UFC 158 – Condit z bagnetem, GSP w okopach

Georges Saint-Pierre po raz kolejny przeprowadził operację na żywym organizmie przy użyciu swoich ulubionych narzędzi – w rolę pacjenta na UFC 158 wcielił się Nick Diaz. I, jak to od dawna w przypadku GSP bywa – pacjent przeżył.

Gala UFC 158: GSP vs Diaz nie zawiodła – nie brakowało efektownych nokautów i szalonych wymian. Kilku zawodników zaprezentowało się z bardzo dobrej strony, mocno awansując w drabince swoich dywizji wagowych.

Przystawka

Rozwijający się w szybkim tempie TJ Dillashaw zanotował trzecie kolejne zwycięstwo w UFC, brutalnie rozprawiając się z Issei Tamurą. Młodziutki, ale już bardzo doświadczony Jordan Mein kapitalnie zadebiutował w największej organizacji, demolując Dana Millera, którego przed Kanadyjczykiem nikt wcześniej nie zdołał skończyć przed czasem. Twardy zapaśnik Darren Elkins zanotował już piątą kolejną wiktorię w UFC, fundując srogie lanie Antonio Carvalho, które powinno stać się dla Amerykanina przepustką do walk z czołowymi piórkowymi.

Jake Ellenberger vs Nate Marquardt
Nate Marquardt całkowicie odsłania się, rzucając kopnięcie – na domiar złego znajduje się plecami do siatki. Jake Ellenberger wykorzystuje okazję i nokautuje nieroztropnego rywala.

Wreszcie w pojedynku otwierającym zmagania najlepszych półśrednich Jake Ellenberger potwierdził, że gdyby walki w UFC kończyły się po pierwszych pięciu minutach, prawdopodobnie byłby mistrzem od dawna – The Juggernaut nie dał najmniejszych szans Nate’owi Marquardtowi i stał się bardzo poważnym kandydatem do walki o pas w najbliższej przyszłości.

Pierwsze danie główne

Gloria victis – chciałoby się krzyknąć po boju, jaki Carlos Condit w pierwszym main evencie, inspirowanym być może pomysłami KSW w kwestii wszelkiego rodzaju walk wieczoru, stoczył z ciężkorękim Johnym Hendricksem. Podopieczny Grega Jacksona obrał taktykę o 180 stopni odmienną od tej, którą z żelazną konsekwencją wcielał w życie w pojedynku z Nickiem Diazem na UFC 143 – dzięki temu wczorajsza walka wzbudziła powszechny zachwyt wśród fanów, ale też właśnie przez rzeczoną taktykę Natural Born Killer zakończył starcie z Hendricksem na tarczy. Jak on to pięknie przegrał..

Carlos Condit vs Johny Hendricks Carlos Condit vs Johny Hendricks
Na pierwszym przykładzie Condit schodzi pod siatkę i daje się złapać tam Hendricksowi. Na drugim schodzi do prawej strony, szczęśliwie unikając lewej ręki Johny’ego – choć ten ostatni również dopada go pod siatką.

Johny Hendricks nie jest technicznie poukładanym strikerem – rzucając ciężkie sierpy z wysokości bioder i inicjując akcje wysuniętą do przodu i wysoko podniesioną szczęką, wydawał się być idealnym celem dla tak sprawnego uderzacza, jakim jest Carlos Condit. Ten ostatni jednak słusznie z jednej strony zakładając, że Johny pod naporem ciosów gubi się, z drugiej jednak nie radząc sobie z szarżami, które rzadko, ale skutecznie wyprowadzał Bigg Rigg – wielokrotnie schodził w linii prostej do siatki, a co jeszcze gorsze pomimo tego, że oczywistym było, iż powinien odchodzić w swoją lewą stronę (jak w walce z Diazem), a więc od potężnego lewego Hendricksa, kilka razy uczynił dokładnie odwrotnie, tylko tytanowej szczęce zawdzięczając przetrwanie tych trudnych chwil.

Carlos Condit vs Johny Hendricks Carlos Condit vs Johny Hendricks
Na pierwszym gifie Condit efektownie trafia frontalnym kopnięciem – na drugim daje się zepchnąć pod siatkę, próbując kontrować latającym kolanem tylko po to, by zejść potem na prawo, prosto na lewy sierp Hendricksa.

Nie pomogło też Conditowi to, czym zjednał sobie rzesze fanów w swoich występach przed starciem z Nickiem Diazem, a więc zamiłowaniem do niekonwencjonalnych i widowiskowych ataków – Carlos, mając kilka razy Hendricksa zepchniętego plecami pod siatką, zamiast kontynuować natarcie kombinacjami bokserskimi lub kopnięciami, skracał dystans latającymi kolanami, co powodowało, że solidny zapaśnik w takich momentach otwierania się Condita nie miał problemów z tym, żeby położyć go na plecach. Paradoksalnie pokonanemu Amerykaninowi zabrakło tego, czym zniechęcił do siebie fanów w boju z reprezentantem Stockton, a co w pojedynku z Hendricksem mogło zapewnić mu triumf – odrobiny kalkulacji, którą poświęcił na ołtarzu widowiskowości, jakby chcąc udowodnić, że nieprzypadkowo nosi taki a nie inny przydomek. Na pewno jednak zjednało mu to rzesze nowych fanów, zachwyconych falowymi atakami, którymi Carlos Condit starał się naruszyć Hendricksa, zwłaszcza w ostatniej rundzie – wydawało się, że każdy kolejny przyjęty cios od Johny’ego jeszcze wzmagał agresję i nieustępliwość Condita, których intensywnością dałoby się obdzielić kilka pojedynków.

Carlos Condit vs Johny Hendricks Carlos Condit vs Johny Hendricks
W pierwszej akcji Carlos kolejny raz w linii prostej daje się zepchnąć pod siatkę. W drugiej ma już Hendricksa przy siatce, ale zamiast utrzymywać dystans, próbuje potężnego podbródkowego, co pozwala Johny’emu skrócić dystans i przerwać akcję Carlosa.

Johny Hendricks wygrał w pełni zasłużenie – pokazał doskonałą dynamikę, twardą szczękę oraz wysokie IQ walki w oktagonie, przerywając obaleniami każdą niemal szarżę Condita i umiejętnie odnajdując się w trudnych momentach. To starcie na pewno wiele go nauczyło i mocno zahartowało, co pozwala z odrobinę nieśmiałą ciekawością spoglądać na jego pojedynek z mistrzem.

Drugie danie główne

Zgodnie z wszelkimi przewidywaniami, Georges Saint-Pierre pokonał na punkty Nicka Diaza. Wydarzyło się dokładnie to, co prorokowaliśmy w zapowiedzi gali – mistrz doskonale pracował lewym prostym w stójce, przez większą część pojedynku bez problemów obalał pretendenta, a w parterze doskonale go kontrolował, nie będąc jednak w stanie jakkolwiek mu zagrozić. Ot, standard, do którego Kanadyjczyk zdążył już przyzwyczaić fanów – mieli oni na to wszak cztery lata z okładem, bo wtedy po raz ostatni GSP skończył pojedynek przed czasem.

GSP vs Diaz
Pierwsze z dziewięciu udanych obaleń Kanadyjczka.

Jako ciekawostkę możemy odnotować, że obaj zawodnicy po walce mieli twarze, które raczej predestynowały ich do roli bohaterów jakiegoś horroru klasy B, niż do okładki magazynu, ale Nickowi Diazowi do oszpecenia mistrza wystarczyło kilkanaście sekund przebudzenia w trzeciej rundzie, podczas gdy Kanadyjczyk potrzebował na uczynienie podobnych uprzejmości względem rywala, z grubego palca licząc, dwudziestu minut. Warto też zauważyć, że cała wojna medialna między oboma zawodnikami zakończyła się wesołym oberkiem po końcowej syrenie tylko po to, by wrócić na wcześniej wytyczone tory na konferencji prasowej i w wywiadach po gali.

GSP vs Diaz GSP vs Diaz
GSP atakuje lewymi prostymi, którymi całkowicie zdominował Josha Koschecka w ich drugim starciu.

Pomimo tego, że tylko niepoprawni optymiści mogli spodziewać się po Nicku Diazie cudów większych lub mniejszych, to trzeba jednak przyznać, że Amerykanin odrobinę rozczarował. W parterze z jednej strony nie dał sobie w ogóle zrobić krzywdy – za co chwała! – ale z drugiej – ani przez moment nie był blisko wyczarowania jakiejś techniki kończącej. W stójce natomiast udowodnił, że najlepiej wychodzi mu blokowanie ciosów własną szczęką, o co jednak trudno mieć do niego pretensje, bowiem z uwagi na tytanowe płyty, z których jest ona prawdopodobnie uformowana, Diaz ma pełne prawo wykorzystywać ją do neutralizowania ataków rywala – problemem pozostaje tylko fakt, że taką manierą nie uzyskuje przychylności sędziów. Ponadto dało się zauważyć, że Diaz, obawiając się sprowadzeń, był znacznie pasywniejszy niż w swoich wcześniejszych bojach, notując tylko jeden krótki fragment, którym mocno nadszarpnął majestat dominatora dywizji półśredniej. Dorzucić do tego można jeszcze całkiem niezły momentami klincz oraz kilka udanych obron przed sprowadzeniami. I to w zasadzie wszystko, jeśli chodzi o pozytywy ze strony Amerykanina – tylko tyle i aż tyle.

GSP vs Diaz GSP vs Diaz
Na pierwszym obrazku Nick Diaz broni jednego z siedmiu nieudanych obaleń Kanadyjczyka. Na kolejnym GSP trafia prawym prostym, nieco w stylu superman punch.

GSP vs Diaz GSP vs Diaz
Na pierwszym gifie początek najlepszego fragmentu w wykonaniu Diaza – na drugim jego końcówka naznaczona obaleniem GSP.

Jak natomiast ocenić występ Georgesa Saint-Pierre’a? Czy potwierdził swoją wielkość, wyraźnie dominując kolejnego rywala z najwyższej półki, czy też dodał ciężkiej amunicji przeciwnikom wypominającym mu nieumiejętność skończenia żadnej z ostatnich sześciu walk, które stoczył na przestrzeni ostatnich czterech lat? Wydaje się, że jak to zwykle bywa, racja jest gdzieś po środku – z jednej bowiem strony GSP deklasuje swoich rywali, przeżuwając ich i wypluwając w postaci mokrej szmaty, która wykorzystywana jest do zamiecenia maty, ale z drugiej – chłodna kalkulacja, którą doprowadził do perfekcji, a która to nie raz, nie dwa przeradza się w zwykłe, owszem – perfekcyjne, ale jednak asekuranctwo, powodują, że zawodnik ten staje się powoli synonimem „nudy”. Jakkolwiek obrazoburczo zabrzmi to dla wszelkiej maści purystów, to jednak Kanadyjczyk stał się więźniem perfekcji cechującej się w jego przypadku ogromną powtarzalnością – nawet rzeczona perfekcja może się bowiem przejeść, jeśli nie towarzyszy jej ta Boża iskra błyskotliwości, której Kanadyjczykowi jakby brakuje. Niemal wszystko, co robi w oktagonie GSP, jest tak idealne, dopracowane i wykalkulowane, a jednocześnie przewidywalne, że budzić musi skrajne emocje wśród fanów – i takie budzi. Ot, catenaccio w oktagonie.

Wojownik czy perfekcjonista

Carlos Condit pomimo porażki zaprezentował, nie po raz pierwszy, duszę prawdziwego wojownika, wyszedł z okopów, wzniósł bagnet do góry i ruszył z bojowym okrzykiem na ustach w stronę rywala, podczas gdy Georges Saint-Pierre pozostał w okopach, raz na jakiś czas wyściubiając tylko nos do góry, by oddać pojedyncze strzały. Efekty tych skrajnie odmiennych taktyk okazały się.. oczywiście, skrajnie różne. Wojownik przegrał, zostawiając serce na placu boju, perfekcjonista zwyciężył, powściągając emocje i chłodno kalkulując.

A Ty, Czytelniku, na następną walkę którego z tych dwóch czekasz bardziej?

fot. Esther Lin / mmafighting.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

20 Comments

  1. Puczi

    17 marca 2013 at 23:31

    Ciekawe podsumowanie. Od razu rzuciła mi się w oczy zmiana charakteru opisu gifów, poprzednia (bardziej sucha, z opisem w tekście) bardziej mi się podobała. Chciałbym kiedyś zobaczyć #Sierpem Ellenbergera.
    Odpowiadając na apostrofę – Condit! :)

  2. naiver

    17 marca 2013 at 23:38

    Puczi, tutaj gify to tylko takie drobne uzupełnienie/urozmaicenie, stąd krótki opis. W cyklu Sierpem zostanie tak, jak było.

    Ellenberger może się nadać, ale teraz mam na tapecie Cormiera..

  3. steyr

    18 marca 2013 at 05:59

    Odpowiadajac na pytanie: na Hendricksa

  4. Burrick

    18 marca 2013 at 08:05

    Przy okazji gratki 10/12 poprawnych typów.

  5. lucas

    18 marca 2013 at 08:58

    :) Co mnie zaskoczyło w walce Diaz-GSP to to, jak silnym zawodnikiem jest GSP.
    Przyznam, że momentami wyglądało to jak walka dzieciaka z dorosłym.
    Rush musi być naprawdę silny, co nie zmienia faktu, że gdyby, pewnie już nie dojdzie, ale gdyby doszło do jeszcze jednej walki miedzy nimi to daję mu 50/50 na zwycięstwo.

    Co do Hendricksa to mocno mnie rozczarował. Uważam, że z GSP zdominuje go całkowicie.
    Pierwsze dwie rundy z Conditem wygrał dzięki obaleniom, co nie zadziała w walce z GSP,
    z kolei taktyka pojedynczego jaba Rusha, w walce z Hendricksem będzie psuć każdą akcję tego drugiego, co również było widać w walce Hendricksa z Conditem.
    Na koniec kondycja, Hendricks w trzeciej rundzie z Conditem prawie odpłynął, nie rozumiem jak ten gość chce przewalczyć jeszcze 4 i 5 rundę z GSP… :/

  6. naiver

    18 marca 2013 at 11:25

    Steyr, to odpowiedź na pytanie, które się nie pojawiło.. :)

    Rozumiem, Lucas, że tą dysproporcję w sile widziałeś przede wszystkim na dole? Jeśli tak, to przyjrzyj się też momentom klinczów od 3 rundy w górę, bo miałem wrażenie, że tam Diaz już tak nie odstawał – jeśli w ogóle odstawał.

    Jeśli chodzi o Hendricksa, to był mocno zmęczony, ale do odpływania to chyba jednak trochę brakowało – definicja odpływania to Dan Henderson w 4 i 5 rundzie z Shogunem :) Taki gość jak Hendricks zawsze będzie groźny ze swoim potężnym ciosem, choć zgadzam się, że GSP będzie zapewne kąsał go pojedynczymi prostymi i obalał, co może zapewnić mu pierwsze skończenie od dawna, bo tak naprawdę nie wiemy, jak Amerykanin wygląda z pleców, a jeśli wygląda tak, jak przeciętny zapaśnik, to Kanadyjczyk może go skończyć w 4 czy 5 rundzie. Co nie zmienia faktu, że nabrałem na tą walkę większej ochoty niż przed pojedynkiem Johny’ego z Conditem.

  7. Slipmych

    18 marca 2013 at 12:12

    Ja zacznę od tego, że to najlepiej napisany artykuł jaki czytałem na tej stronie

    Co do GSP to jestem jego coraz większym fanem mimo, że oglądam go w akcji od kilku dobrych lat. Uważam, że dokonuje wielkich rzeczy w klatce. Mam świadomość , że nie wszystkim jego styl odpowiada ale dla mnie taki perfekcjonizm jaki prezentuje to prawdziwa uczta. Domyślam się jaką tytanową pracę musi wykonywać na treningu i z jakim talentem to idzie w parze. Dla mnie to już żywa legenda tego sportu i każda jego walka to duży prezent dla tego sportu

    Co do Hendricksa to uważam, że zaprezentował się rewelacyjnie i jest kolejnym dowodem na to jak można prostymi środkami pokonać jednego z najbardziej nieobliczalnych i utalentowanych zawodników w MMA. Do Carlosa nie mam pretensji o te latające kolana i brak chłodnej głowy mając w pamięci UFC 132. Tym razem mu się nie udało i zabrakło trochę szczęścia. Condit musi popracować nad obroną przed obaleniami. Jest jeszcze stosunkowo młody i jeśli chodź trochę zniweluję przewagę zapasów jego przeciwników to może znowu powalczyć o tytuł

    Co do walki GSP vs Hendricks to myślę, że przez pierwsze 10min walki może być naprawdę gorąco chociaż mając w pamięci dotychczasowe pojedynki obu zawodników GSP po raz kolejny będzie zdecydowanym faworytem, chodź nie tak zdecydowanym jak w ostatnich 6 pojedynkach

    Jeśli prawdą okaże się, że brazylijską galę pod koniec wiosny ma ozdobić pojedynek Demian Maia vs Rory MacDonalod który wyłoni kolejnego pretendenta chciałbym zobaczyć walkę Jake Ellenberger vs Tarec Saffiedine. Jake wyglądał kapitalnie ale jestem ciekaw jak by wyglądało jego starcie z tak wyrachowanym taktykiem jakim niewątpliwie jest belgijski mistrz

    Na koniec warto zaznaczyć, że Jordan Mein może być zawodnikiem o którym w MMA będzie głośno i jego potencjał wydaję się być bardzo wysoki. Chciałbym go zobaczyć w walce z Lawlerem bo myślę, że taka wygrana pozwoliła by mu zagościć w głównych kartach następnych gal

  8. vaicavalo

    18 marca 2013 at 12:15

    Lewy prosty Kanadyjczyka to chyba jeden z najlepszych ciosów w MMA. Jest niesamowicie skuteczny. Na pewno tak dobre opanowanie tego ciosu ogromnie pomaga GSP w jego pojedynkach.

  9. PsiCore

    18 marca 2013 at 12:39

    Bardzo się cieszę z wygranej Hendricksa – pojedynek ten wzbudził we mnie największe emocje, bo mocno trzymałem kciuki za Rumcajsa. Chłopakowi walka o pas należy się jak psu buda, więc mam nadzieję, że Dana nie wykręci znowu jakiegoś numeru (superfight?).

    GSP – jeszcze do niedawna byłem jego wielkim fanem, ale powoli zaczyna mnie męczyć jego przewidywalność. Co walka dokładnie ten sam scenariusz. Jasne, to pewnie po części także wina przeciwników, ale gdzie się podział ten GSP z początku kariery?

    Diaz – totalne rozczarowanie… Facet dostał walkę życia, o którą zabiegał od dawien dawna, a wyglądał jakby przez przypadek znalazł się w oktagonie. Jest tak słaby, czy GSP tak mocny? Coś tam Diaz próbował się tłumaczyć po walce, ale mam nadzieję, że nie dostatnie rewanżu. Ja bym mu dawał co najwyżej jakieś widowiskowe pojedynki ze strikerami, ale na GSP to on jest dla mnie za słaby. Owszem, można przytoczyć te kilkanaście sekund z trzeciej rundy, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni…

    Ellenberger – w końcu wrócił stary dobry Jake. W takiej dyspozycji chcę go oglądać!

  10. PAN EM

    18 marca 2013 at 13:10

    Mam podobne odczucia względem stylu walki GSP. Tym bardziej dziwi mnie, że cieszy się taką popularnością widzów… w walce z Silvą nie daję mu większych szans, jeśli w ogóle do niej dojdzie.

  11. naiver

    18 marca 2013 at 17:57

    Slipmych, pełna zgoda, że zwłaszcza na początku – pewnie do czasu pierwszego obalenia GSP – pojedynek Kanadyjczyka z Hendricksem może być bardzo intensywny, tzn. dopóki walka będzie na górze, „coś” cały czas będzie wisiało w powietrzu.

    Co do samego GSP, to pomimo tego, że darzę go ogromnym szacunkiem, pomimo tego, że jego medialna kreacja bardzo mi odpowiada itp., itd., to jednak powoli przechodzę do obozu malkontentów – tak w skrócie to ujmując. Podobnie jak chyba spora ilość fanów, zawsze ceniłem sobie zawodników, którzy dążyli za wszelką cenę do skończenia walki – w sporcie jestem też raczej fanem pięknej porażki niż ohydnego zwycięstwa – kwesta rozłożenia priorytetów.. no i jednak gustu.

    Jeśli chodzi o Condita, to wydaje mi się, że dużą rolę w fakcie, że często ląduje na plecach, odgrywa agresja, z jaką rzuca ciosy – często uderza z intencjami skończenia pojedynku i wtedy jest szczególnie narażony na sprowadzenia. Odwrotnie do Bispinga, który w stójce sporadycznie rzuca ciosy z pełną siłą, dzięki czemu – między innymi – jest cholernie trudny do obalenia. Myślę, że Conditowi potrzeba właśnie przede wszystkim odrobiny kalkulacji i wybierania bardziej dogodnych momentów do przeprowadzania szarż na 100% – chociaż przecież za brak kalkulacji właśnie jest lubiany.. :)

    Jordan Mein faktycznie świetnie się zaprezentował i to nie po raz pierwszy. Taka ciekawostka – wyśmiewany tutaj redaktor FightSportu właśnie Kanadyjczyka na początku stycznia typował na objawienie 2013 roku ;)

    Vaicavalo, lewy prosty jest odrobinę niedoceniany w MMA, bo zamiast tego można zrobić milion innych rzeczy. Arsenał GSP w stójce tak naprawdę nie jest szeroki (gdzie sierpy, podbródkowe..) ale te techniki, z których korzysta, opracował niemal do perfekcji. Zresztą, ewoluował na przestrzeni lat, dopracowując te elementy, które przyniosą mu największe korzyści.

    PsiCore, nie przez przypadek medialny Diaz nie był od dawien dawna konfrontowany z zapaśnikami – uważam, że teraz przydałaby mu się walka z jakimś strikerem i nie miałbym nic przeciwko, gdyby doszło do rewanżu z Conditem.

    Maia vs Rory i Saffiedine vs Ellenberger brzmi wybornie, zobaczymy jak z realizacją.

  12. Slipmych

    18 marca 2013 at 19:00

    Cały paradoks polega na tym, że GSP które dominuję swoich rywali jest obwiniany o brak skończeń czy nudną walkę a taki Diaz, Koschech czy Shields którzy wychodzą do walki życia i nie robią nic, kompletnie nic są pomijani i oszczędzani w większości komentarzy. Po za tym mało kto bierze pod uwagę jaki poziom reprezentują jego przeciwnicy i jakie szansę na wygranie walki przed czasem ma GSP ze swoją stylistyką. Co prawda było bardzo blisko już kilka razy. Fitch cudem przetrwał rundę 1 i 3, Koscheck mógł zostać niedopuszczony do kolejnej rundy bo oko było prawię zamknięte, Shields lądował na deskach po lewym prostym i kto wie co by było gdyby mistrz nie złapał kontuzji. Gumowe kości w rękach pozwoliły angielskiemu zawodnikowi z irokezem na głowie nie klepać przy dwóch ciasno zapiętych technikach kończących. Jeśli GSP ma jakiś minus to jest to ofensywne BJJ bo mimo rewelacyjnych umiejętności nie potrafi poddać rywali chociaż jego kontrola w parterze czy obejścia pozycji to majstersztyk na najwyższym poziomie.
    Ludzie też piszą, ze kiedyś kończył walki przed czasem ale jaki był poziom zawodników skończonych przed czasem a jaki tych z którymi walczy aktualnie?
    Moim zdaniem to jest lekko niesprawiedliwe a nawet irytujące, że ktoś jest zły na GSP o tą walkę a Diaz który nie potrafił nic zrobić jest pomijany w osądach.
    GSP ma swój styl i rewelacyjne umiejętności a fakt tego, że jest królem sprzedanych PPV jest dowodem na to, że nie tylko ja nie mam pretensji o brak skończeń w jego walkach

  13. Orestos

    18 marca 2013 at 19:46

    Napisałeś Naiver bardzo celnie jakim zawodnikiem jest GSP. Jednak nie sądzę, że brakuje mu tej „iskry”. On po prostu tę iskrę schował, jego walki nie porywają, bo sam GSP nie ma na celu porywać, ale wygrywać. Osobiście na niego bym postawił w walce ze Spiderem. Podejrzewam, że przeleżałby na Andersonie 5 rund i by wymęczył zwycięstwo.

    Odpowiem przewrotnie na zadanie pytanie. Osobą, na której walkę czekam najbardziej jest Cain ;). Jego mogę oglądać co tydzień. Pozdrawiam.

  14. naiver

    18 marca 2013 at 20:11

    Slipmych, oczywiście, rywale GSP też mają swoje za uszami – nie sięgając daleko, spodziewałem się, że Diaz jednak nie będzie tak sparaliżowany ryzykiem obalenia, myślałem, że będzie szedł ostro do przodu, nie zważając na to, a tymczasem po dwóch rundach na plecach stał się bardzo pasywny w stójce. Jest jednak w miarę oczywiste, że od absolutnego dominatora oczekuje się mimo wszystko więcej – z każdym następnym zwycięstwem na punkty Kanadyjczyka, krytyka pod jego adresem będzie jednak wzrastać, bez względu na to jak mocno będzie dominował swoich rywali. W miarę jedzenia…

    Ludzie kochają nokauty czy w odrobinę mniejszym stopniu poddania – one są solą MMA. Kiedy ostatnio GSP w stójce rzucił cios z intencją znokautowania rywala? Jakiś potężny sierp czy podbródkowy? Jak często się to zdarza? Kiedy w parterze podniósł pozycję, żeby uderzyć z pełną siłą? Słusznie w wywiadach wspominał teraz Diaz, że owszem, GSP trafiał go w parterze, ale ani razu nie odważył się rzucić ciosu z maksymalną siłą – wyżej ceni sobie bowiem kontrolę, a mocny cios oznacza ryzyko utraty pozycji. Czy to zarzut, że GSP chce wygrywać za wszelką cenę, korzystając ze swoich najskuteczniejszych narzędzi? Nie – ale to jak najbardziej kwestia gustu, która zależy od stopnia akceptacji dysproporcji między skuteczną kontrolą i niepodejmowaniem zbędnego ryzyka a widowiskowością i pójściem na żywioł. Jedni kochają GSP, inni Leonardo Garcię, jeszcze inni zawodników ze środka.

    Nie przekonuję nikogo do mojego punktu widzenia, bo w pełni rozumiem zachwyty nad Kanadyjczykiem, ale uważam z drugiej strony, że są podstawy, by – że tak się wyrażę – wbić mu malutką szpilę.

    Jeśli chodzi o jego rywali, to wcześniej czy później na Alvesa, Hardy’ego, Koschecka czy Shieldsa znajdowali się „zabijacy”, którzy potrafili ich skończyć – nie byłbym zatem pewien, czy klasa jego ostatnich rywali (może poza cholernie trudnymi do skończenia Conditem i Diazem) to jest argument usprawiedliwiający brak skończeń przez GSP. Co zaś się tyczy ofensywnego BJJ, to wydaje mi się, że fakt, iż od 2007 Kanadyjczyk nikogo nie poddał w większym lub mniejszym stopniu wynika z tego, że próba poddania = ryzyko utraty pozycji, a GSP nie jest jednym z tych, którzy chętnie je podejmują. GSP porusza się w ramach „perfekcyjnych schematów”.

    Orestos, to trochę akademicka dyskusja, ale na moje niewprawione oko to GSP jest prawdziwym tytanem pracy i perfekcjonizmu, ale to właśnie powoduje, że brak u niego miejsca na jakąkolwiek improwizację (iskrę Bożą..). Oczywiście, żeby dojść tam, gdzie doszedł, musiał dysponować wielkim talentem, ale.. zaryzykuję tezę, że byli od niego bardziej utalentowani, którzy z takich czy innych powodów nigdy nie osiągną/osiągnęli tyle, co on.

  15. lucas

    18 marca 2013 at 20:50

    GSP nie nokautuje, bo tak jak napisał Naiver, by to zrobić w stójce, sam musiał by się narazić na obalenie.
    z kolei jeśli chciałby to zrobić w parterze, musiałby podnieść pozycję i atakować z góry, a jak to się może skończyć, przekonał się nawet sam Fedor.

    Zamiast tego GSP woli uderzać lekko, punktując i uważając na obalenia, a po sprowadzeniu przeciwnika do parteru, po prostu kontrola, łokcie blisko tułowia, leżenie całym ciężarem na swoim przeciwniku (tutaj nie rozumiem dlaczego nasi polscy zawodnicy tego nie robią, a zamiast tego wolą klęczeć nad swoim rywalem, dając mu czas na odpoczynek, a przecież nawet leżąc na kimś przez 10 minut można go porządnie zmęczyć, co słychać po ciężkim oddechu.:) )

    Co do siły GSP, to było to widać gdy Diaz próbował wyciągać rękę Rusha, lub gdy w piątej rundzie Rush podniósł Diaza na równe nogi jedną ręką :D WOW to było coś. W jednym momencie Diaz leżał na plecach, a w drugim stał już na równych nogach, gdy GSP postanowił wstać :D

    zadziwiło mnie również to, jak Diaz potrafił w 30 sekund zrobić większe spustoszenia na twarzy GSP, niż GSP przez prawie 20 minut na twarzy Diaza.

    Szkoda również, że Diaz słabo wykorzystywał swoją przewagę wzrostu, jednak gdy już to robił, to GSP był trochę śmieszny, gdy bezskutecznie szamotał Diazem, i nie mógł go obalić, ani obejść, przyznam że rozbawiło mnie to.

    Ja widziałem duże braki GSP, tak jak wszyscy zauważyli Rush ma kilka ciosów które opanował do perfekcji i dobrą kontrolę w parterze. Aż dziw bierze, że nikt nie znalazł recepty na te kilka sztuczek.

    GSP kręci bicz na siebie, uważam że jeśli nie zacznie ryzykować to przegra, bo jego przeciwnicy zaczną to wykorzystywać przeciwko niemu. Jeśli ktoś weźmie to za pewnik, że GSP nie zaryzykuje by skończyć walkę, to będzie miał 25 minut na to by wykonać swój plan i wygrać ucząc się do walki z GSP tylko jednej sztuczki, i powtarzając ją przez 5 rund, aż w końcu się uda.

  16. Slipmych

    18 marca 2013 at 20:55

    No to teraz ja mam pytanie czy ktoś pamięta po UFC 154 czy UFC 87 jakieś słowa krytyki wobec GSP, że nie skończył walki czy, że walka była nudna? Jeśli nie to drugie pytanie brzmi jak wygląda walka gdy znajdzie się taki zawodnik jak Carlos Condit czy Jon Fitch którzy dają z siebie 100% żeby nawiązać walkę i zdobyć pas, nie boją się mistrza a jak wygląda walka ze Shieldsem czy Diazem którzy wyszli nie wiem po co bo na pewno nie po to żeby odebrać mistrzowi pas.
    Tak jak pisałem wyżej trzeba mieć świadomość tego jak stylistycznie wygląda zestawienie GSP z danym przeciwnikiem. Ja nie dałem się nabrać na tą fałszywą otoczkę medialną towarzyszącej tej walce przez którą ludzie się podpalili i myśleli, że zobaczymy wielką wojną w oktagonie. To nie jest styl zawodnika z Tristar i każdy fan powinien dobrze o tym wiedzieć a za tą walkę obwinić raczej Diaza który dał się całkowicie zdominować
    Co do klasy rywali mam świadomość tego, że nie wszyscy byli niezniszczalni ale jednak w danym momencie byli w życiowej formie a tak jak mówię GSP ma stylistykę jaką ma i robi to co do niego należy. Mi osobiście poziom jego umiejętności bardzo imponuję dlatego należę do jego obrońców
    Podsumowując uważam, że to pretendent który dostaję swoją życiową szansę bycia mistrzem powinien dać z siebie 100% tak jak zrobił to Carlos Condit. Błędem jest nastawienia się na to, ze GSP skończy kogoś przed czasem, lepiej być miło zaskoczonym niż rozczarowanym chociaż jeśli ktoś lubi oglądać perfekcjonizm i wielkie umiejętności to nie powinien być znudzony na żadnej walce. Doskonale rozumiem, że nie każdy lubi GSP ale warto zwrócić uwagę na pytanie czy to rzeczywiście mistrz powinien wypruwać z siebie flaki w walce i szukać skończenia kosztem przegranej czy pretendent zaryzykować i rzucić wszystko na szalę żeby spełnić swoje marzenia. Tutaj niech każdy sam sobie odpowie

  17. steyr

    19 marca 2013 at 00:21

    Zapominacie ze nie licząc Koschceka, GSP nie bił się z tak dobrym zapaśnikiem od dawien dawna (mówie o Hendrickie of kors) i na jego tle te jego mityczne wręcz zapasy mogą wyglądać nieco słabiej. Zresztą niech ktoś mi poda lepszy zestaw umiejętności żeby przeciwstawić się GSP niż mocne zapasy i pier****** w łapie. Jesli nie Hendricks to zostaje już nam tylko SF z Andersonem lub czekanie na emeryture Kanadyjczyka

  18. naiver

    19 marca 2013 at 11:35

    Slipmych, mam wrażenie – może się mylę, bo sam GSP wie to najlepiej – że jednak momentami Kanadyjczyk mógłby zrobić więcej w celu skończenia rywala. Z drugiej strony nie mam oczywiście wątpliwości, że robi aż nadto, żeby wygrywać.

    Steyr, masz rację, że to będzie najlepszy zapaśnik od czasów Koschecka, choć kładli go już w UFC inni wcześniej, więc obawiam się, że mimo tego, iż krępego i silnego Hendricksa będzie na pewno trudniej obalić niż Condita czy Diaza, to jednak GSP może dawać radę. Co nie zmienia faktu, że ta walka zapowiada się ciekawie, zwłaszcza, że dawno nie widzieliśmy GSP tak zmęczonego w 3-5 rundzie, jak w walce z Diazem, więc być może jest to jakieś drobniutkie światełko w tunelu dla jego rywali. Choć Hendricks akurat chyba tytanem kondycji nie jest..

  19. marcin

    19 marca 2013 at 15:32

    „W stójce natomiast udowodnił, że najlepiej wychodzi mu blokowanie ciosów własną szczęką, o co jednak trudno mieć do niego pretensje, bowiem z uwagi na tytanowe płyty, z których jest ona prawdopodobnie uformowana, Diaz ma pełne prawo wykorzystywać ją do neutralizowania ataków rywala – problemem pozostaje tylko fakt, że taką manierą nie uzyskuje przychylności sędziów.”

    Padłem.. :DDD

  20. Comber

    19 marca 2013 at 18:58

    GSP coraz trudniej przychodzi ścinanie, co odbija się na jego kondycji.
    Hendricks musi zaatakować George’a od pierwszych sekund walki, tak jak zrobił to w walce z Conditem. Wiemy jak układają się pojedynki Johny’ego… Przyszedł czas na kolejny knock out w pierwszej rundzię. Życzę mu tego.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply