MMA Attack powraca

MMA Attack 2

Umarł król, niech żyje król – chciałoby się krzyknąć po informacji o powrocie z zaświatów MMA Attack. No, może jeszcze nie król, ale z pewnością książę z ambicjami, by w stachanowskim tempie objąć swoim panowaniem polski dwór MMA, uwalniając go od chorób zakaźnych roznoszonych przez dotychczasowego hegemona – KSW.

Informacji o powrocie organizacji kierowanej dotychczas przez Dariusza Cholewę póki co jest bardzo niewiele, ale biorąc pod uwagę dobrą, premierową galę z listopada 2011 oraz kapitalną drugą z kwietnia 2012, co, nawiasem mówiąc, spowodowało, że w ciągu ledwie dwóch wydarzeń MMA Attack – przynajmniej w świadomości wielu konserwatywnych fanów MMA w naszym kraju – dogoniło pracujące na swój dorobek latami KSW; a zatem biorąc pod uwagę rzeczone dwie gale i jakość ich wykonania, śmiało można zawyrokować, że Maciej Kawulski i Martin Lewandowski dzisiejszego dnia do najszczęśliwszych w swoim życiu nie zaliczą.

Co to będzie?

W tym momencie nie wiemy, jakim przeobrażeniom uległy struktury MMA Attack, ale biorąc pod uwagę dzisiejsze doniesienia i komentarze, możemy stwierdzić z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że nadal przewodnią rolę odgrywa Dariusz Cholewa, który podejściem do tematyki MMA mocno wyróżnił się in plus w porównaniu do duetu właścicieli z KSW. Ci ostatni bowiem – zwłaszcza po informacji o domniemanym dokonaniu żywota przez MMA Attack przed kilkoma miesiącami – dzięki mocno popuszczonej polsatowskiej smyczy radośnie oddali się ujadaniu i dorzynaniu watahy, kontynuując szerzenia swojej propagandy na temat wizji dalszego rozwoju MMA w Polsce (ujmując w jednym sformułowaniu – „sprzedajemy bilety, nie umiejętności”), zwieńczonej fatalną galą KSW 20 oraz tragikomicznymi negocjacjami Mameda Khalidova z UFC/Strikeforce.

Nie da się, rzecz jasna, pominąć skazy, jaka od momentu ukazania się informacji o zatrzymaniu Dariusza Cholewy, pojawiła się na wizerunku MMA Attack – dopóki właściciel organizacji nie wyjaśni fanom, choćby pobieżnie, bo trudno spodziewać się jakichkolwiek szczegółów, całego zamieszania związanego z ówczesnymi wydarzeniami, dopóty pojawiać się będą wątpliwości i pytania ze strony tych przychylniejszych oraz oskarżenia i złorzeczenia ze strony tych mniej przychylnych dalszej egzystencji MMAA w Polsce. Można, naturalnie, zastanowić się, na ile istotne są kulisy zatrzymania Dariusza Cholewy dla przeciętnego fana, który będzie, przyjmijmy taki scenariusz, otrzymywał produkt nie tylko świetnie opakowany, ale i o bardzo wysokiej jakości. Niewykluczone, iż trafne może okazać się założenie, że Kowalskiego to w ogóle nie interesuje, Kowalski bowiem prawdopodobnie w ogóle nie słyszał o tym, co wydarzyło się w czerwcu 2012 – inaczej jednak może być z fanami, którzy nie mają problemów z rozróżnianiem skrótów MMA, MMAA, KSW czy UFC, choć i w ich przypadku nie jest wykluczone, że pro-sportowe podejście do organizacji gal MMA w Polsce, prezentowane dotychczas przez MMA Attack i, ponownie optymistycznie załóżmy, nadal kontynuowane po ichniejszym powrocie, okaże się wystarczającym magnesem.

Warto odnotować też, że biorąc pod uwagę, iż Dariusz Cholewa od dłuższego zapewne czasu przebywa na wolności oraz faktycznie stoi za reaktywacją MMA Attack, nie jest wykluczone, że w naszym państwie lewa cała afera związana z jego zatrzymaniem miała coś wspólnego z nićmi grubymi. Póki jednak nie dowiemy się szczegółów, o ile kiedykolwiek dane będzie nam je poznać, wszystko to pozostaje kwestią spekulacji czystych jak bystry górski strumyk.

Potencjał MMA Attack 3

Organizacja MMA Attack w bardzo krótkim czasie stała się równorzędnym konkurentem dla KSW. Nie wiemy co prawda nic o ewentualnej transmisji trzeciej gali przez jakąkolwiek stację telewizyjną, ale powiedzmy szczerze – jeśli ktoś wcześniej wdrapał się na Mount Everest, to teraz nie będzie wdrapywał się na jabłonkę. MMA Attack nie wraca po to, by znaleźć się w drugiej lidze polskich organizacji, ale po to, by nawiązać rywalizację z KSW. A ta zapowiada się pasjonująco, bowiem po tragicznej, podkreślmy to raz jeszcze, gali KSW 20 i przedłużającej się mydlanej operze z Mamedem Khalidovem, na myśl o której wymioty targają niemal każdym, kto wcześniej z uwagą śledził wszelkie doniesienia na ten temat, teraz KSW przy okazji zbliżającej się wielkimi krokami gali KSW 21 zaserwowało nam prawdopodobnie najlepszą rozpiskę w historii – całkowicie wykastrowaną z walk dziwolągów.

Istnieje jednak kilka aspektów, w których KSW przynajmniej w najbliższym czasie nie dorówna MMA Attack. Chodzi przede wszystkim o klatkę, która posiada ogromną przewagę nad ringiem – przewagę na tyle dużą, że czasami rekompensować może ona niedostatki w innych, drobniejszych elementach organizacji gali. MMA Attack 2 posiadało undercard i prawdopodobnie przy okazji trzeciej edycji też go nie zabraknie, bo ciężko zmieniać coś, co było dobre. Na uznanie zasługiwała też duża liczba walk oraz występy na gali młodych, perspektywicznych zawodników. Zaproszenie sędziego Johna McCarthy’ego również okazało się strzałem w dziesiątkę. Naturalnie, nie wiemy, na ile rozmach, z jaką zorganizowano i wyprodukowano MMA Attack 2, zostanie powtórzony przy okazji trzeciej edycji, ale wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że można być dobrej myśli.

Królewska

Jest kilka obszarów, w których MMA Attack może dorównać KSW – ale jest też kilka, w których organizacja Dariusza Cholewy może zostawić konkurencję daleko w tyle. Królewska kategoria w federacji KSW jęczy i kwiczy, a jej czołowym przedstawicielem jest dopiero trzeci ciężki w Polsce Karol Bedorf. Czołowa dwójka, która wyraźnie wyprzedza resztę, jest wolna, a Damian Grabowski zdążył już zaanonsować, że nie jest wykluczone, iż pojawi się na MMA Attack 3. Michał Kita z kolei był w stanie porozumieć się z organizatorami przy okazji MMA Attack 1, a w jednym z późniejszych wywiadów Dariusz Cholewa nie zamykał przed nim drzwi w przyszłości, pomimo absencji Kity na MMA Attack 2 – daje to nadzieje, że i przy okazji gali opatrzonej numerem 3 także powstanie jakaś platforma porozumienia.

Jeśli Dariuszowi Cholewie udałoby się jeszcze zakontraktować dwóch szalenie obiecujących ciężkich w osobach Krystiana Kopytowskiego i Michała Andryszaka, to uzyskałby miażdżącą przewagę nad KSW w tej najbardziej prestiżowej z wszystkich dywizji. Jasne, pod względem marketingowym dzisiaj Mariusz Pudzianowski bije prawdopodobnie na głowę całą wyżej wymienioną czwórkę, ale powiedzmy sobie szczerze – są kwestie ważne i ważniejsze.

Ciekawie może zapowiadać się też kategoria lekka – starania KSW o to, by walka między Maciejem Jewtuszko a Arturem Sowińskim wyłoniła najlepszego lekkiego w Polsce, spełzły na niczym, bowiem to miano w ostatnim czasie wywalczyli sobie Marcin Held oraz Piotr Hallmann – i to bez wsparcia potężnej machiny marketingowo-promocyjnej za swoimi plecami. Ich pozyskanie może być jednak bardziej skomplikowane, ponieważ Piotr Hallmann celuje w UFC i jeśli nadarzy się okazja, skorzysta. Jeśli nie – być może będzie zainteresowany walką na MMA Attack 3 – już wcześniej bowiem były plany, by zawalczył w Polsce. Jeśli natomiast Marcin Held wygra finał Bellatora z Davem Jansenem, by następnie pokonać w walce o pas Michaela Chandlera, to prawdopodobnie w najbliższym czasie nie zawalczy w Polsce. Jeśli jednak powinie mu się noga – czego mu absolutnie nie życzymy – to szanse na występ na MMA Attack 3 wzrastają. Ewentualna walka Helda z Hallmannem, niekoniecznie od razu na trzeciej gali MMAA, byłaby prawdziwym hitem.

Perspektywy

Zmartwychwstanie MMA Attack to bez wątpienia kapitalna wiadomość dla polskich fanów MMA, którym na sercu leży rozwój dyscypliny w Polsce. Wbrew pozorom może to także przysłużyć się federacji KSW, bo nic nie motywuje bardziej niż oddech konkurencji na plecach. Prawdopodobnie już po najbliższej gali KSW 21 będziemy wiedzieli, czy tak faktycznie się stanie.

fot. wiadomosci24.pl

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

20 Comments

  1. steyr

    19 listopada 2012 at 21:46

    Walka Saidov vs. Mańkowski nie wyłoni najlepszego lekkiego głównie dlatego że to waga półśrednia:]

  2. Visu

    19 listopada 2012 at 21:47

    Popraw szybko tego Saidova i Borysa w lekkiej ;)

  3. naiver

    19 listopada 2012 at 21:54

    Dzięki, chodziło oczywiście o Kornika i Irokeza…

  4. Rafal

    19 listopada 2012 at 22:11

    Najwiekszym kapitalem dla obu graczy jest jednak Tomasz Drwal. Obawiam sie, ze bedziemy musieli czekac jeszcze dosc dlugo zanim kolejny Polak stoczy w UFC szesc walk

  5. 1955

    19 listopada 2012 at 22:44

    Świetny artykuł szczególnie pokazanie jak beznadziejna jest sytuacja wagi cieżkiej w KSW .Walki Held -Hallmann i Kopytowski -Andryszak mają sens ale tylko w UFC nie podcinajmy im nóg na początku ich kariery.

  6. naiver

    19 listopada 2012 at 23:12

    Rafał, masz rację, choć w przypadku Drwala gra jest już chyba rozstrzygnięta na korzyść MMAA.

    1955, o ile całkowicie się zgadzam, że na walkę Kopytowski vs Andryszak jest zdecydowanie za wcześnie, to pojedynek Helda z Hallmannem uważam za sensowny – może nie od razu na MMAA 3, ale przy kolejnej okazji – jak najbardziej.

  7. Miedziak

    19 listopada 2012 at 23:56

    Gra jest już rozstrzygnięta na rzecz Drwala, o ile znajdą dla niego rywala. Jeśli negocjacje się powiodą, tym razem będzie walczył z kimś ciekawym z Polski, niezwiązanym z KSW. Więcej nie mogę napisać :)

  8. naiver

    20 listopada 2012 at 00:12

    Miedziak, ciekawy rywal z Polski niezwiązany z KSW dla Drwala? Jeśli w średniej, to widzę tam tak naprawdę jednego, niepokonanego, który swoją drogą, daj Boże, i tak wystąpi na tej gali.

  9. Daniel

    20 listopada 2012 at 01:04

    Walka Kopytowski-Andryszak nie musi się od razu odbyć. Przecież mogliby we dwoch walczyć dla MMAA na innych torach, a ich ewentualna walka mogłby sie odbyć dopiero za jakis czas.

  10. bociek

    20 listopada 2012 at 10:50

    Dwa razy wyżej napisane jest, że na walkę Andryszak – Kopytowski za wcześnie..

    Co do tekstu – pełna zgoda! Znacznie wyżej ceniłem sobie gale MMAAttack niż KSW i klimat UFC zamiast Pride’u.

    Miedziak, chyba nie masz na myśli Jotki jako rywala dla Drwala? Zresztą, nie będę cisnął, bo i tak pewnie nie możesz zbyt wiele zdradzić :)

  11. Miedziak

    20 listopada 2012 at 18:49

    Nie mogę, po prostu warto nastawić się na dość polonocentryczną galę.

    Na gali powinna być sportowa czołówka kraju oraz liczna grupka młodych talentów. Będzie warto jechać.

    Ps. Zagraniczni zawodnicy też będą, to nie ma być gala wyłącznie z krajowymi zawodnikami.

  12. lutek147

    20 listopada 2012 at 21:28

    Jeżeli MMA Attack wraca na dłużej niż jedna gala to, moim zdaniem, ich priorytetem powinno być pozbieranie młodych, utalentowanych zawodników z Polski co, w dalszej perspektywie, da im przewagę nad KSW, czego im życzę. MMA Attack ma naprawdę okazję stać się na przestrzeni 3 lat równym konkurentem dla Kawulskiego i Lewandowskiego. Zakładając, że Ankos nie jest już obrażony na Cholewę- mam nadzieję, że trenerowi Kościelskiemu „czas uleczył rany”- MMAA ma szansę zbudować niezwykle silną- nieporównywalnie bardziej niż w KSW- wagę ciężką i lekką. Do tego mają dwa- a może i trzy, jeśli chęć wprowadzenia łokci jest nadal aktualna- atuty, czyli: klatkę i wagę piórkową, które gwarantują efektowność. Życzę im powodzenia!

    Naiver, a Ty co o tym sądzisz? Jeżeli powrót MMAA jest trwały to ma ona szansę nawiązać równą walkę z liderem na rynku, czy też go wyprzedzić? Oczywiście to założenia czysto hipotetyczne.

  13. naiver

    20 listopada 2012 at 22:30

    Lutek147, uważam, że MMAA jak najbardziej ma szansę na przegonienie KSW w świadomości fanów MMA, czyli ludzi, którzy odrobinę choćby orientują się w temacie. Za to pokonanie KSW w świadomości Kowalskich (czyli jednak tych, z których przeważnie jest największa kasa) może być cholernie trudne, bo po pierwsze KSW ma w tym ogromne doświadczenie (tj. tworzeniu nie tyle gal, co show połączonego z walkami, całej otoczki itp.), a po drugie – Kawulski i Lewandowski mają jednak na dzisiaj najbardziej wypromowanych zawodników. Myślę, że istnieje przepaść między rozpoznawalnością Pudzianowskiego, Khalidova czy nawet Błachowicza, a powiedzmy – Grabowskiego, Drwala, Kity czy Hallmanna. Na wypromowanie tych ostatnich potrzeba trochę czasu.

    MMAA może łatwo kupić fana, ale kupienie gospodyni domowej to wyższa szkoła jazdy. Pamiętajmy, że trafienie w gusta ludzi pasjonujących się tym samym (fanów MMA), nie jest szczególnie trudne, bo stosunkowo łatwo zidentyfikować ich oczekiwania. Aby jednak zainteresować swoim produktem gosposię domową, budowlańca i sklepikarza, trzeba się z jednej strony trochę, powiedzmy, zeszmacić (porównania z polityką nasuwają się same) organizując freak fighty i inne dyrdymały, które dla fanów dyscypliny nie mają większego znaczenia, za to mogą spodobać się Kowalskiemu, z drugiej – mieć sporo hajsu.

    Jeśli dwie pierwsze gale MMAA niemalże podzieliły fanów na zwolenników Cholewy i duetu K&L, to potencjał jest ogromny. Wielką, naprawdę WIELKĄ, przewagę daje klatka, wkrótce być może dojdą łokcie. Ciężka i lekka mogą być znacznie mocniejsze sportowo od tego, co ma do zaoferowania KSW. Będzie undercard, więcej walk. Cholewa otwarcie twierdził, że zdaje sobie sprawę, że marzeniem fighterów jest UFC i nie zamierza im tego blokować – w przeciwieństwie do KSW, w którym właściciele zapowiedzieli nowe formuły kontraktów uniemożliwiające starty nawet poza granicami bez zgody KSW. Z jednej strony mamy spokojnego Cholewę, z drugiej butnych włodarzy KSW.

    Tak, MMAA ma duży potencjał i jeśli wziąć pod uwagę, że gala MMAA 2 wyglądała dużo lepiej niż MMAA 1 (Cholewa otwarcie mówił, że na jedynce było kilka mankamentów – widać, że się uczy, ewentualnie otacza mądrymi ludźmi), to aż strach się bać, co będzie na MMAA 3. Taka rywalizacja KSW z MMAA może wyjść fanom tylko na dobre.

  14. lutek147

    20 listopada 2012 at 23:31

    Dzięki za odpowiedź.

  15. kaczka41

    22 listopada 2012 at 18:47

    „…uważam, że MMAA jak najbardziej ma szansę na przegonienie KSW w świadomości fanów MMA, …”

    Dlaczego? KSW 21 to w sumie gratka dla fanów tego sporu

  16. naiver

    22 listopada 2012 at 21:16

    Tak, KSW 21 zapowiada się bardzo dobrze, ale.. ring? Osobiście wolałbym nawet odrobinę słabszą rozpiskę, ale z klatką – a jak do tego jeszcze dojdzie więcej walk (undercard na MMAA), to ja to kupuję.

    KSW może nam serwować najpyszniejsze dania, ale jeśli podaje je w korycie i zamiast sztućców trzeba się obsłużyć pałeczkami, to..

  17. kaczka41

    26 listopada 2012 at 08:24

    E tam. Myślę, że troszkę przesadzasz w porównaniu ringu mordobiciem dla wieprzów ;-)

    Pride miało ring, M1 ma ring, KSW ma ring, imo tragedii nie ma.

    Co do UC na KSW, to kto wie, czy czegoś takiego nie zobaczymy i tu. Tzn. raczej poza transmisją na otwartym.
    Ale faktycznie KSW nastawia się także na show (nie napiszę, że przede wszystkim, bo raczej tak nie jest). Byłem na kilku galach live, w różnych miastach, na różnych halach (pewnie nie ja jeden , ale przynajmniej wiem o czym piszę ;-) ) Ludziska zbierają się około 19 (na pierwszą swoją galę wpadłem już o 18, ale to lekka przesada była ;-) ) Krążą po sklepikach, kiblach i w ogóle wszędzie. W czasie gali, nadal niestety krążą, przez opóźnienia w rozpoczęciu gali + reklamy, gala trwa dosyć długo. Oczywiście na prelimsy, nie wszyscy pewno by przychodzili, ale niemiłosiernie wku…a , jak ludzie kręcą się przed oczami, gdy walka już trwa. Od 20 – 24 , dla niektórych to już jest zbyt długo. Dodatkowa godzina lub dwie, mogłaby niektórych pokonać ;-)

    Ja jestem za, ale wiem jak myślą K&L

  18. naiver

    26 listopada 2012 at 09:19

    Nic nie zmniejsza tak dynamiki i intensywności pojedynku, jak ring – nawet częste sprawdzanie, czy aby na pewno strużka krwi nie jest zbyt duża, jest łatwiejsze do przełknięcia. Nie wspominając o tym, że walka w parterze przy linach to na ogół jakiś absurd, a i kwestie bezpieczeństwa się kłaniają.

    Idealny scenariusz jest taki, że K&L sami dochodzą do wniosku, że klatka się nada (tzn. wiem, że zdają sobie z tego sprawę, ale są inne przeszkody), a Marian przytakuje. Mogłoby też być tak, że na jednej z walk zawodnik wypada, nic sobie na szczęście nie robiąc, ale mamy wtedy potężną amunicję, którą można ostrzelać duet właścicieli KSW w nadziei, że w końcu odejdą od lin.

  19. kaczka41

    26 listopada 2012 at 09:51

    Na galach bokserskich też czasem wypadają i ciągle maja ring ;-)
    Z klatki też można czasem wypaść….;-)

    My (pisze o ludziach, którzy w stopniu średni plus i wyżej interesują sie tym sportem) wiemy , jakie są plusy klatki. Czasem K&L mówią o lepszej widoczności dla kibiców, jeśli chodzi o ring. Tu musze sie przyznać, że nigdy nie byłem na gali, gdzie była klatka, więc organoleptycznie tego nie zbadałem.
    Ludziska na galach KSW wolą w 85 % oglądać walke w stójce, a do tego ring nie jest już wielka przeszkodą, ba, może nawet sprawdza się lepiej niż klatka…?

  20. naiver

    26 listopada 2012 at 09:59

    Pamiętaj, Kaczko, Dariusz się szybko uczy.. :D

    Wypadnięcie z klatki, jeśli jest ona zamknięta, jest w zasadzie niemożliwe – choć gdzieś, kiedyś na jakieś gali ktoś kogoś chyba wyrzucił, ale powiedzmy, że to był wybitnie odosobniony i niepowtarzalny wypadek.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply