Niechciany w Polsce, zwerbowany przez UFC

Po tym jak swój kontrakt z największą na świecie organizacją przed ponad dwoma laty w kiepskim stylu pogrzebał Maciej Jewtuszko, przegrywając po bezbarwnym pojedynku z Curtem Warburtonem na UFC 127, cierpliwość nadwiślańskich fanów MMA została poddana nie lada próbie.

W końcu jednak nadeszło długo wyczekiwane ukojenie i nasz rodak w osobie Daniela Omielańczuka podpisał kontrakt z największą i najlepszą na świecie organizacją MMA.

Zapewne nieświadomy doniosłej dla polskich fanów roli, jaką odegrał Joe Silva kontraktując naszego zawodnika, soczyście splunął na poniewczasie zawstydzone lica włodarzy KSW i MMA Attack. A jeśli nie splunął, to na pewno dał im solidnego prztyczka w nos, obnażając krótkowzroczność ludzi trzęsących polskim MMA, choć – dla bezpieczeństwa – prowadzanych na safundalskiej smyczy telewizyjnej.

KSW, MMAA? UFC!

Daniel Omielańczuk już po tym, jak skrzydlata wieść o jego mariażu z UFC rozniosła się lotem błyskawicy po rodzimej scenie, wspomniał, że MMA Attack wcześniej kontaktowało się z nim, ale z takich czy innych powodów do podpisania kontraktu nie doszło. Na takie dictum czołowi matchmejkerzy w Polsce w osobach Macieja Kawulskiego i Martina Lewandowskiego z czeluści zapomnienia wyciągnęli obwieszczenie, że tak, owszem, Omielańczuk jak najbardziej znajdował się na ich liście życzeń. Tak, jak i zapewne stu innych zawodników, którzy na pewnym etapie przekształcania KSW z organizacji sportowej w wydarzenie artystyczno-sportowe przemknęli przez zafrasowane głowy właścicielom największej polskiej i – jak chętnie wyrokują eksperci – najlepszej europejskiej organizacji MMA. Ot, po prostu w natłoku Piliafasów, Sappów i Asplundów refleks zawiódł.

Ciche oklaski – choć zaprawione zgnile kwaśną miną wobec ostatecznego fiaska zalotów wynikłego wskutek niemożliwych, jak trzeba domniemywać, do pokonania przeszkód – należą się MMA Attack i Fighters Arenie, które oddelegowały Pawła Kowalika do roli zestawiającego pojedynki, za samo podjęcie próby nawiązania bliższej relacji biznesowej z Danielem Omielańczukiem. Nie powinno to jednak szczególnie dziwić co bardziej zaprawionych w bojach obserwatorów polskiej sceny mieszanych sztuk walki. Nie od dziś bowiem wiadomo, że – pomimo tragikomicznego zestawienia, które obślizłymi fekaliami zalało wyborny tort zaserwowany na MMA Attack 3, pozostawiając w ustach smak, którego opisu Czytelnikom oszczędzimy – aspekty, którymi w zestawieniach kierują się matchmejkerzy MMA Attack i KSW są diametralnie różne.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – z perspektywy fanów fakt, że oddalony kilka tysięcy kilometrów od Polski Joe Silva dysponuje lepszym nosem niż nasi rodzimi decydenci, którzy Daniela mieli na wyciągnięcie małego palca w bucie, może tylko cieszyć. KSW ze swoimi trzema galami w roku i siedmioma pojedynkami na każdej przy pomyślnych wiatrach być może wystawiłoby Daniela raz, dwa razy do roku, w przypadku MMA Attack – dzięki większej ilości pojedynków przypadających na wydarzenie – mogłoby wyglądać to odrobinę lepiej. W UFC natomiast.. nie będzie inaczej, ale u White’a i spółki każda walka Omielańczuka będzie dla zmarniałych i wygłodzonych polskich fanów prawdziwą ucztą zaprawianą najlepszymi trunkami i potrawami. Nie wspominając o tym, że o ile w KSW Omielańczuk mógłby liczyć jedynie na kulawych emerytów będących na ostatniej prostej przed zakończeniem kiepskich na ogół karier, w MMA Attack na młodych, gniewnych i perspektywicznych, to w UFC potykał się będzie, daj Boże, ze ścisłą światową czołówką zaprawioną w bojach jak nikt inny na świecie.

Przyczyny

Kontrakt Daniela Omielańczuka podpisany został prawdopodobnie na pięć walk, a wynagrodzenie wynegocjowane przez Norberta Sawickiego, menedżera polskiego zawodnika, w odpowiedzi na nienegocjowalną – jak się onegdaj przy kontrakcie Mameda Khalidova chętnie i błędnie podkreślało – ofertą UFC opiewa na kwotę zbliżoną do 15 tys. USD za walkę. Okazuje się też, że wyjazd do USA nie oznacza automatycznie utraty wszystkich sponsorów, jak chętnie wbijano do głowy tłuszczy, podkreślając zasadność wyboru Czeczena, który umizgi Silvy odrzucił, ceniąc wyżej – do czego miał, ma i zawsze będzie mieć święte prawo – bezpieczną polską przystań unurzaną w celebrycko-sportowym sosie.

Trzy czynniki zadecydowały o tym, że Daniel Omielańczuk związał się z UFC. Nie wdając się określanie doniosłości każdego z nich, są to: wyniki sportowe, kontakty zagraniczne i płytka dywizja ciężka w UFC.

Omielańczuk ma za sobą jedenaście kolejnych zwycięstw i to ta liczba zdecydowanie bardziej niż poziom jego rywali, zadecydowała o tym, że przedstawiono mu propozycję kontraktu. Tylko troglodyci mogliby potępiać Daniela, że brał walki, jak leciało – naturalnym bowiem jest, że na bezrybiu i rak ryba. Nie było innych ofert, więc nasz zawodnik decydował się na te, które otrzymywał. Jeśli jednak popatrzymy na rzeczonych jedenastu ostatnich rywali Polaka, to trzeba stwierdzić, że Omielańczuk, ujmijmy to tak, ma jeszcze wiele do zyskania i udowodnienia. Łączny bilans jego ostatnich jedenastu przeciwników w momencie podchodzenia do walki z Polakiem to 23 zwycięstwa i 24 porażki. Wśród nich było dwóch debiutantów i czterech zawodników z ujemnym rekordem. Pozostałym również daleko do klasy nie tylko wysokiej, ale choćby i średniej. Najważniejszym skalpem Daniela jest bez wątpienia jego ostatni przeciwnik, David Tkeshelashvili, który podchodził do walki z Polakiem, mogąc pochwalić się niezłym rekordem 8-5 i mając na koncie walkę z późniejszym, szybko jednak zwolnionym po dwóch porażkach, zawodnikiem UFC Tomem DeBlassem. Przegrał ją, ale przetrwał pełne trzy rundy.

Czy oferta od Silvy nadeszłaby, gdyby nie kontakty zagraniczne Norberta Sawickiego i, poniekąd, Michała Materli? Wątpliwe. Kontrakt naszego zawodnika z UFC jest w dużej mierze pochodną dostępu do odpowiednich osób – takie relacje często mogą znaczyć dużo więcej niż najlepsza choćby passa zwycięstw. Wszystko to powoduje, że Norbert Sawicki i książka kontaktowa w jego telefonie powinny stać się obiektem najwyższego pożądania dla innych polskich zawodników, którzy ceniąc rywalizację sportową ponad wszystko i będąc gotowymi podjąć ryzyko, marzą o tym, by ruszyć za ocean. Sawicki i jego kontakty oznaczają uchylenie drzwi dla pozostałych.

Nie do przecenienia przy tym doniosłym dla polskiego MMA wydarzeniu jest też aspekt, na który ani Daniel Omielańczuk, ani Norbert Sawicki nie mieli najmniejszego choćby wpływu – a mianowicie liczebność dywizji ciężkiej UFC. Obok muszej królewska kategoria wagowa jest najmniej liczną w strukturach amerykańskiego giganta. Naturalnym zatem było, że poszukiwania zawodników do tej właśnie dywizji były, i zapewne nadal są, znacznie intensywniejsze niż przy pozostałych kategoriach, co stanowiło klucz do kontraktu Daniela Omeliań.. wróć – Omielańczuka, rzecz jasna.

Bohater Omielańczuk?

Daniel nie wydaje się być człowiekiem, który stanowiłby kwintesencję dziennikarskich wyobrażeń o medialnym wojowniku. O ile jednak jego podstawowym orężem będą wyniki sportowe, to nawet lepiej, że nie garnie się on specjalnie do kamery – skromność i pokora, których Polakowi nie brakuje, poparte dobrymi walkami będą sprzedawać się jeszcze lepiej, przynajmniej w środowisku fanów, którym bliżej do postawy Fedora Emelianenko niż Chaela Sonnena. Oczywiście, Gangster z Oregonu też jest potrzebny, żeby dodać kolorytu szaremu czasami pejzażowi rzeczywistości mieszanych sztuk walki, ale..

Kolejna fala Omielańczukomanii – o ile manią możemy określić to, co działo się w środowisku konserwatywnych fanów MMA po ogłoszeniu informacji o kontrakcie z UFC – nadejdzie wraz z ogłoszeniem, na której gali wystąpi nasz zawodnik. Potem nadpłynie kolejna wraz z ogłoszeniem nazwiska rywala Polaka. Wreszcie do umysłów fanów wtargnie potężny sztorm oczekiwania wzmagający się z każdą godziną zbliżającą nas do boju Daniela w oktagonie, którego apogeum nastanie wraz z dźwiękiem gongu rozpoczynającego starcie Polaka w UFC i otwierającego nowy rozdział w polskim MMA.

fot. MMAnia.pl

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

23 Comments

  1. marcin

    21 maja 2013 at 15:35

    Kwiecistosc języka fragmentami miazdzy – w pozytywnym sensie :) Ogólnie dobre podsumowanie wszystkiego, co się wydarzyło w tej sprawie.

  2. noodles

    21 maja 2013 at 15:50

    Pozwole się tym razem z Tobą niezgodzić.

    Nie widzę żadnego prztyczka w nos ze strony UFC dla KSW i MMAAttack. Amerykanie nie wyciągneli nagle jakiegoś niezauważalnego talentu, który nagle zaczął podbijać świat a Polacy go wczesniej nie chcieli ( przynajmniej na razie tak jest). Nie widze powodów dlaczego KSW czy MMAAttack mialo się zabijać o zawodnika, ktory – nie oszukujmy się- obijał ogórków.

    Mało tego, uważam, że gdyby Daniel bił sie na KSW czy u Cholewy (pewnie klasa rywali już by nie pozwalała na tak spektakularne zwycięstwa)- nigdy nie zawalczyłby w UFC.

    Po prostu, Daniel miał dobry rekord, kończy przed czasem, w UFC jest mało ciezkich + Norbert jest dobrym menadżerem i ot mamy Polaka za oceanem. Nie zawsze klasa zawodnika jest tak bardzo brana pod uwagę. Daniel skończy pewnie jak Oli Thompson.

    Ale wybór UFC był dla niego jak gwiazdka z nieba – ale z tego względu, że pewnie jak wróci to tym razem nasi podwórkówi potentaci tym razem go zatrudnią i wykreują na czołowa postać.

    Nie chce być źle zrozumiany, cieszę się, że mamy Polaka w UFC, życze mu powodzenia ale realnie patrząc to nie wróżę mu za dużego sukcesu ( obym się mylił !)

  3. naiver

    21 maja 2013 at 16:02

    Noodles, oczywiście, otwartym pozostaje pytanie, czy gdyby UFC nie wyciągnęło ręki po Daniela, to dzisiaj ktokolwiek wypominałby fakt niezakontraktowania tego zawodnika przez KSW i MMAA. Mimo wszystko, jeśli spojrzeć na to, jak przedstawia się dywizja królewska w Polsce oraz wziąć pod uwagę fakt, że lud uwielbia, jak wielcy się biją, to fakt, że Daniel pozostawał poza głównym nurtem polskiego MMA może dziwić. Rozumiem, rzecz jasna, „politykę” – jedni mają Pudziana, Bedorfa i Nastulę, drudzy Grabowskiego, ale moim zdaniem nie uzasadnia to braku zainteresowania tym zawodnikiem. I nie chodzi o zabijanie się o niego, a raczej o fakt, że po prostu nikt się nim nie interesował, a przynajmniej nie na tyle, żeby go podpisać.

    Jeśli, daj Boże, dobrze mu się powiedzie w UFC, tym większym cieniem na polskich matchmakerach będzie się kładł ten spóźniony refleks. Od strony sportowej opiszę Daniela na tle UFC później.

  4. noodles

    21 maja 2013 at 16:10

    Tak, tylko weźmy pod uwagę, że polityka KSW jest zupełnie inna niż UFC.
    Dla UFC poziom sportowy jest bardzo wazny, zaryzykowałbym stwierdzenie, ze nawet wazniejszy niż rozrywkowy.

    Z kolei dla KSW rozrywka jest najważniejsza, a poziom sportowy ogranicza się do tego by sprowadzić jakiegoś „weterana” PRIDE czy własnie UFC. Z resztą po KSW 15 zestawienia są układane tak, że Polak ma wygrać więc o czym my mówimy. Ich cyrk, ich małpy więc brak zainteresowania Omielańczukiem jest dla mnie zrozumiały.

    Z kolei MMAttack tak naprawde powróciło z dalekiej podróży i tak dając nam wspaniałą kartę młodych zdolnych jak Hallman czy Jotko więc nie narzekałbym. Kto wie może w ciągu najbliższych 3 edycji gdy sytuacja organizacji Cholewy uległa by pewnej stabilizacji to moze widzilelibyśmy Daniela w oktagonie ?

  5. Puczi

    21 maja 2013 at 16:34

    Hm, też nie uważam, że KSW i MMAA mają powód, by pluć sobie w brody. Przy całym szacunku dla Daniela wydaje mi się, że Grabowski, Kita i Bedorf są lepszymi zawodnikami. Niemniej skakałem z radości, gdy się dowiedziałem o jego kontrakcie z UFC i życzę mu powodzenia. A nawet obiecuję trzymać kciuki i emocjonować się jak podczas walk moich ulubieńców :)

  6. Slipmych

    21 maja 2013 at 16:44

    Miałem okazję oglądać Daniela w akcji na żywo. Pamiętam, że podczas KSW 12 przegrał dwie walki, ale mimo małego doświadczenia pokazał się z przyzwoitej strony tocząc wyrównane pojedynki ze stosunkowo mocnymi rywalami. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że ten zawodnik, który po gali w Torwarze miał rekord 1-2 za niecałe 4 lata podpisze kontrakt z UFC byłbym w szoku.

    W ogóle nie brałem go pod uwagę jako przyszłego nabytku UFC. Co prawda intuicja mi mówiła, że lada moment jeden z czołowych polskich zawodników podpiszę kontrakt z UFC, ale Daniel nie istniał na liście potencjalnych kandydatów. Zaskoczenie duże ale czy radość?

    Mam bardzo duży dystans do jego umiejętności i nie chcę się wypowiadać na temat tego ile może zdziałać w UFC. Patrząc na listę zawodników UFC mam pewność, że w każdym zestawieniu Daniel będzie underdogiem bukmacherów. Czy słusznie dowiemy się niebawem

    Na koniec dodam, że podoba mi się jego medialna postawa – skromność i „porządek” w głowie. Życzę mu jak najlepiej i wierzę, ze uda mu się wygrać chociaż jedną walkę w UFC co i tak będzie wielkim sukcesem

  7. Tomaj

    21 maja 2013 at 16:49

    Jak dwie czołowe polskie organizacje, które niby stawiają na poziom sportowy, nie zatrudniają gościa, którego zatrudnia top sportowy czyli ufc to coś jest nie tak.

  8. Kay

    21 maja 2013 at 16:59

    Ogólnie artykuł bardzo przyjemny, zresztą jak wszystkie poprzednie. Odnoszę jednak(subiektywne) wrażenie, że czasami natłok metafor i zdań złożonych jest troszkę za duży. Zdarza się, że w gąszczu tych zabiegów stylistycznych ginie sens całego zdania. Rozumiem, że to taki styl, ale odrobinkę mniej i będzie idealnie. :D Oczywiście to tylko sugestia, nie krytyka. Pozdrawiam. )

  9. Tsubasa

    21 maja 2013 at 18:53

    Daniel kolejny fighter, który udostępnia artykuł naivera na facebooku. :-)
    Co do jego kariery w UFC, to wydaje się, że sam Daniel jak i Norbert mają bardzo zdrowe podejście do tematu, dodając do tego trochę sprzyjających czynników, to może to owocować dłuższą przygodą z UFC niż w przypadku Maćka. Co do samych sportowych atrybutów, to czekam na wywód naivera. :-)

  10. paweu

    21 maja 2013 at 19:04

    nie czytam komentarzy ale od razu z góry pytam sie. dlaczego praktycznie nigdzie nie słysze że to TOMASZ DRWAL był w zasadzie jedynym Polakiem w UFC?! nie pojmuje! Szanuje Jewtuszko i mu kibicuje ale na Litość Boską… On tam stoczył tak jak w artykule ‚bezbarwną walkę’ którą przegrał a Tomasz aż 6! został zwolniony z bilansem 3-3 ! Naprawdę nie rozumiem… Już sam początek artykułu zniechęca do dalszego czytania…

  11. naiver

    21 maja 2013 at 19:09

    Trochę się zapętlam, ale myślę, że jeśli organizacja kilka poziomów sportowych wyższa od polskich zatrudnia naszego zawodnika, który nie wzbudził zainteresowania tych ostatnich, które – bez względu na fakty – chętnie podkreślają sportowy charakter swoich gal, to można to rozpatrywać w kategoriach utarcia nosa. Czy Daniel Omielańczuk nie sprostałby Karolowi Bedorfowi? Kwestia dyskusyjna..

    Kay, dzięki za sugestie! Uwierz, że robię, co mogę, żeby nie przesadzać, ale nie zawsze to wychodzi. Pomyśl, ile kosztuje mnie pisanie Sierpem, gdzie plastycznego języka jest jak na lekarstwo..

    Tsubasa, dzięki za cynk :)

    Paweu.. ale o co chodzi? To nie tekst o Tomaszu Drwalu, a Jewtuszko był wspomniany dlatego, że był ostatnim Polakiem, który toczył batalię w oktagonie.

  12. dech502

    21 maja 2013 at 19:59

    Świetny artykuł jednak jestem nim trochę zniesmaczony. Odczuć w nim można wrażenie faworyzowania jednej organizacji (MMA Attack) względem drugiej (KSW). Poza tym znalazłem w nim błąd. KSW robi 4 gale rocznie a nie 3. Jest to spora różnica jeśli wspominamy w artykule z kim i jak często będzie walczył.

  13. naiver

    21 maja 2013 at 20:22

    Dech502, masz oczywiście rację z liczbą gal KSW, ale nie zmienia to prawdopodobieństwa założenia, że Daniel w najlepszym razie walczyłby tam 2 razy do roku, więc wszystko się zgadza.

    Masz też bardzo prawidłowe odczucia względem mojego podejścia do KSW/MMAA, którego nigdy zresztą nie ukrywałem. Nie będę traktował ich na siłę jednakowo, biorąc pod uwagę, że odmiennie je postrzegam i oceniam.

  14. kaczka41

    21 maja 2013 at 20:23

    Fajnie ,że trafił do UFC. Życzę mu jak najlepiej. Ale nie ma co się oszukiwać: wróci po pierwszej porażce przed czasem.

  15. dech502

    21 maja 2013 at 21:08

    Naiver rozumiem Cię. Ja mam zastrzeżenia do obu organizacja i za żadną za bardzo nie przepadam, jednak uważam że pisząc artykuł odnośnie zawodnika powinieneś skupić się na tym jak tam trafił, kto go nie chciał i basta. Ty natomiast w artykuł wplątałeś swoje osobiste animozje, czym u mnie, zwykłego obserwatora, spowodowało to, że odezwały mi się wrzody. Sam rozumiesz, nic dobrego. Ja, jeśli już bym miał oceniać obie organizację, stawiam wyżej KSW. Jest organizacją która w swoich szeregach ma lepszych zawodników, mówię tu o polskich zawodnikach. Jedynym zawodnikiem, który jest lepszy w MMA Attack do Grabowski. Teraz odnośnie ich przeciwników. KSW ściąga moim zdaniem zawodników z umiejętnościami i bagażem doświadczenia. To że nie są zbyt ambitni czasami, to inna kwestia. MMA Attack ściąga natomiast zawodników młodych ambitnych jednak bez wystarczającego doświadczenia. Można tu więc postawić spokojnie znak równości. KSW takze odeszło od tych komicznych freakfightów więc to w moim osobistym rankingu winduje ich wyżej niż MMA Attack. I nigdy nie przekona mnie żadne stwierdzenie że promują takim czymś swoją młodą organizację. Podsumowując, pisząc kolejny artykuł postaraj się nie przelewać swoich osobistych urazów do jednej bądź drugiej organizacji na papier, gdyż takie nierzetelne artykuły budzą poprostu śmiech. Oczywiście rozumiem że ty masz inne zdanie na temat obu organizację i chętnie z tobą podyskutuję na ten temat na poziomie.
    Podsumowując już ostatecznie KSW>MMA Attack

  16. Orestos

    21 maja 2013 at 21:14

    Świetny artykuł. Mam podobnie zdanie jak noodles. Uważam, że po stabilizacji MMAA mogłoby dojść do podpisania kontraktu z Danielem. KSW po raz kolejny udowadnia (40zł PPV – 3 pojedynki na poziomie), że bliżej im do You Can Dance niż do UFC także przemilczę sprawę zatrudnienia Daniela przez w/w organizację. Ogólnie serce podpowiada: wygrywaj Daniel i niech Ci się wjedzie, jednak rozum mówi co innego: 2 porażki i do domu. Trzymam kciuki i jestem dumny, że aspekt sportowy jest najważniejszy – przez co oferta została zaakceptowana przez Omielańczuka niemal natychmiast. Daniel chyba nie ma obaw, że nie będzie miał z czego rodziny utrzymać :).

  17. naiver

    21 maja 2013 at 21:30

    Dech502, rozmowy na poziomie zawsze mile widziane.

    Mam zdanie odmienne o 180 stopni odnośnie tego, czy pisząc autorski tekst, mogę/nie mogę, powinienem/nie powinienem poruszać wątki poboczne. Artykuł to nie wzór matematyczny, który winien wyglądać zawsze tak samo – oczywiście, nie napisałeś tego, ale celowo przejaskrawiam Twoją wypowiedź, żeby lepiej uchwycić sedno. Jeśli mam okazję podkreślić przy okazji pisanego tekstu moje zastrzeżenie („osobiste urazy”, jak je nazwałeś, to totalne nieporozumienie) względem jednych, czy uznanie względem drugich, i jeśli nie odbiegam zanadto od tematu – a w tym wypadku jestem daleki od takich wątpliwości – to zawsze chętnie korzystam z takich możliwości. Pozwala to opisać odrobinę większy wycinek rzeczywistości otaczający motyw przewodni tematu, co w końcowym rozrachunku uważam za zaletę, nie wadę.

    Jasne, zdaję sobie sprawę, że nawiązując do tego i owego w artykule, ale nie wgłębiając się zanadto w te pobocznie tematy, ryzykuję, iż ludzie inaczej postrzegający omawiane aspekty, odbiorą to negatywnie, bo zabraknie im argumentacji potwierdzającej słuszność (bądź jej brak) mojego podejścia. Nie dajmy się jednak zwariować – nie będę moich preferencji szczegółowo uzasadniał w każdym tekście, w którym poruszam wątki poboczne.

    Tyle odnośnie poruszania innych tematów w artykule. Muszę Cię jednocześnie przeprosić, że nie wdam się tutaj w dyskusję na temat porównania obu organizacji, bo.. to temat rzeka. Zapraszam Cię jednak na bloga niebawem, bo na pewno w którymś kolejnym tekście chętnie porównam obie organizacje – być może uda się to jeszcze przed KSW 23. Tymczasem, jeśli masz czas i chęci, możesz rzucić okiem na inne artykuły na temat KSW, klikając „KSW” w sekcji „Kategorie”. Naprawdę, mam dużo szacunku do biznesu Kawulskiego i Lewandowskiego.

    Pozdrowienia!

  18. lucas

    21 maja 2013 at 21:55

    a ja się wypowiem na temat Mameda.
    Przeglądając kontrakt UFC nie dziwię się, że Mamed go nie podpisał.
    Zakładając, że Polskę traktuje jak drugą ojczyznę, a stany jako miejsce w którym jest ufc, to podpisanie z nimi kontraktu to jest dla Mameda przegrana sprawa.
    I nie chodzi nawet o pieniądze, a o całą resztę. Przecież to nawet nie jest kontrakt, a jakiś pakt niewolniczy. :/
    Do UFC mogą iść tylko nieznani zawodnicy, których UFC wypromuje, ale nigdy w drugą stronę.
    Jeśli zawodnik jest już wypromowany, to UFC może go skusić tylko dużą kasą.

  19. Comber

    21 maja 2013 at 22:25

    Tak jak wspomniałem na swoim blogu, uważam, że obok wymienionych przez Ciebie czynników istotne znaczenie dla zatrudnienia Omielańczuka miały odmowa Grabowskiego oraz ekspansja UFC na wschód Europy, co uzasadnia także zakontraktowanie Nikity Krylova. Trzymam kciuki za Daniela. Podoba mi się jego nieudawana skromność.

  20. naiver

    21 maja 2013 at 23:08

    Masz rację, Comber, choć w sumie pod tą odmowę Grabowskiego to można i by podciągnąć odmowę / przeciągające się negocjacje z Barnettem – gdyby Amerykanin dogadał się z UFC wcześniej, niewykluczone, że nie byłoby oferty ani dla Omielańczuka, ani dla Grabowskiego.

    Lucas, jeśli podpisujesz cyrograf z własnej, nieprzymuszonej woli, to trudno oceniać go w kategoriach niewolniczego.

  21. dech502

    21 maja 2013 at 23:21

    Nie mówię że nie masz szacunku. Poprostu zwrociłem na pewne aspekty uwagę. Przy odrobinie wolnego czasu prześledzę i inne twoje wpisy, ponieważ twój blog wydaje mi się ciekawym źródłem informacji.

  22. lucas

    22 maja 2013 at 20:25

    Ja wiem, ale uważam że UFC takim kontraktem zamyka się na dobrych zawodników, którzy zrobili karierę poza UFC.
    Znając warunki ich kontraktu nie dziwię się, że Fedor nigdy do UFC nie poszedł, przecież Fedor to w świecie mma marka równie wielka co UFC

  23. naiver

    22 maja 2013 at 23:06

    UFC stać, żeby dorzucić do skarbonki, jeśli gwiazda, którą naprawdę chcą z tego czy innego powodu pozyskać, ma jakieś wątpliwości co do kontraktu – wtedy szybko one znikają. Ta reguła nie stosuje się tylko do Fedora, chociaż to skomplikowana kwestia i wątpię, żebyśmy wiedzieli całą prawdę o ichniejszych negocjacjach. Czy jeśli jakimś cudem UFC zgodziłoby się współpromować gale z M-1, to Fedor & co przystaliby na wszystkie te warunki kontraktu, o których pisze BleacherReport? Czy w ogóle te kilka lat temu wyglądał rzeczony kontrakt tak samo?

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply