Porachunki gangsterskie w Nowym Jorku (nie)rozstrzygnięte


Wilk syty i owca cała – tymi słowami można podsumować gangsterskie porachunki pomiędzy Jorge Masvidalem i Natem Diazem, do których doszło w Nowym Jorku.

Cały świat MMA ostrzył sobie zęby na osadzony w gangsterskich realiach wschodniego i zachodniego wybrzeży Stanów Zjednoczonych pojedynek pomiędzy Jorge Masvidalem i Natem Diazem, na szali którego znalazł się pas Najostrzejszego Skurwiela.

Jak wyglądała walka i jakie wnioski można z niej wyciągnąć?

Jorge Masvidal z pasem BMF – Nate Diaz z idealną porażką

Sensacji nie stwierdzono. Faworyzowany Jorge Masvidal nie dał najmniejszych szans twardemu jak skała Nate’owi Diazowi, rozbijając go na dystansie trzech rund tak mocno, że lekarz nie dopuścił stocktończyka do czwartej.

Nikogo, kto przyjrzał się uważniej stylom walki obu zawodników, nie mógł zdziwić jej przebieg w płaszczyźnie bokserskiej. Ulicznik z Miami to znacznie lepszy technicznie, wszechstronniejszy i szybszy pięściarz, który uderza o wiele mocniej, dysponując lepszą defensywą i pracą na nogach. Wyprzedzał stocktończyka, smagał go kapitalnymi kontrami, wszystko to uzupełniając o atomowe haki i okrężne kopnięcia na korpus, które sobie tylko znanym sposobem Diaz przetrwał.

Zobacz także: Conor McGregor reaguje na zwycięstwo Jorge Masvidala z Natem Diazem

O ile także elementy parterowej kulanki i walki na chwyty na dole nie stanowiły zaskoczenia – Masvidal to niedoceniany grappler – to nie będę ukrywał, że klinczerska przewaga Jorge uniosła moją brew. Spodziewałem się raczej, że w zwarciu to Diaz dzięki swoim gabarytom oraz solidnej grze klinczerskiej będzie rozdawał karty. Tymczasem także i w tym elemencie to zawodnik z Miami dyktował warunki – a to umiejętnie zwalniał tempo walki, trzymając rywala na siatce, a to smagał go srogimi łokciami na rozerwanie. Świetnie przy tym bronił się przed obaleniami, a sam rzucił nawet efektownie Diaza na deski.

Gamebred doskonale zniósł też presję zdecydowanie największej walki w swojej sportowej karierze. Uśmiechał się, wysyłał buziaki na lewo i prawo, wdawał się ze stocktończykiem w oktagonowe pogawędki. Nie rozmijał się z rzeczywistością, gdy wielokrotnie powtarzał, że walka to jego naturalne środowisko, w którym czuje się najlepiej i najbardziej komfortowo.

Co zaś tyczy się przerwania… Otóż, z perspektywy telewizyjnej wyglądało to kontrowersyjnie. Wydaje się, że poza Nowym Jorkiem – chociażby w Nevadzie – szansa na to, aby lekarz dopuścił stocktończyka do kolejnych rund, byłaby większa.

Trudno nie uznać za ironię losu faktu, że pojedynek o miano Najostrzejszego Skurwiela został przerwany z powodu rozcięć, których jeden z jego bohaterów doznaje w każdej niemal walce.

Z drugiej natomiast strony, rozcięcie było oczywiście bardzo duże – dwa rozcięcia! – i gdyby był to jakikolwiek inny pojedynek, prawdopodobnie głosów krytykujących przerwanie byłoby znacznie mniej.

Błyskawicznie po walce pojawiło się mnóstwo spekulacji o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby doszło jednak do rund mistrzowskich. Otóż, widzę dwie opcje – albo Masvidal wygrałby to na punkty; odnotujmy, że po trzech pierwszych prowadził 30-26, 30-26, 30-27; albo znalazłby sposób na ubicie Diaza, najpewniej jakimiś uderzeniami na porozbijane już schaby stocktończyka.

Oczywiście – to MMA, wszystko się może zdarzyć, chwila nieuwagi, jeden błąd, małe rękawice i tak dalej… Zaznaczam jednak, że Jorge Masvidal nie pochodzi z Irlandii. Nie jest zawodnikiem, który kiedykolwiek miałby problemy kondycyjne. Nie jest zawodnikiem, który pod naporem rywala łamie się mentalnie. Nie jest zawodnikiem, który cokolwiek klepie.




Taka a nie inna porażka jest jednak błogosławieństwem dla Diaza i jego najzagorzalszych fanów – pozostawia bowiem temat niedomkniętym, a poczucie krzywdy jątrzącym i nieustającym. Stocktończyk nie przegrał – ot, uniemożliwiono mu zwycięstwo.

Niewiele zresztą się zastanawiając, Nate jął swoim zwyczajem wynajdywać rozmaite przyczyny wyjaśniające lanie, jakie otrzymał w trzech pierwszych rundach. Zastrzegłszy pierwej, że nie są to żadne wymówki, opowiadał o kontuzji kolana, która uniemożliwiła mu szlifowanie kondycji na trzy tygodnie przed walką, o uszkodzonym jeszcze w walce z Anthonym Pettisem łuku brwiowym, o niedostatecznym czasie na przygotowania. Stwierdził też oczywiście, że w trzeciej rundzie miał już Masvidala na widelcu – Gamebred jakoby nadal wdawał się z nim w pogawędki, ale słowa wymawiał już z wyraźnym trudem z powodu zmęczenia.

Innymi słowy, cały Nate Diaz. W jego przypadku najbardziej nawet absurdalne wymówki człowiek przyzwoity puszcza jednak mimo uszu – stocktończyk to bowiem zawodnik z charakterem. As real as it gets. Mówi, co myśli, a jak czegoś nie rozumie – np. znaczenia słowa „ironia” – nie zgrywa mądrali, tylko pyta mądrzejszych. Nie zakłada żadnej medialnej maski i zawsze idzie pod prąd – nie dla poklasku, z natury.

Co dalej?

Nate Diaz domaga się natychmiastowego rewanżu – i być może go dostanie, bo w jego przypadku natychmiastowy oznacza pewnie 6-9 miesięcy. A to dlatego, że w najbliższym czasie podda się najprawdopodobniej operacji wzmocnienia (przeszczepu?) skóry w okolicach łuku brwiowego, która notorycznie doskwiera mu w oktagonie. Podobną lata temu przeszedł jego brat Nick.

Oczywiście scenariusza, w którym stocktończyk jednak pauzuje rok lub dwa, wykluczyć nie sposób. Wiele zależeć będzie od Jorge Masvidala, który zastrzega co prawda, że jest ze wszech miar otwarty na rewanż, ale jednocześnie jego termin pozostawia sprawą otwartą. Zaznacza przy tym, że aby doszło do drugiego starcia, UFC musi sięgnąć głęboko do kieszeni.

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK z bonusem 500 PLN na start

Nie będę ukrywał, że nie palę się do obejrzenia kolejnych oktagonowych porachunków gangsterskich. Nie są konieczne. Co mieliśmy zobaczyć, zobaczyliśmy. Unikalna oprawa i promocja, specjalnie przygotowany pas Najostrzejszego Skurwiela. Ulicznik z Miami jest w oktagonie lepszy, ale Nate Diaz może jak mantrę powtarzać: „Gdyby mnie dopuścili do czwartej rundy…” i nikt nigdy nie będzie w stanie powiedzieć: „sprawdzam”.




W sobotę wieczorem Jorge Masvidal został Najostrzejszym Skurwielem. Czy jednak status ten utracił Nate Diaz?

*****

„Opowiadał kiedyś bzdury o MMA…” – Jorge Masvidal rzuca wyzwanie Canelo Alvarezowi


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

2 Comments

  1. cesellolaroma

    5 listopada 2019 at 18:20

    Dla mnie ta walka jest rozstrzygnięta. Dumanie jak to by Diaz nie przyspieszył w 4 i 5 rundzie jest pozbawione większego sensu. Nie ma podstaw by tak sądzić, Masvidal nie został poddany, ani skończony od dawien dawna.

  2. Konewa

    5 listopada 2019 at 21:03

    Hahaha Rogan naprawdę myślała że Masvidal ,tak na poważnie łapie się za brzuch , po kopnięciu od leżącego Diaza?! Może jednak Joe nie ma „najlepszego miejsca na sali” 😂

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply