UFC 178 – wyniki i relacja

Gala UFC 178 zapowiada się doskonale! Zapraszamy do relacji na żywo!

125 lbs: Demetrious Johnson > Chris Cariaso (kimura)

Demetrious Johnson nie miał problemów z pokonaniem Chrisa Cariaso, będą wyraźnie lepszym w każdym aspekcie MMA. Koniec walki nastąpił w drugiej rundzie, gdy mistrz odklepał pretendenta kimurą.

155 lbs: Donald Cerrone > Eddie Alvarez (decyzja jednogłośna)

Po walce obfitującej w doskonałe akcje ofensywne i momentami fatalną defensywę. Alvarez był znacznie mobilniejszy, często trafiając kombinacjami bokserskimi i mocno ostrzeliwując korpus Kowboja, który w pierwszej rundzie przyjął w klinczu – który sam trzymał – masę ciosów na głowę, tylko tytanowej szczęce zawdzięczając, że nie padł na deski. Od drugiej rundy Cerrone złapał już swój rytm, regularnie trafiając Alvareza kolanami, kopnięciami na korpus oraz przede wszystkim mocnymi lowkingami, które spowolniły odczuwającego już trudy pojedynku Eddiego. W końcówce trzeciej rundy ten ostatni nie był już w stanie ustać, ale Cerrone rzucił się do jego półgardy, miast pozwolić mu wstać, jak uczyniłby to z pewnością Edson Barboza. Po walce w wywiadzie Kowboj tłumaczył, że chyba zmęczenie odegrało rolę w tym, że poszedł za Alvarezem do parteru.

Notując czwarte kolejne zwycięstwo, Cerrone ustawia się w ścisłym czubie kolejki do walki o pas mistrzowski.

145 lbs: Conor McGregor > Dustin Poirier (TKO)

Conor McGregor poparł czynami wszystkie słowa, które tak śmiało rzucał w kierunku Dustina Poiriera przed walką. Lekko poruszający się na nogach Irlandczyk trafiał częściej i mocniej niż od początku zepchnięty do defensywy i wystraszony Amerykanin. Pomimo tego, że skończenie mogło budzić drobne wątpliwości (po powaleniu rywala McGregor trafił go jednym lub dwoma ciosami w tył głowy), to wydaje się, że przyspieszyły one tylko nieuniknione. Tym samym charyzmatyczny Irlandczyk stał się pierwszym zawodnikiem, który odprawił ciosami Poiriera i jego wspaniały sen trwa w najlepsze!

185 lbs: Yoel Romero > Tim Kennedy (TKO)

W spektakularnej i kontrowersyjnej zarazem batalii Yoel Romero zanotował piątek kolejne zwycięstwo, ubijając Tima Kennedy’ego. Pierwsza runda toczona była pod dyktando Kubańczyka, który w stójce trafiał mocniej i częściej, zwłaszcza krosem z odwrotnej pozycji. Powstrzymywał też wszystkie zapaśnicze zapędy Amerykanina. W drugiej odsłonie Kubańczyk zaczął opadać z sił, ale nadal prezentował się lepiej od strony kickbokserskiej i zapaśniczej – w samej końcówce rundy Kennedy trafił go jednak kilkoma potężnymi podbródkowymi, które zachwiały Yoelem. Chwiejąc się przy siatce zbierał kolejne ciosy na szczękę i niechybnie przegrałby ten pojedynek, gdyby nie syrena kończąca drugie rozdanie. Wydawało się, że Kennedy w ostatniej rundzie skończy półżywego już Romer. Narożnik Kubańczyka sprytnie przeciągnął jednak przerwę, dając swojemu zawodnikowi więcej czasu na odpoczynek, przeciwko czemu mocno protestował Kennedy. Niespodziewanie dla wszystkich Romero na początku ostatniej odsłony zdołał wykrzesać z siebie ostatnie zapasy energii i powalił Kennedy’ego na deski kombinacją lewego prostego i prawego sierpowego, po którym ruszył do szarży, która zaprowadziła go do triumfu.

135 lbs: Cat Zingano > Amanda Nunes (TKO)

Cat Zingano po ogromnych problemach, które na początku walki sprawiła jej Amanda Nunes, niemal kończąc Amerykankę ciosami z góry, pozbierała się i dzięki lepszym zapasom, kontroli z góry i gnp była lepsza w drugije rundzie, by w trzeciej raz jeszcze obalić zmęczoną już Brazylijkę, rozciąć ją uderzeniami i wkrótce zmusić sędziego do przerwania pojedynku.

135 lbs: Dominick Cruz > Takeya Mizugaki (TKO)

Dominick Cruz w spektakularny sposób powrócił do oktagonu po trzech latach przerwy. Amerykanin wyglądał jak za dawnych lat, prezentując nieprawdopodobną mobilność i płynność w przechodzeniu z ataku uderzeniami do obaleń. W międzyczasie zdążył też świetnie uniknąć kilku ataków Mizugakiego. Już pierwsze – kapitalne! – obalenie zaprowadziło go do zwycięstwa – próbującego wstawać Japończyka powalił mocnym ciosem, by potem przejść do wieńczącej dzieło zniszczenia szarży, zasypując Mizugakiego gradem ciosów, czym zmusił spóźnionego sędziego do przerwania pojedynku.

Cruz powraca w wielkim stylu i wydaje się, że kolejną walkę stoczy już o pas przeciwko TJ-owi Dillashawowi. Jeśli tak się stanie, to zapowiada nam się zjawiskowe starcie dwóch piekielnie błyskotliwych zawodników. Szczerze przyznam, że po tym, jak Cruz zdemolował Mizugakiego, chyba jednak to jemu dawałbym minimalnie większe szanse na zwycięstwo…

155 lbs: Jorge Masvidal > James Krause (decyzja jednogłośna)

Jorge Masvidal i James Krause stoczyli wyrównany, techniczny, bój, który odbywał się przede wszystkim w płaszczyźnie stójkowej. Krause doskonale korzystał z lewego prostego, trafiając niemal każdym, który wyprowadził, natomiast Masvidal odgryzał się groźnymi kombinacjami na głowę i korpus, a także okolicznościowymi kopnięciami – jego ataki były co prawda rzadsze, ale dużo niebezpieczniejsze, siejąc popłoch w szeregach wpadającego w odwrocie na siatkę Jamesa. Gamebred przez całą walkę wywierał też presję na mocno już zmęczonego w trzeciej rundzie rywala, naruszonego dodatkowo wieloma ciosami na wątrobę, których zebrał bez liku na przestrzeni całego pojedynku.

Masvidal notuje tym samym trzecie kolejne zwycięstwo i czeka na rywala z czołówki dywizji.

170 lbs: Stephen Thompson > Patrick Cote (decyzja jednogłośna)

Stephen Thompson w starciu z Patrickiem Cote rozkręcał się z każdą rundą. Pierwsza była najbardziej wyrównana – Amerykanin nie mógł złapać rytmu, będąc jednocześnie zawodnikiem mniej aktywnym. W drugiej rundzie jednak trafiał częściej i mocniej, nieustannie zmieniając pozycje, krążąc wokół rywala i czyhając nieustannie na niego ataki, by je skontrować. Thompson wybronił też wszystkie próby obaleń w wykonaniu poszukującego parteru Cote, a w trzeciej rundzie po jednej ze świetnych kontr był nawet bliski pokonania Kanadyjczyka przez nokaut.

Ostatecznie wszyscy sędziowie uznali, że Thompson był w tym pojedynku lepszy, dzięki czemu po czwartym już z kolei zwycięstwie w kolejnej batalii może prawdopodobnie liczyć na zawodnika z czołowej piętnastki dywizji.

170 lbs: Brian Ebersole > John Howard (decyzja niejednogłośna)

Obaj zawodnicy nie stworzyli najciekawszego widowiska… W pojedynku działo się niewiele – w stójce Howard raził Ebersole’a mocnymi lowkingami i próbował swoich firmowych sierpowych, ale bez większego efektu. Ebersole był znacznie aktywniejszy, choć jego ciosy były wyraźnie słabsze. O wyniku zadecydowała trzecia runda, w której Howard mocno opadł z sił, będąc dramatycznie biernym – choć niemal każdy lowking, którym atakował, dochodził celu. Brian był jednak aktywniejszy, wyprowadzał więcej ataków, inicjował klincz, próbował zaprzęgać tam do działania łokcie i w ostatecznym rozrachunku przekonał do siebie dwóch z trzech sędziów.

155 lbs: Kevin Lee > Jon Tuck (decyzja jednogłośna)

Po pojedynku, którego raczej nie zapamiętamy do końca życia, Kevin Lee pokonał Jona Tucka, swoje zwycięstwo zawdzięczając przede wszystkim przewadze zapaśniczej. Tuck był co prawda chwilami groźny z pleców, poszukując balachy lub trójkąta nogami, ale nie był w stanie ich skutecznie dopiąć. W stójce walka była bardziej wyrównana – Guamczyk trafiał przede wszystkim lewym prostym i wysokim kopnięciem, a Amerykanin odwdzięczał mu te uprzejmości kopnięciami na korpus i sierpami na głowę. Dwie pierwsze rundy stały pod znakiem delikatnej przewagi Lee i dopiero w ostatniej zaprezentował się lepiej, naruszając i rozcinając w stójce Tucka, by potem do końca walki zasypywać go ciosami z góry. Sędziowie nie mieli problemów ze wskazaniem zwycięzcy (Tuckowi odjęto jeden punkt za kopnięcie w krocze w drugiej rundzie).

Lee zwyciężył, ale wydaje się, że ta walka potwierdziła na jakiś czas, iż jeszcze wiele mu brakuje, by rozpatrywać go w kategoriach wielkiego talentu.

135 lbs: Manny Gamburyan > Cody Gibson (gilotyna)

Manny Gamburyan powrócił z dalekiej podróży. Cody Gibson prezentował się o wiele lepiej w stójce, tańcząc wokół Anvila i rażąc go masą ciosów prostych. W drugiej rundzie jedną z kombinacji powalił nawet Gamburyana na deski i wydawało się, że kwestią czasu jest, zanim go skończy. W końcówce pierwszej rundy Gibson popełnił jednak błąd, oddając głowę, którą chętnie przechwycił Gamburyan, zapinając swoją firmową gilotynę – wydawało się, że Gibson dotrwa do syreny kończącej drugą rundę, ale tak się nie stało – odklepał w ostatnich sekundach.

Gamburyan zaliczył więc zwycięski debiut w nowej kategorii wagowej i pozwolił sobie wyzwać do boju Bryana Caraway’a, chyba nie zdając sobie sprawy, że do takiej walki ma jeszcze daleką drogę, której – na moje oko – nie pokona.

Karta główna

125 lbs: Demetrious Johnson pok. Chrisa Cariaso przez poddanie (kimura)
155 lbs: Donald Cerrone pok. Eddiego Alvareza przez jednogłośną decyzję (3 x 29-28)
145 lbs: Conor McGregor pok. Dustina Poiriera przez TKO (lewy prosty i ciosy z góry)
185 lbs: Yoel Romero pok. Tima Kennedy’ego przez TKO (prawy sierpowy i ciosy w parterze)
135 lbs: Cat Zingano pok. Amandę Nunes przez TKO (gnp)

Karta wstępna

135 lbs: Dominick Cruz pok. Takeyę Mizugakiego przez TKO
155 lbs: Jorge Masvidal pok. Jamesa Krause przez jednogłośną decyzję (2 x 30-27, 29-28)
170 lbs: Stephen Thompson pok. Patricka Cote jednogłośną decyzję (2 x 30-27, 29-28)
170 lbs: Brian Ebersole pok. Johna Howarda przez niejednogłośną decyzję (2 x 29-28, 28-29)
155 lbs: Kevin Lee pok. Jona Tucka przez jednogłośną decyzję (3 x 30-26)
135 lbs: Manny Gamburyan pok. Cody’ego Gibsona przez poddanie (gilotyna)

fot. Esther Lin/MMAFighting.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply