Analizy UFC 232 – Jon Jones vs. Alexander Gustafsson II


Techniczna analiza i typowanie rewanżowej walki pomiędzy Jonem Jonesem i Alexandrem Gustafssonem, która odbędzie się podczas gali UFC 232 w Los Angeles.

W walce wieczoru gali UFC 232 w Los Angeles Jon Jones i Alexander Gustafsson staną do rewanżu, na szali którego znajdzie się pas mistrzowski wagi półciężkiej. W rezultacie pozbawiony zostanie go zasiadający jeszcze na tronie 205 funtów – a także 265 funtów – Daniel Cormier.




Czy kontrowersyjny Bones wróci na tron? Czy może w trzecim podejściu do złota w końcu pas mistrzowski trafi na biodra Maulera?

Przeanalizujmy…

205 lbs: Jon Jones (22-1) vs. Alexander Gustafsson (18-4)

Kursy bukmacherskie: Jon Jones vs. Alexander Gustafsson 1.39 – 3.35

Obaj zawodnicy zmierzyli się nieco ponad pięć lat temu podczas gali UFC 165. Gremialnie skreślany wówczas Szwed postawił Amerykaninowi – rzekomo imprezującemu jak zły i nieprzygotowanemu do walki – piekielnie trudne warunki, zmuszając go do maksymalnego wysiłku. Ostatecznie Bones obronił pas, zwyciężając jednogłośną decyzją sędziowską.

Próbując przewidzieć przebieg i wynik rewanżu, nie sposób nie odwołać się do pierwszej walki, bo – nie będę ukrywał – o ile na poziomie technicznych szczegółów na pewno rewanż będzie inny, to na poziomie ogólnym spodziewam się bardzo podobnego starcia. Niedawna druga konfrontacja Ala Iaquinty z Kevinem Lee wyglądała bliźniaczo podobnie do pierwszego starcia, pomimo iż obie dzieliło prawie pięć lat!

Także i w stylach walki Gustafssona i Jonesa nie zmieniło się tak wiele – obaj dodali do swoich arsenałów sporo technik, ale Szwed nadal preferuje utrzymywanie walki w dużym dystansie i ostrzeliwanie rywali długimi prostymi, podczas gdy Amerykanin najbardziej komfortowo czuje się w klinczu i parterze – szczególnie gdy nie ma po swojej stronie gargantuicznej przewagi warunków fizycznych.




Jon Jones vs. Alexander Gustafsson I

Na przestrzeni 25 minut Gustafsson wyraźnie przeważał w szermierce pięściarskiej, doskonale wykorzystując swój doskonały zasięg i szybsze ręce. Regularnie smagał Jonesa długimi prostymi, czasami w kombinacjach. Nawet gdy Amerykanin był ustawiony odwrotnie – a było tak przez większość pojedynku – jaby Szweda dochodziły celu.

Dlaczego? Otóż, nie chodzi tylko o to, że najzwyczajniej w świecie Mauler posiada lepsze szlify bokserskie. Rzecz bowiem też w tym, że Jones zdecydowanie nie jest lotny na nogach, nie ma zdolności kontrujących, a jego najważniejszym narzędziem defensywy są wyprostowane ręce na wstecznym. O gardzie nie słyszał. Gustafsson natomiast może pochwalić się równie doskonałymi warunkami fizycznymi, co w rezultacie prowadziło do tego, że wyprostowane ręce Jonesa nie stanowiły dla niego większego problemu.

W czwartej rundzie doszło nawet do symbolicznej – tak bym ją określił – akcji, w której starający się utrzymać dystans Bones położył dłoń na czole Maulera, podczas gdy ten nie próbując nawet tejże dłoni oponenta z głowy zdejmować, po prostu… smagnął go dwa razy szybkim lewym prostym!

Kapitalne znaczenie miały też ciosy proste na korpus, którymi Gustafsson gnębił Jonesa, a także kombinacje pięściarskie – nawet i te krótkie. Jak bowiem wspominałem, Bones nie jest typem kontruderzarza. Po lewym prostym inicjującym kombinację ze strony Szweda włączał wsteczny, prostując ręce – i na ogół inkasując wówczas prawicę.

Warto podkreślić też, że Mauler ani przez chwilę nie pozostawał statycznym celem, nieustannie hasając na lewo i prawo. Korzystał też z masy przyruchów, kiwek w obszarze bokserskim, różnicując moc w uderzeniach, gdy je wyprowadzał.

Pretendent wykonał też kapitalną pracę w kontrze na niskie kopnięcia mistrza. Zainkasował ich co prawda sporo, ale wiele z nich skontrował ciosami. Sam zresztą okolicznościowo ostrzeliwał wewnętrznie wykroczną – prawą – nogę Jonesa.

Rewelacyjnie spisał się też od strony zapaśniczej. Nie tylko był w stanie dwa razy przewrócić Jona Jonesa, ale też kapitalnie bronił się przed próbami zapaśniczymi rywala – nawet tymi, które wydawały się nie do obrony. Raz co prawda został przewrócony, ale potrzebował ledwie kilkunastu sekund, aby wrócić na nogi.

Amerykanin czuł się w szermierce na pięści bardzo niekomfortowo – nie był w stanie złapać ani rytmu, ani wyczuć dystansu. Próbował wywierać presję, ale raczej ganiał Szweda, zamiast zamykać go na siatce – co i tak nie byłoby łatwe z uwagi na mobilność Alexa. Poszukał kilku desperackich obaleń, starał się łapać klincz – ale bez powodzenia.

Regularnie natomiast ostrzeliwał Szweda kopnięciami na wszystkich poziomach. Od lowkingów przez kopnięcia na kolano, smagające kopnięcia na korpus po kopnięcia na głowę z obu nóg. W każdym z tych elementów notował sporo sukcesów – szczególnie w obszarze wysokich kopnięć, którymi z odwrotnej pozycji kilka razy trafił czysto.

Zaprzęgnął też do działania łokcie – z doskokiem oraz te obrotowe – w ten sposób skracając dystans. I to własnie obrotowemu łokciowi w czwartej rundzie zawdzięcza w największym stopniu zwycięstwo. Pierwsze cztery minuty tej odsłony należały zdecydowanie do szwedzkiego zawodnika i wydawało się, że Amerykanin już się nie pozbiera. Mauler nie tylko dręczył porozbijanego już rywala kanonadą ciosów prostych, ale też zmusił go do walki ze wstecznego, podczas gdy na przestrzeni całego niemal pojedynku to Bones był agresorem, co – nawiasem mówiąc – prawdopodobnie miało też spory wpływ na postrzeganie walki przez sędziów punktowych. Obrotowy łokieć, jakim zdzielił rywala Amerykanin, odwrócił jednak losy pojedynku, pozwolił mu nabrać wiatru w żagle.

Wydawało się też, że na piątą rundę, która ponownie była bardzo wyrównana, to jednak Jones zachował odrobinę więcej sił, ostatecznie ją wygrywając i tym samym kończąc z tarczą cały pojedynek.

Walka była jednak piekielnie wyrównana i obejrzawszy ją raz jeszcze, nie mam problemów z punktowaniem jej na korzyść Maulera.

Szwedzki zawodnik okazał się prawdziwym stylowym koszmarem dla Amerykanina – nie ustępował mu warunkami fizycznymi, zasięgiem, posiadał znacznie lepszy boks, był piekielnie ruchliwy, nieuchwytny, stopował próby klinczerskie i zapaśnicze Bonesa, a do tego pokazał nie lada szczękę oraz solidną kondycję.

Przede wszystkim jednak zasięg Maulera oraz jego boks – te dwa elementy najbardziej utrudniły zadanie Jonesowi. Nigdy wcześniej ani później nie mierzył się bowiem z rywalami o podobnej charakterystyce.

Jak zmienili się od czasu pierwszej walki?

Obaj przez ostatnie pięć lat nie gościli w oktagonie zbyt często. Borykający się z problemami pozaoktagonowymi Bones stoczył w tym okresie tylko cztery pojedynki, natomiast mający sporo problemów zdrowotnych Mauler – pięć.

W starciu z Gloverem Teixeirą Amerykanin unikał wymian w dystansie i półdystansie, uważając na kowadła w pięściach Brazylijczyka. Zamiast więc wymieniać się z nim ciosami i kopnięciami, regularnie inicjował i utrzymywał klincz, gdzie sprawował się wybornie – unieruchamiał Teixeirę na siatce, gnębił go ostrymi łokciami i kolanami, atakował krótkimi ciosami, wyłamywał ręce, gdy pretendent poszukiwał podchwytów. Klinczerska poezja.

Pierwsze starcie Jona Jonesa z Danielem Cormierem rozkładałem już na czynniki pierwsze na Lowkingu dwa razy, więc… DC zawiesił rywalowi poprzeczkę bardzo wysoko, ale kluczowe okazały się aspekty kondycyjne, a tutaj przewaga w rundach czwartej i piątej należała do Jonesa, który długimi fragmentami kontrolował Cormiera na siatce, gdzie jednak nie działo się wiele.

Oczywiście rzeczona przewaga kondycyjna Bonesa nie wzięła się znikąd. Jones regularnie bowiem ostrzeliwał korpus DC smagającymi kopnięciami, prostymi – głównie krosem z odwrotnej pozycji – oraz kolanami.

Tego rodzaju uderzenia odebrały Cormierowi masę energii, co sam przyznał po pierwszej walce.

W starciu z Ovincem St. Preuxem Jon Jones – znacznie bardziej umięśniony niż poprzednio – zdecydowanie nie zachwycił, a stójkowa szermierka z dysponującym dobrymi warunkami fizycznymi, mobilnym i mocno nieprzewidywalnym Haitańczykiem sprawiała mu problemy. Sam nie był co prawda zagrożony w żadnym w zasadzie fragmencie walki, ale też daleki był od zdominowania chimerycznego rywala. Najwięcej sukcesów osiągał, gdy w końcu zaczął przenosić walkę do parteru.

Wreszcie rewanżowemu pojedynkowi Jona Jonesa z Danielem Cormierem poświęciłem dwie osobne analizy, identyfikując elementy w oktagonowej grze DC, które sprawiły Bonesowi problemy – praca w klinczu, lowkingi na wiele różnych sposobów, hand-trapping, ataki kombinacjami oraz kontry na kopnięcia – a także te, które jednak przesądziły o ostatecznym zwycięstwie tego pierwszego – a więc kopnięcia na kolano, haki na korpus oraz różnorodny arsenał z odwrotnej pozycji, z kopnięciami na głowę przeplatanymi tymi na korpus na czele.

Ustawiony klasycznie Jones cofa się, by w pewnej chwili postraszyć Cormiera lewym na górę, ostatecznie doskakując jednak z soczystym hakiem na korpus.

Na drugim przykładzie widzimy cały poszerzony arsenał pięściarski Jonesa z klasycznej pozycji. Delikatnie się cofa, by następnie zaatakować szybkim lewym prostym. Po nim odpala lewego sierpa, ale wszystko to jest tylko przygotowaniem ogniowym pod haka na wątrobę, którym następnie wstrząsa rywalem. Na koniec dokłada jeszcze kopnięcie na kolano. Cztery kompletnie różne ataki w tak krótkim odstępie czasu…




Jak natomiast wyglądała droga do rewanżu Alexandra Gustafssona? Otóż, była znacznie bardziej wyboista, bo ubiwszy najpierw Jimiego Manuwę, przegrał przez nokaut z Anthonym Johnsonem oraz niejednogłośną decyzją z Danielem Cormierem. Szczególnie z tą ostatnią porażką nie może się pogodzić, nie ukrywając z perspektywy czasu, że powinien był zrywać znacznie wcześniej inicjowany chętnie przez DC klincz. Jednego i drugiego – Manuwę i Cormiera – zdołał jednak naruszyć kolanami z klinczu, choć w konfrontacji z Jonesem o tego rodzaju sukcesy będzie znacznie trudniej.

Zdecydowanie natomiast Mauler nie zachwycił w potyczce z Janem Błachowiczem, będąc zmuszonym do odwołania się do zapasów i pracy z góry, aby pokonać Cieszyńskiego Księcia. Szwed miał poważne problemy w stójce z kombinacjami i dobrym zasięgiem Polaka. Nie potrafił złapać rytmu, wyczuć dystansu, rozpuścić lewego prostego.

W maju 2017 roku zaprezentował się jednak wybornie, rozbijając w pył Glovera Teixeirę. Owszem, Brazylijczyk do stójkowych wirtuozów nie należy, a i jego forma od dawna woła o pomstę do nieba, ale grzechem byłoby nieodnotowanie wielu nowych elementów, jakie w swojej oktagonowej grze zaprezentował wówczas Gustafsson.

Szwedzki zawodnik doskonale ustawiał sobie rywala pod prawego podbródka, różnicował siłę uderzeń, kompletnie wytrącając z rytmu Brazylijczyka. Ba, zaczął chwilami walczyć z odwrotnej pozycji, świetnie korzystając wówczas z krosa. Pojawiły się łokcie z doskokiem, nie zabrakło także tych obrotowych. Był piekielnie mobilny, tym razem nie dając się unieruchamiać w klinczu – w przeciwieństwie do walki z Cormierem. Kopał snap-kicki z obu nóg, a dwa razy zaprezentował też charakterystyczną dla TJ-a Dillashawa akcję z ciosami po przekroku i zmianie pozycji na odwrotną.

Typowanie

Jak wspominałem na początku, spodziewam się podobnej walki do tej, jaką Jones i Gustafsson stoczyli przed pięcioma laty. Oczywiście, obaj wzbogacili swoje stójkowe arsenały, udoskonalili je, rozwinęli się jako zawodnicy, ale dynamika będzie podobna – Szwed spróbuje pozostawać nieuchwytnym celem, kąsając Amerykanina ciosami z dystansu, podczas gdy ten ostatni operował będzie głównie bogatym wachlarzem kopnięć, polując na to rozstrzygające na głowę. Do tego dołoży oczywiście łokcie i kolana – jeśli tylko nadarzy się okazja.

Nie zdziwię się jednak, jeśli tym razem Gustafsson będzie agresywniejszy i aktywniejszy. Jak bowiem wielokrotnie wspominałem, Bones nie jest kontruderzaczem i nie jest też zawodnikiem, który dobrze czuje się na wstecznym. Nie wspominając o tym, że nie jest lotny na nogach. Problem – z punktu widzenia Szweda – polega jednak na tym, że wywieranie presji na Amerykaninie do łatwych zadań nie należy – szuka on bowiem aktywnie klinczu, zapasów, parteru.

Nie mam żadnych wątpliwości, że Bones najbardziej komfortowo czuł będzie się właśnie w klinczu i w parterze z góry. To bowiem zdecydowanie najmocniejsze płaszczyzny w jego grze. Stójka Jonesa – pomimo tego że uzupełnił ją o przyzwoite fundamenty, których brakowało mu w pierwszej potyczce z Gustafssonem – w starciach z zawodnikami, nad którymi nie górował tak wyraźnie warunkami fizycznymi – St. Preuxem i Gustafssonem – zdecydowanie już nie zachwycała. Bones nieźle co prawda kontroluje dystans długimi kończynami górnymi, często z rozwartą dłonią, ale te dolne nie zawsze nadążają. Daniel Cormier wielokrotnie przedzierał się przez wyprostowane ręce rywala, dosięgając go ciosami.

Jon Jones nie jest kontruderzaczem i nie czuje się dobrze, walcząc ze wstecznego – próbuje prostować ręce, kontrolując dystans, ale Daniel Cormier notował sporo sukcesów, gdy podkręcał tempo, atakując kombinacjami.

Jak wspominałem, Jon niewątpliwie chciałby położyć Alexa na plecach, z góry rozpuszczając łokcie, a może nawet próbując jakiegoś poddania, ale defensywa zapaśnicza Szweda stoi od dawna na bardzo wysokim poziomie – i podobnie jak w pierwszej walce, tak i w tej nie spodziewam się finalizowania przez Amerykanina prób zapaśniczych. A to oznaczać będzie, że walka pozostanie na nogach – i to raczej w dystansie kickbokserskim czy półdystansie, a nie w klinczu. Pomijając bowiem może starcie z Cormierem, Mauler to zawodnik, który słynie ze zrywania klinczu, unikania go jak ognia. Jest piekielnie trudny do ustawienia na siatce, unieruchomienia z plecami na ogrodzeniu. Jeśli zmuszony jest, aby sprintem czmychnąć do boku, odwracając się tyłem do rywala, byle uniknąć zwarcia – zrobi to.

Innymi słowy, walka będzie toczyła się przede wszystkim w stójce – czyli płaszczyźnie, w której to Gustafsson czuje się bardziej komfortowo. Jeśli zresztą Szwed ma wygrać ten pojedynek, to w zasadzie tylko poprzez stójkę, bo ani w klinczu, ani z góry Amerykanina nie zdominuje.

W tym kontekście warto wspomnieć, że w pierwszej walce Szwed chętnie okopywał wykroczną – prawą – nogę Jonesa srogimi lowkingami. Przed pięcioma laty nikt jednak w MMA – może poza Bensonem Hendersonem, ale to była inna technika – nie słyszał o lowkingach na wysokości łydki. A już kilka takowych może odwrócić losy walki. Czy któryś z zawodników odwoła się do tej robiącej od dwóch lat furorę techniki? Mam wrażenie, że może takowym okazać się Gustafsson, który jest szybszy na nogach, a w pierwszej potyczce bardzo chętnie kontrował lowkingi Jonesa ciosami. Sam natomiast wyprowadzał je względnie niezagrożony, bo, przypominam, Jones nie jest kontruderzaczem.




Nie będę jednak ukrywał, że w pierwszej walce Amerykanin pokazał, że potrafi radzić sobie z trudnościami. Pomimo tego, że szczególnie w czwartej rundzie wyraźnie przegrywał cztery pierwsze minuty, cały czas próbował dobrać się rywalowi do skóry. Dobrze świadczy to o jego charakterze – i może mieć kapitalne znaczenie w rewanżu.

Nie mam bowiem większych wątpliwości, że w szermierce na pięści przewaga należeć będzie do Gustafssona – i Jones, niezdolny do przeniesienia walki do klinczu czy parteru, zmuszony będzie poszukać niekonwencjonalnego rozwiązania na nogach, aby przejąć stery walki w swoje ręce. Może jednym z kopnięć na kolano uszkodzi nogę Maulera? Może rozetnie go jakimś łokciem? Może smagnie snap-kickiem na wątrobę? Może trafi jakimś mocniejszym niż zazwyczaj kopnięciem na głowę?

Warto odnotować też, że obaj nie byli widziani w akcji od dawna – Jones ostatnią walkę stoczył w lipcu zeszłego roku, Gustafsson – w maju. Amerykanin nie borykał się jednak z żadnymi problemami zdrowotnymi, podczas gdy Szwed miał ich co nie miara.

Z drugiej zaś strony, to na Bonesie ciąży zdecydowanie większa presja z uwagi na szaleństwo ostatnich dni – czyli kolejny oblane przezeń kontrole antydopingowe.

Powiem szczerze, że nie zdziwi mnie tutaj zwycięstwo żadnego z zawodników – i w tym kontekście wysoki kurs bukmacherski na wiktorię Maulera kusi.

Jones jak najbardziej może po raz kolejny skończyć z tarczą – i nawet mi w takim scenariuszu brew nie drgnie! – ale… technika, która przesądziła o jego zwycięstwie w pierwszej walce, kompletnie odwracając jej losy – czyli obrotowy łokieć – nie jest techniką, którą łatwo zaprzęgnąć do działania. Znacznie, znacznie łatwiej trafić kombinacją 1-2. Prostymi technikami. Fundamentami. A w tej materii trudno nie widzieć przewagi Alexandra Gustafssona. Szwed utrzyma walkę na nogach, poprawi obronę – jak ognia unikając półdystansu/klinczu i trzymając prawicę wyżej w odpowiedzi na wysokie kopnięcia Amerykanina – i wprawi cały świat w osłupienie.

Zwycięzca: Alexander Gustafsson przez decyzję

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

1 Comment

  1. twoja wina

    29 grudnia 2018 at 22:49

    haha, Panie Stachura, co się stało ze skalnymi analizami?
    to przez Pana!

    szczególnie z analizami Clouda, który najwięcej majaczył i złowieszczył, a dał popis w swojej analizie, jak mój zięć po 2 połówkach

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply