UFC

Ben Rothwell ruga Travisa Browne’a i Rondę Rousey

Ben Rothwell ostro krytykuje Travisa Browne’a, Rondę Rousey oraz ich zawiązek.

Sposobiący się powoli do powrotu do oktagonu Ben Rothwell od dłuższego już czasu pozostaje niezwykle aktywny medialnie, raz po raz racząc fanów oraz przede wszystkich innych zawodników komicznymi na ogół wpisami.

Tym razem jednak komedii nie było – zamiast niej Big Ben nie pozostawił suchej nitki na Travisie Browne i jego dziewczynie Rondzie Rousey.

Nie mam problemu, żeby go zjebać, bo sam sprowadza na siebie gówno.

– powiedział Rothwell w audycji SiriusXM Rush.

To jeden z tych gości – próbujesz być dla niego miły i w ogóle, ale im więcej się o nim dowiaduję, o jego historii, tym bardziej gość wychodzi na męską dziwkę. To kucyk i wiele rzeczy związanych z jego osobą mnie wkurwia.

Dlaczego nagle opuściłeś klub, który uczynił cię dobrym i przeniosłeś się do gównianego klubu, w którym pełno gości przegrywa? Na moje oko to kwestia finansów. Poszedł tam i odnalazł tam w swojej dziewczynie mamuśkę, która go utrzymuje. Chce po prostu, żeby ktoś się nim zajął.

Hapa przeniósł się do Glendale, by tam trenować wspólnie z Rondą Rousey u Edmonda Tarvedyana przed walką z Brendanem Schaubem w grudniu 2014 roku. Od czasu tej przeprowadzki przegrał trzy z pięciu walk. Do oktagonu powróci 11 stycznia, na gali UFC 208 mierząc się z Derrickiem Lewisem.

Przemyślał sprawę i wyszło mu, że po co ma walczyć?

– kontynuował Rothwell.

Lepiej, żeby ona po prostu za wszystko płaciła. To dobry ruch finansowy dla niego, ale swojej karierze w ten sposób nie pomógł, a wielu ludzi uważa, że się pogorszył i nie rozwija się. Stracił pracę na nogach, stracił wiele różnych rzeczy, które czyniły go mocnym. Zobaczymy w walce z Derrickiem Lewisem. Czy gość będzie miał motywację?




Następnie Big Ben przeszedł do Rousey, krytycznie odnosząc się do jej niedostępności medialnej przed galą UFC 207, na której szybko przegrała z Amandą Nunes.

Media i zawodnicy powinni pracować razem i sądzę, że jej decyzja była w dużej mierze podyktowana tym, że była zażenowana tymi wszystkimi rzeczami, które wygadywała w przeszłości. Ludzie jej to przypominali – czasami tak się po prostu zdarza. Ale i tak powinniśmy dawać ludziom powody, żeby mieli o czym mówić. Koniec końców jednak, kogo to obchodzi? Zarobiła ponad 10 milionów, więc kto tak naprawdę wygrał? Da sobie radę. Ale sądzę, że jej niedostępność wyglądała bardzo źle.

W opinii wielu bez względu na to, czy Rousey powróci do walki, czy też nie, na zawsze pozostanie pionierką i legendarną postacią, która stworzyła kobiece MMA. Rothwell jednak ma w tym temacie odrobinę inne zdanie.

Liczy się to, co zrobi teraz.

– zawyrokował Amerykanin.

Liczy się sześć miesięcy od teraz. Jeśli odejdzie ze sportu i nie zawalczy nigdy więcej, jej nazwisko nigdy więcej nie powinno być przypominane. Jeśli po tym, jak wysoko została wyniesiona na piedestał, do jakiego zgiełku doprowadziła, ponosi dwie porażki i nie potrafi powrócić? Cóż, będzie ofiarą losu, która tak naprawdę nigdy nie była mistrzynią.

Można ją kochać lub nienawidzić, ale Conor McGregor? Gość dał przykład. Przegrał, ale dał wywiady, powrócił, wygrał walkę, potem zdobył tytuł. Dominick Cruz – też można go kochać lub nienawidzić – ale stanął naprzeciwko mediów i przyjął to jak mistrz. Zawiesili poprzeczkę dla nas wszystkich. Tak powinniśmy się zachowywać, tak znosić porażkę – a ona powinna się tego nauczyć od nas.

*****

Travis Browne: „Kwestionujcie mnie – mocno was zasmucę”

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button