„Stoję obok niego i myślę: ku*wa jego mać!” – Eddie Bravo o totalnym chaosie w narożniku Tony’ego Fergusona

Trener jiu-jitsu Tony’ego Fergusona, Eddie Bravo, opowiedział o dramatach, jakich doświadczył, wchodząc do narożnika El Cucuya przed czwartą rundą walki z Justinem Gaethje.

Między trzecią a czwartą rundą walki z Justinem Gaethje podczas zeszłotygodniowej gali UFC 249 w narożniku Tony’ego Fergusona zapanował okrutny chaos.

Do klatki przed czwartą odsłoną wszedł jego trener jiu-jitsu Eddie Bravo, aby udzielić El Cucuyowi wskazówek na następną rundę. Jak się natomiast okazuje, Bravo nie wszedł tam z własnej inicjatywy… O kulisach walki oraz przerwie między trzecią i czwartą rundą opowiedział w najnowszym podcaście Joego Rogana.

– Pierwsza runda z mojej perspektywy? – rozpoczął opowieść Bravo. – Wydawało mi się, że mogła iść w obie strony. Druga runda? W samej końcówce Tony grzmotnął Justina. Po dwóch rundach myślałem więc, dobra, teraz zacznie przejmować stery walki. Na tamtą chwilę byliśmy po dwóch rundach. W końcówce drugiej posłał go na deski. Bóg wie, co by się wydarzyło, gdyby miał jeszcze 30 sekund.

– Dobra, wchodzimy w trzecią rundę. Może Tony zacznie teraz rozdawać karty – jak zawsze. W tamtym momencie nie myśleliśmy więc o żadnych obaleniach ani niczym takim.

– Ale po czwartej rundzie… Jasna cholera! Gdy tylko wybrzmiała syrena po czwartej rundzie, Rashad (Holloway – trener boksu Fergusona) odwraca się do mnie i krzyczy: Eddie, właź tam! Stary… Nie byłem na to gotowy. Nie byłem gotowy, żeby wejść do tej klatki.




– Wchodzę tam więc i zastanawiam się, co mam mu, kurwa, powiedzieć? Nie jestem trenerem MMA! Czwarta runda, gość ranny. A do tego… W zeszłym tygodniu włamali mi się do samochodu i ukradli mi okulary. Muszę mieć okulary, potrzebuję okularów! Jestem ślepawy. Nie byłem więc świadomy, jak bardzo był porozbijany, zanim nie wszedłem do tej klatki i nie podszedłem do niego blisko.

– I co? Teraz mam mu dawać jakieś rady? Jako zwykły pomocnik? To był w ogóle błąd, że tam wszedłem. To był błąd. W tamtej chwili przeszło mi przez głowę, że może trzeba wciągnąć go do gardy albo zrobić wkrętkę a la Imanari. Ale to może działać na początku, gdy wszystko jest świeże. Jak w walce Ryana Halla z BJ-en Pennem. Pamiętacie to? Zrobił to szybko. Wkrętka, skrętówka, koniec.

– Gdybyśmy mieli tak zrobić, powinniśmy byli robić pod to strategię przez cały obóz przygotowawczy, a nie na zasadzie: hej, wkręć mu się do nóg teraz!



– Wchodzę więc do tej klatki… Gość ranny, porozcinany, a mnie myśli kotłują się we łbie. Jasna cholera! I co teraz?! Co mam mu poradzić?! O co tu chodzi? To ja potrzebuję tutaj pomocy! Zaniemówiłem.

– A panowała tam przejmująca cisza. Przejmująca! Na ogół wydzierasz się do swojego zawodnika w stylu: stary, musisz obalić skurwiela! Ale było tak cicho… Tak cholernie cicho! Wszyscy mówili prawie szeptem. Dziwaczne uczucie.

– Podchodzę więc do niego i pierwsze, co rzuca mi się w oczy: jest bardziej porozcinany, niż mi się wydawało z miejsca, w którym siedziałem. Nie byłem w stanie tego dojrzeć z narożnika. Wielkie rozcięcie pod okiem. A to mój brat! Mój brat! Stoję obok niego i myślę: kurwa jego mać!

– Przeszło mi przez głowę, że może najlepiej w tej piątej rundzie po prostu trzymać się na dystans, żeby wyjść z tej walki bez dodatkowych obrażeń? Tak sądziłem. Bo gdyby teraz spróbował zejścia do nóg – gdy jest zmęczony i ranny – mógłby wyłapać kolano. Zachodzę w głowę, co mam mu powiedzieć? Jaką wskazówkę?

– Ostatecznie powiedziałem: może by tak spróbować wkrętki do nóg, nie wiem. Zaniemówiłem.

– Nigdy w swoim życiu nie znalazłem się w takiej sytuacji i nigdy tego nie chciałem. Nie jestem gościem od takich rzeczy! Nie jestem! Nigdy nie powinienem się tam znaleźć. To nie moje miejsce. Gdy siedzę w narożniku, zawsze jestem na uboczu. Udzielam pewnego rodzaju emocjonalnego wsparcia – i tyle! Znam swoje miejsce w szeregu! Nie jestem Duke’iem Roufusem. Ci goście są na innym poziomie. Ja jestem gościem od tego, żeby powiedzieć: hej, jeśli cię obali, łap podchwyt i jebnij go trójkątem! To ja! Tyle!




Eddie Bravo odrobinę pomieszał jednak fakty, bo do narożnika El Cucuya posłano go między trzecią i czwartą rundą. Mikrofony zarejestrowały dokładnie jego słowa.

– Wspaniale, stary – powiedział niepewnie Eddie. – Możliwe że trzeba będzie poszukać wkrętki… Jak się czujesz? Wyglądasz świetnie…

Ostatecznie Tony Ferguson przegrał przez techniczny nokaut w piątej rundzie.

Eddie Bravo powiedział, że miał okazję porozmawiać z nim przed kilkoma dniami – i zapewnił, że El Cucuy znajduje się w doskonałej formie psychicznej. Jest zadowolony, że zarobił pieniądze w czasach pandemii, że jego rodzina jest bezpieczna. W ogóle nie przejął się porażką – a nawet wrócił już na salę treningową.

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

Justin Gaethje 2.0 – największe zagrożenie dla Khabiba Nurmagomedova?

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply