UFC

Cody Garbrandt przed UFC 227: „Zmuszę TJ-a, aby błagał mnie o trylogię”

Cody Garbrandt opowiada o zmianach, jakich dokonał przed rewanżowym starciem z TJ-em Dillashwem, do którego dojdzie podczas gali UFC 227 w Los Angeles.

Medialna narracja przed rewanżowym starciem pomiędzy TJ-em Dillashawem i Codym Garbrandtem, do którego dojdzie już w sobotę w Los Angeles podczas gali UFC 227, mocno różni się od tej, jaką obaj prezentowali przed pierwszym starciem. Wtedy to No Love wiódł prym w szermierce słownej, nie tylko rugając rywala przy każdej nadarzającej się okazji, ale także rzeczone okazje tworząc.

Przegrał jednak wówczas przez nokaut, wobec czego trudno się dziwić, że teraz role się odwróciły. Dillashaw nie idzie może dokładnie śladami Garbrandta sprzed pierwszej potyczki, ale to on jest teraz stroną inicjującą wymiany medialnych razów.

Pretendent podchodzi jednak do tematu z dystansem.

Chce trochę nastroszyć pióra, ale trudno mi go o to obwiniać.

– powiedział Garbrandt w rozmowie z dziennikarzami podczas konferencji prasowej.

Chce sprzedać PPV. Jest mistrzem, więc to na nim spoczywa obowiązek sprzedania PPV.

Cody przekonuje, że za sprawą narodzin syna odnalazł w końcu w życiu równowagę i spokój, otoczył się dobrymi ludźmi i zwrócił się w kierunku Boga. Wszystko poukładał.

Co jednak najważniejsze, teraz jest w pełni zdrowy i ma za sobą dobrze przepracowany obóz przygotowawczy. Jak przekonuje, sytuacja przed pierwszą walką z Dillashawem wyglądała zupełnie inaczej – borykał się z ogromnymi problemami zdrowotnymi, nie wycofując się z pojedynku tylko ze względów finansowych.

Wyszedłem do walki z nim, dosłownie wstając z kanapy.

– powiedział.

Dlatego jestem tak pewny siebie przed tą walką, bo wiem, że teraz zrobiłem wszystko, co powinienem był zrobić, aby odzyskać tytuł. Harowałem dosłownie do granic wytrzymałości. Jeszcze jedna runda, i kolejna. Nowi goście, jeden po drugim. Naciskają, naciskają. Dochodzisz do punktu, w którym jesteś bliski pęknięcia, zmęczenie wchodzi w grę – i na tym będzie polegać ta walka. Zobaczycie, że ten, kto pierwszy się zmęczy, będzie miał problemy.

W pierwszej rundzie zmusiłem TJ-a do walki ze wstecznego, robiłem z nim, co chciałem, nie był w stanie mnie trafić. Nie mogłem jednak utrzymać tego tempa, bo nie trenowałem, zadziałała adrenalina, w drugiej rundzie poruszałem się sztywno na nogach, powinienem był być mobilniejszy. I tego typu drobne rzeczy poprawiliśmy.

Garbrandt nie ukrywa też, że podchodzi teraz – po narodzinach syna – znacznie bardziej pragmatycznie do MMA. Duże znaczenie mają dla niego aspekty finansowe, podobnie jak jego zdrowie – nie chce przyjmować wielu ciosów, zapowiada poprawę pracy głową w oktagonie, aby po zakończeniu kariery nadal cieszyć się życiem. Nie chce walczyć częściej niż 2-3 razy w roku.

Gdy jestem skupiony na tym, co robię, nikt nie jest w stanie mnie pokonać, nikt nie jest w stanie mnie dotknąć.

– powiedział.

Jestem za szybki, za sprawny, za ostry. Mam za dużo serca, aby się poddać. I teraz kondycja też jest w punkt. Widzieliście, co byłem w stanie zrobić Dominickowi Cruzowi. Miałem wtedy za sobą świetny obóz i byłem zdrowy. Jestem w stanie zrobić tak z każdym. Zrobiłem to samo z TJ-em w pierwszej rundzie. Zostałem trafiony. Czapki z głów przed nim. Niech się cieszy tym zwycięstwem, odzyskał pas. Podwójny mistrz, dobry zawodnik, zaciekły zawodnik, ale nie będzie w stanie pokonać mnie ponownie.

Przed kilkoma dniami zapowiedział co prawda, że po znokautowaniu Dillashawa da mu natychmiastową trylogię, aby raz na zawsze zamknąć ten etap swojej kariery, ale podczas wczorajszej konferencji prasowej ujął temat nieco inaczej.

Znokautuję go i zmuszę, aby błagał mnie o trylogię.

*****

Powrót Jose Aldo – bez różańca i rolexa

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button