Polskie MMATechnika MMAUFC

Sierpem #54 – Jan Błachowicz zamęczony w Buffalo

Techniczna analiza pojedynku Jana Błachowicza z Patrickiem Cumminsem, do którego doszło na gali UFC 210 w Buffalo.

Jan Błachowicz nie podołał w Buffalo – nasz zawodnik przegrał na gali UFC 210 z amerykańskim zapaśnikiem Patrickiem Cumminsem przez większościową decyzję sędziowską.

Cieszyński Książę był bliski ubicia Amerykanina na początku walki, ale nie zdołał tego zrobić i ostatecznie skończył na tarczy, już w drugiej rundzie będąc potwornie zmęczonym.

Jak do tego wszystkiego doszło? Które akcje okazały się decydujące? W których mógł przesądzić o swoim zwycięstwie? Które doprowadziły do jego porażki?

Przyjrzyjmy się…

Polak rozpoczął walkę niemal idealnie, już po 26 sekundach posyłając Amerykanina na deski i po raz pierwszy prezentując kombinację bokserską, do której będzie się w tym pojedynku odnosił regularnie – długi lewy podbródkowy, prawy sierpowy i lewy sierpowy.

GIF 1

Błachowicz rusza z ostrą szarżą, atakując wspomnianą kombinacją – tylko pierwszy lewy z dołu doszedł celu, ale wystarczyło to z nawiązką, aby zmusić Cumminsa do panicznego odwrotu w linii prostej. Polak ruszył za nim, kontynuując natarcie z prawym i lewym sierpem z dołu, którym posłał rywala na deski. Następnie ruszył za nim do parteru, aby go dobić.

Znajdą się zwolennicy teorii, wedle której Janek powinien był wówczas poczekać na Amerykanina i pozwolić mu wrócić na nogi, aby tam go dobić, ale nie mogę się z tym zgodzić w najmniejszym stopniu. Pod Cumminsem wyraźnie ugięły się nogi, był zamroczony – trzeba było iść po skończenie. Prawidłowa decyzja Błachowicza, zwłaszcza że dołożył w parterze jeszcze kilka bardzo mocnych uderzeń, rozbijając Amerykanina. Spróbował też suplesa, ale Cummins – jak na wytrawnego zapaśnika przystało – od razu pochylił się, przenosząc ciężar ciała do przodu i nic z tego nie wyszło.

Durkin zdołał jednak w końcu wrócić na nogi, ale nasz zawodnik nadal na nim siedział. I niewykluczone, że zdołałby go skończyć, ale próba tajskiej klamry i ataku kolanem pokrzyżowała te plany…

GIF 2

Błachowicz ma zapiętą klamrę, Cummins pędzi w stronę siatki, by tam się wyswobodzić. Pasuje to Polakowi, który puszcza uchwyt, ustawia go sobie na siatce i tam atakuje prawym sierpem (dochodzi) i lewym z dołu (częściowo zblokowany). Potem jednak nie cofa lewej ręki zza głowy rywala, zamiast tego dokładając prawą i próbując ściągać głowę Cumminsa na kolano. Ten jednak odpowiada prawym sierpem nad rękami Polaka. Nasz zawodnik inkasuje cios, a jako że stoi wówczas na jednej nodze, traci równowagę. Cummins rzuca się za nim, trafiając od razu do dosiadu.

Nie jest to identyczna sytuacja, ale ta akcja jak żywo przypomina sytuację z drugiej walki Chrisa Weidmana z Andersonem Silvą, gdy Amerykanin również ustrzelił ciągnącego tajski chwyt i atakującego kolanem Brazylijczyka krótkim sierpem.

GIF 3

Wracając zaś do Jana Błachowicza… Tamta akcja kompletnie zaburzyła dynamikę pojedynku. Do tej chwili Polak dominował, terroryzując Cumminsa. Chwilę potem znalazł się w najgorszej możliwej pozycji – na plecach z amerykańskim zapaśnikiem w dosiadzie.

Oczywiście dość szybko się wykaraskał, ale wyobrażam sobie skok adrenaliny, jaki musiało to wywołać.

Wielka szkoda tego krótkiego sierpa Cumminsa, bo jak najbardziej był do rozbicia wtedy na siatce. Tajska klamra zaprzepaściła jednak tę okazję, co w drugiej rundzie – o czym dalej – odnotuje sam Błachowicz, w podobnej sytuacji błyskawicznie się wycofując. Ale o tym za chwilę…

Poszukiwanie nokautu – zamiast cierpliwego rozbijania

Chciałbym bowiem zwrócić Waszą uwagę na wspomnianą przeze mnie na początku analizy kombinację Błachowicza, którą tak bardzo sobie upodobał na okoliczność tego pojedynku – czyli lewy podbródkowy z prawym sierpem i lewym sierpem. Szczególnie na początku nasz zawodnik notował w tym obszarze sporo sukcesów.

GIF 4

Błachowicz ładnie schodzi głową z centrum, wystrzeliwując lewym-prawym-lewym. Ten pierwszy soczyście dochodzi szczęki obniżającego pozycję Cumminsa, który zmuszony jest się wycofać.

Z czasem Durkin jednak zauważył, że Polak ochoczo inicjuje akcje właśnie długim lewym podbródkowym – czyli bardzo, bardzo ryzykownym ciosem, który niemal kompletnie odsłania głowę atakującego, a dodatkowo jeśli nie wejdzie czysto, oznacza wpadnięcie w półdystans/klincz – czego Janek na pewno nie chciał.

Tym niemniej, taktyka ta przynosiła w kilku akcjach powodzenie – choć, dodajmy, Błachowicz sami inkasował ciosy w kontrze.

GIF 5, GIF 6

Na pierwszym przykładzie Polak znów czai się na tę samą kombinację. Spodziewający się już tego Amerykanin odpowiada lewym sierpem i prawym prostym – pierwszy pruje powietrze, ale drugi trafia Błachowicza prosto w nos. Nasz zawodnik jednak kończy swoją kombinację lewym sierpem, wstrząsając ponownie rywalem.

Bliźniaczo podobnie wygląda to na drugiej animacji, 30 sekund później. Jan ponownie inicjuje atak lewym z dołu, tym razem inkasując aż dwa mocne ciosy Cumminsa – czyli ponownie lewy sierp i krótki prawy prosty – i choć wydaje się na chwilę tracić grunt pod nogami, to kończy swoją kombinację lewym sierpem, którym ponownie zmusza Amerykanina do odwrotu.

Jak widać, kombinacja ta przynosiła niezłe rezultaty, ale… Niestety, Cummins nie miał problemu z jej rozczytaniem z uwagi na dużą częstotliwość takowych ataków wyprowadzanych przez Polaka, odpowiadając szybszymi ciosami – a od lewego z dołu szybszy jest niemal każdy.

Ponadto zwracam uwagę, że bicie takowej kombinacji jest z pewnością bardziej męczące niż kąsanie rywala prostymi. Do tego, jak wspomniałem, naraża atakującego na wpadnięcie w klincz/zwarcie, bo wymaga dużej precyzji – przestrzelisz pierwszym ciosem kombinacji (bitym z dołu) i twoja lewica pruje powietrze z boku głowy rywala, a ty sam wpadasz na niego.

Rzecz w tym, że – i teraz pozwólcie, że pozwolę sobie pospekulować, bo jak było na pewno, nie wiem – Jan Błachowicz i jego narożnik postawili sobie za cel znokautowanie Patricka Cumminsa. Tak, jak zresztą Cieszyński Ksiażę zapowiadał. Podbródkowe i sierpy – na dodatek bite z dużą mocą – wyprowadzasz nie po to, żeby zdystansować rywala, wypunktować – ale żeby go ubić.

Analizowany na drugiej animacji przykład tajskiego klinczu również przekonuje mnie, że reprezentant S4 Fight Club chciał nokautu – mógł próbować bić ciosami, nawet już sierpami, ale poszedł po atak kolanem.

Oczywiście – mogę się okrutnie mylić. Być może plan na walkę był zupełnie inny. O, na przykład taki – popatrzcie poniżej.

GIF 7

Minęły dwie minuty walki, tempo zwolniło, Błachowicz zdał sobie sprawę, że tak szybko nie ubije rywala. Trafia szybkim jabem. Za chwilę próbuje jeszcze jednego, który pruje powietrze, ale potem od razu dokłada ciasny lewy sierp i ten dochodzi celu. Cummins próbuje się zbliżyć, ale inkasuje kolejny lewy prosty.

O! Nie ukrywam, że tak to sobie właśnie wyobrażałem przed walką! Dystans, jab, jab, odejście do boku, jab, jab, jakiś ciasny sierp, by nie wpaść w półdystans, jab, jab, odejście.

Wierzyłem, że w ten sposób Błachowicz odbierze Cumminsowi ochotę do walki – nie ubije go w pierwszej rundzie, ale z czasem, gdy Amerykanin będzie musiał atakować coraz bardziej desperacko, znajdzie okazję na podbródkowy.

Nie spodziewałem się, że nasz zawodnik zamiast takich właśnie akcji jak ta powyższa, atakował będzie kombinacjami podbródkowego z sierpami, znacznie bardziej drenującymi energię. Rozumiem, że chodziło zapewne o to, że Durkin lubi obniżać pozycję, schodzić po nogi – i wtedy mógłby się nadziać na takie uderzenie.

Mam jednak wrażenie, że plan taktyczny – jeśli rzeczywiście zakładał takie mocne kombinacje – okazał się… zbyt szybki. W sensie – zbyt mocno nastawiony na szybkie skończenie.

Oczywiście – gdyby któryś z ciosów doszedł czysto, wszyscy chwalilibyśmy Jana i narożnik. Ale niestety nie doszedł…

Nawiasem mówiąc, Janek nigdy nie ukrywał, że jego idolem jest Mauricio Shogun Rua. Pół żartem, pół serio, coś w tym jest – popatrzcie poniżej:

GIF 8, GIF 9, GIF 10

Oczywiście, Shogun powyżej inicjuje ataki podbródkowym z tylnej ręki, ale wiecie, o co chodzi…

Tym niemniej, wracając do analizy, po fragmencie przedstawionym powyżej (GIF 7) – czyli serii bardzo ładnych prostych dystansujących – cieszynianin wrócił do podbródkowych…

GIF 11

Polak wyprowadza długi lewy z dołu, szybko przerwany omawianą już tu kontrującą kombinacją Cumminsa – czyli lewy sierp, prawy prosty. Ten pierwszy trafia Błachowicza idealnie.

Tym niemniej kilkanaście sekund później Polak miał kolejną świetną szansę na rozstrzygnięcie walki.

GIF 12

Janek trafia mocnym kolanem na korpus (kolejne, nieco później, zostanie przechwycone…), a potem odpala serię podbródkowych i sierpów, którymi zmusza Amerykanina do ucieczki. Następnie jednak zamiast zrywać sięgającego po niego rękami rywala, sam chętnie wchodzi w klincz – i jest po zabawie.

Domyślam się, że w tym momencie Polak po prostu chciał nieco odpocząć – choć trudno to zrozumieć, bo minęły wszak dopiero trzy minuty walki… Gdyby – wiem, powtarzam „gdyby” – rozerwał wtedy klincz, zdystansował, być może ubiłby przeciwnika.

Podobała mi się za to bardzo kombinacja kopnięcia na korpus z odwrotnej pozycji połączonego z szybkim lewym prostym. Dwa razy cieszynianin solidnie trafił tymże ciosem (poniżej).

GIF 13, GIF 14

Wracając natomiast do analizy… Poniżej być może kluczowa akcja pierwszej rundy – a także i całej walki. Przypominam bowiem, że jeden sędzia wypunktował pierwszą rundę w stosunku 10-8 dla Polaka, dwóch pozostałych: 10-9. Myślę, że gdyby nie to właśnie poniższe obalenie – po nim nasz zawodnik spędził na plecach ponad minutę, potem będąc wciskanym do siatki – dwaj pozostali sędziowie prawdopodobnie wypunktowaliby tę rundę 10-8 dla Janka. Byłby więc na koniec walki remis.

GIF 15

Pamiętacie na jednym z omawianych wyżej gifów (nr 12) mocne kolano na korpus w wykonaniu Polaka z takiej właśnie pozycji jak powyżej? Otóż, tutaj na 1:27 przed końcem rundy znów go spróbował – ale tym razem Cummins był bardzo czujny. Podciął Polaka, a potem naparł ostro, wewnętrznie go hacząc – i Błachowicz wylądował na plecach.

Szkoda tej akcji. Po prostu. Amerykanin wykazał się sprytem. Gdyby Janek utrzymał walkę na nogach, być może dwójka wspomnianych punktowych oceniłaby tę rundę na 10-8 dla niego.

Przyznam, że nie miałem okazji wysłuchać, co narożnik mówił Błachowiczowi w przerwie między pierwszą a drugą rundą. Tym niemniej – podobało mi się, że cieszynianin tym razem starał się od razu uciekać z jakiegokolwiek zwarcia, rezygnując też z prób złapania tajskiego klinczu.

GIF 16, GIF 17

15 sekund po rozpoczęciu drugiej rundy Janek atakuje kombinację – tym razem już prawy, lewy, prawy. Ma okazję złapać głowę rywala, ale cofa się.

Druga sytuacja podobna – Błachowicz atakuje prawym sierpem, przestrzeliwuje, w odpowiedzi inkasując prawy Cumminsa, ale szybko odpycha go, łapiąc dystans.

John McCarthy w roli głównej…

Teraz natomiast chciałbym przedstawić mini-teorię spiskową. Minęło 1:20 drugiej rundy. Jest w miarę równo. Cummins rusza do obalenia i finalizuje je. Spędzi potem na górze aż dwie (!) minuty, kontrolując naszego zawodnika i obijając go ciosami i łokciami. Kluczowe dwie minuty, które musiały mieć ogromny wpływ na punktację sędziów i zapewne kondycję oraz morale Janka.

W czym więc rzecz? Przyjrzyjmy się…

GIF 18, GIF 19

Cummins idzie po nogi – prawicą chwyta Błachowicza w okolicach uda, lewicą próbuje podebrać mu prawą nogę na wysokości kolana. Czyli standard. Nasz zawodnik ładnie się odkręca, utrudniając zapaśniczy atak Amerykaninowi. Ten wjeżdża w niego z całych sił, ale Polak cofa się w te pędy, próbując trzymać nogi maksymalnie z tyłu. Cummins nadal trzyma naszego zawodnika pod prawym kolanem, ale nie jest jeszcze tragicznie. I wtedy do gry wkracza on – sędzia John McCarthy.

Od razu dodam, że oglądałem tę akcję klatka po klatce – i stuprocentowej pewności nadal nie mam. Tym niemniej…

McCarthy nie jest w stanie uciec z drogi napierającego Cumminsa i cofającego się, próbującego odrzucać nogi Polaka. W całej akcji są dwa elementy, które mogły mieć znaczenie, a wydarzyły się niemal jednocześnie.

Otóż, w momencie gdy cofający się Janek stawia prawą stopę w środku tych dwóch czarnych linii tworzących oktagon (z czarnym napisem UFC), prawdopodobnie trafia na lewy but sędziego, co może zaburzyć (w niewielkim, ale wystarczającym stopniu) jego równowagę. Po drugie – w dokładnie tym samym momencie McCarthy odpycha Polaka, co widać wyraźnie. Mogło – choć nie musiało – spowodować to, że Cumminsowi łatwiej był „wjechać głębiej” w naszego zawodnika, podebrać ręce głębiej.

Oczywiście – nie stwierdzam tego, a jedynie spekuluję, bo powtórki oglądane klatka po klatce nie rozstrzygają sprawy. Tym niemniej, jak najbardziej biorę pod uwagę, że McCarthy przypadkowo pomógł Cumminsowi w finalizacji tego obalenia. Przypominam, że kosztowało to Polaka dwie minuty na plecach w drugiej rundzie oraz kilka mocnych uderzeń.

Na koniec analizy ostatni zryw Cieszyńskiego Księcia.

GIF 20

40 sekund do końca drugiej rundy. Potwornie już wyczerpany Janek zbiera siły i atakuje kombinacją dwóch podbródkowych (!), sierpa i kopnięcia na głowę. To ostatnie trafia, ale niestety nie ma już w nim mocy.

W trzeciej rundzie Polak nie miał już paliwa w baku, więc pozwolę sobie już jej nie analizować.

Podsumowując, nie można odmówić Polakowi zaangażowania, nie można odmówić mu chęci do walki, prób skończenia Cumminsa. Dał z siebie wszystko, zrobił wszystko, co był w stanie, aby wyjść z walki obronną ręką.

Niestety, nie udało się – choć było piekielnie blisko, a detale zadecydowały o ostateczne porażce. Detale, które niestety decydują zawsze – taki to sport.

*****

Techniczne smaki gali KSW 38 – Live in Studio

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button