Jak oni uderzają #11 – Kyoji „Dodsonomachida” Horiguchi

Mierzący się w najbliższą sobotę z Demetriousem Johnsonem Kyoji Horiguchi to jeden ze najbardziej specyficznych zawodników wagi muszej.

Japoński striker bowiem obdarzony jest stylem, który bardzo ciężko naśladować. Z jednej strony blisko mu do power puncherów pokroju Johna Dodsona, z którym boju mistrz najpewniej szczególnie miło nie wspomina, a z drugiej strony można wziąć go za młodszego brata Lyoto Machidy. Nieco wprawdzie surowego, ale już dziś bardzo groźnego.

Korzenie Kyoji Horiguchiego, podobnie jak byłego mistrza wagi półciężkiej, odnaleźć można w jednej z odmian karate. Rozpoczęte w wieku zaledwie pięciu lat treningi pozwoliły uzyskać nie tylko czarny pas, ale i triumfy w licznych turniejach na lokalnej scenie. Mimo odnoszonych sukcesów postanowił zmienić dyscyplinę po obejrzeniu jednej z gal PRIDE. W ten sposób trafił pod egidę Normifumiego Yamamoto. Przeniesienie zagrań z karate na grunt boksu tajskiego, w ramach którego Japończyk szlifuje stójkę, przyniosło nadspodziewanie dobre rezultaty.

Poruszanie

Największy atut, poza olbrzymią szybkością i siłą ciosu, to u Horiguchiego bez wątpienia umiejętność poruszania się po oktagonie. Ten uderzacz nie tylko wie, w jaki sposób należy skracać dystans, ale także potrafi bardzo sprawnie zaprzęgnąć do działania dużą przestrzeń, jaką daje klatka. Ciężko mi przywołać w kategorii muszej innego fightera, który byłby w stanie tak luźno poruszać się w trakcie walki.

Aby móc używać swojego ofensywnego arsenału, trzeba mieć do tego miejsce. Niby rzecz oczywista, ale chyba już wystarczająco wiele razy widzieliśmy strikerów, którzy byli wepchani pod siatkę i prezentowali się spod niej… cóż, niezbyt ciekawie. Japończyk dobrze opanował sztukę uciekania z jej okolic. Zmienia kierunek poruszania się, w razie potrzeby odbiega, a także niemalże natychmiast po unikniętym ciosie rywala zmienia swoje miejsce o kilka metrów.

Inny ważny element gry Kyojiego to kontrola przestrzeni między nim i rywalem. Dużym grzechem byłoby pozwolenie na wyczucie dystansu, w którym rywal może czuć się bezpiecznie. Z tego powodu Horiguchi licznymi doskokami, ścinanymi po skosie kątami czy nawet wycofywaniu się w różnym tempie – zależnie od tego, czy ucieczka ma jedynie pozwolić zająć lepszą pozycję, czy umożliwić kontrę – mocno komplikuje przeciwnikom żywot.

Jak widać na pierwszym z powyższych gifów, techniki z okolic handtrappingu również można odnaleźć w arsenale tego dynamicznego strikera. Tutaj właśnie widać poniekąd wspomnianą już surowość – brak póki co kontynuacji tego typu rozwiązań. W przyszłości jednak takie mylące ruchy mogą otworzyć drogę do całkiem ciekawych wariantów służących ranieniu oponentów. Bohater tekstu potrafi także, niczym Jon Jones, odwoływać się do wyciągania ręki przed nacierającego. Skutek jest oczywisty – dodatkowa przeszkoda do sforsowania przed atakiem oraz ograniczone pole widzenia.

Chociaż preferuje pozycję klasyczną, to często odwraca ją na dłuższe lub krótsze partie swoich pojedynków. Nie można mówić w tym wypadku o klasie Maxa Holloway’a, który za każdym razem wycofując jedną nogę, ma już w głowie gotową całą kombinację, którą za pół sekundy wyprowadzi, ale już obecna wersja u pretendenta zasługuje na pochwałę. Połączenie odwracania postawy wraz z poruszaniem się w przód, tył czy po skosach stanowi utrudnienie dla rywali. Jeżeli dodamy do tego absurdalne wręcz tempo, z jakim młodzieniec śmiga po deskach pola walki…

Duży luz, z którym porusza się być może pierwszy japoński mistrz UFC, ma jednak pewną cenę. Jeżeli widzieliście ostatnie walki Rafaela dos Anjosa, to pewnie zaraz rzuci Wam się w oczy pewna analogia – „miękkie” poruszanie się niesie ze sobą ogrom korzyści, ale taki zawodnik narażony zostaje w większym stopniu na utratę równowagi po mocnych front kickach czy właśnie low kickach. Demetrious Johnson co prawda nie zasypuje nimi rywali niczym Jose Aldo lub Edson Barboza, ale jego sztab z pewnością wyłapał już tę lukę w świetnym sposobie krążenia po oktagonie Horiguchiego.

Ofensywa

Sposób, w jaki uderza najlepszy azjatycki muszy, również budzi skojarzenia z samym Smokiem. Nie ma mowy oczywiście o bezmyślnym naśladowaniu, tym bardziej, że Horiguchi to zawodnik ukształtowany nieco inaczej, ale trudno nie pomyśleć czasami w trakcie oglądania jego walki: „O, Lyoto ściął aż tyle?”.

Mimo stójkowego sposobu toczenia walk Japończyk nie zbiera zbyt wielu ciosów. Dzieje się tak, ponieważ zawsze pamięta o uniku po swojej akcji. Z tego powodu mimo konfrontowania się z najszybszymi wojownikami na świecie bardzo rzadko bywa trafiany. Wspomniane już doskoki czy zmiany kątów natarcia pozwalają w mgnieniu oka umieszczać kolejne ciosy i znikać z radaru trafionego. Cóż więcej mogę dodać – co najwyżej przywołać ponownie Maxa Holloway’a czy też Chada Laprise. Zdolność do umiejętnego przepuszczania uderzeń zostanie jeszcze poruszona, ale teraz zajmijmy się…


W trakcie swoich pięściarskich akcji dwudziestoczterolatek nie poraża może skomplikowaniem, ale przy jego szybkości i niestety poziomie dotychczasowych rywali nie było ono jeszcze szczególnie konieczne. Tyleż podstawowa, co zawsze bolesna kombinacja lewego i prawego prostego często odnajduje zastosowanie przy inicjowaniu akcji. Nieobce też są Horiguchiemu karateckie szarże, które prezentowała już w oktagonie ostatnia ofiara Luke’a Rockholda. Podobne obrazy przywołuje sposób, w jaki swój boks pod siatką wykorzystuje Kyoji – uwielbia tam rzucać ciosy w swoich przeciwników, co ma dodatkowo ten atut, że ataki zadawane są z piorunującą częstotliwością nawet przy uwzględnieniu muszych standardów. Jednakże tutaj, dla odmiany wypadając lepiej niż Machida, wplata nieraz także kopnięcia.

Kopnięcia używane przez podopiecznego Yamamoto Kida są jego niewątpliwą zaletą. Ich arsenał nie należy niestety do najszerszych, ale swojej standardowej czwórcy używa w sposób dosyć sprawny, rozpoczynając od low kicków. Odnoszę dziwne wrażenie, że ich częstsze używanie pozwoliłoby mu spokojnie spowalniać rywali, ale z jakiegoś powodu nie rzuca ich przesadnie dużej ilości. Co jednak ponownie warto podkreślić, w przeciwieństwie do olbrzymiej ilości zawodników, nie daje okazji do skontrowania ich. Po prostu zazwyczaj po kontakcie z rywalem znajduje się trzy metry dalej.

Front kicków na twarz czy w kombinacjach niestety u pretendenta nie uświadczymy, ale trzeba sprawiedliwie oddać mu, że nieźle kontroluje nimi dystans. Najczęściej odwołuje się do nich, gdy może wysłać tak rywala pod siatkę. Nawiasem mówiąc, kopnięcia to kolejna płaszczyzna, która wskazuje na sporą jeszcze surowość Horiguchiego – dysponuje ogromną ich siłą, ale sprawia chwilami wrażenie, jakby nie do końca swobodnie wplatał je w dłuższe serie, za wyjątkiem…

Wysokie kopnięcia w arsenale mistrza karate stanowią element, który prawie zawsze znajduje się na końcu dłuższej całości. Niestety niemalże zawsze trafiają stopą, a dzieje się tak na skutek tego, że zwykle łapią oddalającego się przeciwnika. Wiadomo, że niczym przyjemnym to nie jest, ale tutaj też widać zaledwie zarys potencjału młodego karateki. Na plus wypada jednak wspomnieć, że również przy kontrujących akcjach high kicki lądują na twarzach oponentów, co widać na ostatnim gifie.


Bez wątpienia najgroźniejszym narzędziem w nożnym arsenale Japończyka są middle kicki. Kopnięcia te rzuca z siłą momentami wręcz potworną. Najlepiej przygotowuje sobie rywala właśnie pod ich wykonywanie – nieraz używa do tego pozornej zmiany pozycji (nie należy mylić tego ze zwykłym przeskokiem), co widać na ostatnim z przedstawionych gifów. Często także uderza nimi nie tylko na żebra, ale także na brzuch – te bomby aż proszą się o lekkie ulepszenie w postaci uderzania ich napiętymi palcami. Jestem przekonany, że prędzej czy później w trakcie swojej przygody w UFC Horiguchi właśnie uderzeniem na korpus skończy rywala.

Kontry

Póki co wyłania się obraz nieco słabszej wersji Lyoto Machidy. W jednym elemencie jednak jeden z lepszych muszych uderzaczy dorównuje swojemu protoplaście, co sprawia, że może stanowić zagrożenie dla dowolnego rywala. Ponownie – jego gra pod kątem kontrowania jeszcze nie posiada może elegancji i rozbudowania Machidy, ale regularność trafiania i kamienie zamiast pięści skutecznie to rekompensują.

Kyoji sam raczej nie dąży do parterowej konfrontacji, jednakże w całkiem przyjemny dla oka sposób przenosi na ziemię walkę nie tylko ciężkimi ciosami. Wątpię, aby w ten sposób bardzo mocno zapunktował u sędziów, jeżeli zabraknie po tym ground and pound (całkiem przyzwoitego nawiasem mówiąc), ale z pewnością zniechęca to do stosowania kopnięć od pasa w górę.

Członek Krazy Bee czuje się wprost rewelacyjnie, gdy ktoś decyduje się w końcu na otwarty i nieskrępowany bzdurami pokroju zmiany kątów atak. Wtedy nie tylko wita agresora precyzyjnym ciosem, ale także dalej pamięta o ucieczce czy ruszaniu głową. Razi wtedy rywali, odwołując się często do tak lubianego 1–2, który widać z odwrotnej pozycji na drugim gifie czy…


Horiguchi to prawdziwy wirtuoz w kontrowaniu ciosem sierpowym. Prawie każdy knockdown, który zadał w UFC, pochodzi właśnie od tego uderzenia. Idealnie wymierzone, bite z olbrzymią szybkością – zdecydowanie faworyzuję Demetriousa Johnsona, o czym za chwilę, ale przyjęcie takiego uderzenia może bardzo odmienić losy tego pojedynku. Omówione już poruszanie się wręcz premiuje taki styl walki – prędzej czy później sfrustrowany oponent postanawia zaryzykować otwarte natarcie lub wdanie się w wymianę. Po wszystkim ląduje w materiałach promocyjnych UFC.

Słabości

Niestety, ale ciągle mocno widać, że Kyoji Horiguchi to zawodnik dosyć młody i ciągle nieopierzony. Trzeba uczciwie przyznać, że z każdą kolejną walką wygląda dwa razy lepiej niż w poprzedniej, ale ciągle pewne elementy budzą słuszny niepokój. Dla przykładu, jeszcze na początku jego losów w UFC ciągle miał problemy z zawodnikami, którzy go klinczowali. Nie ma w tym żadnego wstydu, ale sam mistrz twierdził w jednym z wywiadów, że od początku będzie szukał bliskiego kontaktu z szybkim pretendentem. W ostatniej walce Horiguchi pokazał w końcu, że znacznie lepiej unika niechcianej sytuacji:

Jednakże sądzę, że ciągle będzie to za mało.

Inna rzecz, która może zgubić karatekę to rzecz jasna obalenia. I tutaj Kyoji notuje pewien progres, ponieważ w pełni zaczął korzystać z dobrodziejstw związanych z kontrolą dystansu, ale obalenia od takich zapaśniczych tuzów jak Darrell Montague czy Dustin Pague nieco niepokoją:

Japończyk szybko dąży do powrotu do stójki, co nieraz kosztowało go podnoszenie się z rywalem wiszącym za plecami. Na pewno nie była to komfortowa sytuacja, jednakże Horiguchi zawsze w końcu wychodził z tarapatów.

Ostatnia rzecz, którą można zarzucić Kyojiemu, to zbyt duża hermetyczność stylu. Owszem, można skontrować ten argument Machidą, który na „tych samych” zagraniach zbudował całą karierę, ale primo – czerpanie ze schematów działających przeciwko Smokowi może sprawdzić się i tutaj, a secundo – Horiguchi ma w swoim arsenale nieco mniej narzędzi. Cieszy fakt, że próbuje dodawać coś nowego:

… ale to pojedyncze jaskółki. Jakie są inne istotne czynniki, które mogą wpłynąć na przebieg? Przygotowaniu fizycznemu Japończyka nie można niczego zarzucić, ale nie walczył nigdy na dystansie pięciu rund. W tej materii jednak się o niego nie obawiam. Gorzej może wyglądać jego nastawienie psychiczne, ponieważ sam przyznawał, że wolałby stoczyć jeszcze kilka starć przed walką o pas. Całkiem słusznie – to ciągle zawodnik, który dopiero buduje swój styl, nawet pomimo szesnastu walk na koncie.

Mimo tego, że Horiguchi to mój ulubiony zawodnik w wadze muszej – muszę uczciwie rozłożyć szanse. 75–25 na korzyść mistrza wydaje mi się odpowiednią proporcją. Doświadczenie i wszechstronność ewidentnie przemawiają za Johnsonem. Niekoniecznie jednak czeka go łatwa przeprawa – olbrzymia szybkość, świetne poruszanie się i potężny cios nikomu nie zwiastują łatwej wygranej.

fot. Jayne Kamin-Oncea / USA TODAY Sports

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply