w kombinacjach, szczególnie od drugiej rundy, gdy Tyrona ewidentnie złamał. „Moc” było czuć moim zdaniem tylko w middle kickach niektórych, a przecież Kanadyjczyk udowodnił we wcześniejszych walkach, że potrafi uderzyć. Niemniej jednak być może ta walka zwiastuje powrót do bardziej agresywnego i dążącego do skończenia zawodnika, bo narzędzia MacDonalda w stójce są dla mnie imponujące, przy czym trzeba uwzględnić fakt, że „jaram się” wszelakimi łokciami w stójce, kopnięciami kłującymi, a walka Machidy z Gegardem mi się podobała… ;)
      Co do Tanaki to być może on i Horiguchi zwiastują nową falę zawodników z Japonii – obaj w świetnym stylu wygrali swoje walki w UFC oraz są bardzo młodzi.

    • T9X

      15 czerwca 2014 at 23:37

      A ja jestem zniesmaczony zarówno postawą Woodleya, jak i MacDonalda. Pierwszy wyglądal jak dzieciak na pierwszym sparingu, a drugi zawalczyl nudnie. Nudnie dlatego, że ciosy nie mialy żadnej mocy, nie zrobil nic, by skończyć walkę. Walka wieczoru taka sobie. Mam wrażenie, że gdyby Ali mial inny gameplan, to walka moglaby wyglądać inaczej. 25 minut prób obalen po przechwyceniu kolan i kopnięć. Moglby próbować brudnego boksu, walki w dystansie( może by trafil, parę razy się udalo). Zero myślenia. Mam wrażenie, że oni jeszcze się w oktagonie spotkają. Nie od razu, ale w ciągu 2-3 lat.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply