Quo vadis, UFC? cz. 2

UFC
fot. mmamania.com

Potężna i niemal od zawsze doskonale funkcjonująca maszyna UFC z tysiącami idealnie pracujących i perfekcyjnie zazębiających się trybików zdaje się powoli nawiązywać znajomość z destrukcyjną rdzą. Czy ogromny boom na MMA w Stanach Zjednoczonych i pośrednio na świecie stopniowo zbliża się ku końcowi?

W poprzednim felietonie poświęconym największej organizacji mieszanych sztuk walki na świecie przybliżyliśmy historię powstania i dynamicznego rozwoju UFC – bez rzucenia okiem na historię bowiem obraz przyszłości, którą w tym artykule spróbujemy przewidzieć, mógłby być mocno nieczytelny. Abstrahując od tego, że jego czytelność jest tak czy inaczej mocno ograniczona przez samą Zuffę, która niechętnie udziela jakichkolwiek informacji finansowych na temat samej spółki – czemu trudno się dziwić, gdyż nie ma takiego obowiązku.

Agencja ratingowa o Zuffie

W przeszłości Zuffa wypuściła obligacje na pozyskanie dodatkowego kapitału (kupione, nawiasem mówiąc, w 2009 roku w nieznanej wielkości przez właściciela HDNet Marka Cubana, co samo w sobie jest również interesujące) – fakt ten spowodował, że amerykańska agencja ratingowa Standard&Poor’s (S&P) ma dostęp do finansów spółki i cyklicznie publikuje raporty na jej temat, co pozwala nam zajrzeć nieco głębiej w struktury amerykańskiej organizacji.

W ostatnim raporcie z czerwca 2012 S&P oceniło sytuację finansową i zdolność kredytową Zuffy, której suma pożyczek sięga 525 milionów dolarów, jako stabilne. W raporcie pozytywnie oceniono wpływ, jaki na rozwój organizacji może wywrzeć podpisanie umowy z telewizją Fox. Wydaje się jednak, że najbardziej zaskakującym elementem w całym raporcie S&P była informacja, że całkowity przychód Zuffy rozbity jest w stosunku 55%/45% – co oznacza, że 55% przychodu generowane jest z organizacji gal (PPV + wpływy z bramki) a 45% z pozostałej działalności (umowy telewizyjne, sponsorzy, licencje, sprzedaż itp.). Do tej pory bowiem uważano, że 75% przychodu generowana jest z organizacji gal (ba, niektórzy zakładali, że z samego PPV – bez wliczania sprzedaży biletów), a 25% z pozostałych źródeł. Biorąc pod uwagę, że Dana White często w ostatnich latach wspominał o chęci stopniowego odchodzenia od modelu PPV, wydaje się, że dane S&P mogą jednak nie do końca odpowiadać prawdzie. Jeśli bowiem faktycznie odzwierciedlają rzeczywistość, to by oznaczało dwie możliwości – albo Zuffa stopniowo z sukcesem wdraża w życie plan zmiany proporcji w swoich przychodach (tj. zwiększeniu przychodów niezwiązanych ze sprzedażą PPV i wpływami z biletów), albo też, co jednak wydaje się znacznie bardziej prawdopodobne, ostatnie wpływy z PPV były tak niskie, że doszło do drastycznego ich obniżenia w strukturze przychodów – i ta wersja wydaje się bliższa prawdy. Nawet pomimo tego, że S&P nadmienia, że Zuffa zwiększyła wpływy od sponsorów oraz ze sprzedaży, w czym eksperci upatrują spadku udziału PPV i wpływów z bramki w całkowitych przychodach spółki.

PPV leci na łeb?

Jak wspomniano wyżej i jak wielokrotnie podkreślał Dana White, Zuffa/UFC jest typowym biznesem PPV. Warto zwrócić uwagę, że, naturalnie, UFC nie ma 100% ze sprzedaży PPV a jedynie 50-60% według różnych doniesień – pozostała część trafia do dystrybutorów i innych pośredników. Przyjmując, że prawie 3/4 przychodów generowanych jest z wpływów ze sprzedaży subskrypcji Pay-Per-View, oczywistym jest, że Zuffa nieustannie próbuje znaleźć sposób, by zarabiać na sprzedaży pojedyńczego PPV więcej niż 50-60%. Model PPV podlega jednak szeregowi zagrożeń, z którymi Zuffa nie zawsze jest w stanie sobie poradzić – a jako, że o istocie biznesu spółki decyduje sprzedaż PPV, doniosłość tych zagrożeń staje się ogromna.

Prześledźmy, jak kształtowała się sprzedaż PPV UFC na przestrzeni kilku ostatnich lat:

2012 – 2,27 mln subskrypcji PPV – 5 gal PPV (nie wliczamy UFC 147) – średnio 454 tys. sprzedanych subskrypcji PPV na jedną galę,
2011 – 6,79 mln subskrypcji – 16 gal – śr. 424 tys. PPV na galę,
2010 – 9,30 mln subskrypcji – 15 gal – śr. 620 tys. PPV na galę,
2009 – 7,97 mln subskrypcji – 13 gal – śr. 613 tys. PPV na galę,
2008 – 6,32 mln subskrypcji – 12 gal – śr. 527 tys. PPV na galę,

Jakie wnioski możemy wysnuć na podstawie powyższych danych? Bez wnikania w szczegóły moglibyśmy przyjąć, że UFC znacznie straciło na dynamice rozwoju lub wręcz przestało się rozwijać i ustabilizowało na pewnym poziomie. Kiepskie wyniki w 2011 roku jednak w ogromnej mierze spowodowane były przedłużającymi się kontuzjami Brocka Lesnara oraz Georgesa Saint-Pierre’a – zawodników, którzy są, w przypadku Brocka – byli, największym magnesem PPV. Z drugiej jednak strony, gdyby do wyników PPV za lata 2010-2011 nie wliczać wyników wykręconych na galach z udziałem Brocka i GSP (czyli traktować je jako swego rodzaju odchylenia od normy), i tak okaże się, że dynamika wzrostu UFC pod względem sprzedaży PPV znacznie spadła w porównaniu do lat poprzednich.

Rok 2012 pod względem PPV również nie zapowiada się przełomowo, choć powrót GSP do oktagonu może nieco podratować sytuację. Tym niemniej, powtórzenie 2010 roku jest niemożliwe, nawet jeśli udałoby się ściągnąć Brocka Lesnara choćby na jedną walkę, co przecież wydaje się bardzo mało prawdopodobne.

Kryzys czy chwilowa zadyszka?

Gdzie można upatrywać źródła tak kiepskich wyników? Abstrahując od przyczyny kluczowej, a zatem kontuzji głównych aktorów PPV, a także osłabienia amerykańskiej gospodarki, można się zastanowić, czy samo UFC swoimi działaniami nie doprowadziło do pewnego nasycenia rynku. Dawno temu minęły czasy, gdy gale Zuffy stanowiły o swego rodzaju elitarności – organizowane były znacznie rzadziej, ale rekompensowano to z nawiązką występami największych gwiazd na niemal każdej z nich. Aktualnie niemal co tydzień lub dwa tygodnie jesteśmy świadkami kolejnych gal pod szyldem UFC, które jednak zdają się nie wzbudzać tyle entuzjazmu, co wcześniej. Mamy PPV, TUF, Fox, Fuel, FX – gdzie nie spojrzeć, marka UFC atakuje. Rosnąca liczba zawodników w rosterze amerykańskiej organizacji oraz odwieczne plany przeniesienia MMA do mainstreamu wydają się głównymi tego powodami. Przeciętni zawodnicy nie wzbudzają jednak tak wielkiego zainteresowania fanów, coraz więcej walk toczonych jest asekuracyjnie, a każda dywizja poza ciężką (jeszcze) wydaje się być zdominowana przez jednego zawodnika, co może również przyczyniać się do słabnącego, zdaje się, zainteresowania sportem.

UFC nie udało się na plecach swojej największej gwiazdy Brocka Lesnara wypromować innego zawodnika – przymierzany do tego Allistair Overeem zmarnował szansę na własne życzenie, wpadając na testach antydopingowych. Cain Velasquez, który również miał szansę, by stać się koniem pociągowym organizacji, zaprzepaścił ją, tracąc tytuł na rzecz Juniora Dos Santosa. Ten ostatni natomiast w Stanach Zjednoczonych nigdy nie dorówna popularności amerykańskim gwiazdom, ale może okazać się kluczowy z punktu widzenia podboju brazylijskiego rynku – ale o tym później. Postacią, która aktualnie ma szansę choćby spróbować zbliżyć się do poziomu Georgesa Saint-Pierre’a, jest Jon Jones – nie ma tutaj znaczenia, że 3/4 ludzi prawdopodobnie go nie znosi, bo wcale nie oznacza to, że nie będą go oglądać. W obliczu braku charyzmatycznych zawodników i świadomości, jak ich występy mogą przełożyć się na przychody, nie dziwi, że amerykańska organizacja była gotowa płacić ogromne pieniądze Nickowi Diazowi za sam fakt pojawienia się na konferencjach prasowych. Charyzmatyczny zawodnicy byli i są w UFC na wagę złota.

Coraz częściej można spotkać się z opinią, że ogromna popularność MMA w Stanach Zjednoczonych w ostatnich latach jest niczym innym jak powtórzeniem boomów na ten sport, jakie miały miejsce w Brazylii (poczynając od lat trzydziestych XX wieku) i w Japonii (Pride) – wszystkie one jednak przeminęły i nie jest wykluczone, że taki sam lub podobny los czeka UFC. Model biznesowy Zuffy, a w zasadzie oparcie się na PPV, może nieuchronnie doprowadzić do sytuacji podobnej do tej, którą obserwujemy w boksie – tzn. gale z największymi gwiazdami (organizowane raz, dwa razy na rok) będą biły rekordy popularności, ale pozostałe 95% wydarzeń będzie przechodziło bez większego echa.

Nie ulega wątpliwości, że właściciele UFC są w pełni świadomi problemu, z którym się mierzą. W takich kategoriach trzeba odczytywać plany zmniejszenia udziału PPV w całkowitych przychodach organizacji, sprzedaż pakietu 10% udziałów w spółce firmie Flash Entertainment, umowę z telewizją Fox i Globo, powołanie do życia IMMAF oraz szereg innych obszarów, w których UFC próbuje zaistnieć, by zdywersyfikować swoje przychody – by wymienić choćby UFC Magazine, grę UFC Undisputed czy też obiekty sportowe (siłownia + MMA) pod marką UFC Gym. Dana White wydaje się być w pełni świadomy, że o drugiego Brocka Lesnara będzie niezwykle trudno, że oparcie się w tak dużym jak dotychczas stopniu na PPV obarczone jest szeregiem ryzyk, na które organizacja nie ma praktycznie żadnego wpływu (przede wszystkim kontuzje). W dłuższej perspektywie czasowej organizacja nie chce być uzależniona od czynników losowych i w pełni naturalne są dążenia do ich ograniczenia – a że PPV stanowi o ich istocie, to za usprawnienie tego elementu i stopniowe od niego odchodzenia zabrano się w pierwszej kolejności. TUF, gale na Spike TV oraz Versus, ostatnio Fox, Fuel TV czy FX – coraz wyraźniej możemy oglądać transmisje poświęcone UFC bez pośrednictwa PPV. Jest bowiem oczywiste, że model PPV nie do końca współgra z ambicjami wprowadzenia UFC do mainstreamu.

Lisie, pomożesz?

Podpisanie umowy z telewizją Fox w sierpniu 2011 roku może, ale nie musi, okazać się kluczowe dla rozwoju UFC w najbliższych latach. Zgodnie z 7-letnią umową, za którą stacja będzie płacić UFC 100 milionów dolarów rocznie, Fox pokaże na żywo maksymalnie 4 gale na rok, a tysiące godzin poświęconych amerykańskiej organizacji zagości w należących do Fox stacjach Fuel TV oraz FX. Dodatkowo ostatni TUF transmitowany był na kanale FX.

Umowa z Fox jest wynikiem dążeń UFC do szerokiej popularyzacji sportu w Stanach Zjednoczonych i szeregu korzyści, które taka popularyzacji może przynieść. Pokazywanie gal na Fox ma doprowadzić do tego, że sportem zainteresuje się przeciętny Amerykanin. W kolejnym etapie stanie się regularnym widzem, a zakończy jako klient PPV. Klasyczny przykład drogi od casuala, przez regulara do customera. UFC nie chce pokazywać największych gwiazd a także pojedynków o tytuł podczas gal transmitowanych na Fox, ponieważ organizacja o wiele więcej zarobi, sprzedając na takie wydarzenia subskrypcje PPV. Wyjątek stanowiła pierwsza gala, a w zasadzie jedna walka, w telewizji Fox pomiędzy Juniorem Dos Santosem a Cainem Velasquezem. Tym niemniej, wyniki oglądalności gal transmitowanych w telewizji Fox spadają – pierwszą galę (walkę) oglądało 5,6 milionów widzów, drugą (gala Evans vs Davis) – 4,6 miliona, ostatnią, trzecią (Miller vs Diaz) – 2,4 miliona. Abstrahując od tego, że pierwsza gala była zdecydowanie najmocniej promowana a ostatnia zdecydowanie najsłabiej (plus walka Floyda Mayweathera Juniora tego samego wieczoru), taki trend z pewnością nie przypada do gustu właścicielom Fox – nawet pomimo tego, że w grupie 18-49 (lat) UFC zwyciężyło (walka Floyda była do obejrzenia w PPV, więc jej tutaj nie wliczano). Istnieje nawet przypuszczenie, które, notabene, nie powinno wydawać się dziwne, że umowa między Fox a UFC zawiera postanowienie mówiące o wynikach oglądalności gal – tj. pozwalające Fox na modyfikację/zerwanie umowy, jeśli rzeczona oglądalność nie będzie przekraczać danego progu. Niewykluczone, że Fox w ogóle nie chciało transmitować u siebie gal UFC (stąd zapis o maksymalnej ich liczbie na rok wynoszącej cztery), ale amerykańska organizacja się na to uparła, bo zwyczajnie dobrze jej się to komponowało z resztą biznesu jako doskonałe narzędzie wprowadzania sportu do mainstreamu. Tak czy inaczej nie ulega wątpliwości, iż Fox naciskać będzie, by na transmitowanych przez nich galach walczyli jak najlepsi zawodnicy, czemu niechętni są właściciele amerykańskiego potentata mieszanych sztuk walki. Gala UFC on Fox 4, której rozpiska zdecydowania nie powala na kolana, może odpowiedzieć na wiele pytań odnośnie przyszłości współpracy na linii UFCFox.

Na pewno jednak włodarze Fox mogą być zadowoleni z rozwoju Fuel TV, które w kilka miesięcy po podpisaniu umowy z UFC zyskało dodatkowych 6 milionów abonentów i aktualnie dostępne jest w ok. 36 milionach gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych (na całkowitą liczbę ok. 115 milionów). Warto w tym miejscu nadmienić, że Spike TV, z którym UFC łączyła poprzednia umowa (a które od 2013 pokazywać będzie Bellatora), dostępne jest w prawie 100 milionach gospodarstw domowych – z drugiej jednak strony Fuel TV pokazuje więcej programów poświęconych UFC aniżeli kiedykolwiek pokazywało Spike TV. 6 milionów dodatkowych gospodarstw domowych, które skusiły się na Fuel TV za sprawą UFC, oznacza dla Fox wzrost przychodów o prawie 21 milionów dolarów rocznie – do tej pory bowiem na jednej subskrypcji Fuel TV Fox zarabia 0,29 dolarów miesięcznie. Pewnym minusem, niewielkim ale zawsze, jest fakt, że na Fuel TV poza UFC nie ma nic godnego większej uwagi – a zatem kanał ten w żaden sposób nie pomoże przekuć fascynatów innych dyscyplin sportowych na fanów mieszanych sztuk walki.

Fuel TV pełni też inną ważną rolę w planach UFC. Od kilku lat bowiem Dana White tu i ówdzie przebąkuje o stworzeniu własnego kanału telewizyjnego poświęconego całkowicie amerykańskiej organizacji. Przemyślane układanie programów poświęconych UFC na Fuel TV ma doprowadzić do tego, że widzowie masowo zaczną żądać od operatorów telewizyjnych dostępu do tegoż kanału – co, jak wyżej wspomniano, póki co udaje się bardzo dobrze. Ponadto Sports Business Journal w 2010 roku przeprowadził ankietę, pytając, jaka sportowa marka powinna utworzyć swój własny kanał telewizyjny – zdecydowania zwyciężyło UFC, zostawiając w pokonanym polu między innymi NASCARa czy Fifę. Nie umknęło to uwadze właścicieli UFC. Przekształcenie Fuel TV w UFC TV byłoby ważnym krokiem w kierunku masowej popularyzacji sportu w Stanach Zjednoczonych. Materiałów na wypełnienie ramówki UFC z pewnością nie zabraknie – Pride, WEC, Strikeforce czy EliteXC, wszystko to znajduje się w rękach Zuffy.

Brazylijska szansa

Właściciele UFC zdają się być w pełni świadomi, że rozwój w Stanach Zjednoczonych ma swoje granice, że być może doszło do pewnego nasycenia rynku. Organizacja braci Fertitta, Dany White’a oraz Flash Entertainment śmiało spogląda ku zagranicznym rynkom. Charyzmatyczny, ale i wyszczekany White uważa, że UFC nie podzieli losu NFL, które straciło krocie, próbując podbić zagraniczne rynki – a w konsekwencji i tak się to nie udało. Jego zdaniem walka, MMA są w ludzkim DNA bez względu na kulturę czy historię danego regionu. Tym niemniej, należy odnotować, że podbój rynku brytyjskiego idzie niezwykle opornie, pomimo olbrzymich środków nań przeznaczonych. Być może umowa z telewizją Sky, o której słychać od jakiegoś czasu, jest w stanie przekonać opornych Brytyjczyków, że MMA nie gorsze jest aniżeli futbol.

UFC próbuje wejśc na Bliski Wschód, do Chin czy Meksyk – wszystko to z pomocą Flash Entertainment – spółki ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, której właścicielem jest rząd w Abu Dhabi. Spółka ta na początku 2010 przejęła pakiet 10% akcji Zuffy za kwotę około 100 milionów dolarów, co wskazywałoby, że ówczesna wartość Zuffy wynosiła ponad 1 miliard dolarów (pakiet mniejszościowy nie zawsze jest najlepszym wskaźnikiem wartości spółki). Kanada została już niemal podbita w całości – pomimo tego, że prawdopodobnie w tym kraju występuje największy odsetek ludzi, którzy regularnie oglądają gale UFC, to jednak relatywnie niewielka populacja sąsiada z północy nie stwarza na tamtejszym rynku perspektyw, które zadowalałyby Zuffę.

Wydaje się, że kluczowym krajem będzie Brazylia. Podpisanie w drugiej połowie 2011 roku umowy między UFC a Rede Globo – największą telewizją w Brazylii i czwartą największą telewizją publiczną na świecie – może okazać się kluczem do zawładnięcia umysłami brazylijskich fanów mieszanych sztuk walki. Fantastyczne wyniki oglądalności, jakie w Brazylii odnotowano przy okazji walki JDS vs Velasquez, brazylijskiego TUFa, czy nawet ostatniego boju Wanderleia Silvy z Richem Franklinem na UFC 147 mogą być zwiastunem czegoś wielkiego. Na pewno Brazylia jest potencjalnie najbardziej interesującym obszarem dla UFC – pytanie jednak czy amerykańska organizacja jest w stanie wprowadzić z sukcesem PPV na tamtejszy rynek, biorąc pod uwagę, że infrastruktura temu nieszczególnie sprzyja, a i zasobność portfeli Brazylijczyków każe wątpić, czy zdecydują się masowo płacić za PPV. Przy odpowiedniej strategii jednak da się z czasem te przeszkody pokonać – Brazylia wszak to niejako kolebka mieszanych sztuk walki, a sport ten obok futbolu i siatkówki jest w kraju kawy zdecydowanie najbardziej popularny.

Bracia Fertitta – biznesmeni czy pasjonaci?

Kluczowe przy omawianiu przyszłości UFC pozostają plany i cele braci Fertitta oraz w mniejszym stopniu Dany White’a. Aktualnie Frank oraz Lorenzo posiadają po 40,5% udziałów w Zuffie, Dana White – 9%, Flash Entertainment – 10%. Według różnych nieoficjalnych obliczeń Zuffa warta jest aktualnie w granicach 1,5 miliarda dolarów, co – mając w pamięci 2 miliony dolarów, za które bracia odkupili UFC w 2001 roku – jest kwotą niebagatelną, nawet biorąc pod uwagę inwestycje, których musieli dokonać, by wprowadzić UFC na tron światowego hegemona mieszanych sztuk walki. Czy wobec kiepskich wyników za 2011 rok oraz dalekich od ideału perspektyw na 2012 biznesmeni zdecydują się spieniężyć inwestycję, której wartość dodatkowo zwiększa umowa z Fox i Globo?

Jak wielokrotnie podkreślał Lorenzo Fertitta, inwestycja w UFC nie była podyktowana perspektywami finansowymi, ale pasją do sportu. Biorąc pod uwagę całokształt działań braci, wydaje się, że stwierdzenie to było prawdziwe – czego wielokrotnie dowodzili. Tym niemniej warto zwrócić uwagę, że bracia Fertitta nadal są bardzo mocno zaangażowani na rynku kasyn, który doprowadził całą ich rodzinę do ogromnych pieniędzy. W 2011 roku bracia zainwestowali 200 milionów dolarów w sieć swoich kasyn Station Casinos – jak się wydaje, pieniądze te pochodziły z dywidendy wypłaconej przez Zuffę. Można zatem odnieść wrażenie, że to, co uda się zarobić w UFC, jest następnie inwestowane w kasyna braci. Mamy tu ciekawy konflikt a przynajmniej jego symptomy – z jednej strony bowiem całą swoją fortunę rodzina Fertittów w głównej mierze zawdzięcza kasynom, które są ich dziejową spuścizną i stanowią o swego rodzaju rodzinnych tradycjach, ale z drugiej strony mamy Zuffę – spółkę, w którą bracia Fertitta zainwestowali nie dla zysków (przyjmijmy to założenie) a z pasji. Czy po 12-letnim pobycie w UFC nie zaczynają powoli myśleć o wyjściu z inwestycji i skierowaniu całej swojej energii w kierunku Station Casinos – a więc powróceniu do korzeni? Jeśli tak nie jest, to skąd taka chęć w ostatnich latach do wypłacania sobie dywidendy z zysków w Zuffie (wiemy o tym z raportów S&P)? Wszak jeśli inwestor wierzy w długofalowy sukces swojej spółki, to cały zysk z powrotem w nią reinwestuje, zamiast wypłacać sobie sowitą dywidendę.

Z drugiej jednak strony warto zauważyć, że UFC przyniosło braciom Fertitta nie tylko krociowe zyski, ale także coś, czego nie posiadali w Station Casinos – rozpoznawalność i status gwiazd medialnych. Nigdy wcześniej Lorenzo i Frank nie byli tak rozchwytywani, zapraszani do telewizji czy proszeni o wywiad. Do momentu zakupienia UFC i wyprowadzania organizacji na prostą, byli jedynie bogaci – teraz są sławni i bogaci. Nie jest łatwo zrezygnować ze sławy, a to dla braci Fertitta w dużym stopniu oznaczałaby sprzedaż Zuffy. Być może również na tym poziomie, na którym znajdują się Lorenzo i Frank, kwestia finansowa pełni rolę drugorzędna, a na znaczeniu zyskuje cel, który sobie założyli – a więc uczynienie z MMA sportu popularnego na całym świecie. Być może ta dziejowa misja jest wartością znacznie bardziej istotną aniżeli pieniądze, które bracia mogą zarobić na sprzedaży Zuffy.

Nie jest również wykluczone, że prawda leży gdzieś po środku i bracie Fertitta zechcą spieniężyć swoją inwestycję w UFC nie dzisiaj, ale dopiero za kilka lat, gdy na srebrniki zamieni się potencjał, jaki niesie ze sobą umowa z Fox oraz podbój Brazylii.

UFC za lat kilka

Biorąc powyższe rozważania pod uwagę, wydaje się, iż czasy największej świetności UFC przechodzą powoli do historii, zwłaszcza że rynek zdaje się stopniowo nasycać coraz większą dawką sportu, jaką raczy go amerykańska organizacja. Walka raczej nie będzie toczyć się o śrubowanie nowych rekordów, ale o zachowanie aktualnej pozycji i jej solidne ugruntowanie, co osiągnąć można poprzez procentowe zmniejszenie udziałów sprzedaży PPV w całkowitych przychodach generowanych przez UFC. Doprowadzić do tego jednak musi zwiększenie pozostałych źródeł przychodu, przy zbliżonym do dotychczasowego lub nieco wyższym poziomie wpływów z PPV. W ten sposób organizacja choć trochę uniezależni się od czynników losowych związanych z PPV, z których najistotniejszym wydają się kontuzje największych gwiazd.

Umowy z Fox i Globo otwierają wiele drzwi dla amerykańskiej organizacji i tworzą nie lada potencjał, który – odpowiedni wykorzystany – może przynieść spektakularne profity. Jeśli uda się skutecznie zmieniać przypadkowego telewidza, w regularnego fana a następnie subskrybenta PPV, UFC może dalej święcić triumfy. Gdzieś w oddali majaczy także wizja podboju Chin, Meksyku czy Bliskiego Wschodu, ale wszystko to może spalić na panewce, jeśli na rynku amerykańskim UFC nie zdoła szybko wykreować gwiazd o popularności zbliżonej do tej, którą cieszył się Brock Lesnar czy w odrobinę mniejszym stopniu – Georges Saint-Pierre.

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

11 Comments

  1. kaczka41

    2 lipca 2012 at 14:17

    Stary, jestem w szoku! Mega dawka wiedzy w 1 miejscu. Dzięki wielkie. Swojego czasu myślałem, że na roksach, czy gdzie indziej powstają artykuły, których nic nie przebije. A Ty wyskakujesz z czyms takim. Szacun . Tak sobie przypominam jak napisałem post o gorących piątkach w walce o widza w USA (chodziło o Ballator,vs. TUF live vs. stare odcinki TUF na Spike tv. Wówczas wydawało mi sie ,że coś ciekawego napisałem. Kurcze, po przeczytaniu Twojego molocha, to nie wiem, czy śmiać sie czy płakać z mojego w/w zestawienia… ;-)

    Więcej nie napisze, jak dal mnie wyczerpałeś temat

  2. spa

    2 lipca 2012 at 14:25

    lubisz abstrahowac,..

    Bardzo dramatyczny artykul. Czytajac mialem wrazenie, ze UFC jest na skraju upadku, wlasciciele chca opuscic topiacy sie okret i spieniezyc co tylko sie da. PPV nie przynosi juz zyskow, a cala nadzieja na przetrwanie w Brazyili i Chinach.

    Ja bym tak bardzo nie przesadzal. Kazdy sport osiagnie kiedys bariere poplarnosci, ktorej juz nie przeskoczy. Nie wiem czy UFC juz tam bylo, czy wciaz ja to czeka, ale widze wiecej szans rozwoju, niz stagnacji czy wrecz regresji. Sam podales kilka ciekawych mozliwosci.

    Jezeli jednak to juz koniec rozwoju i ekspansji na rynkach to i tak nie jest zadna bieda. UFC ma infrastrkture, ktora jest w stanie wykrecac zyski na pewnym poziomie. Mysle, ze nikt takimi pieniedzmi nie pogardzi. Tym bardziej, ze nie widze dla UFC zadnej alternatywy…

  3. kaczka41

    2 lipca 2012 at 14:32

    A może to całe UFC to trochę większa pralka? ;-)

  4. naiver

    2 lipca 2012 at 17:30

    Spa, bieda to pojęcie bardzo względne. Inwestor „biedą” może nazwać sytuację, w której jego spółka ostro traci na dynamice wzrostu – bez względu na to, że nadal przynosi krociowe zyski. To może być sygnał, że albo jest to chwilowa zadyszka spowodowana czynnikami x i y, albo zbliżamy się do momentu, w którym o dalszym szybkim wzroście należy zapomnieć, albo też można nadal mocno rosnąć, ale za cenę dodatkowych inwestycji w kwocie x – analizując to i milion innych aspektów, taki inwestor może dojść do wniosku, że „już pora”.

    Czy Fertitta jest w UFC inwestorem czy pasjonatem, to inna sprawa, do której także zresztą się odniosłem. Nawet jeśli bracia sprzedadzą teraz lub za kilka lat swoje udziały, to UFC nie przestanie istnieć.

    Od dramatu dalekim – biznes będzie się nadal kręcił, ale to, co z punku widzenia fana może wyglądać świetnie, z punktu widzenia insidera, który ma na dodatek szalenie ambitne plany i misję dziejową do spełnienia, może już nie być tak różowe.

    Dzięki, Kaczko.

  5. Przemek

    3 lipca 2012 at 10:55

    Naiver

    Nie rozumiem jednego.FUEL TV jest własnością stacji FOX.A ty tu piszesz o przekształcaniu jej w UFC tv. Dlaczego fuel?I jak miało by to wyglądać?Mieli by odkupić stacje od FOX?

  6. naiver

    3 lipca 2012 at 12:14

    Przemek, jak wiesz, UFC od kilku lat mówi o własnym kanale. To jedno z narzędzi wejścia do mainstreamu – swój kanał posiadają NFL czy MLB.

    Jest bardzo mało prawdopodobne, by Zuffa stworzyła swoją stację od zera – koszty byłyby ogromne, o czym wspominał kiedyś White (tzn. o kosztach). Ramówka Fuel TV już dzisiaj jest całkowicie zdominowana przez tematyką związaną z UFC. Wydaje się, że kanał ten idealnie nadaje się na podwaliny pod UFC TV – i nie chodzi mi o to, że zostanie zmieniona nazwa, czy też Zuffa przejmie Fuel TV od Foxa, choć tego też wykluczyć w 100% nie można. Tym niemniej chodziło o to, że Fuel TV, który swój ostatni dynamiczny rozwój zawdzięcza Zuffie, już teraz spełnia rolę takiego UFC TV. Nie wiem, na ile Zuffa jest w stanie wpływać na jego ramówkę, ale nie byłbym zdziwiony, gdyby w umowie z Foxem kwestia Fuel – UFC była omówiona znacznie, znacznie dokładniej aniżeli tylko w odniesieniu do liczby godzin programów o UFC.

    Istnieje też możliwość, że Zuffa zakupi jakąś inną stację i ją całkowicie przemodeluje (były w 2011 plotki, że takim kanałem mogło być G4 – kanał o grach), ale biorąc pod uwagę aktualną sytuację, trudno sobie wyobrazić, żeby najbardziej oczywistym wyborem nie było Fuel TV.

  7. kaczka41

    3 lipca 2012 at 12:29

    Zawsze pozostaje jeszcze ION TV ;-)

  8. bax

    29 sierpnia 2012 at 23:08

    Ciekawy artykuł. Możnaby zarzucić taki temat na cohones. Może jestem nieobiektywny, ale moim zdaniem UFC może zarobić trochę pieniążków na Polakach. Zobaczcie jak jest w boksie zawodowym – gale dla polonii, promocja polskich zawodników w USA, specjalna grupa promotorska itd. Skoro polonia kocha Adamka, dlaczego nie miałaby pokochać Chalidowa? Gala z udziałem Polaka walczącego o pas mogłaby skłonić wielu Polonusów do wykupienia PPV.

  9. naiver

    30 sierpnia 2012 at 08:24

    Ciekawe podejście, ale wydaje mi się, że jednak potencjalne profity z Polaka w UFC byłyby zdecydowanie zbyt małe, by starać się na siłę kogoś z Polski ściągać. Jedynym kandydatem na dzisiaj byłby oczywiście Mamed, ale w porównaniu do Adamka.. tam boks, tu mma. Tam Polak, tu Czeczen..

  10. Pingback: Dziennik MMA - 11 października 2014 - Lowking.pl

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply