Jan vs. Izzy #1 – dwa filary fenomenu Nigeryjczyka

W pierwszej odsłonie technicznych analiz przed walką Jana Błachowicza z Israelem Adesanyą na UFC 259 przyjrzymy się najważniejszym elementom oktagonowej gry Nigeryjczyka.

Wielkimi krokami zbliża się pierwsza obrona pasa mistrzowskiego kategorii półciężkiej Jana Błachowicza. 6 marca w Las Vegas polski czempion w walce wieczoru gali UFC 259 skrzyżuje rękawice z przenoszącym się do 205 funtów kingpinem wagi średniej Israelem Adesanyą.

Niepokonany w zawodowej karierze Nigeryjczyk, który pod sztandarem UFC wygrał już dziewięć walk, uchodzi za jednego z najlepszych kickbokserów, jacy kiedykolwiek zawitali w progi oktagonu amerykańskiego giganta. Trudno zatem spodziewać się, aby w konfrontacji z Cieszyńskim Księciem poszukał walki na chwyty – pomimo iż sam jak mantrę powtarza, że w ostatnich miesiącach bardzo mocno poprawił swoje umiejętności parterowe.

Nie miejmy jednak wątpliwości – a przynajmniej nie mam ich ja – The Last Stylebender spróbuje rozstrzygnąć walkę w swojej domyślnej, stójkowej płaszczyźnie. A tam do zaoferowania ma naprawdę wiele.

Co konkretnie? W niniejszej analizie – pierwszej z trzech – przyjrzymy się dwóm fundamentom oktagonowej gry Nigeryjczyka. Elementom, które w głównej mierze odpowiadają za jego sukcesy pod sztandarem UFC oraz nieskazitelny bilans.

Jakie to elementy?

Kiwki, zmyłki, przyruchy

„You gotta feint, feint, feint, feint, feint, you jest keep uh, uh, uh!” – te spiżowe słowa autorstwa Mike’a Perry’ego przychodzą mi zawsze na myśli, gdy mowa o stójkowych umiejętnościach Israela Adesanyi.

Właśnie bowiem feints – czyli wszelkiego rodzaju kiwki, zmyłki, przyruchy i wszelkie inne działania pozorujące ataki – stanowią fundament oktagonowej gry Nigeryjczyka. To oś jego stylu walki, wokół której orbitują jego poczynania ofensywne, defensywne, zaczepne czy kontrujące.

Poddając analizie swoje własne walki, Israel Adesanya podkreślał, że „wyprowadzenie jednego jaba poprzedza dwudziestoma kiwkami”. Jak stwierdził, „w oktagonie nie ma przepisów określających limit kiwek” – dlaczego zatem miałby się ograniczać w ich wykorzystaniu? Zaznaczał też, że feints ma tak głęboko zakorzenione w swojej pamięci mięśniowej, że korzysta z nich bez względu na okoliczności, bez względu na sytuację w oktagonie, bez względu na to, czy atakuje, czy też się broni.




I oddać trzeba Nigeryjczykowi, że jest tytanem pod kątem wyprowadzania rywali w pole różnorodnymi kiwkami, zmyłkami i przyruchami. Nikt inny w UFC nie wywołuje tak nerwowych reakcji u swoich przeciwników, jak czyni to The Last Stylebender.

W arsenale jego feints znajdziemy każde niemal uderzenie – markuje niskie kopnięcia, markuje kopnięcia na kolano, markuje kopnięcia okrężne na korpus, kopnięcia frontalne na schaby i głowę, high kicki czy nawet brazylijskie kopnięcia. Markuje ciosy proste, sierpowe, podbródki, łokcie, kolana. Ba! Czasami straszy nawet oponentów obrotowymi backfistami! Jakby tego było mało, wszystkie wymienione techniki potrafi wyprowadzać z obu ustawień – klasycznego i odwrotnego.

Na tym jednak nie koniec, bo Izzy łączy kiwki w unikalne kombinacje kiwek! Markuje kopnięcie, przechodząc do innego ustawienia, z którego kontynuuje fałszywy atak kiwkami kolanem czy prostym, wszystko finalizując, na przykład, smagającym kopnięciem na korpus. Opcji łączenia różnorodnych kiwek w jedyne w swoim rodzaju kombinacje, które niepostrzeżenie z markowanego ataku przechodzą w faktyczny, jest bez liku. Sypie nimi jak z rękawa.




Innymi słowy, korzystając z różnych pędzli i barw, Nigeryjczyk maluje przed swoimi rywalami setki obrazów, w których iluzja miesza się z rzeczywistością – a rozróżnienie obu stanowi gigantyczne wyzwanie dla stojących przed nim nieboraków. Czy kiwka przerodzi się w atak? W którym momencie? Gdzie kończy się iluzja, a zaczyna rzeczywisty atak? Te oktagonowe zagadki w każdej niemal akcji stawia przed swoimi oponentami nigeryjski magik.

Jakie korzyści przynoszą mu niedoścignione te szlify w wyprowadzaniu rywali na manowce? Otóż, feeria kiwek, zmyłek i przyruchów niebywale obciąża oktagonowy procesor zawodników mierzących się z Israelem Adesanyą. Przytłacza ich, nakłada gigantyczną presję. Drenuje zasoby mentalne, które nie pozostają bez wpływu na zasobność baku z paliwem. Pomaga też oczywiście Nigeryjczykowi w rozczytywaniu przeciwników, identyfikowaniu ich reakcji na różne ruchy. Z każdą kiwką Nigeryjczyk dopisuje nową linijkę kodu, który służy mu do znalezienia sposobu na jego oponenta.

Co decyduje o tym, że Nigeryjczyk jest tak diablo skuteczny w kamuflowaniu swoich faktycznych zamiarów za fasadą iluzji w postaci kiwek, zmyłek i przyruchów? Cztery elementy.

Finezja

The Last Stylebender jest zawodnikiem nieprawdopodobnie zwinnym i w swoich poczynaniach często finezyjnym, obdarzonym nieprawdopodobną wręcz koordynacją ruchową. Gdy markuje lewy prosty czy kopnięcie, wprawia w ruch całe swoje ciało – może są to delikatne, ledwie zauważalne ruchy, ale nieprawdopodobnie sugestywne. Działa jak doskonale naoliwiona maszyna, w której za wyprowadzanie rywali w pole odpowiedzialna jest każda część jego ciała – nogi, biodra, korpus, ramiona i głowa.

Wobec tego nie lada wyzwaniem dla przeciwników Nigeryjczyka jest zidentyfikowanie momentu, w którym kończy się kiwka, a zaczyna prawdziwy atak – wszystko zlewa się bowiem w całość.

Szybkość

Nie jest żadnym sekretem, że reprezentant City Kickboxing jest zawodnikiem obdarzonym niebywałą szybkością. Gdy stojący naprzeciwko niego rywal zda sobie sprawę, z czym na do czynienia – tj. doświadczy na własnej skórze szybkości Nigeryjczyka – wówczas jest oczywiście znacznie bardziej podatny na to, aby reagować z pewną nerwowością na kiwki, zmyłki i przyruchy mistrza 185 funtów. Zdaje sobie bowiem sprawę, że czasu na reakcję dużo miał nie będzie.

Zasięg

Tylko Kevin Holland ze swoimi 206 centymetrami zasięgu góruje pod tym względem nad Israelem Adesanyą, jeśli chodzi o czołową piętnastkę kategorii średniej UFC. Jednak to Nigeryjczyk jest mistrzem w utrzymywaniu rywali na końcach swoich pięści i kopnięć, wykorzystując do cna każdy z 203 centymetrów zasięgu ramion.

Gigantyczny ten zasięg ma też oczywiście kapitalne znaczenie przy wyprowadzaniu przezeń kiwek, zmyłek i przyruchów – szczególnie w połączeniu ze wspomnianą przeze mnie wyżej szybkością Nigeryjczyka. Nie dość bowiem, że potrafi dosięgać oponentów z bezpiecznego – jak mogłoby się im wydawać – dystansu, to potrafi go też w okamgnieniu skrócić. Także dlatego jego feints są tak skuteczne.

Łamany rytm

Mieszając różnorodne kiwki, Izzy przyzwyczaja swoich rywali do pewnego ich stałego rytmu – szybszego lub wolniejszego. Gdy natomiast przechodzi do faktycznego ataku, niemal zawsze tenże rytm łamie, czy to z wyprzedzeniem, czy też z opóźnieniem. Atakuje off-beat.

Innymi słowy, jeśli za 0 przyjmiemy kiwkę, a 1 za atak to praktycznie nigdy Nigeryjczyk nie zaatakuje w schemacie: 0—0—0—1. Nie, raczej będziemy mieć 0—0—0-1 czy też 0—0—0—-1. Schemat 0 też może się oczywiście różnić, co daje niezliczoną ilość możliwości.



Mając teorię za sobą, przyjrzyjmy się, jak w praktyce wyglądają niektóre z kiwek Nigeryjczyka.

Półkrok i biodro pod proste i lowkingi

Na obu powyższych przykładach The Last Stylebender próbuje wyprowadzić w pole Andersona Silvę krótkimi doskokami, pochylaniem się. Brazylijczyk jest odrobinę zbity z tropu, ale na pierwszym przykładzie trzyma pozycję.

Walcząc z klasycznego ustawienia, Nigeryjczyk uwielbia doskakiwanie z krótkim, drobionym – ale dynamicznym krokiem. Stawiając lewą nogę nieco bliżej rywala, nie osadza jej mocno, zamiast tego błyskawicznie wykonując specyficzny „ślizg” – w rezultacie w milisekundę znajduje się znacznie bliżej przeciwnika.

Bliźniaczo podobne akcje widzimy też powyżej – tj. Adesanya drobi kroki, niepostrzeżenie zbliżając się bliżej niż pierwotnie sugerowałoby jego zachowanie. Na pierwszym przykładzie zmusza do oddania pola Brada Tavaresa, na drugim – Roberta Whittakera.

Izzy uwielbia też oczywiście pracować biodrami, markując różnorodne kopnięcia i w ten sposób jeszcze bardziej przeciążając oktagonowe zwoje rywali.

Yoel Romero – pierwszy przykład – był jedynym zawodnikiem w UFC, który nie reagował zbyt nerwowo na kiwki Nigeryjczyka, choć miało to swoją cenę – był niebywale bierny, inkasując masę kopnięć na wysokości łydki.

Poza markowanym kopnięciem prawą nogą na obu powyższych przykładach zwracam też uwagę na nieustanne poszukiwanie przez Adesanyi dogodnego – tj. dominującego kąta do natarcia. Chodzi do lewej i prawej, wyczekując na odpowiednią pozycję, z której będzie mógł zaatakować – zdobywa ją poprzez brak należytego dostosowania ustawienia ze strony przeciwnika.

W starciu z Andersonem Silvą Israel Adesanya walczył z rękami opuszczonymi znacznie niżej niż zazwyczaj. Mógł sobie jednak na to pozwolić, bo jego przewaga szybkościowa była gigantyczna.

Innymi słowy, na wszystkich powyższych przykładach Adesanya markuje różnorodne kopnięcia, tu i ówdzie wplatając do swojego baletu wspomniany wyżej półkrok vel. ślizg. Aktywne pozostają też oczywiście jego korpus, ramiona i głowa, które uzupełniają złudne konstrukcje, jakie tworzy przed swoimi oponentami.




Co natomiast dzieje się potem, tj. po wszystkich tych kiwkach, zmyłkach i przyruchach? Otóż, drzewko rozwoju jest bardzo szerokie, ale… Możemy wyróżnić pewne ulubione przezeń akcje. Pierwszą z nich jest niskie kopnięcie.

Pamiętacie rewanżowe starcie Conora McGregora z Natem Diazem? Niskie kopnięcia Irlandczyka tamże? Otóż, mając przed sobą relatywnie statyczny cel, Conor raz za razem schodził mocno do swojej lewej – bo obaj z Natem są mańkutami – z tejże dominującej i bezpiecznej dla siebie pozycji rąbiąc nogę wolno dostosowującego ustawienie stocktończyka. Otóż, bliźniaczo podobnie do walki z Costą podszedł Adesanya, co widzimy na pierwszym przykładzie. Podobnie być może podejdzie do Błachowicza…

Natomiast na drugim przykładzie widzimy charakterystyczny półkrok Adesanyi, po którym natychmiast wyprowadza niskie kopnięcie na udo Tavaresa.

Powyżej dwa bliźniaczo podobne lowkingi – czyli poprzedzone półkrokiem vel. ślizgiem. Ofiarą – ustawiony odwrotnie Marvin Vettori.

Z kolei tutaj widzimy odrobinę dłuższe przygotowanie pod niskie kopnięcie. Na pierwszym przykładzie mamy kiwkę kopnięcia, półkrok zakończony taktycznym lewym sierpem, kolejny półkrok i w końcu lowking. Na drugim kiwa kopnięcia – Costa panicznie cofa rozbitą już nogę – doskok ślizgiem i lowking wyprowadzony w momencie, gdy Brazylijczyk już się go nie spodziewał, mocno osadzając stopę.

Drugą ulubioną techniką, pod którą Israel Adesanya stosuje liczne kiwki, zmyłki i przyruchy jest… Lewy prosty. Tak, cała ta finezja pod zwykły lewy prosty i omówione wyżej niskie kopnięcia. Rzecz jednak w tym oczywiście, że cała ta otoczka w postaci feints stanowi przygotowanie artyleryjskie, które zapewnia, że proste środki – czyli właśnie jab i lowking – są diablo skuteczne.

Na pierwszym przykładzie widzimy wszystko – tj. „biodro”, kiwki, lewy prosty, półkrok i lowking. Na drugim szybkim doskokiem Adesanya zaskakuje Whittakera, który inkasuje lewego prostego, a sam pruje powietrze kontrą lewym.

Na pierwszej akcji podwójny półkrok Adesanyi zakończony wyprowadzeniem szybkiego lewego z nisko opuszczonych rąk. Prawa ręka Vettoriego jest nisko, unosi ją poniewczasie. Na drugim przykładzie Izzy wykorzystuje półkroki do kombinacji lewego z prawym – oczywiście w łamanym rytmie.

Skoro zaś o łamaniu rytmu mowa, to powróćmy jeszcze na chwilę do tego tematu.

Tę akcję sam Israel Adesanya wskazał jako atak „off-beat”, czyli poprzez złamanie rytmu, w pół tempa czy też 1/3 lub 1/4. Obserwując Nigeryjczyka przed atakiem, widzimy, że przyzwyczaił Andersona Silvę do pewnego rytmu, trzy razy w równym odstępie czasu sugerując atak pochyleniem. Po trzecim razie natychmiast wyprowadził kombinację 1-2, kompletnie tenże schemat łamiąc i zaskakując Brazylijczyka.

Jak wspominałem, kiwki, zmyłki i przyruchy nie służą Israelowi Adesanyi tylko do zakończenia ich jakimś uderzeniem. Nigeryjczyk wykorzystuje je też do wspomnianego rozczytywania reakcji rywali czy też prowokowania ich do ataku, które następnie kontruje lub ich unika. Feints okazują się też bezcenne w sytuacjach zagrożenia, zniechęcając oponentów Israela do dalszych szarży.

Jaki jest natomiast drugi element, któremu Izzy zawdzięcza oktagonowe sukcesy?

Praca na nogach w obu ustawieniach

Nie będę ukrywał, że pierwotnie planowałem wyodrębnić osobno pracę na nogach oraz walkę z obu pozycji, ale… Oba te aspekty tak bardzo się przenikają, że zdecydowałem się ująć je w całość odrobinę karkołomnym sformułowaniem praca na nogach w obu ustawieniach.

Otóż, także w tych elementach Israel Adesanya jest absolutnym gigantem. Nie znajdziemy w UFC – a rzekłbym nawet, że w dziejach UFC – zawodnika, który czułby się równie komfortowo z klasycznego i odwrotnego ustawienia jak Nigeryjczyk, wliczając w to nawet TJ-a Dillashawa za jego najlepszych lat.

Umiejętność walki z klasycznego i odwrotnego ustawienia niebywale wzbogaca i pogłębia oktagonową grę Nigeryjczyka. Zmiana ustawienia wiążę się też bowiem z innymi narzędziami ataku, które z kolei wymuszają na oponentach mistrza 185 funtów inne podejście do defensywy. The Last Stylebender miesza natomiast ustawienia regularnie, w ciągu kilku sekund potrafiąc zmienić je kilka razy – a to oczywiście do czerwoności rozpala oktagonowy procesor jego rywali.

Adesanya zmienia ustawienie zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Bardzo często wykorzystuje do tego wspomniane kiwki – markuje, dla przykładu, kopnięcie tylną nogą, następnie stawiając ją z przodu i tym samym trafiając do innej pozycji.

Z kolei na wstecznym potrafi zmieniać ustawienie… z każdym krokiem! Innymi słowy, z każdym wykonanym do tyłu krokiem ustawia się na przemian klasycznie i odwrotnie – a to oczywiście zmusza jego przeciwników do nieustannego dostosowywania swoich poczynań. Nieco inaczej atakuje się bowiem klasyka, inaczej mańkuta.




Przyjrzyjmy się temu wszystkiemu – czyli świetnej pracy na nogach i mieszaniu ustawień – na kilku przykładach.

Na pierwszej akcji klasycznie ustawiony Israel markuje kopnięcie przednią nogą, a potem tylną – dostawia ją następnie z przodu, zmieniając jednocześnie ustawienie na odwrotne. Z niego odpala kros, który śmiga tuż przed twarzą Kelvina. Następnie, łapiąc dystans, ponownie wraca do klasycznego ustawienia.

Na drugiej animacji widzimy Adesanyą na wstecznym – z każdym długim krokiem zmienia pozycję – klasyczna, odwrotna, klasyczna. Nacierający Gastelum musi zatem nieustannie wprowadzać poprawki, bo inaczej naciera się na klasyka, inaczej na mańkuta. W rezultacie wyhamowuje, wstrzymując szarżę.

Pierwsze nagranie to absolutny majstersztyk – Romero próbuje skrócić dystans, zaatakować, a tymczasem Adesanya cofa tylko daleko lewą nogę i nie dość, że zmienia ustawienie na odwrotne, to od razu wypracowuje sobie doskonałą pozycję do ataku.

Na drugiej akcji Nigeryjczyk w odpowiedzi na atak Kubańczyka cofa prawą nogę, tym samym trafiając do klasycznego ustawienia. Próbuje zaatakować z niego kopnięciem na głowę.

Nie ma w UFC żadnego innego zawodnika, który – jak Adesanya – na wstecznym tak chętnie zmieniałby z każdym krokiem ustawienie, będąc jednocześnie niebywale niebezpiecznym. Stanowi to ogromne utrudnienie dla agresora.




The Last Stylebender określa siebie samego mianem ducha. I coś w tym rzeczywiście jest, bo jego praca na nogach – nawet pod większą presją ze strony rywali niż ta zaprezentowana wyżej – na ogół pozwala mu uciec z potrzasku bez uszczerbku dla swojego zdrowia.

Na pierwszym przykładzie widzimy, jak Adesanya wymanewrował Costę – choć i tak znalazł się odrobinę zbyt blisko siatki. Na drugim z kolei mieszając ustawienie – klasyczne, odwrotne, klasyczne – wywinął się na balansie szybkiemu Gastelumowi.

Na dwóch powyższych akcjach Nigeryjczyk nie daje się zamknąć na siatce Coście – na pierwszej z nich zmienia ustawienie z klasycznego na odwrotne, a na drugiej hasa żwawo do lewej i prawej, wymanewrowując Brazylijczyka.

Nawiasem mówiąc, warto przy tej okazji zaznaczyć, że powszechnie przyjęty podgląd, wedle którego Paulo Costa nie był sobą w walce z Israelem Adesanyą – korzystny dla fanów Jana Błachowicza, bo zakładający, że to zły dzień Brazylijczyka przesądził o przbiegu i wyniku tamtej walki – nie do końca odpowiada prawdzie. W dużej bowiem mierze to Nigeryjczyk nie pozwolił Borrachinhi rozwinąć skrzydeł, o czym opowiem jednak w kolejnych odsłonach analizy.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 2230 PLN

Podsumowując natomiast niniejszą, rzućmy okiem, jak omówione wyżej elementy – tj. kiwki w postaci półkroku/ślizgu i biodra, a także zmiany pozycji i bajeczna praca na nogach – wyglądają, gdy Israel Adesanya składa je w całość.

Ustawiony klasycznie Adesanya cofa się, by następnie w bezpiecznym dystansie zmienić ustawienie na odwrotne, doskoczyć z dominującego kąta (Conor vs. Nate 2!) i zdzielić Kubańczyka lowkingiem, poprzedzonym oczywiście półkrokiem. Później dalej wędruje do lewej, ustala rytm dwóch markowanych lowkingów, by następnie złamać go szybkim krosem, kompletnie zaskakując Romero.

Kiwki, zmyłki i przyruchy wespół z wyborną pracą na nogach i walką z obu pozycji to, powtórzę się, filar kickbokserskich sukcesów Israela Adesanyi. Reszta – czyli wszelkie techniki, które zaprzęga do działania, rozbijając rywali – stanowią tylko swego rodzaju ornament.

Nie będę wobec tego ukrywał, że odrobinę zaniepokoiły mnie słowa trenera Cieszyńskiego Księcia Roberta Jocza, który w udzielonym niedawno wywiadzie FightSport.pl stwierdził, że priorytetem przy dobrze sparingpartnerów dla polskiego mistrza były ich gabaryty.

– Koncentrujemy się na zasięgu ramion i na wzroście – powiedział trener WCA. – Nikt nie będzie idealnie naśladował stylu (Adesanyi), bo jest specyficzny. I tutaj nawet na tym się nie skupialiśmy. Ważne są dla nas zasięg ramion i wzrost, aby się do tego przyzwyczajać i z takimi ludźmi pracować.

Niewykluczone oczywiście, że trener Robert Jocz po prostu nie wchodził w szczegóły, a sparingpartnerzy cieszynianina – Izu Ugonoh czy Kamil Ruta – jednak poprzedzali swoje ataki milionami różnorodnych kiwek, więc…

Tak czy inaczej w kolejnych częściach analizy – następna za kilka dni – przyjrzymy konkretnym technikom, do których odwołują się Israel Adesanya i Jan Błachowicz, a także aspektom zapaśniczym, klinczerskim i parterowym. Nie ulega bowiem wątpliwości, że z której by strony nie spojrzeć, to najmniej wyboista droga do zwycięstwa polskiego mistrza wiedzie właśnie przez grappling.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 2230 PLN

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

*****

Koszulki Lowking.pl dostępne w sprzedaży!

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply