Conor McGregor vs. Donald Cerrone – analiza bukmacherska PZBUK przed UFC 246

Techniczna analiza i typowanie szlagierowo zapowiadającego się pojedynku pomiędzy Conorem McGregorem i Donaldem Cerrone, który uświetni UFC 246.

Niewidziany w akcji od czasu dotkliwej porażki z Khabibem Nurmagomedovem w październiku 2018 roku Conor McGregor powróci do oktagonu w walce wieczoru sobotniej gali UFC 246 w Las Vegas. Na okoliczność tę wyszykowano mu zaprawionego w bojach weterana w osobie Donalda Cerrone.

Irlandczyk jest zdecydowanym bukmacherskim faworytem pojedynku. Czy słusznie?

170 lbs: Conor McGregor (21-4) vs. Donald Cerrone (36-13)

Style walki obu zawodników rozkładałem już na czynniki pierwsze na Lowking.pl wielokrotnie. Zainteresowanych technicznymi szczegółami dotyczącymi narzędzi, jakie zaprzęga w oktagonie Irlandczyk, zapraszam chociażby tutaj. Z kolei arsenałowi Kowboja przyjrzałem się między innymi tutaj.

W niniejszej analizie skupię się zatem na kluczowych elementach oktagonowego rzemiosła, które najprawdopodobniej zadecydują o wyniku pojedynku. Udajmy się zatem w podróż po mocnych i słabych stronach obu zawodników, stojących przed nimi szansach i zagrożeniach…

Dystans, półdystans, klincz

Conor McGregor to o dwie klasy sprawniejszy bokser od Donalda Cerrone – szczególnie dopóki będzie miał siły. Irlandczyk kapitalnie kontroluje dystans, wybornie uchyla się przed ciosami, zostawiając kontrującą lewicę na twarzy rywali. Będzie miał też po swojej stronie przewagę szybkości, precyzji, mocy w ciosach oraz prawdopodobnie odporności szczęki.

Innymi słowy, Kowboj musi jak ognia unikać wdawania się z Notoriousem w szermierkę bokserską. Natomiast to Cerrone posiada przewagę, jeśli chodzi o długodystansowe narzędzia, czyli kopnięcia. Owszem, McGregor tu i ówdzie wyprowadzi jakieś kopnięcie, ale nigdy nie były one celem samym w sobie – służą one przede wszystkim naprowadzaniu przeciwników na lewego prostego, kastrowaniu ich z przestrzeni. Donald natomiast posiada bogaty arsenał technik nożnych – z obu nóg, na wszystkich wysokościach – z którego doskonale korzysta. Nie kopie wyłącznie w charakterze urozmaicenia swojej gry – jego kopnięcia gruchoczą czaszki, masakrują korpus, demolują uda.

Także w klinczu Cerrone powinien radzić sobie nieźle, jeśli zdoła się tam przedrzeć. Lubi wtedy atakować kolanami z tajskiej klamry, choć grzechem byłoby nie odnotować, że bywa też wówczas narażony na świadomych szans i ryzyk związanych z takim położeniem rywali – swego czasu okrutnie podbródkami porozbijał go w takiej właśnie sytuacji Eddie Alvarez, a i Robbie Lawler oraz Matt Brown mieli swoje dobre klinczerskie momenty w starciach z Kowbojem. O ile zatem Irlandczyk nigdy nie wyróżniał się szlifami klinczerskimi – co najwyżej raz na ruski rok smagnął łokciem Nate’a Diaza w rewanżu – to nie sposób wykluczyć scenariusza, w którym zmieści jakiś podbródek, zanim trzymający kurczowo tajską klamrę Cerrone rozpuści kolana.

W ogólnym jednak rozrachunku nie mam wątpliwości, że Amerykanin musi walczyć w ten sposób, aby albo pozostawać w dystansie kopnięć, albo w zwarciu. Półdystans czy ogólnie dystans bokserski są wysoce niewskazane.

Czy natomiast Kowboj będzie w stanie w ten sposób walczyć, jak ognia unikając wymian w półdystansie?

Kontrola dystansu McGregora

W konfrontacji z Eddiem Alvarezem w 2016 roku Irlandczyk wzniósł się na absolutne wyżyny kontroli dystansu, kastrując kompletnie ówczesnego mistrza z jakichkolwiek szans na sprowadzenie walki do parteru. Charakterystyczne dla McGregora system wczesnego ostrzegania w postaci wyprostowanej, czułej na każdy ruch rywala, prawicy oraz pracy na nogach wespół z wczesnym systemem reagowania w postaci gotowej do odpalenia w kontrze lewicy, zadziałały wybornie.

Notorious miał cały czas nogi pod sobą, nie wpadał w rywala z ciosami, a tym samym nie dawał mu okazji ani do kontry zapaśniczej, ani uderzanej – sam natomiast wykorzystywał pełnię swojego doskonałego zasięgu ramion.

Oba przykłady są bliźniaczo podobne. McGregor z niebywałą elegancją łączy system wczesnego ostrzegania w postaci długiej – elektrycznej, chciałoby się rzec – prawicy z systemem wczesnego reagowania w postaci pracy na nogach. Stara się zidentyfikować plany Amerykanina, w zależności od wyników tejże identyfikacji albo minimalnie odskakując, albo pozostając w zasięgu (swoim!) i tym samym nie dając Królowi Podziemia żyć. Widać, jak kilka razy lewica Alvareza jakby go sparzyła – spodziewał się ataku – i błyskawicznie się cofnął.

McGregor prostuje obie ręce, okrutnie utrudniając działania Alvarezowi. Znajdujący się po presją – pomimo tak nieskomplikowanych na pozór działań Irlandczyka – Amerykanin czuje, że musi uwolnić się spod okupacji rywala, „zdjąć” go z siebie, złapać powietrza, nabrać odrobinę dystansu. Rusza więc z markowanym obaleniem i niewyprowadzoną ostatecznie kombinacją – a to z uwagi na świetną kontrolą dystansu Irlandczyka. Ten zatrzymuje się w pewnej chwili i doskakuje z szybkim 1-2, dosięgając szczęki zaskoczonego Króla Podziemia.

Rzecz jednak w tym, że akurat w konfrontacji z Donaldem Cerrone nie spodziewam się aż tak wyrachowanego i trzymającego dystans Irlandczyka. Eddie Alvarez nie posiadał długodystansowych narzędzi, którymi mógłby dosięgać ówczesnego pretendenta. Kowboj takowe posiada, a to oznacza, że McGregor będzie agresywniejszy, dążąc do przejścia od efektywnego dystansu kopnięć do efektywnego dystansu ciosów.

Trzeba Conorowi z jednej strony oddać, że doskonale kastruje rywali z przestrzeni, zamykając im inteligentnym poruszaniem się i różnorodnymi narzędziami drogę ucieczki, ale… Trzeba jednocześnie oddać Donaldowi, że nie daje się już tak łatwo zamykać na siatce, jak to onegdaj bywało. W starciach z agresywnie nastawionymi Tonym Fergusonem, Justinem Gaethje, Alexandrem Hernandezem czy Alem Iaquintą sytuacje, w których był zamykany na ogrodzeniu, klejąc się doń plecami i tym samym mocno ograniczając sobie ofensywne możliwości, policzyć można na palcach jednej ręki. Teraz pod naporem przeciwnika Amerykanin hasa do boków jak zły, choć… Irlandczyk wywiera presję znacznie efektywniej niż wspomniana czwórka ostatnich rywali Kowboja.

Scenariusz, w którym Conor kastruje więc Amerykanina z przestrzeni tak bardzo, że ten w końcu w akcie desperacji, aby wydostać się z potrzasku, złapać oddech, rusza z jakąś 3-uderzeniową kombinacją – a nie wyglądają one w jego wykonaniu najlepiej, bo zostawia nogi z tyłu, okrutnie się odsłaniając – będąc w rezultacie skarconym kontrą, jest ze wszech miar realny. Presja wywierana przez Irlandczyka zawsze bowiem służyła wywołaniu ataku ze strony rywala – i skontrowaniu go.

Pytanie jednak – czy przypadkiem Conor McGregor nie zmodyfikował swojego stylu walki?

Conor 2.0?

Irlandczyk oraz jego sztab chętnie lansują narrację, wedle której były mistrz mocno przemeblował swoją otagonową grę. Nieliczne migawki z jego treningów mogą wskazywać na dwie fundamentalne zmiany.

Po pierwsze – na wspomnianych fragmentach Conor walczył zza podwójnej gardy, co w UFC z zasadzie mu się nie zdarzało. Zawsze jego podstawowym narzędziem defensywnym była kontrola dystansu, praca na nogach, uniki, balans. Teraz natomiast osadza nogi, zostaje na miejscu, unosi podwójną gardę i balansuje, szukając odpowiedzi ciosami w dogodnym momencie.

Po drugie natomiast – co może mieć większe znaczenie – Irlandczyk zaczął korzystać z prawego sierpowego. Technika to wydaje się podstawą dla mańkutów, ale McGregor zbudował całą karierę praktycznie bez prawego sierpowego. Teraz natomiast podczas treningów szlifował tę właśnie technikę w kontrze z odejściem do prawej.




Nie będę jednak ukrywał, że mam pewne wątpliwości co do tychże zmian – tj. przesunięcia akcentów z nieco karateckiego stylu, jaki zawsze prezentował Conor, na tradycyjny-bokserski, jaki mogą sugerować wspomniane migawki treningowe. Wszystko dlatego, że tenże karatecki wydaje się idealnie skrojony pod sztywnego na nogach, nieszczególnie szybkiego i niewyróżniającego się defensywą w stójce Amerykanina. Gdyby natomiast McGregor zaczął walczyć zza podwójnej gardy, dałby Cerrone więcej możliwości na rozwinięcie skrzydeł – przejście do klinczu czy poszukanie próby zapaśniczej.

Kopnięcia Donalda… i Conora?

W stójce zdecydowanie najgroźniejszą bronią Donalda Cerrone są oczywiście różnorodne kopnięcia – od niskich przez te na korpus po te na głowę. Jak dobrze potrafi je maskować, świadczy fakt, że aż siedem zwycięstw odniósł w oktagonie poprzez nokauty kopnięciami na głowę.

Mając na uwadze, że obaj zawodnicy walczą w odmiennym ustawieniu – Donald klasycznie, a Conor odwrotnie – Amerykanin może mieć odrobinę ułatwione zadanie. Jego zakroczna noga będzie miała bowiem otwartą drogę do korpusu rywala. Jeśli natomiast właśnie o ten ostatni chodzi, to nie ukrywam, że absolutnie kluczową techniką w arsenale Amerykanina może okazać się smagające kopnięcie na korpus – szybkie, długie i trudne do przechwycenia. Jedno dobre może odmienić losy walki.

Nie można też oczywiście zapominać o lowkingach – a w tym obszarze Kowboj powinien mieć ogromną przewagę nad Notoriousem – zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Amerykanin będzie oczywiście musiał uważać na potencjalne kontry ze strony Irlandczyka przy wyprowadzaniu kopnięć, ale wcale nie będzie o nie łatwo – Donald kopie bowiem szybko i mocno, bez sygnalizacji. Sam natomiast świetnie się przed niskimi kopnięciami broni, wobec czego nie sądzę, aby Conor takowych poszukiwał. Po rewanżowej walce z Natem Diazem, w której mocno okopał nogi rywala, Irlandczyk przyznał zresztą, że nie znosi niskich kopnięć.

Grzechem byłoby nie odnotować faktu, że w swojej zawodowej karierze Conor McGregor nie mierzył się nigdy ze specjalistą od technik nożnych porównywalnym z Donaldem Cerrone. Owszem, ustrzelił Jose Aldo, ale cytując klasyka – „nie było walki”. Jak Irlandczyk reaguje na kiwki kickbokserskie? Czy nie da się wyprowadzić w pole, gdy Cerrone będzie mieszał płaszczyzny ataku, przechodząc od korpusu na głowę, czy od kopnięć frontalnych do okrężnych – z jednej lub drugiej nogi? Na te pytania nie znamy odpowiedzi, bo – powtarzam – Kowboj to zdecydowanie najmocniejszy kopacz, z jakim kiedykolwiek mierzył się Notorious.

Donald Cerrone dysponuje masą kiwek, którymi ustawia sobie rywali pod różnorodne kopnięcia. To zagrożenie, z jakim jeszcze nigdy w warunkach bojowych nie mierzył się Conor McGregor.

Ba! Doskonały parter Amerykanina może stanowić dla niego piekielnie cenny atut w obszarze kopnięć właśnie. Pamiętacie Fabricio Werduma, który w stójce pozwalał sobie na różnorodne, często ekwilibrystyczne techniki, mając w głębokim poważaniu, czy wyląduje na plecach? Dokładnie tak samo powinno być w przypadku Cerrone – może kopać, ile zechce.

Problem jednak w tym, że Conor z całą pewnością zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Wie, że najlepszym antidotum na kopacza jest zmuszenie go do walki ze wstecznego. Wykastrowanie go z czasu i miejsca na osadzanie nóg i wyprowadzanie kopnięć. Zrobi więc, co w jego mocy, aby korzystny dla Amerykanina dystans kickbokserski ograniczyć do minimum.

Warto wspomnieć też o jeszcze jednym aspekcie gry nożnej w walce wieczoru. Jeśli przyjrzymy się końcówce pierwszej rundy starcia Fergusona z Cerrone, znajdziemy odpowiedź na pytanie, dlaczego El Cucuy przejął stery walki w swoje ręce w drugiej odsłonie. Otóż, w samej końcówce tejże otwierającej pojedynek rundy, smagnął Donalda srogimi frontalnymi kopnięciami na korpus, po których ten wyraźnie stracił rezon, niemal z automatu oddając pole i odrobinę zginając się w pół. Zresztą nieprzypadkowo pierwszym kopnięciem, jakie w drugiej rundzie wyprowadził Tony, był oczywiście kolejny snap-kick.

Tymczasem Conor McGregor również posiada w swoim arsenale tę właśnie technikę – i potrafi robić z niej kapitalny użytek! Jak wielokrotnie powtarzałem na łamach Lowking.pl, to właśnie smagającemu kopnięciu na korpus Notorious zawdzięcza fantastyczną karierę, drugi tytuł mistrzowski, kasowe starcie z Floydem Mayweatherem Jr., biznes Proper Twelve i wszystko inne. W czwartej rundzie rewanżowej walki z Natem Diazem, gdy to stocktończyk wyraźnie przejmował stery w swoje ręce, Conor McGregor okrutnie naruszył go bowiem dwoma smagającymi kopnięciami na korpus, kompletnie odwracając losy pojedynku. W rezultacie wygrał czwartą rundę i ostatecznie większościowo cały pojedynek, co stanowiło klucz do jego pozostałych osiągnięć.

teep1 teep1a

Minutę po rozpoczęciu czwartej rundy McGregor atakuje po raz enty pojedynczym prawym. Diaz trzyma gardę wysoko, bo w poprzednich 60 sekundach widział tych ciosów multum. Jednak potem Irlandczyk wystrzeliwuje snap-kicka na schaby rywala, który zupełnie się tego nie spodziewał (dalej trzyma gardę).

teep1b teep1c

To kluczowy moment, bo pierwszy raz w czwartej rundzie Diaz cofa się, zginając się w pół. Wyraźnie widać, że uderzenie mocno go naruszyło. Widzi to też doskonale McGregor. Podchodzi bliżej i markuje cios – Diaz, nadal lekko ugięty, próbuje odpowiadać lewym, ale Irlandczyk nie atakuje (ot, markuje, jak to miał w zwyczaju w tamtej walce).

teep1d teep1e

W końcu McGregor wyprowadza ponownie frontalne kopnięcie smagające – Diaz trzyma łokieć nisko, ale kopnięcie zahacza o jego wątrobę. Na ostatni obrazku – podczas kolejnego zamarkowanego ataku przez Irlandczyka – widać, jak stocktończyk klei swoją prawicę do wątroby, byle nie przyjąć trzeciego uderzenia na korpus.

Już do końca czwartej rundy – której wygranie ostatecznie zapewniło Conorowi zwycięstwo w całej walce – Irlandczyk bombardował korpus Diaza – tyle że ciosami. Stocktończyk natomiast nie był w stanie się otrząsnąć – zrobił to dopiero w ostatniej odsłonie.

Jak najbardziej zatem Notorious może naruszyć Kowboja właśnie tego rodzaju kopnięciem na schaby – a żadnym sekretem nigdy nie było, że korpus Kowboja do najodporniejszych nie należy. Idąc zaś dalej tym tropem…

McGregor rozbije wątrobę Cerrone?

Irlandczyk nigdy nie wyróżniał się atakami na korpus, za cel ataków biorąc niemal wyłącznie głowy swoich oponentów. Jednocześnie jednak przed rewanżowym starciem ze wspomnianym Natem Diazem z niskich kopnięć korzystał tylko od wielkiego dzwona – ale na okoliczność tegoż pojedynku dostosował swoją taktykę do tejże znanej od dawna luki w grze stocktończyka.

W pierwszej walce z Natem Diazem Conor McGregor szukał nokautu za wszelką cenę, wpadając w rywala wraz z przestrzelonymi ciosami, tracąc pozycję. W drugiej był znacznie bardziej wyrachowany – pozostwał na miejscu, nie wpadał w półdystans, nie narażał się na kontry – ani ryzyko obaleń.

Mając zaś na uwadze, że Donald nie radzi sobie najlepiej z uderzeniami na korpus, absolutnie nie wykluczam scenariusza, w którym Conor mocno zmienia akcenty, jeśli chodzi o cele swoich ataków, tym razem znacznie częściej ostrzeliwując właśnie doły.

Dublińczyk zawsze – tj. do walki z Dagestańskim Orłem – słynął z drobnych modyfikacji swojego stylu walki pod mocne i słabe strony przeciwników. Niewykluczone zatem, że podobną drogą pójdzie i teraz, poza podkręconą presją – celem eliminacji kopnięć Cerrone – wplatając też do swojej gry więcej uderzeń na korpus.

Nie mam z kolei żadnych wątpliwości, że Irlandczyk nie będzie garnął się do walki na chwyty…

Zapasy – czy Kowboj obali?

Cały świat gremialnie powtarza, że Kowboj powinien poszukać obaleń – z czym się w pełni zgadzam. Nawet jeżeli ich nie sfinalizuje, walka na chwyty w klinczu powinna skutkować tym, że to Irlandczyk tracił będzie siły szybciej, co z kolei obniży jego szybkość, dynamikę, moc w uderzeniach i precyzję.

Rzecz jednak w tym, że Cerrone nie jest typem zawodnika, który szukałby obaleń pod siatką, podczas gdy na środku oktagonu McGregor potrafi stopować obalenia naprawdę dobrze. Nie chodzi nawet tylko o jego doskonałą kontrolę dystansu, która sama w sobie okrutnie utrudnia dojście do jego nóg. Nieprzyszpilony do siatki, Notorious w walce o utrzymanie się na nogach, radzi sobie bowiem doskonale – przekonał się o tym nawet Nurmagomedov, który kilka razy nie był w stanie przewrócić tam Irlandczyka.

Cerrone lubi w kontrze na uderzenia rywali schodzić ostro do ich nóg, ale i tu może pojawić się problem. McGregor nie jest bowiem typem zawodnika – a przynajmniej nie był – który wpadałby z uderzeniami w rywala, narażając się właśnie na kontrę zapaśniczą. Trzyma pozycję. Uderza w krótkich kombinacjach na pełnym prawie zasięgu.

Jak natomiast wspominałem, Amerykanin nie specjalizuje się w obaleniach pod siatką. Nie trzyma tam rywali, szukając dogodnej okazji na haczenie, zastawienie, wyniesienie, jakiś rzut czy po prostu zejście do nogi przeciwnika lub ustawienie go i ostrzelania. A nawet gdy okolicznościowo to robi, nie jest w tym obszarze szczególnie biegły.

Conor McGregor miał sporo problemów w obszarze klinczerskim w walkach z Natem Diazem, ale na jego szczęście Donald Cerrone nie stanowi w tym elemencie tak dużego zagrożenia.

O ile zatem nie mam większych wątpliwości, że wbrew swoim zapowiedziom Cerrone poszuka jednak sprowadzenia, to nie jestem pewien, czy będzie w stanie je sfinalizować. Jeśli jednak tego dokona – a warto odnotować, że przewrócił aż ośmiu z ostatnich czternastu rywali, w łącznie dwunastu z tych pojedynków podejmując jedną co najmniej próbę zapaśniczą! – wówczas…

Parter – będzie klepane?

Nie ukrywam, że daleki jestem od tezy, wedle której dublińczyk nie ma w parterze nic do zaoferowania. Owszem – ma. Przede wszystkim w aspektach defensywnych. Chociażby w starciu z Khabibem – zawodnikiem, którego kontrola z góry stoi o kilka poziomów wyżej niż ten sam aspekt u Cerrone – pokazał kilka naprawdę dobrych akcji w defensywie.



Wcale zatem wylądowanie na plecach nie musi okazać się dla niego wyrokiem w konfrontacji z Kowbojem, ale… Igraniem z ogniem? Jak najbardziej! Amerykanin to bowiem piekielnie niebezpieczny, błyskotliwy grappler. O ile nie słynie z kontroli, to we wszelkiego rodzaju kotłowaninach – które sam umiejętnie kreuje – odnajduje się wybornie, najdrobniejszy choćby błąd rywala czy po prostu chwilę nieuwagi umiejąc wykorzystać do ataku poddaniem.

Nawet jeśli Kowboj znajdzie się na plecach, będzie niezwykle niebezpieczny. Prędzej sam złapie Notoriousa w poddanie niż zostanie z góry ubity, odklepany czy nawet skontrolowany. Dlatego, jak wspominałem, uważam, że Amerykanin może w stójce pozwolić sobie na dowolne fanaberie w obszarze technik nożnych – oczywiście przy zachowaniu elementarnej uwagi w defensywie.

Kondycja Cerrone

Donald Cerrone to zawodnik obdarzony lepszą kondycją od Conora McGregora. Potrafi przewalczyć w dobrym tempie pięć rund, z każda się rozkręcając. Nawet w starciu z agresywnym Tony Fergusonem, w którym zainkasował sporo soczystych kopnięć na korpus, był w stanie utrzymywać wysokie tempo – nie bez problemów ale jednak.

Jak duża natomiast jest różnica między oboma zawodnikami w tym właśnie aspekcie? Czy po pierwszej, może drugiej, ewentualnie trzeciej rundzie przewaga Amerykanina to pewnik? Otóż, sprawa odrobinę się tu komplikuje…

Daleki jestem od tezy, wedle której Irlandczyk nie zachwyca wydolnością z uwagi na wkładanie pełnej mocy w każde jakoby uderzenie – a taką właśnie lansuje sam Cerrone. Nawet będąc wyrachowanym i diablo skutecznym, McGregor odrobinę zwolnił w drugiej rundzie walki z Alvarezem. W starciu z Khabibem jego deficyty kondycyjne również były widoczne, o walkach z Diazem nie wspominając. Nie jest to po prostu tytan kondycji. Walczy w krótkich, pochłaniających sporo energii spięciach – nawet wtedy, gdy wcale nie wyprowadza ciosów z pełną mocą.

Rzecz jednak w tym, że Donald Cerrone nie walczy jak Nate Diaz. Nie jest typem ofensywnie nastawionego zawodnika, który spycha rywali do obrony, zmusza do działania. Nie jest też Khabibem Nurmagomedovem, który drenuje twój bak z paliwem w klinczu i w parterze, a w stójce kastruje twoją aktywność poprzez nieustanne zagrożenie obaleniem. Nic z tych rzeczy!

Kowboj walczy w równym, metodycznym tempie. Nawet mając Ala Iaquintę na przysłowiowym widelcu w rundach czwartej czy piątej, nie podkręcał szczególnie tempa, nadal bawiąc się w klasyczny kickboxing.

Niewykluczone oczywiście, że Donald dokona na tym polu pewnych zmian, walcząc agresywniej, gdy Conor zacznie opadać z sił, ale… To stary pies. O nowe sztuczki łatwo nie będzie. Dlatego też zwycięstwo wywierającego presję, ale nienastawiającego się na nokaut McGregora na kartach sędziowskich, nie jest wcale wbrew pozorom scenariuszem, który całkowicie wykluczam.

Mentalność Donalda

Psychika Amerykanina to jedna wielka zagadka – także dla niego. Cerrone przyznaje, że pomimo gargantuicznego doświadczenia nadal nie znalazł sposobu na to, aby wejść do oktagonu z bitewnym nastawieniem. Jak opowiadał, bywa tak, że przez cały tydzień czuje się fatalnie psychicznie, ale gdy wchodzi do oktagonu, wszystko ustępuje, jak ręką odjął i może góry przenosić. Bywa też jednak i tak, że w drodze do walki czuje się wybornie, by na kilka minut przed przekroczeniem progu do oktagonu kompletnie się załamać.

Który Donald wejdzie do oktagonu? Niepewny, sztywny, bojaźliwy czy może nastawiony bojowo, zdecydowany w swoich poczynaniach?

Typowanie

Pomimo tego, iż – jak wspominałem – wcale nie wykluczam, iż Conor wygra trzy pierwsze rundy i przetrwa dwie kolejne, zwyciężając na kartach sędziowskich, to nie mam wątpliwości, że najgroźniejszy będzie w pierwszych minutach walki. Jego mentalne gierki w oktagonie, może uśmieszek, jeśli wybroni próbą obalenia – wszystko to może odcisnąć się na psychice Cerrone, paraliżując jego poczynania – dopóki Amerykanin sam nie trafi kilkoma uderzeniami, nabierając zaufania do swoich możliwości.

O ile od wielu lat powtarzam jak mantrę, że moc drzemiąca w lewicy Conora jest nieco przereklamowana, a mam wrażenie, że szczęka Donalda może nadal przyjąć wiele, to jednak dysproporcja szybkości – przede wszystkim w płaszczyźnie bokserskiej – będzie tutaj na początku ogromna. Kowboj jak najbardziej może skończyć na deskach, szczególnie w pierwszych minutach.

Nie sądzę, by większe znaczenie dla losów walki miała długa przerwa od występów Irlandczyka. Nawet jeśli będzie miał na sobie trochę rdzy, to wątpię, aby niesłynący z dobrego wchodzenia w walki Amerykanin był w stanie to wykorzystać.

Jestem jednak daleki od skreślania Cerrone, tak wysoki kurs bukmacherski na jego wiktorię uważając za niepoważny. Przypomnę, że McGregor nigdy nie mierzył się z tak sprawnym i sprytnym w obszarze kopnięć rywalem. Nigdy! Może po prostu zarąbie Notoriousa lowkingami? W parterze także to Amerykanin będzie znacznie groźniejszy, a próbami zapaśniczymi – choćby i nieudanymi – może ograniczyć gotowość Irlandczyka do wyprowadzania uderzeń.

Znaczenie może mieć też kategoria półśrednie, w limicie której odbędzie się walka. Cerrone będzie zawodnikiem większym, być może silniejszym. Jego kondycja z uwagi na brak katorżniczego ścinania może być jeszcze lepsza niż zazwyczaj.

Wreszcie z uwagi na zasobniejszy bak z paliwem na jego korzyść działał będzie też czas. Z każdą przetrwaną rundą – o ile nie będzie w nich demolowany – jego szanse na wiktorię będą rosły.

Nieprzypadkowo jednak to właśnie Kowboj został wybrany w charakterze rywala dla McGregora, którego zwycięstwo ma oczywiście kapitalne znaczenie dla finansów UFC. Amerykanin to leciwy już zawodnik, który najlepsze lata ma za sobą, a w ostatnich dwóch walkach został mocno porozbijany. Jest sztywny, jego głowa pozostaje statyczna, próbuje się bronić na odchyleniach, często źle szacując dystans.




Specjalizuje się przede wszystkim w kopnięciach, podczas gdy na wstecznym o ich skuteczność znacznie trudniej. Potrafi też ślicznie kontrować kolanami, ale akurat w tym starciu tego rodzaju akcje prawdopodobnie nie odegrają większej roli – Notorious nie schodzi bowiem nisko przy atakach i nie szuka obaleń.

Na tym jednak nie koniec, bo jak wspominałem, Cerrone jest zawodnikiem podatnym na oktagonowe manipulacje psychiczne – gesty, słowa i uśmiechy Diaza czy Fergusona – które negatywnie wpływają na jego pewność siebie i zaufanie do własnych umiejętności. Skoro kilka lat temu John Makdessi był w stanie wykastrować Donalda Cerrone z zapasów, przed walką zapowiadając, że zmieni go w „spanikowanego zapaśnika” – w rezultacie Kowboj zablokował się mentalnie, kompletnie rezygnując z zapasów – to niewykluczone, że podobnie zadziała na niego przyjacielskie nastawienie ze strony Conora McGregora.

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz darmowy zakład 50 PLN

Amerykanin potrzebuje kilku minut, aby złapać rytm walki, poczuć dystans, poskromić emocje, podczas gdy Notorious wchodzi w pojedynki jak rakieta, od razu włączając piąty bieg. Być może Kowboj powinien posłuchać rad Eddiego Alvareza, który sugerował, iż zaraz przed wejściem do oktagonu powinien on przewalczyć w szatni pięć minut w ostrym sparingu. Czy jednak jednak Donald skorzysta? Czy cokolwiek to zmieni?

Cerrone lubi wreszcie atakować kombinacjami złożonymi z 3-4 uderzeń, okrutnie się wówczas odsłaniając – czyni tak najczęściej wtedy, gdy natychmiast stara się odpłacić rywalowi za przyjęte ciosy oraz wtedy, gdy znajduje się pod dużą presją. A tego rodzaju akcje to woda na młyn dla wybornego w obszarze kontruderzeń Irlandczyka.

Nie skreślam starego amerykańskiego lisa, ale… Conor McGregor wygra przez nokaut w pierwszej lub drugiej rundzie.

Pojedynek obstawić można u naszego partnera PZBUK.pl w linku poniżej:

Zwycięzca: Conor McGregor przez (T)KO

[yop_poll id=58]

*****

Kursy bukmacherskie na UFC 246 – „Kowboj” coraz większym underdogiem

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply