Brown vs Hendricks – rozbójnik czy rumcajs?

Gala UFC 185 została wzbogacona o niezwykle interesujące zestawienie w czubie kategorii półśredniej.

Domagający się rywala z czołowej dziesiątki Matt Brown (19-12) po tym, jak z walki przeciwko niemu wypadł Tarec Saffiedine, został ostatecznie zdjęty z rozpiski gali UFC Fight Night 60 i przeniesiony na galę UFC 185, która odbędzie się 14 marca.

Jego prośbom względem pozycji rankingowej rywala stało się zadość – Nieśmiertelny skrzyżuje bowiem rękawice z byłym mistrzem kategorii półśredniej, Johnym Hendricksem. Ten miał pojedynkować się pierwotnie z Robbiem Lawlerem w starciu wieńczącym ich trylogię, ale z uwagi na to, że Bezwzględny po bardzo pracowitym 2014 roku chciał dłużej odpocząć, a Bigg Rigg pozostawał głodny walki (i pewnie nie tylko…), jego sztab przystał na pojedynek z Brownem. Zwłaszcza, że Hendricks jest w Dallas – a tam odbędzie się gala UFC 185 – bardzo popularny, a fani głośno okazywali swoją dezaprobatę względem trzeciej potyczki Bigg Rigga z Ruthlessem.

Tło pojedynku

Matt Brown przeżył (przeżywa?) ostatnimi czasy renesans formy porównywalny z tymi, które stały się udziałem Vitora Belforta, Fabricio Werduma czy Marka Hunta. Dość powiedzieć, że Nieśmiertelny na początku 2012 roku mógł pochwalić się rekordem 12-11, będąc na skraju zwolnienia z UFC po przegraniu czterech z ostatnich pięciu pojedynków w UFC. Będąc już prawie u dna, zanotował spektakularny rajd w górę dywizji, pozostawiając w pokonanym polu aż siedmiu przeciwników, wśród których na listę jego ofiar trafili między innymi Erick Silva, Mike Pyle, Jordan Mein czy Stephen Thompson. Rozpędzonego Browna zastopował dopiero Robbie Lawler, przerywając jego passę siedmiu kolejnych wiktorii.

Johny Hendricks z kolei po rozbiciu sześciu rywali, wśród których na szczególną wzmiankę zasługuje Carlos Condit, zmierzył się w walce o pas mistrzowski z Georgesem Saint-Pierrem, ostatecznie jednak po niezwykle wyrównanym boju ulegając mu po niejednogłośnej decyzji sędziowskiej. Po przejściu Kanadyjczyka na tymczasową emeryturą i zwakowaniu przezeń pasa mistrzowskiego Brodacz stoczył dwa piekielnie wyrównane 5-rundowe batalie z Robbiem Lawlerem – w pierwszej z nich wywalczył upragniony pas, w drugiej go stracił.

Stawką pojedynku dla Johny’ego jest walka o pas mistrzowski z Ruthlessem – jeśli Bigg Rigg zwycięży, z ogromnym prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zmierzy się po raz trzeci ze swoim arcywrogiem. Matt Brown z kolei zwyciężając, uczyni bardzo mocny krok w kierunku rewanżu z Lawlerem, choć od tego, jak potoczą się jego dalsze losy, zależeć też będzie wynik innego intrygującego – choć jeszcze oficjalnie niepotwierdzonego – starcia między Rorym MacDonaldem a Hectorem Lombardem, którego obszerną analizę znajdziecie tutaj.

Kto lepszy na papierze?

Stylistycznie zestawienie to mocno przypomina jeden z poprzednich pojedynków Johny’ego Hendricksa – batalię z Carlosem Conditem. Matt Brown również jest niezwykle agresywny, nieustannie atakując i wywierając ciągłą presję na swoich rywalach. Podobnie jak Natural Born Killer, dysponuje tytanową szczęką, lubując się w atakach kickbokserskich. Nie posiada tak bogatego arsenału kopnięć jak Condit, ale nadrabia to rewelacyjną pracą łokciami i kolanami w bliskim dystansie. Przez wiele lat pod znakiem zapytania stała jego kondycja, ale ostatnimi czasy aspekt ten mocno poprawił, ale poziomu Carlosa pewnie nie przeskoczy – choć żadna to ujma.

Jak wszyscy doskonale pamiętamy, Hendricks wypunktował wówczas Condita dzięki mieszance krótkich, intensywnych szarż w stójce (podopieczny Grega Jacksona nie grzeszy szczególnie dobrą defensywą, pod naporem cofając się w linii prostej na siatkę) oraz mocnych zapasów, które zaprowadziły go do aż dwunastu (!) obaleń decydujących o końcowym triumfie. Defensywa zapaśnicza Carlosa od zawsze jednak leżała i kwiczała, choć jego wysokie umiejętności walki z pleców często przychodziły mu w sukurs w trudnych momentach. Podopiecznemu Grega Jacksona w tamtejszym starciu z Hendricksem najzwyczajniej w świecie zabrakło czasu – walka bowiem odbywała się na dystansie trzech rundy i gdy w końcu w ostatniej z nich zaczął się rozkręcać, było już za późno na odwrócenie losów pojedynku.

Jak na tym tle wypada Matt Brown? Bardzo przyzwoicie. Przede wszystkim dlatego, że Hendricks wygląda słabo w jednym kluczowym elemencie, którym jest… walka na wstecznym. Zepchnięty do defensywy, Bigg Rigg ma tendencje do gubienia się pod nawałnicą ciosów – nie posiada bowiem ani pracy na nogach, która ratowałaby go przed zamykaniem pod siatką, ani instynktu killera, dzięki któremu przy blokowaniu ciosów, w pewnym momencie przerywałby szarżę agresora jakąś potężną kontrą.

Hendricks albo atakuje, albo się broni – gdy jest w ofensywie, wygląda solidnie – dobra dynamika, ciężkie ręce, kombinacje, w które wplata też kopnięcia. Owszem, ma tendencje do odsłaniania się, gdy poluje na swoje firmowe kowadło w lewicy, ale akurat Matt Brown – choć odrobinę lepszy w kontrowaniu – nie jest zawodnikiem, który potrafiłby wykorzystać to na swoją korzyść. Jego siła drzemie w agresji, nieustannym wywieraniu presji, terroryzowaniu rywali masą różnorodnych uderzeń – a w takim właśnie środowisku Hendricks zachowuje się chwilami jak dziecko we mgle.

Trzeba sobie jednak postawić tutaj zasadnicze pytanie – czy Nieśmiertelny w konfrontacji z Johnym Hendricksem będzie mógł pozwolić sobie na taki sam poziom niezmąconej niczym agresji jak w konfrontacjach z Erickiem Silvą, Mikiem Pylem czy Jordanem Meinem? Trzy elementy mogą mu w tym mocno przeszkodzić:

1) Kowadło w pięściach Hendricksa – zwróćcie uwagę, że już w starciu z Robbiem Lawlerem Nieśmiertelny nie był tak agresywny, jak to onegdaj bywało, z respektem przez większość czasu podchodząc do kowadeł w pięści Bezwzględnego. A lewica Hendricksa waży bardzo wiele… Im większa kara może cię spotkać przy ostrym ataku, tym ostrożniejszy jesteś.

2) Odwrotna pozycja – Hendricks, podobnie jak Lawler, jest mańkutem (znaczy walczy z odwrotnej pozycji, bo to nie musi być tożsame z leworęcznością). Nawet odwrotnie chwilami ustawiony Erick Silva sprawił problemy Brownowi, będąc bliskim skończenia Amerykanina w pierwszej rundzie po kopnięciu na korpus.

3) Zapasy – Matt Brown od dawien dawna nie mierzył się z tak dobrym zapaśnikiem, jakim jest Johny Hendricks. Można nawet postawić tezę, że Brodacz to najlepszy wrestler, z jakim w dotychczasowej karierze przyjdzie stanąć w szranki Nieśmiertelnemu. Czy ryzyko wylądowania na plecach ostudzi mordercze zapędy Browna?

Matt jest jednak w stanie przezwyciężyć wyżej wymienione przeszkody. Biorąc bowiem pod uwagę deficyty obronne Hendricksa, trudno, by taktyka Browna nie opierała się na tym, w czym jest najmocniejszy – agresji. Być może ryzyko wylądowania na plecach po obaleniu lub knockdownie spowoduje, że będzie odrobinę ostrożniejszy w swoich ofensywnych poczynaniach, ale to nadal spychanie Brodacza do defensywy za pomocą agresji kontrolowanej będzie jego najkrótszą drogą do zwycięstwa.

Nie mam wątpliwości, że były mistrz na próby przejścia Nieśmiertelnego do klinczu próbował będzie odpowiadać jakimś cepem (dopóki będzie mu na to pozwalała wolna przestrzeń, o co w starciu z Brownem może być ciężko) lub przede wszystkim obaleniami, ale w pierwszym przypadku z pomocą Mattowi powinna przyjść jego tytanowa szczęka, w drugim natomiast – coraz lepsze defensywne zapasy szlifowane pod okiem samego Bena Askrena.

Czy oznacza to, że faworyzuję Browna? Nie. Walka zaplanowana jest na trzy rundy, w ciągu których Hendricks będzie niezwykle groźny – miksując ostre szarże z obaleniami może spokojnie ugrać decyzję sędziowską. Pomimo tego, że zapasy Matta stoją na wyższym poziomie niż Carlosa, nie sądzę, by był w stanie wybronić wszystkie próby obaleń eks-mistrza. Garda Browna również nie jest przeszkodą nie do przebicia, a ciosy na korpus od dawna zdają się być jego piętą achillesową. Hendricks jak najbardziej może wykorzystać to na swoją korzyść – zwłaszcza jeśli nie będzie miał za sobą fatalnego zbijania wagi (czynnik X?), nie wyjdzie do walki z kontuzją bicepsa, a jego owijki pod rękawice nie będą zbyt ciasne…

Kurs bukmacherski

Matt Brown nie jest zawodnikiem szczególnie docenianym przez bukmacherów. Nie był faworytem w starciach z Robbiem Lawlerem, Erickiem Silvą, Jordanem Meinem, Mikiem Swickiem czy Stephenem Thompsonem. Jestem pewien, że i w konfrontacji z Johnym Hendricksem będzie underdogiem – i to raczej większym niż mniejszym.

Predykcja kursu:

Johny Hendricks – 1.45
Matt Brown – 2.70

fot. UFC.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

1 Comment

  1. Pingback: Dziennik MMA - 26 lutego 2015 - Lowking.pl

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply