„Jest bardzo ograniczony, jeśli chodzi o elementy, w których jest naprawdę mocny” – Anthony Smith analizuje styl Alexandra Gustafssona

Anthony Smith opowiedział o sobotniej walce z Alexandrem Gustafssonem, zapowiadając znacznie agresywniejsze do niej podejście niż w ostatnich pojedynkach.

Gdy zwycięstwem z Volkanem Oezdemirem w październiku ubiegłego roku – trzecim z rzędu w kategorii półciężkiej – utorował sobie drogę do walki o złoto, marzył o dłuższej przerwie. Stoczył bowiem wówczas aż trzy pojedynki w ledwie cztery miesiące.

Zobacz także: trener ujawnia, jak Khabib Nurmagomedov zainwestował pieniądze z walki z Conorem McGregorem

Jego plany odłożenia starcia z Jonem Jonesem na lipiec legły jednak w gruzach, bo złakniony rywalizacji mistrz garnął się do walki jak zły. W rezultacie Lwie Serce już na początku marca zawitał do oktagonu po raz kolejny – ale wizyty tej do udanych nie zaliczy, bo po bezbarwnym występie przegrał z Bonesem na punkty.

Po porażce jednogłośną decyzją sędziowską do akcji planował powrócić dopiero w 2020 roku. Ponownie jednak nic z tego nie wyszło, bo otrzymał propozycję walki wieczoru z Alexandrem Gustafssonem podczas zaplanowanej na 1 czerwca gali UFC on ESPN+ 11 w Sztokholmie.

Szczerze mówiąc, mam wyjebane na to, co się stanie w tej walce.

– powiedział Smith w The MMA Hour.

Chcę wyjść i się bić. Tyle. Chcę go uderzyć tyle razy, ile będzie to możliwe. Uderzyć, gdy będzie okazja, kopnąć, gdy będzie okazja, a gdy się zbliżę, zaciągnąć go, kurwa, na ziemię – a jeśli wstanie, zrobić to ponownie. Tyle mi trzeba. Chcę się bić. Z takim podchodzę nastawieniem. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, ale nie chodzi to nawet o Alexa tylko o mnie. Chcę zrobić sobie potem przerwę, ale nie mogę tego zrobić, gdy coś zżera mnie od środka.

Smith nie ukrywa, że do tej pory nie daje mu spokoju porażka z Jonesem. Jest przekonany, że mógł zrobić znacznie więcej, a jednak z jakiegoś powodu nie był w stanie pociągnąć za spust, rozpuścić rąk, ruszyć do ostrych ataków. Wierzy, że sobotnia konfrontacja z Maulerem okaże się lekiem na ciągnące się za nim zawód, rozczarowanie i niezrozumienie po starciu z Bonesem.

Czuję po prostu chęć rozpieprzenia czegoś.

– stwierdził.

Cokolwiek więc zdarzy się w międzyczasie, nie ma to dla mnie znaczenia. Chcę po prostu pozbyć się tego uczucia w brzuchu, które doprowadza mnie do szaleństwa i nie pozwala zasnąć. Po prostu mam wyjebane. Czy naprzeciwko mnie stanie Alex, czy jakikolwiek inny gość, bez znaczenia. Nie mam planu na walkę. W tych dwóch ostatnich walkach za bardzo skupiłem się na planie na walkę, a w rezultacie za dużo myślałem. Zawsze byłem zawodnikiem, który walczył na instynkcie. Zawsze taki byłem. Jestem gościem, który wywiera presję, siedzi na tobie, rozpuszcza cepy. Mógłbym być super technicznie poukładanym uderzaczem, wzbudzając ochy i achy, ale w głębi serca nim nie jestem. Nie wiem. Być może w walce z Jonesem próbowałem być kimś, kim nie jestem.

W starciu ze Szwedem, który w swojej karierze w UFC przegrywał wyłącznie ze ścisłą czołówką kategorii półciężkiej, Anthony Smith jest zdecydowanym bukmacherskim underdogiem. Ba, ze świecą w karcie walk sztokholmskiej karty walk szukać większego!

Amerykanin najwyraźniej jednak podchodzi do takich szacunków ze sporym dystansem, na co wskazywać może krótka analiza, jakiej poddał umiejętności Szweda.




Wyraźnie widać, że Alex naprawdę dobrze pracuje na nogach.

– powiedział.

Wszystko inicjuje lewym prostym, ma srogi podbródek z tylnej ręki. Potrafi dobrze uderzyć z lewej ręki, gdy ustawia się na mańkuta.

Poza tym jednak – z całym szacunkiem – nie widzę nic innego, o co miałbym się martwić. Nie jest specjalistą od kopnięć, nie jest mocnym ofensywnym zapaśnikiem, nie jest gościem od jiu-jitsu, który przewróci cię i przejdzie twoją gardę. Nie przetoczy cię motylą gardą ani w żaden inny sposób.

Opiera się niemal wyłącznie na podstawach – podobnie do mnie, więc nie mówię to w charakterze jakiegoś przytyku pod jego adresem. Jest bardzo ograniczony, jeśli chodzi o ilość elementów, w których jest naprawdę dobry. Przez bardzo dług czas przynosiło mu to sukcesy. Jest bardzo dobry w tym, co robi. Jest długi i jestem pewien, że chwilami jego poruszanie się będzie frustrujące, bo nigdy się nie zatrzymuje, nigdy nie pozwala ci złapać jego rytmu. Wielu ludzi tym sfrustrował.

Wiem, czego się spodziewać. Nie jest Jonem Jonesem – co ten gość zrobi, nigdy, kurwa, nie wiesz. Nie mam więc wątpliwości co do tego, co otrzymam w sobotę.

*****

Lowking.pl trafia na Patronite.pl – oto dlaczego

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply