Technika MMAUFC

Analizy UFC 214 – Tyron Woodley vs. Demian Maia

Obszerna techniczna analiza pojedynku o złoto kategorii półśredniej pomiędzy Tyronem Woodley’em i Demianem Maią na UFC 214

Mający za sobą dwie obrony pasa mistrzowskiego kategorii półśredniej Tyron Woodley i rozpędzony siedmioma kolejnymi wiktoriami Demian Maia skrzyżują rękawice w co-main evencie sobotniej gali UFC 214 w Anaheim.

Czy Amerykanin pozostanie na tronie? Czy może rozsiądzie się na nim Brazylijczyk?

170 lbs: Tyron Woodley (17-3-1) vs. Demian Maia (25-6)

Kursy bukmacherskie: Tyron Woodley vs. Demian Maia 1.48 – 2.75

Okoliczności zestawienia walki

Z jednej strony człowiek cieszy się, że Demian Maia – ostatni zawodnik z moralnym kręgosłupem – dostał w końcu swoją szansę walki o złoto kategorii półśredniej, na którą zasługiwał już od dawna, ale z drugiej… Trudno nie westchnąć – ewentualnie siarczyście zakląć – gdy człowiek zda sobie sprawę, w jakich okolicznościach do tejże batalii ze szczwanym lisem Tyronem Woodley’em dochodzi.

Oficjalnie co prawda nic nie wiadomo, ale po zwycięstwie z Jorge Masvidalem Demian Maia zapowiadał kilkumiesięczną przerwę, tłumacząc się seminariami i innymi tego typu rzeczami. Jak mniemam, co było później potwierdzane nieoficjalnie m. in. przez Ariela Helwaniego, Maia po prostu nie był w pełni zdrów po ciężkiej (w stójce) walce z Gamebredem – ale, jak to zawodnicy mają w zwyczaju, nie chciał mówić o swoich urazach, stąd zasłonił się seminariami. W późniejszych wywiadach zapowiadał, że chciałby walczyć w okolicach października.

Woodley tymczasem właśnie około 5-6 tygodni przed galą UFC 214 zaczął nawoływać do konfrontacji z Brazylijczykiem, grożąc, że „teraz albo nigdy”. Cwaniak. Sam przygotowania rozpoczął kilka miesięcy wcześniej. Maia natomiast o walce dowiedział się na pięć tygodni przed galą, a jak sam przyznaje, i trudno mu nie wierzyć, tak naprawdę miał łącznie cztery tygodnie na treningi. Cztery tygodnie na najważniejszą walkę życia, do której wyjdzie prawdopodobnie z nie do końca zaleczonymi urazami.

Wyjątkowo słabe.

Zapasy, klincz, parter

Mając za sobą ten przydługawy wstęp, przejdźmy do spraw technicznych. Otóż, żadnym sekretem nie jest, iż Brazylijczyk zrobi, co w jego mocy, aby przenieść walkę do parteru, podczas gdy Amerykanin postara się utrzymać ją na nogach. Przewaga Mai w walce na chwyty będzie ogromna – i podobnie z przewagą Woodley’a na nogach. Choć w obu płaszczyznach mogą oczywiście wystąpić pewne odstępstwa, o których opowiem później.

Co prawda rewelacyjne statystyki defensywy zapaśniczej mistrza to w ogromnej mierze pochodna aż 18 wybronionych sprowadzeń w walce z niebrylującym w kwestii obaleń Jakiem Shieldsem, to jednak oddać mu trzeba, że to naprawdę solidny zapaśnik w defensywie. Czemu oczywiście trudno się dziwić, biorąc pod uwagę jego zapaśnicze korzenie.

Woodley przy bronieniu sprowadzeń świetnie utrzymuje bazę, wyklucza ręce, nie zapomina o podchwytach, pracuje głową. Po prostu – robi na górze od strony technicznej wszystko, jak Pan Bóg przykazał. Teraz dodatkowo trenował z Benem Askrenem, co z pewnością stanowiło jeszcze wartość dodaną.

Biorąc pod uwagę, że Demian Maia generalnie obala na dwa sposoby, to opisane powyżej umiejętności Woodley’a stanowią bardzo mocną broń na pierwszy z nich.

Otóż – jeśli mowa o pierwszym sposobie – Brazylijczyk chętnie zagania rywali pod siatkę, następnie albo schodząc ostro do nóg, albo po prostu wpadając w klincz, gdzie jego siła, mocne podstawy zapaśnicze i solidne judo z bogatym arsenałem wycięć, haczeń i zastawień na ogół stanowią barierę nie do pokonania dla rywali, którzy w końcu lądują na deskach. A wtedy Maia czuje się już jak ryba – a raczej rekin – w wodzie.

Jeśli pretendent nie jest w stanie obalić w taki właśnie opisany wyżej tradycyjny sposób, bo jego rywal potrafi się przed tym bronić – przykładem ostatnio Jorge Masvidal – wówczas wciąga go do półgardy, tam przygotowując na niczego na ogół nieświadomego gagatka zasadzkę, szybko go przetaczając, ewentualnie torując sobie drogę za jego plecy.

Nawet wspomniany Masvidal, który szczycił się tym, że ma całkowicie rozpracowanego Brazylijczyka i zna każdą jego technikę, dał się wciągnąć w grę Mai. Dał się zwieść półgardzie, wierząc, że będzie w stanie obniżyć biodra, mocno przycisnąć Maię i w ten sposób zneutralizować jego półgardę – co oczywiście okazało się wielkim błędem. Ba, nawet wtedy, gdy próbował z rzeczonej półgardy uciekać, nie był w stanie!

Najlepiej jednak oddajmy głos samemu Masvidalowi, który po walce z Maią podzielił się swoimi doświadczeniami.

Jest przebiegł i silny. Najsilniejszy gość, z jakim kiedykolwiek byłem na macie – szczególnie w pewnych pozycjach. W innych pozycjach – zapaśniczych – byłem od niego silniejszy.

– powiedział Masvidal o Mai w rozmowie z Robinem Blackiem.

Gdy szedł do jednej nogi, byłem w stanie powstrzymać go siłowo i technicznie. Ale z pleców? Z półgardy? Siła, jaką był w stanie generować z półgardy, była imponująca. Nie wygląda to tak na nagraniu, ale gdy był na plecach, tłamsił wszystko, co mogłem wykorzystać, żeby wstać i uciec. To było imponujące, bo na ogół jak masz kogoś na dole, możesz po prostu go odepchnąć i uciec, ale w jego przypadku to nie była tylko kwestia jego siły, ale też techniki. Naprawdę z pleców jest światowej klasy zawodnikiem. Podobnie z innymi pozycjami – gdy zajmuje plecy, wie dokładnie, jak cię tam utrzymać. Wiele razy po prostu zupełnie wykluczał moje biodra samym sposobem, w jaki trzymał pozycję za plecami. Czapki z głów dla niego, jeśli chodzi o grappling.

Demian Maia próbuje przewrócić Matta Browna pod siatką zejściem do jednej nogi, potem do dwóch, ale ostatecznie – nie będąc w stanie przenieść walki do parteru tradycyjnymi metodami – wciąga go do głębokiej półgardy, następnie błyskawicznie unieruchamiając jego lewą nogę swoją lewą ręką i go przetaczając.

Jak wszystko to przekładać może się na starcie Woodley’a z Maią? Otóż, uważam, że mistrz powinien być w stanie zneutralizować ofensywne zapasy pretendenta. Owszem, jest mniejszy, ale nie sądzę, aby był też słabszy fizycznie – a już na pewno nie jest słabszy fizycznie od Jorge Masvidala, który całe lata bił się w 155 funtach. Jeśli więc Gamebred przekonuje, że od strony zapaśniczej dawał radę z Maią – w co mu wierzę, bo potwierdzają to nagrania – to tym bardziej powinien sobie poradzić z nim w tym elemencie Woodley. Wszystkie te próby haczeń, rzutów, zejść po jedną nogę – Tyron całe życie bronił się przed tego rodzaju atakami, a teraz miał jeszcze kilka długich tygodni na dostosowanie obrony pod specyfikę Mai.

Nie ma jednak róży bez kolców. Cofanie się prosto na siatkę – co od lat czyni Woodley, a co jest wynikiem lichej kondycji – będzie mimo wszystko bardzo ryzykowne. Oczywiście obrona obaleń pod siatką jest jeszcze łatwiejsza z uwagi właśnie na „trzecią nogę” w postaci ogrodzenia, ale pomimo technicznych umiejętności zapaśniczych Woodley’a będzie to jednak w pewnym sensie igranie z ogniem. Jeden najmniejszy błąd i wyląduje na dole. Ba, nawet jeśli błędu w obronie zapaśniczej nie popełni, to biorąc pod uwagę jego podejrzane cardio (walki ze Stephenem Thompsonem w najmniejszym stopniu nie zmieniły mojego zdania w kwestii kondycji Woodley’a), mocowanie się w klinczu z silnym rywalem, nie będzie dla niego szczególnie korzystne – nawet pomimo tego, że i oczywiście Maia będzie wówczas drenował swój bak z paliwem.

Jeśli więc chodzi o klasyczne obalenia w stylu Mai, Woodley będzie w stanie je bronić, ale im więcej klinczu – do którego drogą ustawianie się plecami na siatce z powodu obawy o kondycję – tym ryzykowniej.

Jak natomiast ma się sprawa z półgardą, której z całą pewnością Maia spróbuje, jeśli nie powiedzie mu się przewrócenie Woodley’a?

Z głębokiej półgardy Demian Maia unieruchamia nogę rywala, łapie głęboki podchwyt i za chwilę ciśnie nim na plecy, znajdując się na górze.

Otóż, nie wierzę – nie wierzę w to, że T-Wood, który o świetnej półgardzie Mai opowiadał w swoim podcaście pół roku temu, zdając sobie już wówczas doskonale sprawę, jak groźna jest to broń; nie wierzę, że da się tam wciągnąć. Nie wierzę, że nie zrobi, co w jego mocy, aby ekspresowo wrócić na nogi, zerwać uchwyt, czmychnąć, gdzie pieprz rośnie. Może i kondycyjnie nie domaga, ale Woodley to na ogół bardzo inteligentny w oktagonie zawodnik. Potrafi maskować swoje słabości. Nie ma problemu z gwizdami kibiców, realizując swoją taktykę – w dużej mierze wynikającą oczywiście z dbałości o zasoby kondycyjne – bez względu na ich opinie, pokrzykiwania.

Innymi słowy, uniosę wysoko brew, jeśli Amerykanin zdecyduje się zejść lub da się wciągnąć do półgardy nienaruszonego wcześniej jakimiś uderzeniami Brazylijczyka.

Stójka

Jak natomiast walka przebiegać może na nogach? Sprawa nie wydaje się – na pozór! – szczególnie skomplikowana. Woodley będzie dysponował gargantuiczną przewagą szybkościową, co dobrze wróży jego szansom ulokowania ciężkiej prawicy na głowie powolnego Mai. Amerykanin bowiem dysponuje niesamowitym przyspieszeniem, potrafiąc w milisekundzie pokonać niezwykle długi dystans z jakąś bombą. Odwrotna pozycja Brazylijczyka nie powinna stanowić dla niego większego problemu, tak jak nie stanowiła w przypadku Robbiego Lawlera – bez porównania mocniejszego uderzacza od Brazylijczyka. Do gry z czasem T-Wood może też zaprzęgnąć ciężkie lowkingi.

Stójka jednak – pomimo ogromnej na papierze przewagi Woodley’a – może być odrobinę zwodnicza. Jeśli bowiem Maia nie da się ustrzelić w pierwszej rundzie, gdy jego oponent będzie najbardziej niebezpieczny… Jeśli – przeciwnie do ostatnich kilku walk – wróci do wyprowadzania ciosów i kopnięć w stójce… Jeśli Woodley w obawie przed obaleniem i wydrenowaniem swojej kondycji znów swoją aktywność ograniczał będzie do dwóch ciosów na minutę, oddając inicjatywę aktywniejszemu rywalowi… Brew uniósłbym, ale szczęka na pewno nie spadłaby mi na podłogę!

Pozostałe czynniki

Absolutnie kluczowym jest ten, opisany na początku tejże analizy – a więc ledwie cztery pełne tygodnie Mai na przygotowanie do najważniejszej w karierze walki zaplanowanej na 5 rund przeciwko piekielnie mocnemu zapaśnikowi z kowadłem w ręce, który ma za sobą o wiele dłuższy obóz przygotowawczy. Dlatego właśnie nie wykluczam, że od strony kondycyjnej Maia może ustępować – i to nawet wyraźnie – Woodley’owi, choć to w dużej mierze zależeć będzie też od przebiegu walki. Jeśli bowiem Brazylijczyk zdoła szybko zajść rywalowi za plecy i utrzymać go tam kilka minut, w baku Amerykanina pozostaną tylko opary.

Warto też pamiętać, że Tyron Woodley mierzył się już swego czasu z grapplerem klasy Demiana Mai. W 2010 roku skrzyżował rękawice z Andre Galvao pod banderą Strikeforce. Oczywiście między dzisiejszym i tamtym Woodley’em oraz dzisiejszym Maią i tamtym Galvao istnieje mnóstwo różnic, ale… Ale Amerykanin zrobił dokładnie to, co powinien – podchodził do Brazylijczyka jak do rozgrzanego piecyka, błyskawicznie umykając, gdy tylko znalazł się blisko albo gdy ten próbował go obalić czy wciągnąć do gardy. Teraz jest oczywiście znacznie bardziej pewny siebie, ale też inteligentniejszy – nie sądzę, aby decydował się na jakiekolwiek parterowe boje z Maią, dopóki ten będzie w pełni sił.

Podsumowanie

Nie skreślam Demiana Mai, bo grzechem byłoby to robić, biorąc pod uwagę jego dotychczasowe dokonania. Jeśli zmusi Woodley’a do cofania się na siatkę – co szczególnie trudne nie powinno być, o ile ten nagle nie zmienił swojej stójkowej gry o 180 stopni – będzie w stanie łapać klincz. O przewrócenie Woodley’a będzie co prawda piekielnie trudno, ale już sam fakt przedarcia się do zwarcia dawał będzie Mai opcje – także na podmęczenie mistrza.

Ba, nawet w stójce z uwagi na wysoce prawdopodobną bierność Woodley’a nie odbieram całkowicie szans Mai, choć oczywiście walka na nogach będzie dla niego niezwykle ryzykowna.

Tym niemniej, nawet uwzględniając, że przy dobrych wiatrach Brazylijczyk ma argumenty, aby strącić Woodley’a z tronu, trudno za bardziej prawdopodobny nie uznać scenariusza, w którym to jednak Amerykanin wychodzi z oktagonu z tarczą. Na nogach będzie oczywiście piekielnie uważny, ale kombinacja jego dynamiki i ciężkich rąk stanowić może zabójczą broń na powolnego i leciwego już Maię. Spodziewam się też mimo wszystko, że T-Wood tym razem będzie jednak odrobinę mobilniejszy, pomimo podejrzanej kondycji nie ustawiając się co chwilę plecami na siatce.

Będzie doskakiwał z pojedynczymi uderzeniami, metodycznie rozbijając Brazylijczyka i choć nie wykluczam jego zwycięstwa przez decyzję po kolejnej mało efektownej walce, to mimo wszystko myślę, że jednak znajdzie sposób na wygraną przez (techniczny) nokaut.

Zwycięzca: Tyron Woodley przez (T)KO

*****

Analizy UFC 214 – Daniel Cormier vs. Jon Jones II

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button