Technika MMAUFC

Sierpem #78: Poirier vs. McGregor 3

Galę UFC 264 zwieńczy trylogia pomiędzy Dustinem Poirierem i Conorem McGregorem, która wyłoni kolejnego pretendenta do walki o złot 155 funtów.

Gdy pół roku temu Dustin Poirier znokautował Conora McGregora w drugiej rundzie rewanżu, wyrównując stan rywalizacji na 1-1, niemal pewnikiem było, że dojdzie do trylogii. Duma Irlandczyka została bowiem mocno podrażniona, a Amerykanin zdawał sobie w pełni sprawę, że nie ma bardziej kasowego zestawienia aniżeli to trzecie z Notoriousem – nawet pomimo braku pasa mistrzowskiego na szali.

W sobotę amerykańsko-irlandzki duet po raz trzeci pójdzie w oktagonowe tany, wieńcząc galę UFC 264 w Las Vegas.

Kursy bukmacherskie są bardzo wyrównane. Jeszcze niedawno minimalnym faworytem zawodów był McGregor, ale teraz – tj. w momencie pisania niniejszych słów – niewielkim faworytem jest Poirier. Czy słusznie? Przyjrzyjmy się bliżej…

155 lb: Dustin Poirier (27-6) vs. Conor McGregor (22-5)

Kursy bukmacherskie: Dustin Poirier vs. Conor McGregor 1.82 – 1.99

Nie ulega wątpliwości, że najlepszą bazą do analizy trylogii i próby jej rozczytania jest oczywiście styczniowy rewanż, w którym Poirier znokautował McGregora. To naprawdę kapitalny materiał podglądowy, z którego wysnuć można mnóstwo wniosków, identyfikując mocne i słabe strony obu zawodników. Nie jest oczywiście żadnym sekretem, że obaj mogli w ciągu sześciu miesięcy podrasować pewne elementy w swojej oktagonowej grze, łatając być może jakieś dziury, wzbogacając swój arsenał o nowe narzędzia. To jak najbardziej możliwe! Ale… No, bili się pół roku temu! Obaj doświadczeni, obaj walczący podobnie od wielu lat.

A zatem rewanż stanowi najbogatszą kopalnię wiedzy, z której należy czerpać pełnymi garściami przed trylogią. Tak się natomiast składa, że miałem już okazję dokładnie przyjrzeć się styczniowemu bojowi Amerykanina z Irlandczykiem, rozkładając go na części pierwsze w tym artykule.

Wskazałem tam trzy najważniejsze elementy, które przesądziły o zwycięstwie zawodnika z Luizjany. I trzeba do nich powrócić, nie ma rady! Dlatego też w niniejszej analizie w dużej mierze korzystał będę z poprzedniej, odstawiając na bok wymyślanie koła na nowo. Dobrze pamiętających rzeczony tekst sprzed sześciu miesięcy przepraszam! I jednocześnie zapraszam, bo tutaj opowiemy sobie także o elementach, jakie obaj zawodnicy – także Poirier! – wprowadzić mogą do swojej gry, zaskakując rywala, ewentualnie znajdując odpowiedzi na jego udane akcje z rewanżu.

Rewanż

Pierwszą walkę pomiędzy Poirierem i McGregorem, którą Irlandczyk wygrał przez nokaut w 2014 roku, potraktujemy po macoszemu. Zmieniło się od tego czasu wiele. Szczególnie Amerykanin jest dzisiaj zupełnie innym zawodnikiem. Nawiążemy do niej tylko pod kątem niskich kopnięć. Ale po kolei…

Jakie elementy przesądziły o styczniowym zwycięstwie Dustina Poiriera w drugim starciu? Otóż, wyróżnić możemy trzy: obalenie na początku walki, kontrujące prawe sierpowe oraz lowkingi na wysokości łydki. Dodałbym teraz jeszcze, że wyrachowane nastawienie Amerykanina, ale częściowo element ten zawiera się w kontrujących prawych sierpowych…

Obalenie

Już w jednej z pierwszych akcji rewanżu Poirier powalił McGregora.

Poirier rusza do ataku z lewym sierpowym, mocno schodząc do swojej prawej strony i obniżając pozycję. McGregor doskonale odchyla się przed atakiem do prawej i – przechodzimy do drugiego zdjęcia – próbuje odpowiadać lewym prostym. Poirier jest jednak zbyt blisko, a ponadto swoim zwyczajem schodzi nisko, przepuszczając uderzenie.

Natomiast warto zwrócić uwagę, że Irlandczyk pozostaje w tym samym miejscu. Trzyma pozycję. Za swoich dawnych czasów w tego typu sytuacjach odskakiwał, szukając dominującego kąta, z którego wyprowadzał kontrę. Tutaj twardo stoi na nogach. Jest znacznie mniej mobilny.

Luizjańczyk chwyta rywala, a później – czego nie widać już na powyższych zdjęciach – zdoła prawą ręką podebrać lewe kolano rywala, wkręcając go do swojej prawej i kładąc go na plecach.

Notorious spędził na dole 30 sekund, ale na tym nie koniec, bo później przez 2 minuty i 15 sekund mocował się z Diamentem w klinczu przy ogrodzeniu.

Wszystko to złożyło się na wielkie mentalne i przede wszystkim fizyczne zwycięstwo Amerykanina. Zneutralizował bowiem Irlandczyka właśnie wtedy, gdy ten jest najgroźniejszy. Conor to bowiem fast-starter, zdecydowanie najbardziej niebezpieczny w pierwszych minutach rywalizacji. Wtedy właśnie zachwyca precyzją i szybkością. Dustin wykastrował go z tych kilku pierwszych minut, które stanowiły największą szansę na zwycięstwo dla Irlandczyka.

Na tym jednak nie koniec, bo niemałą część sił witalnych i spięć mięśniowych, które mógł na początku wykorzystać do szermierki na pięści i kopnięcia, szukając nokautu, Notorious zmuszony był poświęcić właśnie na powrót na nogi i mocowania się z Poirierem w klinczu. Nie ma nic gorszego dla zawodnika o charakterystyce snajpera – a takim jest Conor – aniżeli marnowanie w zasadzie niemożliwej już później do zregenerowania energii na bezsensowną z punktu widzenia jego założeń taktycznych szarpaninę w klinczu czy walkę na chwyty w parterze.

Podsumowując, obalając Irlandczyka i siłując się z nim w klinczu, Amerykanin odebrał mu bardzo cenne zasoby energii. Wyrównał szanse. Pozwolił, aby walka – jak to mawia – rozkwitła.

Kontrujący prawy sierp

Aspekt ten był kompletnie zignorowany w mediach po pierwszej walce, choć sam Dustin Poirier chętnie o nim opowiadał. Cały świat skupiał się na niskich kopnięciach, podczas gdy w obszarze pięściarskim Amerykanin radził sobie doskonale, raz za razem kontrując Conora McGregora ślicznym prawym sierpem z odejściem.

Ba! Już w 18 sekundzie zawodów Amerykanin zdzielił Irlandczyka właśnie tą techniką, odrobinę nawet nim wstrząsając!

McGregor doskakuje do znajdującego się niebezpiecznie blisko siatki Poiriera z prawym prostym pod krosa. Amerykanin zachowuje jednak czujność i również odpowiada jabem. Uderzenia obu dochodzą celu.

Irlandczyk wyprowadza długi lewy, ale Amerykanin unika uderzenia na odchyleniu – i już przygotowuje prawego sierpowego…

Conor nie wpada co prawda rywala, jak notorycznie miało to miejsce w pierwszej walce z Natem – tj. jego tylna noga tym razem odrywa się tylko odrobinę od podłoża, a prawa zostaje na miejscu – ale jest mocno wychylony i odsłonięty. Swoim zwyczajem – bardzo ważne! – nie cofa lewicy do głowy. Poirier trafia go soczystym prawym sierpem.

Przyjrzyjmy się jeszcze jednej podobnej akcji, która świetnie obrazuje odpowiedzialność defensywą Poiriera i brak tejże Irlandczyka.

Tym razem Conor inicjuje atak prawym sierpem – tylko dla zbicia rąk rywala i kamuflażu lewicy. Doskakuje, zagarnia ręce Poiriera…

Następnie wyprowadza firmowy kros, ale garda Dustina – w postaci prawej ręki – jest na miejscu. Amerykanin świetnie blokuje uderzenie, które odbija się, prując powietrze nad jego głową. Amerykanin unosi wówczas do gardy drugą rękę, balansuje – skutecznie.

Conor pozostaje na miejscu, odchyla się do swojej prawej i ponownie szuka prawego z dołu. Jednak Dustin doskonale odchyla głowę i kontruje Irlandczyka soczystym prawym sierpowym, po którym Conor aż się delikatnie zachwiał, mając pewne problemy ze złapaniem równego kroku. Reakcja Dustina (poniżej) nie pozostawia wątpliwości.

Dość powiedzieć, że w kluczowej akcji, po której Conor ustawił się, okrutnie naruszony, na siatce, to właśnie kontrujący prawy sierp przyniósł Dustinowi najwięcej sukcesów. Zresztą oddajmy Amerykaninowi głos.

– Wszyscy opowiadają o kopnięciach na łydkę, ale wyprowadziłem to kopnięcie, zmieniłem ustawienia na klasyczne i trafiłem prawym prostym – powiedział o kluczowej akcji w niedawnym wywiadzie z ESPN.com. – I trafiłem go dobrze. Dlatego chwilę potem mocno zaatakowałem. Obejrzyjcie tę sekwencję w zwolnionym tempie i zobaczycie, że to nie było niskie kopnięcie – stracił pod sobą nogi i wtedy trafiłem go prawą ręką po zmianie ustawienia.

– Jestem w tym naprawdę dobry. Uderzam mocnymi ciosami ze zmianą ustawienia na klasyczne czy odwrotne, jednocześnie trzymając odpowiedni dystans, aby pozostawać bezpiecznym. Oberwał prawą ręką po zmianie pozycji – i oberwał mocno. A wiem, że mam czym uderzyć. Zniósł to dobrze, zachował pokerową twarz, ale był ranny. Dlatego ustawił się na ogrodzeniu, nie miał pod sobą nóg. Widzieliście resztę.

Jak wyglądała rzeczona akcja?

Dustin atakuje niskim kopnięciem, podczas gdy Conor stara się odpowiedzieć lewym na korpus. Nie trafia jednak czysto.

Pomimo dziwacznego, niekorzystnego ustawienia i rozbitej już prawej nogi, myśli sobie: „A co! Idę po kolejnego prawego z dołu!” Tak też czyni, w zasadzie będąc opartym na jednej już tylko nodze – prawej. Tej zmasakrowanej.

Znajdujący się w znacznie lepszym ustawieniu Poirier przepuszcza uderzenie i kontruje soczystym prawym, odchodząc do boku. Lewy Conora pruje jeszcze na koniec powietrze.

Poniżej powyższa akcja w ruchu. Zwracam uwagę, że po zainkasowaniu prawego Conorowi przez głowę przeszła nawet chwila desperackiego obalenia – vide ostatni fragment poniższego nagrania.

Koniecznie w temacie pięściarskim wspomnieć trzeba jeszcze o trzech innych elementach – umiłowaniu McGregora do prawego prostego bitego z dołu, omówionej wyżej przez Poiriera zmianie ustawienia oraz odpowiedzialności obronnej Amerykanina.

A zatem… Wspomniany prawy z dołu autorstwa Irlandczyka… Otóż, poniżej akcja, w której McGregor trafił soczyście takim właśnie uderzeniem, ale… Na swoją zgubę!

Na pierwszym obrazku widzimy Conora mocno odchylającego się do swojej prawej i ruszającego z atakiem lewym. Nie dochodzi on celu, ale ustawia Poiriera po soczystego prawego bitego nieco z dołu. Uderzenie to z mocą wygenerowaną odbiciem prawą nogą dochodzi czysto celu, mocno wstrząsając szukającym kolejnego prawego sierpowego (trafia, ale nieczysto) Amerykaninem.

Dlaczego nic dobrego nie wynikło z tej akcji dla dublińczyka? Z powodu pewnego rodzaju fiksacji! Fiksacji na tej właśnie technice. Irlandczyk regularnie próbował potem powtórzyć to właśnie uderzenie – prawy z dołu – ale Amerykanin świetnie go potem unikał, karcąc do prawymi sierpami. Dość powiedzieć, że omówiony wcześniej prawy sierp Dustin wyprowadził w kontrze właśnie na prawy z dołu Conora.

Po drugie… Omawiana przez Poiriera zmiana ustawienia na klasyczne z uderzeniem prawą ręką. Tutaj Amerykanin odrobinę pomieszał, ewentualnie skleił w całość ofensywę z kontrofensywą. Walczący z odwrotnej pozycji Diament uwielbia bowiem inicjować atak lewym prostym, następnie z rotacją przechodząc do klasycznego ustawienia i z niego odpalając soczysty prawy sierp. Poniżej dwa przykłady z walk Diamentu z Eddiem Alvarezem.

Na powyższych przykładach Eddie Alvarez nie oddaje co prawda pola, wobec czego Dustin Poirier zmuszony jest do uderzać z bardzo bliskiej odległości, ale chociażby w starciach z Maxem Hollowayem czy Danem Hookerem wyglądało to świetnie. Schemat ten sam – lewy krzyżowy, przejście do klasycznego ustawienia z obniżeniem pozycji przed potencjalnymi ciosami rywala i bomba prawym sierpem.

Natomiast wcześniej – tj. przed rewanżem z Irlandczykiem – tak dobrze pracującego prawym sierpem w kontrze – w kontrze! – Amerykanina nie widzieliśmy. W przytoczonej wyżej wypowiedzi Luizjańczyk wszystko to złączył – tj. prawy sierp z klasycznej w ataku oraz prawy sierp z klasycznej w kontrze.

Warto wspomnieć, że w rewanżu Dustin również poszukał kilka razy tej techniki w ofensywie – jednak bez większych sukcesów. Natomiast grzechem byłoby nie odnotować, że potrafi ją wykorzystać także pod obalenia – vide sprowadzenia Conora do parteru na początku właśnie po wyprowadzeniu lewego, obniżeniu pozycji i przejściu do klasycznego ustawienia – oraz pod niskie kopnięcia, vide poniższe akcje.

Poirier inicjuje atak krzyżowym, zmienia ustawienie i – nie, nie obniża pozycji szukając potem prawego sierpa. Zamiast tego rąbie klasycznie ustawionego Alvareza lowkingiem..

I wreszcie trzeci element – po umiłowaniu McGregora do prawego prostego bitego z dołu i zmianie ustawienia na klasyczne Poiriera, które wyżej omówiliśmy – a zatem odpowiedzialność obronna Amerykanina.

Otóż, w rewanżu z McGregorem rzeczona odpowiedzialność Amerykanina była doskonale widoczna. Do zmiany w tym elemencie – na lepsze, z rzeźniczo nastawionego Dustina na odpowiedzialnego w defensywie Dustina – doszło przy okazji jego starć z Eddiem.

Już w pierwszej potyczce z Alvarezem Poirier bardzo dobrze kontrolował dystans. Powyżej widzimy, jak ustawia sobie rywala markowanymi jabami, aby wystrzelić soczystym krosem, sięgając szczęki oponenta. Co najważniejsze – nie wpada w półdystans. Chwilę potem poprawia kolejnym lewym, tym razem próbując po łuku obejść gardę Eddiego – i ponownie zostaje na miejscu.

W rewanżu również wyglądało to naprawdę dobrze – na pierwszym przykładzie Dustin kąsa klasycznie ustawionego rywala jabem, odskakując. Później poprawia krosem, nadal trzymając dystans i nie narażając się na kontry.

Na drugiej animacji Diament smaga Króla Podziemia szybkim lewym, natychmiast odskakując. Daje też rywalowi znać, że „weszło czysto” i zaraz będzie poprawka. Doskakuje jednak z bezpośrednim prawym sierpem, przygotowanym kiwką jabem. Nie trafia, ale znów bardzo dobrze kontroluje dystans.

W rewanżowej potyczce z Notoriousem doskonała kontrola dystansu była piekielnie ważnym – również niedocenianym, bo cały świat skupił się na lowkingach – czynnikiem, rugującym Irlandczyka z okazji na kontruderzenia. Dublińczyk został zmuszony do inicjowania ataków – a w tym elemencie nigdy nie był gigantem!

W jaki sposób dokonał tego Poirier? Otóż, nie wyprowadzał uderzeń z pełną mocą. Nie wpadał w półdystans, zawsze miał pod sobą nogi, gotowy do reakcji. Stronił od dłuższych kombinacji. Po jabie pozostawał czujny, gotowy do bloku, przepuszczenia ataku czy szczególnie wycofania się. W ten sposób niwelował przewagę szybkościową Irlandczyka, dając sobie dodatkowe kilka milisekund na reakcję obronną. Gdy natomiast udanie bronił się przed kontrami, na której zresztą czekał, sam odpalał omawiany wyżej prawy sierp.

Oddajmy zresztą na chwilę głos Diamentowi, który takimi słowami podsumował taktykę na rewanż z Notoriousem.

– Oczywiście podczas tego obozu skupialiśmy się mocno na jego kontrze krosem. Wiemy, że ma jedną z najlepszych kontr krzyżowym po odchyleniu. Timing, szybkość, precyzja. Są niesamowite. Wystarczy popatrzeć na jego poprzednie walki, żeby zobaczyć, czego dokonał lewą ręką.

– Mając to na uwadze, starałem się nie atakować mocno jabem, bo potrafi świetnie kontrować lewym nad jabem. Wykorzystuje ten rytm i potrafi w ten sposób zastawić na gości pułapkę. Poruszałem się też dużo na nogach. Wiedziałem, że tych rzeczy muszę się pilnować.

Ostatnim elementem, który przesądził o zwycięstwie Amerykanina w rewanżu – po obaleniu na początku walki oraz kontrującym prawym sierpie możliwym dzięki odpowiedzialnej grze w defensywie – były oczywiście niskie kopnięcia.

Lowkingi Dustina

Nie będziemy szczegółowo rozwodzić się nad tym elementem, choć, owszem, miał on kapitalne znaczenie dla przebiegu i wyniku rewanżu. Conor McGregor nigdy nie był tytanem pod kątem bronienia niskich kopnięć – a to z uwagi na częste osadzanie ciężaru ciała na wykrocznej nodze, celem odchylenia się przed ciosami i poszukaniem kontry. Wcześniej nie miał natomiast okazji zmierzyć się z ustawionym odwrotnie rywalem, który tak chętnie rąbałby lowkingami, więc luka ta w jego grze nie była tak widoczna. Trzebe jednak odnotować, że już w pierwszej walce z Irlandczykiem Amerykanin notował w tym elemencie sporo sukcesów – pomimo iż skończyła się ona w niespełna dwie minuty.

Pozwólcie, że zacytuję fragment analizy, którą opublikowałem przed styczniowym rewanżem McGregora z Poirierem. Ostatecznie stawiałam tam na zwycięstwo Irlandczyka – szczegóły tutaj – ale poruszyłem też temat niskich kopnięć.

To jednak nie wszystko, bo Luizjańczyk w ciągu niespełna dwóch minut pierwszego pojedynku trafił McGregora aż siedmioma niskimi kopnięciami – na osiem wyprowadzonych. Notorious wydawał się chwilami wręcz lekko zirytowany taką taktyką Amerykanina, zachęcając go do ostrzejszych wymian.

Innymi słowy, lowkingi Poiriera zdecydowanie do gustu mu nie przypadły – i trudno się temu dziwić, bo Irlandczyk lubi opierać mocniej ciężar ciała na wykrocznej nodze, aby pochylić się do przodu, zapraszając rywali do ataków, które następnie kontruje. Opieranie ciężaru ciała na wykrocznej nodze utrudnia natomiast poderwanie jej do bloku czy cofnięcie jej, aby przepuścić niskie kopnięcie ze strony przeciwnika.

(…)

Gigantyczne znaczenie mogą mieć w tej walce wspomniane już przeze mnie niskie kopnięcia. Owszem, Dustin Poirier nie jest zawodnikiem, który gustowałby w tej technice – a wręcz sam bywa na nie narażony, vide chociażby boje z Justinem Gaethje, Jimem Millerem czy nawet Danem Hookerem – ale Irlandczyk nie jest na pewno gigantem pod kątem ich obrony. Jak bowiem wspominałem, nie stroni od opierania ciężaru ciała na przedniej nodze, celem pochylenia się i sprowokowania rywala do ataku – a wtedy o uniknięcie czy zblokowanie niskiego kopnięcie nie jest łatwo.

Oczywiście, kopiąc lowkinga, Amerykanin może zainkasować kontrę, ale… Gra wydaje się warta świeczki. Być może w ten sposób szybciej ograniczy mobilność Irlandczyka.

Porównajmy zresztą ustawienie McGregora na początku rewanżu i w ostatnim jego etapie.

Różnice są widoczne gołym okiem. Będąc ustawionym jak na drugim przykładzie, Irlandczyk traci dynamikę, moc w uderzeniach, zdolność do szybkiego skracania dystansu. Owszem, odrobinę łatwiej może blokować wówczas niskie kopnięcia, ale… Nie oszukujmy się, w ten sposób Conor nigdy nie walczył. To nie jego para kaloszy.

Niezdolność do radzenia sobie z lowkingami na wysokości łydki wespół z paradnymi tłumaczeniami – „nie wiedzieliśmy, że są tak dewastujące” – wskazują natomiast jasno na to, że Irlandczykowi MMA na najwyższym poziomie nieco odjechało. Kopnięcia na łydkę święcą bowiem triumfy od kilku dobrych lat. Przekonał się o tym swego czasu zresztą sam Dustin Poirier, inkasując masę takowych od Jima Millera.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

Podsumowując pierwszy pojedynek – obalenie i klincz rabujące Irlandczyka z najcenniejszych pierwszych minut walki, kontrujący prawy sierpowy wespół z odpowiedzialnością w defensywie oraz kastrujące z mobilności i dynamiki lowkingi na wysokości łydki zapewniły Amerykaninowi końcowy triumf.

Jakich natomiast zmian mogą dokonać – szczególnie Conor! – w trzecim starciu? Jakie techniczne elementy i czynniki pozaoktagonowe mogą im sprzyjać?

Trylogia

Rewanż z Natem Diazem

Pomimo iż w pierwszym starciu z Natem Diazem Conor McGregor skończył uduszony, w rewanżu stawiałem właśnie na Irlandczyka. Uważałem bowiem, że Notorious jest w stanie poprawić ewidentne błędy, jakie popełnił w pierwszym pojedynku – a tym najważniejszym były mordercze intencje, które nie szły w parze z odpowiedzialnym zarządzaniem zasobami kondycyjnymi. Prowadziło to oczywiście do innych negatywnych skutków – wpadania w Diaza po uderzeniach, tracenia balansu, narażenia na kontry. Dość powiedzieć, że Irlandczyk zainkasował od Nate’a Diaza więcej stocktońskich liści niż ktokolwiek wcześniej!

I rzeczywiście – w rewanżu Irlandczyk wprowadził odpowiednie poprawki. Owszem, miał trochę szczęścia, w czwartej rundzie trafiając najważniejszym uderzeniem w swojej sportowej karierze – tj. smagającym kopnięciem na korpus – ale też widać było wyraźnie, że tym razem trzymał pozycję po ciosach, nie otwierając się na kontry. Jego styl był znacznie bardziej wyrachowany. Dodał też niskie kopnięcia, którymi raz za razem smagał stocktończyka.

Innymi słowy, Conor udowodnił wówczas – pięć lat temu – że potrafi wyciągać wnioski z niepowodzeń. Potrafi dostosować styl pod luki rywala – vide okiełznanie morderczych żądzy i niskie kopnięcia. To oczywiście może dobrze rokować na okoliczność rewanżu z Dustinem Poirierem. Nie mam bowiem żadnych wątpliwości, że Irlandczyk i jego sztab trenerski doskonale zdają sobie sprawę, że to nie tylko lowkingi były w styczniu problemem.

Pytanie natomiast, jak dzisiaj prezentuje się…

Motywacja Conora

Właśnie. Pięć lat temu Irlandczyk był głodny walki, dopiero wspinał się na szczyty sportowe, finansowe i medialne. Wtedy naprawdę ograniczył swoją aktywność medialną, aby wściekle harować do rewanżu, łatając w pocie czoła dziury, które obnażył Diaz. Czy przed trylogią z Diamentem z równie wielką ochotą wstawał rano z atłasowego łoża, aby wylewać hektolitry potu na sali treningowej? Czy odseparowanie od rodziny – bo tym razem trzymał ją z dala od siebie, aby skupić się wyłącznie na treningach – rzeczywiście pomoże? Czy świadomość, że ewentualna porażka w najmniejszym stopniu nie zagrozi jego stabilizacji finansowej, nie działała na niego demotywująco? Bóg jeden raczy wiedzieć!

Jakich konkretnie poprawek może w sobotę dokonać w oktagonie Conor?

Jak radzić sobie z lowkingami?

Nie ulega wątpliwości, że Irlandczyk musi inaczej niż w pierwszym starciu podejść do niskich kopnięć rywala. Jest oczywiście na to kilka sposobów. Irlandczyk może starać się bardziej skręcać nogę na zewnątrz, licząc na to, że w ten sposób zblokuje rzeczone lowkingi, zniechęcając do nich Dustina Poiriera. Rzecz jednak w tym, że nie będzie o to łatwo – nie jestem pewien, czy w niespełna pół roku Irlandczyk jest w stanie wyrobić w sobie takowy nawyk, do którego – co ważne! – wcześniej w warunkach bojowych nie musiał się nigdy odwoływać. Nie wspominając o tym, że niedostatecznie odkręcona przy bloku noga może skutkować kolejnymi obrażeniami.

McGregor może też spróbować osadzać mocniej ciężar ciała na tylnej nodze – wtedy ta przednia będzie łatwiejsza do poderwania albo cofnięcia przed nadlatującym niskim kopnięciem. Problem w tym, że Irlandczyk nie zwykł tak walczyć. Węższe ustawienie ogranicza jego dynamikę i efektywność lewego krzyżowego. To nie jego styl! Już nie wspominając o tym, że ciężar ciała mocniej oparty na tylnej nodze może stanowić problem przy obaleniach, odrzucie bioder.

Wreszcie Notorious może też poszukać kontruderzeń. Poświęcić nogę, licząc na to, że ustrzeli Dustina Poiriera jakąś kontrą albo w ten właśnie sposób – tj. trafiając w kontrze na lowkinga – zniechęci go do dalszego korzystania z tej techniki. I w tym momencie na chwilę się zatrzymajmy…

Otóż, zaraz po styczniowej batalii Luizjańczyk zdradził, że w pierwszej rundzie Conor naruszył go jednym z uderzeń. Oddajmy mu głos…

– Trafił mnie w dystansie jednym naprawdę dobrym lewym – powiedział Dustin w rozmowie z ESPN.com po rewanżu. – Byłem wtedy tyłem do swojego narożnika. Trafił mnie dobrym lewym. Gdyby wtedy ruszył, nie wiem, co by się stało. Oczywiście starałbym się bronić, ale byłem ranny.

Ha! I teraz pytanie brzmi tak: o którym uderzeniu mówi Dustin Poirier? Otóż, analizując klatka po klatce wszystkie, jakimi trafił w pierwszej odsłonie Irlandczyk, stwierdzam z niemałym przekonaniem, że chodzi o poniższą akcję z końcówki pierwszych pięciu minut – wtedy to Irlandczyk grzmotnął idealnie w szczękę kopiącego lowkinga Amerykanina.

Dustin wyprowadza lowking, podczas gdy Conor sposobi się do skontrowania ataku, póki Amerykanin nie ma balansu.

Zanim Poirier osadza kopiącą nogę (lewą) na podłożu, Conor dosięga go ślicznym krzyżowym, który trafia idealnie w brodę. Głowa Amerykanina na milisekundę mocno się wykrzywia pod wpływem impetu uderzenia.

Irlandczyk pozostaje w miejscu, a jego ręce są nisko. Automatycznie w tej walce poszukujący kontr prawym sierpem Amerykanin (omawialiśmy to wyżej) ponownie dopina swego, trafiając czysto nad dyndającą po ciosie lewicą Irlandczyka – choć wyraźnie widać, że po lewym Conora nie doszedł jeszcze do siebie.

Cała akcja w ruchu poniżej:

Opis rzeczonego lewego krzyżowego Conora, a także miejsce, w którym do niego doszło – czyli, jak zaznaczył Dustin, przy siatce – odpowiadają opisowi Amerykanina. A zatem, podsumowując ten fragment – owszem, Irlandczyk jak najbardziej może poszukać tutaj kontruderzeń w odpowiedzi na lowkingi.

Zakładając jednak, że szczęka Diamentu nie zostanie skruszona, pytanie brzmi – kto wyjdzie na takiej wymianie lepiej? Czy Irlandczykowi opłaci się karcenie rywala prostymi przy jednoczesnym inkasowaniu kopnięć na wysokości łydki?

Tutaj musimy przejść do wspomnianej szczęki Amerykanina…

Odporność Dustina

Nie ulega wątpliwości, że po migracji do kategorii lekkiej szczęka Dustina Poiriera jest w stanie przyjąć więcej. Bardziej dotleniony mózg, mniej katorżnicze ścinanie. Ok. To jednak nie wszystko, bo mocno poprawione zdolności absorpcji ciosu przez Amerykanina to przede wszystkim pochodna wyraźnie poprawionej techniki. Ponownie na chwilę oddajmy głos Dustinowi…

– Ustawienie twojego ciała pod przyjęcie uderzenia ma takie samo znaczenie jak moc w pięściach atakującego – powiedział kilka miesięcy temu w rozmowie z Luke’iem Thomasem. – Jest różnica między przyjęciem uderzenia, gdy nie jesteś dobrze ustawiony i przyjęciem uderzenia, gdy jesteś dobrze ustawiony. To może zdecydować o tym, czy cios jest skuteczny.

– Jeśli jesteś dobrze ustawiony i przygotowany na uderzenie, to to samo uderzenia, które normalnie by cię znokautowało, jesteś w stanie przyjąć.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

– Justin Gaethje potrafi przyjąć te wszystkie bomby od gości, którzy na niego idą, bo jeśli na niego spojrzymy, to jego ciało jest przygotowane na te uderzenia. Ich impet nie zostaje przyjęty tylko na jego głowie, ale wędruje przez głowę, szyję aż do samych stóp. Jest w odpowiednim ustawieniu, aby przyjąć te uderzenia. To niebywale ważne, gdy dostajesz uderzenia.

– Widzimy to, gdy obaj goście rzucają razem sierpowe. Jeden gość dostaje i nie robi to na nim większego wrażenia, a drugi jest zdjęty, jakby dostał od snajpera. O to chodzi. Twoje ciało jest w niestabilnym położeniu, skręcone. Twój mózg, szyja i mięśnie nie są przygotowane na przyjęcie impetu uderzenia na szczękę – i cię wyłącza.

Właśnie! Dzisiaj Dustin Poirier znacznie rzadziej znajduje się w takich pozycjach jak chociażby w starciu z Michaelem Johnsonem, gdy został brutalnie znokautowany. Dzisiaj nie zapomina się w atakach, nie wpada w rywali, trzyma ręce wysoko, dobrze kontroluje dystans. Jest gotowy na przyjęcie uderzenia!

Conor McGregor nie ma natomiast kowadeł w pięściach. Tzn. oczywiście ma na koncie sporo nokautów, ale opowieści o jego śmiercionośnej lewicy są mocno przesadzone, co powtarzam od dawien dawna. Owszem, precyzja, szybkość i timing wpływają na moc w jego uderzeniach oraz nawet ważniejszy efekt zaskoczenia, ale… Mam pewne wątpliwości, czy odpowiedzialny w defensywie Amerykanin jest do ustrzelenia jednym ciosem.

Z drugiej zaś strony, trzeba też koniecznie podkreślić, że przed rewanżem z uwagi na godziny ważenia i gali Poirier miał znacznie więcej czasu – o kilka dobrych godzin – na nawodnienie organizmu po zrobieniu limitu 156 funtów. Tym razem tego czasu będzie miał mniej, co może w jakimś stopniu wpłynąć na jego odporność. Dodajmy zresztą, że Luizjańczyk chciał, aby trylogia odbyła się w limicie 170 funtów, co stanowi kolejną przesłankę wskazującą na to, że coraz trudniej jest mu ścinać do limitu wagi lekkiej.

Wracając jednak do elementów, które poprawić musi Notorious

Lewa ręka nisko

W przerwie między pierwszą i drugą rundą trener Irlandczyka John Kavanagh powtórzył dwukrotnie: „Back hand up when we’re on the way out!”. Widział bowiem, że po wyprowadzeniu lewego Conor nie cofał ręki do głowy, inkasując kontrujące prawe sierpowe.

Jeśli Conor naprawi ten błąd – najlepiej jednocześnie z trzymaniem pozycji jak w rewanżu z Diazem – wówczas prawe kontrujące sierpy Poiriera będą znacznie mniej efektywne. Właśnie bowiem mocne wychylanie się Irlandczyka wespół z opuszczaniem lewicy po przestrzelonym uderzeniu otwierały Amerykaninowi drogę do prawych kontruderzeń sierpem.

Na tym nie koniec, jeśli chodzi o luki w pięściarskiej grze Notoriousa.

Fiksacja na prawym z dołu

Jak wspominałem, w pierwszej walce Conor kompletnie zafiksował się na atakowaniu prawym prostym z dołu – wszystko z uwagi na dobry cios, jakim trafił na początku Dustina. Później jednak spam tymże prawym z dołu prowadził go raz za razem na manowce. W rewanżu musi z całą pewnością bardziej zróżnicować swój pięściarski arsenał.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym elemencie. Otóż, wiele mówi się o szczęce Poiriera – czy wytrzyma legendarną lewicę? – ale najwyższa pora, aby zadumać się też nad odpornością Irlandczyka.

Szczęka Conora

Nie chodzi wyłącznie o pierwszą w karierze porażkę Irlandczyka przez nokaut. Chodzi bowiem także – a może przede wszystkim – o to, że w rewanżu Poirier był w stanie kilka razy minimalnie naruszyć błędnik McGregora. To niepokojący znak!

Dodajmy, że Luizjańczyk jest zawodnikiem praworęcznym, który po prostu walczy z odwrotnej pozycji. Posiada większą moc w prawej ręce, co może wyjaśniać zarówno jego umiłowanie do prawych sierpowych po zmianie ustawienia na klasyczne, jak i soczyste prawe kontrujące sierpy, jakimi dręczył w styczniu Irlandczyka.

Niskie kopnięcia McGregora?

Nie zdziwiłbym się, gdyby Irlandczyk w trylogii spróbował odpłacić Amerykaninowi pięknym za nadobne. Miałoby to pewne uzasadnienie, bo Poirier gigantem w blokowaniu niskich kopnięć również zdecydowanie nie jest.

Rzecz jednak w tym, że tego właśnie spodziewa się Amerykanin – podkreślał w drodze do trylogii, że mocno szlifował obronę lowkingów i kontry na nie. Po drugie – Notorious nie jest typem legkickera. Owszem, na okoliczność rewanżu z Natem zaprzągł je do działania, ale… To były niskie kopnięcia na udo – nie na łydkę! A ponadto po walce przyznał, że nienawidzi niskich kopnięć. Wreszcie po trzecie – Dustin Poirier ma dryg do kontr na lowkingi, o czym boleśnie swego czasu przekonali się Justin Gaethje czy Eddie Alvarez.

Typowanie

Myślę, że z narracji, jaką tutaj przedstawiłem, przebija wyraźnie, kogo faworyzuję przed trzecim starciem. Jestem natomiast daleki od skreślania Irlandczyka, bo wbrew pozorom, im dokładniej człowiek śledzi ten sport, tym ostrożniej podchodzi do predykcji.

Notorious nie ma kowadeł w pięściach, ale w pierwszych minutach będzie miał dynamikę, precyzję i wyczucie czasu i dystansu. To może wystarczyć, aby ustrzelić Poiriera – może kontrą na lowkinga? – ewentualnie zachwiać nim i dobić kanonadą uderzeń. Irlandczykowi instynktu zabójcy odmówić bowiem nie sposób – gdy poczuje krew, rozszarpuje swoje ofiary.

Przyznam też szczerze, że spodziewam się bardziej wyrachowanego podejścia ze strony Conora. Nie poszuka nokautu za wszelką cenę w pierwszych minutach, rozsądniej zarządzając swoimi zasobami kondycyjnymi. Spróbuje wydłużyć termin swojej oktagonowej przydatności do dwóch, może nawet trzech rund. Takie podejście może przynieść mu więcej okazji do kontruderzeń aniżeli ostre ataki od początku – Poirier będzie wtedy szczególnie czujny, prawdopodobnie nie stroniąc od klinczu czy prób zapaśniczych.

Innymi słowy, nie odbieram tutaj szans Irlandczykowi. W pierwszych minutach może coś wyczarować.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

Natomiast za najbardziej prawdopodobny scenariusz uważam ten, w którym Diament w pierwszych minutach zachowuje dużą ostrożność. Korzysta z pełnej palety dostępnych w MMA zagrań – korzysta z jaba, szuka kontr prawym, dba o zachowanie dystansu, rąbie lowkingami, straszy rywala obaleniami, klinczem. W ten sposób zaciąga Conora McGregora na głęboką wodę – tj. do rund drugiej, może trzeciej i czwartej. Tam natomiast poza techniką – która na papierze również wydaje się być po stronie Poiriera – do głosu zaczynają dochodzić takie elementy jak kondycja, wola walki, gotowość do poświęceń, hart ducha – a tutaj przewaga Amerykanina powinna być zdecydowana.

Diament znokautuje wymęczonego już Notoriousa w trzeciej rundzie.

Zwycięzca: Dustin Poirier przez (T)KO

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

*****

Czeski artysta chaosu – jak daleko zajdzie Jiri Prochazka?

Powiązane artykuły

Komentarze: 1

  1. Nic dodać, nic ująć. Dustin przez TKO w rundzie 2 lub 3.

    Nabrałem szacunku do Conora , po tym jak zachował się po porażce z Diazem. Podszedł do tematu analitycznie, pracował ciężko , poprawił popełnione błędy i wygrał rewanż.
    Jednakże obecnie wątpię by wiele pozostało z tamtego Conora. Jego ego jest tak rozdmuchane, że nie zdziwiłbym się , gdyby jego trenerzy baliby mu się cokolwiek powiedzieć , a on sam wierzył w to że wygrywał drugie starcie i tylko przypadkowi skończyło się jego przegraną.

Dodaj komentarz

Back to top button