Krzysztof Jotko vs. Eryk Anders – analiza bukmacherska PZBUK przed UFC Jacksonville

Techniczna analiza i typowanie walki Krzysztof Jotko vs. Eryk Anders, która odbędzie się podczas gali UFC Jacksonville.

W trzynastym występie pod sztandarem UFC Krzysztof Jotko skrzyżuje rękawice z Erykiem Andersem. Do walki dojdzie podczas gali UFC w Jacksonville.

Polski zawodnik jest niewielkim bukmacherskim faworytem – czy słusznie?

185 lbs: Krzysztof Jotko (21-4) vs. Eryk Anders (13-4)

Jakie elementy mogą okazać się decydujące? Przyjrzyjmy się najważniejszym z nich.

Mańkut vs. mańkut

Walka z mańkutem może stanowić utrudnienie również dla… mańkutów. Także oni są bowiem przyzwyczajeni do rywalizacji z klasycznie ustawionymi przeciwnikami. Okrężne kopnięcia zakroczną nogą na głowę czy korpus tracą na znaczeniu, zyskuje natomiast chociażby jab.

Nie mam wątpliwości, że Krzysztof Jotko na brak leworęcznych sparingpartnerów w American Top Team nie narzeka, ale… w warunkach bojowych pod sztandarem UFC miał tylko raz okazję mierzyć się z mańkutem – Scottem Askhamem. Tymczasem Eryk Anders – choć ogólnie zawodnik mniej doświadczony, bo walczący zawodowo o pięć lat krótej od Polaka – aż pięć razy stawał w szranki z odwrotnie ustawionymi przeciwnikami w oktagonie UFC. Ba, dwie z ostatnich trzech walk toczył właśnie naprzeciwko mańkutów – Khalila Rountree i Geralda Meerschaerta.

Niewykluczone wobec tego, że szczególnie na początku będzie czuł się odrobinie swobodniej w oktagonie. Nie jest to jednak pewne, bo…

Łamany rytm Jotki

Krzysztof Jotko nie walczy rytmicznie. Chwilami walczy wręcz chaotycznie, wydawać by się mogło – w odrobinę niepoukładany sposób. Stanowi to jednak jego cenny atut w szermierce na pięści i kopnięcia, bo wespół z jego dużą ruchliwością – Jotko hasa nieustannie we wszystkich kierunkach, stosując wiele kiwek, zmyłek, przyruchów – czyni go to zawodnikiem bardzo niewygodnym dla rywali.

Swego czasu Uriah Hall przyznał, że nie walczył jeszcze nigdy w swojej karierze z tak dziwacznym – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – przeciwnikiem jak zawodnik z Ornety. Ruchliwość i swego rodzaju asynchroniczność Polaka może stanowić spore wyzwanie dla walczącego zawodowo od ledwie 2015 roku Eryka Andersa.

Zapasy i parter

To najkrótsza i najmniej wyboista droga do zwycięstwa dla Krzysztofa Jotki. Eryk Anders nie ma nic do zaoferowania z pleców. Żadnych poddań, łokci. Jeśli Polak zdoła go przewrócić i ustabilizować, powinien być w stanie co najmniej skontrolować go z góry – a wysoce prawdopodobne, że także porozbijać. Reprezentant ATT potrafi świetnie przedzierać się do krucyfiksu, z którego rozbijał nie tylko Alena Amedovskiego, ale także świetnego grapplera w osobie Thalesa Leitesa.




Jotko potrafi sprawnie, w tempo i dynamicznie schodzić pod ciosami do nóg rywali, obalając ich zewnętrznym haczeniem. Niewątpliwie poszuka tego rodzaju akcji – choćby po to, aby dodatkowo obciążyć oktagonowy procesor rywala. Rzecz jednak w tym, że od czasu walki z Timem Williamsem, który dwukrotnie przewrócił Eryka Andersa w sierpniu 2018 roku, ten ostatni mocno podrasował swoją defensywę zapaśniczą. Umiejętnie broni się przed obaleniami na siatce – vide starcie z Viniciusem Moreirą – a na dodatek będzie prawdopodobnie miał sporą przewagę siłową nad Krzysztofem Jotką.

Nie wykluczam co prawda okolicznościowych prób obaleń ze strony Andersa, ale mam poważne wątpliwości, czy będzie w stanie utrzymać Jotkę na dole. Nie sądzę natomiast, aby Amerykanin zechciał wdawać się w kotły zapaśnicze czy kulanki parterowe z naszym zawodnikiem – Jotko świetnie się w takowych odnajduje. To bardzo dobry, mocno niedoceniany scrambler.

Jeśli natomiast przyjdzie Polakowi walczyć w stójce…

Praca na nogach

Dopóki wspomniany Gerald Meerschaert – również mańkut – hasał do swojej lewej strony, czyli z dala od lewej ręki Eryka Andersa, pozostawał względnie bezpieczny. Gdy natomiast zapominał się, cofając się w linii prostej czy odchodząc do prawej – pojawiły się problemy.

Dlatego ważne będzie, aby Krzysztof Jotko nie popełnił jego błędów. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to Amerykanin będzie tutaj agresorem, zmuszając naszego zawodnika do walki z mniejszego lub większego wstecznego. Anders będzie silniejszy fizycznie, uderza mocniej, potrafi przyjąć – będzie wywierał presję.

Ostatni pojedynek Polaka z Markiem-Andre Barriaultem może jednak w tym kontekście napawać niepokojem. Kilka razy nasz zawodnik cofnął się bowiem prosto na siatkę, zapominając o orbitowaniu. Na tym nie koniec, bo długimi fragmentami przebywał też w bliskim sąsiedztwie ogrodzenia – a to ogranicza zarówno możliwości defensywne, jak i ofensywne. O to zresztą przecież chodzi Andersowi w każdej walce – aby ustawić rywala na ogrodzeniu, przycelować i wystrzelić potężnym lewym.

Jeśli już Jotko musi krążyć blisko siatki, to…

Niebezpieczny półdystans

… to warto przyjrzeć się walce Eryka Andersa z Timem Williamsem. Ten ostatni szczególnie w pierwszej rundzie bardzo dobrze zarządzał dystansem. Otóż, akceptował wyłącznie duży dystans kickbokserski – Anders nie ma bowiem długodystansowych narzędzi – lub klincz, stroniąc od półdystansu. Gdy Anders podkręcał tempo, nie dając Williamsowi możliwości ucieczki, ten… wpadał w niego i chwytał klincz. W ten sposób neutralizował kowadła w pięściach Andersa, poszukując obaleń, zwalniając tempo akcji, wybijając rywala z rytmu.



W klinczu Anders nie stanowi szczególnego zagrożenia – na pewno nie tak duże jak w półdystansie – choć jest oczywiście bardzo silny. Jotko bardzo dobrze czuje się jednak w tej płaszczyźnie, w każdej niemal walce wdając się w klinczerskie boje z rywalami – i poza konfrontacją z Davidem Branchem, bardzo sprawnym klinczerem, radzi sobie tam bardzo dobrze. Korzysta z łokci, kolan, umiejętnie walczy o podchwyty, zagraża przeciwnikom obaleniami.

Dodatkowo, co równie ważne, spodziewam się, że w klinczu pasek z energią ścinajacego sporo kilogramów Andersa może zmniejszać się szybciej niż pasek z energią Jotki.

Styl Andersa

Amerykanin nie jest zawodnikiem szczególnie skomplikowanym w swoich oktagonowych poczynaniach. Nieustannie poluje na lewego krzyżowego lub sierpowego. Czasami w kombinacji z poprzedzającym lewicę długim prawym podbródkiem.

Nie jest szczególnie groźny w obszarze kopnięć, choć w starciu z Geraldem Meerschaertem – przypominam: mańkutem, jak Jotko – próbował kilka razy niesygnalizowanego kopnięcia na głowę z wykrocznej nogi, więc Polak będzie musiał uważać na tę technikę.

Od wielkiego dzwona – choć w starciu z Meerschaertem jakby częściej – Eryk kopnie lowkinga czy okrężnie na korpus, czasami na zakończenie kombinacji 1-2.

Innymi słowy, jego styl nie jest szczególnie urozmaicony. Najważniejsza broń – lewy prosty / lewy sierpowy.

Skoro natomiast zahaczyliśmy o lowkingi…

Licha obrona – srogie kontry

Otóż, największą prawdopodobnie luką w oktagonowej grze Eryka Andersa jest nieistniejąca w zasadzie defensywa przed niskimi kopnięciami. Niemal wszyscy dotychczasowi rywale Amerykanina okopywali jego wykroczną nogę z dużą skutecznością. Anders nie ma nawyku jej podrywania czy cofania.

Rzecz jednak w tym, że z okopywaniem jego przedniej nogi wiąże się ryzyko. Brak nawyku Andersa do podrywania tejże wykrocznej nogi powoduje, że cały czas znajduje się w dogodnej pozycji do wyprowadzenia kontry. W większości ich co prawda nie wyprowadza – nie jest to zawodnik nastawiony na kontry – ale… Nie raz, nie dwa, nie pięć skarcił już zbyt przewidywalnych w okopywaniu jego nogi rywali srogimi lewymi krzyżowymi.

O ile zatem uważam, że Jotko powinien poszukać lowkingów, aby zmiękczyć nogę rywala, to musi też dobrze je sobie przygotować, uważając na potencjalne kontry.

Korpus vs. głowa

Eryk Anders to twardziel. Ubicie go ciosami na głowę będzie piekielnie trudne – szczególnie, że Jotko kowadła w pięściach nie ma. Przypomnę, że nie był w stanie dokonać tego nawet Thiago Santos.

Inaczej ma się natomiast rzecz z atakami na korpus. Zarówno Brazylijczyk, jak i Gerald Meerschaert – grappler! – byli w stanie naruszyć Eryka Andersa kolanami i kopnięciami na korpus. Warto mieć to na uwadze.

Typowanie

Nie będzie to łatwy pojedynek dla Krzysztofa Jotki. Ciągła presja ze strony Amerykanina może stanowić dla naszego zawodnika problem – także w kontekście wydolności. Łatwiej atakować, niż walczyć ze wstecznego, będąc zmuszonym do oddawania pola. Najmniejszy błąd Polaka – cofnięcie się w linii prostej, pozostanie na siatce, nieprzygotowany atak, chociażby lowkingiem – może skończyć się dla niego porażką.

Rzecz jednak w tym, że nasz zawodnik ma po swojej stronie kilka cennych atutów. Przede wszystkim powinien zdecydowanie górować nad Amerykaninem pod względem szybkościowym. Toż nawet powolny Gerald Meerschaert – przypominam: grappler! – był w stanie prostymi kombinacjami bokserskimi rozbijać Eryka Andersa!

Ponadto Jotko jest znacznie wszechstronniejszy. Może poszukać klinczu i parteru, jeśli walka na nogach nie będzie układała się po jego myśli. Uważam zresztą, że bez względu na to powinien spróbować położyć Andersa na plecach, a klinczem neutralizować ryzyko półdystansu.

Problemem dla Amerykanina może okazać się asynchroniczny styl walki, poruszania się, ataków Polaka – szczególnie że, jak wspomniałem, Jotko powinien tutaj wyraźnie przeważać pod względem szybkościowym. Scenariusz, w którym Anders naciera, ale jego potężne ciosy prują w większości powietrze, a sam inkasuje szybie ciosy i kopnięcia ze strony Jotki, który dodatkowo miesza stójkę z klinczem i obaleniami – czy chociażby podejściami doń – uważam za najbardziej prawdopodobny, choć, zaznaczam, daleki jestem od skreślania ciężkorękiego Amerykanina.




Na koniec warto wspomnieć też, że Krzysztof jest zawodnikiem, który najczęściej w całym UFC odwołuje się do łokci bitych z dołu – i to z dużym powodzeniem. Tak się natomiast składa, że właśnie takim Eryka Andersa swego czasu naruszył Thiago Santos! Oczywiście, jest to ubogi materiał dowodowy na rzecz tezy, iż Amerykanin jest podatny na tego rodzaju ataki, ale mając na uwadze, że akurat Polak się w nich specjalizuje… Być może warto spróbować?

Pojedynek obstawić można u naszego partnera PZBUK.pl w linku poniżej:

Zwycięzca: Krzysztof Jotko przez decyzję

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

Justin Gaethje 2.0 – największe zagrożenie dla Khabiba Nurmagomedova?

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

2 Comments

  1. czungumangu

    15 maja 2020 at 20:52

    Jak zwykle świetna robota. Liczę na wreszcie dobry występ Krzyśka, rywala ma mało skomplikowanego i jest okazja by się ładnie pokazać.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply