Lauzon vs. Dunham, Pierce vs. LaFlare na TUF 22


Finał 22. edycji The Ultimate Fightera zasiliły dwa pojedynki.

Ujawniono dwa z pojedynków, które odbędą się na finałowej gali dwudziestego drugiego sezonu The Ultimate Fightera, w którym rywalizować będą Europejczycy – pod wodzą Conora McGregora – oraz Amerykanie – trenowani przez Urijaha Fabera. 11 grudnia skonfrontują się ze sobą wysoko notowani zawodnicy ze swoich kategorii wagowych. Szczególnie ciekawie zapowiada się pojedynek w niższej dywizji.

Waga lekka stanie się miejscem batalii pomiędzy Evanem Dunhamem (16-6) i Joe Lauzonem (25-10). Obaj mają za sobą ciągi zwycięstw i wracają po wygranych w dominującym stylu. Lauzon bez większych trudności odprawił w pierwszej rundzie ciosami w parterze Takanoriego Gomiego, natomiast jego rywal swoimi grapplerskimi i i zapaśniczymi umiejętnościami sprawił, że Ross Pearson przegrał wszystkie rundy podczas ich starcia.

Joe Lauzon to niezwykle efektownie walczący zawodnik, który preferuje parter, gdzie aktywnie szuka poddań. Jego stójkowe umiejętności nie są zachwycające, ale potrafi sprawić w tej płaszczyźnie zagrożenie, o czym przekonał się całkiem niedawno chociażby solidny Michael Chiesa. Nie ulega wątpliwości, że Amerykanin dążyć będzie do walki na ziemi.

Evan Dunham w ostatnim pojedynku powrócił nieco do swoich korzeni, gdzie w piękny sposób kontrolował swojego rywala. Posiadający czarny pas w brazylijskim jiu-jitsu i dobre zapasy zawodnik to jednak także całkiem sprawny uderzacz, który intensywnością swoich ciosów oraz przewagą w szybkości i boksie, a także dzięki wplatanym kopnięciom może wypunktować Lauzona bez uciekania się do obaleń.

Lauzon to ktoś, kogo nie można lekceważyć ze względu na jego parterową błyskotliwość oraz twardy charakter, ale to jego oponent wydaje się być faworytem starcia. Jego większa wszechstronność, wyśmienity parter (w karierze został poddany tylko raz, w dodatku będąc już mocno rozbitym po stójkowej części pojedynku) oraz pozwalające kontrolować miejsce walki zapasy jasno sugerują jego zwycięstwo – przynajmniej na papierze.

Druga dodana walka to pojedynek Mike’a Pierce’a (17-6) i Ryana LaFlare (11-1). Obaj reprezentanci dywizji półśredniej powracają po nieudanych ostatnich bojach. LaFlare nie podołał parterowej magii Demiana Mai, a z kolei Pierce został szybko poddany dźwignią na nogę przez Rousimara Palharesa, której przeciągnięcie doprowadziło do zwolnienia Brazylijczyka, a także długiej pauzy Amerykanina spowodowanej kontuzją.

LaFlare to dość wszechstronny zawodnik, który jednak nie błyszczy szczególnie w żadnej płaszczyźnie. Posiada dobre ofensywne zapasy i nieco słabsze defensywne, służący głównie do kontroli parter, a także użyteczną, ale w żadnym wypadku niezachwycającą stójkę. Mimo takiego zestawu umiejętności Ryan utrzymuje się w dolnych rejonach pierwszej piętnastki.

Mike Pierce z pewnością nie przekonuje do siebie fanów swoim stylem walki, ale nie można odmówić mu skuteczności – przekonał się o tym chociażby Johnny Hendricks, który zwyciężył bardzo bliską, niejednogłośną decyzją. Pierce stara się neutralizować swoim grindującym stylem ofensywę rywali, by w odpowiednim momencie samemu spróbować trafić nokautującym ciosem, co udało mu się już kilka razy.

Trudno wskazać faworyta tego pojedynku – rdza po powrocie na pewno w jakimś stopniu może odbić się na dyspozycji Pierce’a, ale jego styl walki może okazać się wystarczający do zneutralizowania Ryana, a być może także zranienia go kilka razy na tle pojedynku. Ryan jednak inteligentnie rozgrywając pojedynek z całą pewnością ma spore szanse na pewną decyzję dzięki wymieszaniu obaleń i aktywności w stójce.

1 Comment

  1. Pingback: Lauzon ma nadzieję nigdy nie walczyć z Natem Diazem - Lowking.pl

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply