UFC

„To się nazywa wolność słowa” – Dana White zrugał tropiącego słowozbrodnię dziennikarza, stanął w obronie Seana Stricklanda

Obrodziło w Kanadzie od postępowych dziennikarzy, którzy na konferencjach prasowych UFC tropią myślozbrodnie. Jednego przed UFC 297 wyjaśnił Strickland, innego po gali – White.




W drodze do sobotniej gali UFC 297 w Toronto środowiska postępowe podjęły nie pierwszą próbę wymazania byłego już mistrza wagi średniej Seana Stricklanda. Wszystko w następstwie jego wypowiedzi nt. jednego z dziennikarskich aktywiszcze, który na konferencję prasową przez galą udał się po to, aby przepytać Tarzana na tęczowe tematy.

Swoim zwyczajem, Strickland w język się nie ugryzł, rugając gagatka – określił go między innymi mianem infekcji – i obwieszczając, że nie interesuje go kompletnie, kto z kim i jak spółkuje w zaciszu swojego pokoju, ale interesuje go, aby tęczowa propaganda nie była systemowo wtłaczana do głów dzieciom, za plecami rodziców.




Wypowiedzi Seana rozniosły się po świecie – nie tylko sportowym – bardzo szerokim echem, wywołując skrajne reakcje. Część biła mu brawo za odwagę do publicznego pójścia wbrew mainstreamowi, inni z kolei, reprezentanci policji myśli, domagali się reakcji ze strony UFC, ESPN czy Disneya, apelując nawet o odwołanie walki Amerykanina i pozbawienie go pasa.

Temat ten miał ciąg dalszy podczas konferencji prasowej po gali UFC 297, na której pojawił się Dana White. Zapytany, czy nie rozważał interwencji, aby ograniczyć trashtalk przed galą, sternik UFC postawił sprawę jasno.

– Nie mówię nikomu, co ma robić – odparł. – Nie próbuję kontrolować żadnego człowieka w jakimkolwiek zakresie czy formie.

– Powtarzam to cały świat – to biznes sportów walki. Jeśli jesteś taki wrażliwy, to prawdopodobnie nie powinieneś zadawać tego rodzaju pytań, skoro wiesz, jaką odpowiedź otrzymasz od Stricklanda. I to powinien być punkt wyjścia.

– Skoro go pytasz – a przecież wiesz, kim jest – ale jeśli zadajesz mu takie pytanie… Został zwabiony tym pytaniem. Jest, jak jest. Taki biznes.



Na tym jednak nie koniec, bo na widowni wśród tzw. dziennikarzy znalazł się jeszcze jeden gagatek, który postanowił temat pociągnąć. Wypowiedź rozpoczął od stwierdzenia, że Dana White daje swoim zawodnikom „bardzo długą smycz” za mikrofonem, co prowadzi do transfobii i homofobii. Zanim zdążył zadać pytanie, głównodowodzący amerykańskiego giganta przywołał go jednak do porządku.

– Nikogo nie trzymam na żadnej smyczy – stwierdził zirytowany. – Smycz? Wolność słowa. Chcesz kontrolować, co ludzie mówią? Chcesz mówić ludziom, w co mają wierzyć? Nie mówię, ku*wa, żadnemu człowiekowi, co ma mówić, co ma myśleć. Nie ma tu żadnej smyczy dla nikogo. Gadanie, że trzymam kogoś na smyczy, jest idiotyczne. To się nazywa wolność słowa, bracie. Ludzie mogą mówić, cokolwiek zechcą i wierzyć w cokolwiek zechcą.

– Mieliśmy dwie lesbijki, które walczyły w co-main evencie. Siedziały na scenie obok Seana Stricklanda. Miały w dupie, co mówi Sean Strickland albo w co wierzy, albo jakie ma zdanie.

Zapytany przez jeszcze innego uczestnika konferencji prasowej, czy toczyły się w gabinetach UFC, ESPN albo Bud Light jakiekolwiek wewnętrzne rozmowy dotyczące wypowiedzi Seana Stricklanda, Dana White odpowiedział krótko, nad tematem się nie rozwodząc: „Żadne”.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie z 3X ZAKŁADEM BEZ RYZYKA – KAŻDY DO 100 ZŁ

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button