„Patrzę na tę walkę i myślę sobie…” – Paul Felder rozbrajająco szczerze o potencjalnej walce z Islamem Makhachevem

Paul Felder z rozbrajającą szczerością przyznał, dlaczego nie jest zainteresowany konfrontacją z Islamem Makhachevem.

W zeszłym tygodniu świat lotem błyskawicy obiegła wiadomość, iż rywalem rozpędzonego serią siedmiu zwycięstw – drugą najlepszą w kategorii lekkiej – i sklasyfikowanego na 10. miejscu w rankinu Islama Makhacheva będzie Thiago Moises – zawodnik z bilansem 4-2 w UFC, który wtedy nie znajdował się nawet w Top 15 dywizji.

W udzielonych w ostatnich dniach wywiadach menadżer Dagestańczyka Ali Abdelaziz i jego trener Javier Mendez zgodnie potwierdzili, że wśród zawodników z czołówki, którzy odrzucili ofertę walki z Islamem Makhachevem, byli Paul Felder oraz Rafael dos Anjos.




O ile w przypadku Brazylijczyka sprawa nie jest szczególnie skomplikowana, bo w ostatnich tygodniach boryka się z problemami zdrowotnymi, to ciekawiej wygląda casus Irlandzkiego Smoka. Otóż, na temat potencjalnego starcia z Islamem Makhachevem Amerykanin rozbrajająco szczerze wypowiedział się po niedawnym zwycięstwie Dagestańczyka z Drewem Doberem

– Jeszcze jednym zawodnikiem, którego nie możemy pominąć, jest Islam Makhachev – powiedział Felder w UFC Round Up. – Jeśli mowa o przerażającym gościu dla każdego w kategorii lekkiej, jestem nim ja. Ale patrzę na tę walkę (z Islamem) i myślę sobie: „Jasna cholera…”.




– Robiłem potem studio po jego walce i zastanawiam się, kto teraz się z nim zmierzy. Myślę, że może sam podniosę rękę, ale… Nie chcę tego. Nie chcę walczyć z Islamem. Gdy dostajesz telefon na temat walki z pewnymi gośćmi z dywizji, myślisz sobie „Ech…”. Wiesz, co cię czeka w takim starciu.

– Równie dobrze mógłbyś wyjść do jego klubowego kolegi i jednego z najlepszych zawodników w dziejach, Khabiba. Khabib ciągle go wychwala. Powtarza, że nie tylko potrafi robić zapasy, ale też jego stójka jest mocna. A w tej walce z Drewem Doberem nawet nie musiał jej pokazywać, bo jego zapasy były tak dominujące. Nawet jako zapaśnik patrzysz na niego i myślisz, że dzieciak jest cholernie mocny.

Tymczasem w środę głos zabrał też Islam Makhachev, wyjaśniając w mediach społecznościowych niespodziewane zestawienie z Thiago Moisesem.

– 17 lipca w Las Vegas stoczę kolejną walkę – napisał. – Niebawem lecę do Ameryki, żeby tam trenować. Od dawna szukaliśmy rywala, ale skończyło się tak: z czołowej dziesiątki żaden wolny zawodnik nie zgodził się zaakceptować walki z różnych powodów. Powiedzieli: „Jeśli chcesz wejść na szczyt, musisz poczekać do listopada, grudnia”.

– Moja kariera toczy się powoli, ale w odpowiednim kierunku. Z każdym zwycięstwem wspinam się w rankingach. Gdy będę już starcem sięgnę po pas, mając na koncie 20 zwycięstw.



Nieco wcześniej Islam Makhachev zdradził natomiast, że zaproponowano mu dwóch rywali: właśnie Thiago Moisesa, który w najnowszym notowaniu awansował na 15. miejsce w rankingu, oraz Rafaela Fizieva. Nie wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na Brazylijczyka. Natomiast Fiziev w najnowszym wywiadzie udzielonym RT MMA zdradził, że sam nieszczególnie garnął się do walki z Makhachevem z uwagi na… to samo wyznanie.




Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 2230 PLN

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

*****

Czeski artysta chaosu – jak daleko zajdzie Jiri Prochazka?

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply