Polskie MMAUFCZapowiedzi gal UFC

Typowanie UFC Hamburg – Shogun vs. Smith

Analiza i typowanie najciekawszych walk polskiej gali UFC Fight Night 134 – Mauricio Shogun Rua vs. Anthony Smith, która odbędzie się w Hamburgu.

Transmisja z gali UFC Fight Night 134 – Shogun vs. rozpocznie się w niedzielę o godzinie 16:30 w aplikacji UFC Fight Pass oraz na Polsat Sport Fight (tylko walka Damiana Stasiaka). Transmisja z karty wstępnej na Polsat Sport rozpocznie się o godzinie 18:00 i potrwa do końca gali.

Przypominam, że poszczególne ikony przy przewidywanych rezultatach walk w lekkim uproszczeniu oznaczają:

IkonaOpis
Tylko kataklizm mógłby sprawić, że mój faworyt przegra.
Jestem przekonany do swojego typu, ale nie skreślam całkowicie jego rywala, bo ma narzędzia, by zwyciężyć – choć szanse na to są niewielkie.
Zawodnik, na którego postawiłem powinien to bez większych problemów wygrać, choć jego rywal może stawić spory opór, który może zaprowadzić go nawet do zwycięstwa.
Nie jestem przekonany, bliżej mi, rzecz jasna, do zawodnika, na którego postawiłem, ale jego oponent ma umiejętności, by to wygrać.
Absolutnie nie będę zdziwiony, jeśli wytypowany przeze mnie zawodnik polegnie z kretesem, szalenie wyrównana walka, może pójść w dwie strony.

135 lbs: Damian Stasiak (10-5) vs. Pingyuan Liu (13-4)

Kursy bukmacherskie: Damian Stasiak vs. Pingyuan Liu 1.83 – 2.00

Bartłomiej Stachura: Dla Damiana Stasiaka będzie to kluczowy pojedynek w jego karierze. Przegrał bowiem dwa ostatnie starcia i trzecia porażka może wyrzucić go poza pokład UFC.

Może i Pingyuan Liu to 25-letni debiutant, który nie mierzył się póki co z mocnymi rywalami, ale jego pojedynki wskazują na spore umiejętności Chińczyka. Walczy z klasycznej pozycji, a w stójce jego najgroźniejszą bronią jest prawy prosty/sierpowy – i trzeba mu oddać, że posiada solidną moc w pięściach. Jest bardzo dynamiczny, chętnie atakuje też kombinacjami, które lubi kończyć kopnięciami. To jednak nie wszystko, bo lubi też obalać i pracować z góry – a trzeba przyznać, że jego zejścia do nóg są dynamiczne.

Wydaje się jednak, że jego defensywa zapaśnicza nie stoi na najwyższym poziomie – a nie ukrywam, że właśnie w parterze upatruję największych szans na zwycięstwo Stasiaka. Niby polski zawodnik poprawia się z walki na walkę w aspektach kickbokserskich, ale jego umiłowanie do nieefektywnych obrotówek oraz gotowość do oddawania pola – a zatem chwilami paniczne wręcz hasanie wzdłuż ogrodzenia kosztujące masę energii – nie rokują mu najlepiej w szermierce na pięści i kopnięcia z szybkim Chińczykiem. Szczególnie że nasz zawodnik nie jest obdarzony nokautującym uderzeniem – a Piu owszem.

Dlatego spodziewam się, że to Chińczyk będzie w tym pojedynku stroną atakującą, zmuszając Polaka do walki ze wstecznego. Nie odbije się to dobrze na wytrzymałości Stasiaka, który w tym elemencie nigdy zresztą nie zachwycał, w trzecich rundach często oddychając już rękawami.

Warto też pamiętać, że czasy, w których z politowaniem patrzyło się na debiuty Chińczyków w UFC, powoli odchodzą w zapomnienie – będziemy oglądać coraz więcej Yadongów Songów i Bóg jeden raczy wiedzieć, czy Pingyuan Liu nie okaże się jednym z nich.

Jak wspominałem, największych szans Webstera upatruję w jakimś obalenia, kotle zapaśniczym, parterze – tam bowiem jest niezwykle sprawny i jak najbardziej jest w stanie odklepać Chińczyka. Nie zapominajmy też, że dla Piu będzie to debiut i walka daleko, daleko od domu, co jak najbardziej może odbić się na jego formie fizycznej i mentalnej.

Pomimo tego w Chińczyku drzemie spory potencjał i obawiam się, że jego nieźle poukładana stójka, kowadło w pięściach, przyzwoite ofensywne zapasy i część obozu spędzona w Team Alpha Male stanowić będą przeszkodę nie do pokonania dla Stasiaka. Początek walki będzie dla Polaka obiecujący, ale z czasem nacierający Chińczyk zacznie uzyskiwać przewagę, a Webster opadać z sił.

Zwycięzca: Pingyuan Liu przez decyzję

170 lbs: Bartosz Fabiński (13-2) vs. Emil Weber Meek (9-3)

Kursy bukmacherskie: Bartosz Fabiński vs. Emil Weber Meek 2.25 – 1.69

Bartłomiej Stachura: Nie będę ukrywał, jak widzę ten pojedynek – otóż, Bartosza Fabińskiego czeka piekielnie trudna przeprawa. Warszawski Rzeźnik jest zawodnikiem przewidywalnym – ale bardzo konsekwentnym i skutecznym w tym, co robi. Nie traci czasu na stójkowe zabawy, niemal od razu szukając płaszczyzny, w której czuje się najlepiej – czyli zapasów, pracy z góry, kontroli, atakowania ciosami i łokciami.

Rzecz jednak w tym, że pojedynek Emila Webera Meeka z Kamaru Usmanem – a więc jednym z najlepszych zapaśników w dywizji, jeśli nie najlepszym – nie wróży powracającemu po prawie trzyletniej przerwie i problemach zdrowotnych Butcherowi najlepiej. Abstrahując od 30% możliwości, jakie miał jakoby wówczas do dyspozycji Nigeryjczyk, to trzeba oddać Norwegowi, iż okrutnie utrudnił pracę zapaśniczą rywalowi – walczył ostro o utrzymanie walki na nogach, nieustannie próbował wstawać, wił się, skręcał, odpowiadał uderzeniami z dołu, wracał po siatce na górę. W rezultacie Usman miał gargantuiczne problemy z ustabilizowaniem Meeka, aby znaleźć czas i przestrzeń na rozpuszczenie rąk. Wszystkie w zasadzie siły musiał wkładać w utrzymywanie Norwega na dole – a i o to nie było łatwo.

Fabińskiego czeka zatem masa pracy przy przewracaniu i utrzymywaniu Meeka na plecach. Biorąc zaś pod uwagę, że także od strony kondycyjnej Norweg prezentuje się bardzo przyzwoicie – gdy tylko wstawał spod Usmana, od razu ruszał do ostrej szarży – mam poważne wątpliwości, czy powracającemu po długiej przerwie i nigdy niewyróżniającemu pod względem wytrzymałości – szczególnie po tak długiej przerwie! – Fabińskiemu starczy paliwa.

Butcher będzie musiał mieć się na baczności nawet w klinczu przy próbach zapaśniczych – Meek potrafi bowiem poszukać gilotyny – vide jego potyczka z Usmanem – czy ostrych łokci – vide walka z Palharesem. Nie jest więc tak, że Polak będzie mógł bezkarnie maltretować Norwega pod siatką – szczególnie, że Valhalla w przygotowaniach do walki miał okazję szlifować teraz zapasy także i z Nigeryjskim Koszmarem, co może okazać się na wagę złota.

Jeśli nasz zawodnik ma to wygrać, to oczywiście dzięki przewadze zapaśniczej i taktyce lay and pray – tj. męczeniu Meeka w klinczu, utrzymywaniu go na dole – w dwóch pierwszych rundach i przetrwaniu trzeciej. Odrobinę może pomóc mu zbyt agresywne chwilami podejście Norwega, który ma tendencję do wpadania w rywali z ciosami, nie utrzymując bezpiecznego dystansu i tym samym ułatwiając im próby zapaśnicze.

Za bardziej prawdopodobny scenariusz uznaję jednak ten, o którym w wywiadach mówił sam Valhalla – Fabiński będzie od początku szukał zapasów, może zanotuje kilka obaleń, pomęczy Norwega w klinczu, ale w połowie walki zacznie wyraźnie słabnąć i w rezultacie stery pojedynku przejmie Meek, który może nawet sam zaprzęgnie do działania zapasy – ostatecznie albo wygra przez nokaut, albo przez decyzję.

Zwycięzca: Emil Weber Meek przez decyzję

170 lbs: David Zawada (16-3) vs. Danny Roberts (15-3)

Kursy bukmacherskie: David Zawada vs. Danny Roberts 3.60 – 1.31

Bartłomiej Stachura: David Zawada nie będzie miał łatwej przeprawy w swojej debiutanckiej walce pod sztandarem UFC. Nie dość, że walkę wziął bez obozu przygotowawczego, to i stylistycznie konfrontacja z Dannym Robertsem zapowiada się na… skomplikowaną.

Polski Niemiec to przede wszystkim zawodnik stójkowy – w tej właśnie płaszczyźnie toczy najchętniej walki, tam czując się najlepiej. Bardzo chętnie zaprzęga do działania dłuższe kombinacje, mieszając ciosy na korpus z tymi na głowę.

Rzecz jednak w tym, że kickbokserskie szlify Brytyjczyka mogą sprawić mu masę trudności – Roberts jest bowiem nie tylko wszechstronniejszy w swoich poczynaniach, prezentując na nogach szerszy wachlarz uderzeń, nie tylko mniej schematyczny – tj. uzależniający arsenał zaprzęganych technik od tego, co dzieje się w oktagonie – ale przede wszystkim znacznie szybszy. Już Michał Michalski ciosami prostymi sprawił Sagatowi mnóstwo problemów i obawiam się, że w Hamburgu może być podobnie.

Zawada to jednak piekielnie twardy zawodnik, którego bardzo trudno znokautować czy nawet złamać mentalnie. Nawet porozbijany, nie traci serca do walki, szukając swoich okazji na zwycięstwo. Nie odbieram zatem szans Sagatowi, bo przecież odrobinę podobni do niego pod stójkowym względem zawodnicy – czyli nieco schematyczni i mechaniczni w swoich kickbokserskich poczynaniach – Mike Perry i Nordine Taleb byli w stanie go ubić. Ba, gdyby Zawada z powodzeniem zaprzęgał do działania zapasy – o co łatwo jednak nie będzie – jak najbardziej mógłby skontrolować, a może nawet porozbijać rywala.

Myślę jednak, że przewaga szybkościowa oraz najprawdopodobniej kondycyjna, a także większa stójkowa kreatywność mającego za sobą pełen obóz i przygotowania pod innego stójkowicza – miał walczyć z Alanem Joubanem – Danny’ego Robertsa okażą się kluczowe.

Zwycięzca: Danny Roberts przez decyzję

155 lbs: Marc Diakiese (12-2) vs. Nasrat Haqparast (8-2)

Kursy bukmacherskie: Marc Diakiese vs. Nasrat Haqparast 1.59 – 2.50

Bartłomiej Stachura: Jestem daleki od skreślania Nasrata Haqparasta i daleki od dostrzegania w Marcu Diakiese zawodnika, który może namieszać w 155 funtach. Nie ukrywam, że byłem pozytywnie zaskoczony dyspozycją tego pierwszego w jego debiutanckim boju z Marcinem Heldem – szczególnie, że wziął go praktycznie bez obozu przygotowawczego. A jednak zdołał kilka razy solidnie naruszyć Polaka, stawiając mocny opór zapaśniczy i nie dając się poskręcać na dole. Rzekłbym nawet, że wyglądał lepiej niż w wielu poprzednich pojedynkach, które wygrał ze słabeuszami.

Ze swoją odwrotną pozycją, szybkością i kowadłem w lewicy jak najbardziej może rozstrzelać na nogach Diakiese. Brytyjczyk jednak nie dość, że będzie niezwykle niebezpieczny w stójce – bo może i brakuje mu fundamentów, ale miewa przebłyski – to przede wszystkim posiada solidne zapasy. Jeśli zatem będzie miał problemy w boju kickbokserskim – a to realny scenariusz – odwoła się do wrestlingu, zwalniając walkę w klinczu, próbując obaleń, kontroli z góry.

Nie wykluczam, że cały czas rozwijający się – co, przypominam, potwierdziła jego przegrana walka z Heldem – Haqparast znajdzie odpowiedź na zapaśnicze zapędy rywala i albo ustrzeli go na nogach, albo porozbija z dystansu, zwyciężając decyzją sędziowską, ale… Tężyzna fizyczna i gabaryty okażą się dla ścinającego niewiele kilogramów do kategorii lekkiej młodziana problemem. Nie zdoła utrzymać walki na środku oktagonu wystarczająco długo, aby uderzeniami ubić rywala lub zyskać uznanie w oczach sędziów – Diakiese zamęczy go zapasami i klinczem.

Zwycięzca: Marc Diakiese przez decyzję

265 lbs: Marcin Tybura (16-4) vs. Stefan Stuve (28-10)

Kursy bukmacherskie: Marcin Tybura vs. Stefan Struve 1.42 – 3.00

Bartłomiej Stachura: Stylowi walki Stefana Struve szczegółowo przyjrzałem się w osobnej analizie, wskazując jego najmocniejsze punkty i największe luki – tam też przedstawiłem „instrukcję” pokonania Holendra w dziewięciu krokach, do której serdecznie zapraszam tutaj.

Czy natomiast Marcin Tybura dysponuje narzędziami, aby wyeliminować najgroźniejsze elementy w grze Wieżowca i wykorzystać jego największe słabości? Jak najbardziej!

Uniejowianin może mieć większą lub mniejszą przewagę w każdym aspekcie walki – od stójki przez klincz i zapasy aż po parter. Pomimo oczywistych deficytów w kickboxingu Holendra to właśnie na nogach będzie jednak najbardziej niebezpieczny. Tybura musi uważać, aby nie dać się trafić jakimś kontrującym kolanem czy jednym z wielu kopnięć – szczególnie tymi smagającymi na korpus – z jakich lubi korzystać Struve.

Tybura jest jednak znacznie szybszym i znacznie mobilniejszym zawodnikiem od powolnego i snującego się na nogach Struve. Nawet pomimo gabarytów rywala, Polak powinien dzięki temu być w stanie unikać większości jego ataków.

Najkrótsza i najmniej wyboista droga do pokonania Holendra prowadzi jednak oczywiście przez zapasy i parter. Defensywa przed obaleniami Wieżowca stoi na bardzo przeciętnym poziomie i jeśli Tybur odrobił zapaśnicze lekcje – a sądzę, że pod okiem Dawida Pepłowskiego odrobił – wówczas nie powinien mieć większych problemów z przewracaniem Struve z klinczu. Praca z góry będzie natomiast swego rodzaju formalnością, bo pomimo długich kończyn Holender nie jest groźny z pleców. Ba, biorąc pod uwagę smykałkę Marcina do zachodzenia rywalom za plecy, absolutnie nie zdziwię się, jeśli wcieli się w rolę plecaka dla próbującego wracać na nogi przeciwnika.

Nie do końca jestem natomiast pewien, jak mentalnie podejdzie do walki Tybura po dwóch kolejnych porażkach i obozie przygotowawczym spędzonym w nowym w dużej mierze gronie.

Tym niemniej, nie zdziwi mnie zwycięstwo Tybury w dowolny sposób – łącznie z nokautem. Pomimo bowiem tego, że uniejowianin nie ma kowadła w łapie, to jednak szczęka Struve jest już mocno zdezelowana, a i nie sposób wykluczyć, że nasz zawodnik połakomi się na wielkie schaby rywala.

Nie odbieram co prawda szans Wieżowcowi – w stójce jak najbardziej może Tyburze zagrozić – ale na tym etapie swojej kariery jest to już zawodnik, którego rozczytanie nie jest trudne i który swoje najlepsze lata ma już najprawdopodobniej dawno za sobą.

Zwycięzca: Marcin Tybura przez decyzję

185 lbs: Vitor Miranda (12-6) vs. Abu Azaitar (13-2-1)

Kursy bukmacherskie: Vitor Miranda vs. Abu Azaitar 2.68 – 1.51

Bartłomiej Stachura: Vitor Miranda ma już na karku 40 lat, wraca po ponad rocznej przerwie i dwóch porażkach. Szczególnie ta z Chrisem Camozzim chluby mu nie przynosi… To już zawodnik na ostatniej prostej kariery, który będzie na wrogim sobie terenie walczył o pozostanie w organizacji.

Jednak Abu Azaitar żadnym gigantem sam nie jest, a w akcji nie był widziany od prawie dwóch lat. W ostatnich potyczkach nie potrafił skończyć słabeuszy w WSoF. To nadal cepownik, którego ulubioną techniką jest pochylenie głowy i ostra szarża z cepami z lewej i prawej przy wbitym w podłogę wzroku – czyli idealnie pod kontrujące kolano.

W najmniejszym stopniu nie zdziwi mnie wobec tego, jeśli leciwy Brazylijczyk będzie rozdawał karty w wymianach stójkowych – bo też na nogach czuje się najlepiej. Jak najbardziej może ustrzelić Marokańczyka, który często kopie kompletnie bez przygotowania, wystawiając się na kontry.

Rzecz jednak w tym, że defensywa zapaśnicza Mirandy leży i kwiczy, a w parterze nie ma wiele do zaoferowania. Gdy natomiast Azaitar nie radzi sobie na nogach, chętnie przenosi walkę do parteru – i spodziewam się, że w boju z Mirandą szybko – i z powodzeniem – odwoła się do zapasów.

Azaitar wygra przez decyzję po średnio emocjonującej walce.

Zwycięzca: Abu Azaitar przez decyzję

205 lbs: Glover Teixeira (27-6) vs. Corey Anderson (10-4)

Kursy bukmacherskie: Glover Teixeira vs. Corey Anderson 1.65 – 2.35

Bartłomiej Stachura: Corey Anderson wziął walkę z Gloverem Teixeirą w zastępstwie za kontuzjowanego Ilira Latifiego – a więc bez pełnego obozu przygotowawczego. Mając jednak na uwadze jego kondycję, uważam, że nie powinien mieć problemów z przewalczeniem 15 minut.

Nie ukrywam, że wskazanie faworyta tego pojedynku nastręcza mi sporo problemów – obaj zawodnicy mają bowiem narzędzia, aby nawzajem okrutnie uprzykrzyć sobie życie. Amerykanin powinien wyraźnie przeważać od strony szybkościowej, rozdając też najprawdopodobniej karty w płaszczyźnie zapaśniczej. Jest też znacznie aktywniejszym zawodnikiem.

Z drugiej zaś strony, szczęka Andersona jest fatalna i nawet solidny podmuch powietrza wygenerowany jakimś cepem Teixeiry może go znokautować. Ba, Brazylijczyk dysponuje też srogimi lowkingami, które mogą mieć kapitalne znaczenie dla przebiegu walki z uwagi na lichą obronę przed nimi Amerykanina. Wreszcie nie wykluczam też, że Teixeira postawi srogi opór zapaśniczy rywalowi – nie przywiązywałbym bowiem większej wagi do zapaśniczego terroru, jaki swego czasu zafundował mu Phil Davis. Glover miał wówczas za sobą fatalny obóz i fatalne ścinanie. Nie zapominajmy natomiast, że Brazylijczyk był w stanie zamęczyć zapaśniczo i poddać Ovince’a St. Preuxa, którego przewracać nie potrafił Corey Anderson, przegrywając ostatecznie przez nokaut.

Jednak Teixeira wyglądał naprawdę fatalnie w pojedynku z Mishą Cirkunovem. Łotewski Kanadyjczyk rozbijał go w stójce, jak chciał! Brazylijczyk był powolny, niemrawy, nieruchliwy. Wyglądało to fatalnie. Absolutnie wobec tego nie wykluczam scenariusza, w którym szybszy Anderson porozbija Teixeirę z dystansu.

Rzecz jednak w tym, że o ile Glover jest w stanie przyjąć wiele i cały czas poluje na swoją szansę, to tego samego nie sposób powiedzieć o Coreyu. Jeden cios – i leży. Na przestrzeni piętnastu minut Teixeira tenże cios znajdzie, choćby i w trzeciej rundzie po przegraniu dwóch pierwszych.

Zwycięzca: Glover Teixeira przez (T)KO

205 lbs: Mauricio Rua (25-10) vs. Anthony Smith (29-13)

Kursy bukmacherskie: Mauricio Rua vs. Anthony Smith 2.68 – 1.51

Bartłomiej Stachura: Mauricio Rua nie ma w tej walce wiele do wygrania – przynajmniej teoretycznie – za to furę do stracenia. Porażka prawdopodobnie raz na zawsze przekreśli jego marzenia o powrocie na tron kategorii półciężkiej czy choćby próby jego zdobycia.

Jak natomiast walka zapowiada się od strony stylistycznej? Intrygująco.

Shogun już dawno temu zmienił swój styl walki, nie opierając go już na niczym niezmąconej agresji, ostrych cepach, srogich lowkingach i tytanowej szczęce. Nie – teraz jest znacznie bardziej wyrachowany, znacznie lepiej poukładany technicznie. Korzysta z szerszego arsenału, chroniąc swoją nie tak odporną już szczękę za solidnymi fundamentami.

W jego arsenale pojawiły się ciosy proste – i to zarówno na głowę, jak i na korpus! Zrezygnował ze spamowania podbródkowym z tylnej ręki, zamiast tego poza wspomnianymi prostymi ostrzeliwując rywali także w krótkich kombinacjach oraz ciasnych sierpach. Oczywiście – prawy cep nadal jest w jego arsenale i nadal sieje spustoszenie, ale teraz stara się najpierw ustawić sobie rywali ciosami prostymi.

Ba, w ostatniej potyczce z Gianem Villante zaprezentował też bardzo przyzwoitą pracę głową – element, którego wcześniej w jego karierze praktycznie nie występował. Ograniczeniu – najpewniej z uwagi na kontuzję kolan – uległa natomiast nieco jego gra nożna, ale nadal tu i ówdzie potrafi zdzielić rywala kopnięciem na każdej wysokości. Dysponuje też solidną grą kontrującą.

Smith to przede wszystkim stójkowicz obdarzony bardzo dobrymi warunkami fizycznymi nawet jak na 205 funtów – pomimo wcześniejszych występów w kategorii średniej. Biorąc pod uwagę, że najwięcej sukcesów Gianowi Villante w starciu z Shogunem przyniósł lewy sierpowy, Anthony Smith może mieć swoje szanse – sam bowiem bardzo często korzysta z tej właśnie techniki.

Największe zagrożenie stanowią jednak kolana i łokcie Amerykanina – potrafi atakować zarówno latającymi kolanami, jak i odpowiadać nimi w kontrze na szarżę opuszczającego głowę rywala – a Rua ma takowe ciągotki! W zwarciu Smith doskonale korzysta natomiast z łokci – to właśnie tą techniką ubił swego czasu Elvisa Mutapcica i odwrócił losy walki z Hectorem Lombardem.

https://twitter.com/JakeNicholsMMA/status/805213054543630336

Amerykanin bywa jednak w swoich poczynaniach niebywale chimeryczny i bierny. Przez niemal dwie rundy dawał się ostrzeliwać Hectorowi Lombardowi, inkasując masę ciosów i jeszcze więcej lowkingów. Ba, chwilami zachowywał się wręcz jak panikarz, gdy Kubańczyk rozpuszczał ręce! Gdy jednak w samej końcówce drugiej rundy naruszył rywala łokciem, wszystko zmieniło się o 180 stopni – Smith nabrał tak gigantycznej pewności siebie, że już do końca walki złorzeczył Lombardowi, ostatecznie ubijając go soczystym krosem. Z drugiej zaś strony, przed tymże nokautem znów dobre dwie minuty spędził, nie robiąc wiele…

Shogun reaguje na to, co dzieje się w oktagonie znacznie lepiej. Jest bardziej doświadczony, dojrzalszy, potrafi dostosować taktykę i zaprzęgane techniki do aktualnych wydarzeń. W walce z Coreyem Andersonem powrócił do lowkingów, wiedząc, że Amerykanin ma z nimi problemy. W rewanżu z Antonio Rogerio Nogueirą zaprzęgnął do działania zapasy, a w starciu z Gianem Villante szybko zauważył, że może bezkarnie karcić Amerykanina overhandem – co też regularnie czynił. Brazylijczyk ma zatem znacznie więcej opcji niż Smith, który musi szukać rozwiązania w stójce.

Jeśli zaś weźmiemy też pod uwagę, że defensywa Smitha przed uderzeniami leży i kwiczy – obijał go niemal każdy z rywali w oktagonie! – absolutnie nie sposób wykluczyć, że Rua dosięgnie go jakąś bombą – i ubije. Jeśli nie, może smagać go lowkingami, bo tych Smith bronić nie zwykł. W grę wchodzą też oczywiście obalenia z klinczu, w których Maurycy gustuje – przewaga parterowa powinna bowiem należeć bezwzględnie do niego.

Pomimo wspomnianej przeze mnie na początku bardziej wyrachowanej gry Brazylijczyk nadal chwilami wdaje się w ostre wymiany – w walce z Villante jedną z nich przypłacił nawet zainkasowaniem srogiego lewego, po którym aż musiał się cofnąć. W konfrontacji ze Smithem takowe wymiany mogą być ryzykowne z uwagi na łokcie i kolana Amerykanina.

Trudno wskazać tutaj zawodnika, który może przeważać od strony kondycyjnej. Rua mocno poprawił się w tym elemencie, znacznie mądrzej zarządzając zapasami paliwa, ale wraca po prawie półtorarocznej przerwie – i jego forma, także kondycyjna, stanowi pewnego rodzaju zagadkę.

Z drugiej zaś strony, Smith nie ma za sobą pełnego obozu przygotowawczego, bo walkę wziął ledwie dwa tygodnie przed galą. Niby udowodnił, że potrafi rozstrzygać walki w trzecich rundach, ale tutaj będziemy mieli aż pięć – choć oczywiście prawdopodobieństwo decyzji sędziowskiej nie jest duże.

Podsumowując, poza zwycięstwem Smitha przez poddanie nie wykluczam tutaj żadnego scenariusza. Jednak doświadczenie i wszechstronność wyrachowanego Shoguna zaprowadzą go do zwycięstwa. Będzie gnębił rywala lowkingami, szukał pojedynczych prostych, nie wdając się w szalone wymiany, i straszył obaleniami – a może nawet je finalizował? Ostatecznie wygra przez nokaut na nogach, przedzierając się z lewym sierpem lub prawym cepem przez nieistniejącą defensywę rywala, lub też skończy go uderzeniami z góry.

Zwycięzca: Mauricio Shogun Rua przez (T)KO

PODSUMOWANIE

WalkaBartek S.
Shogun - Smith
2.65 - 1.53

Shogun
Anderson - Teixeira
2.40 - 1.63

Teixeira
Azaitar - Miranda
1.50 - 2.70

Azaitar
Tybura - Struve
1.41 - 3.05

Tybura
Roberts - Zawada
1.34 - 3.45

Roberts
Diakiese - Haqparast
1.59 - 2.50

Diakiese
Hein - Hadzovic
1.61 - 2.45

Hein
Fabiński - Meek
2.25 - 1.69

Meek
Taha - Narimani
3.25 - 1.38

Narimani
Rakic - Ledet
2.00 - 1.83

Ledet
Stosic - Kimball
1.38 - 3.20

Stosic
Grant - Bermudez
3.45 - 1.34

Bermudez
Stasiak - Liu
1.83 - 2.00

Liu
Ostatnia gala6-7
Łącznie1212-675
Poprawne64,22 %

*****

Ubijamy Stefana Struve w 9 krokach!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button