UFC

Jon Jones: „Nie obiecuję, że będę świętym, bo koniec końców jestem dzikim sku*wielem”

Podsumowanie konferencji prasowej Jona Jonesa po zwycięstwie z Danielem Cormierem podczas gali UFC 214 w kalifornijskim Anaheim.

Jon Jones powrócił do akcji po ponad rocznej przerwie z prawdziwym przytupem, podczas gali UFC 214 w Anaheim po raz drugi – tym razem przez nokaut w trzeciej rundzie – pokonując Daniela Cormiera i powtórnie rozsiadając się na tronie mistrzowskim kategorii półciężkiej.

Jon Jones wraca na tron, nokautuje Daniela Cormiera – video

Od samego początku obaj zawodnicy wdali się w ostre wymiany, nie tracąc czasu na jakiekolwiek rozpoznanie. Podczas konferencji prasowej po gali Jones nie ukrywał, że dokładnie tego się spodziewał.

Słyszałem, że Daniel mówił, że chciał pokazać mi od razu, że dwa lata będą miały na mnie wpływ. Wiedzieliśmy, że nie będzie żadnego wzajemnego badania się. Wiedzieliśmy, że nie będzie czasu na rdzę ringową. Wiedzieliśmy, że od razu przejdziemy do rzeczy – i tak się stało.

– powiedział Jones, przyznając, że nokaut nie był w żadnym razie dziełem jakiegokolwiek przypadku.

Tak, spodziewaliśmy się, że skończymy Daniela Cormiera, co mówiłem w kilku wywiadach przed walką. Pewnego razu na treningu wzięliśmy pięciu gości, z którymi miałem najwięcej problemów. Trenerzy zestawili mnie z każdym z nich na dystansie pięciu rund – po jednej z każdym. I skończyłem trzech z pięciu, czego nigdy wcześniej nie byłem w stanie zrobić. Dwa TKO i poddanie. Po tych sparingach trenerzy powiedzieli mi: „Jon, wchodzisz w swój najlepszy okres, przyjacielu”.

Na przestrzeni 13 minut walki Jones zadał łącznie 95 znaczących uderzeń, ale, co ciekawe, niemal idealnie rozłożył je pomiędzy ataki na nogi, korpus oraz głowę. Oczywiście – nieprzypadkowo.

Taki był gameplan – aby atakować ciało. Daniel powiedział poprzednio, że uderzenia na korpus odbiły się na nim i wiedziałem, że także różnica wieku będzie czynnikiem.

– stwierdził Jon.

Starałem się zniszczyć jego ciało. Zmuszać go do zgadywania, gdzie zaatakuję. To był maraton.

Bones nie ukrywał, że jest niezwykle szczęśliwy z wyniku walki – po raz pierwszy od walki z Chaelem Sonnenem w 2013 roku skończył rywala – i miejsca, w jakim się obecnie znajduje. Przyznał, że czuje się tak, jakby po raz pierwszy w karierze zdobył pas – i teraz to docenia. Wcześniej natomiast bywało, że wierzył, iż wszystko będzie mu niejako podane na tacy.

Pomimo zadowolenia z występu, jest przekonany, że to nie był szczyt jego możliwości.

Czuję, że mogę być o wiele lepszy. W defensywie nie byłem najlepszy. Przyjąłem kilka naprawdę, naprawdę mocnych ciosów. Potężne sierpy. Dziękuję Bogu, że pobłogosławił mnie dobrą szczęką.

– powiedział nowy-stary mistrz.

Czuję, że najlepsze jeszcze przede mną. Z 30-stką na karku czuję, że jestem w fizycznym i mentalnym szczycie.

Uważam, że najlepsze lata nadal są przede mną. To powinno być straszne dla wszystkich tych półciężkich – i będzie przez wiele lat.

Pełne nagranie z Danielem Cormierem po nokaucie – video

Jeszcze w oktagonie po zakończeniu pojedynku Bones rzucił wyzwanie Brockowi Lesnarowi, wyjaśniając też później, dlaczego preferuje takie zestawienie bardziej niż ewentualną konfrontację z mistrzem kategorii ciężkiej Stipe Miocicem.

Dlaczego natomiast biznesowo i stylistycznie odpowiada mu pojedynek z Lesnarem?

Po prostu uważam, że to dla mnie walka do wygrania. Brock Lesnar ma miliony fanów poza MMA, więc to wielka rzecz dla naszego sportu – w pewien sposób podkraść tych fanów.

– powiedział otwarcie.

Czuję też, że Brock ma dość ograniczoną grę i po prostu myślę, że to walka do wygrania – a wiąże się to z ogromną nagrodą. I chcę to zrobić.

Jones przyznał, że nie do końca wie, skąd w ogóle wziął się pomysł na jego starcie z Lesnarem. Zdradził, że jego menadżer od razu przyklasnął pomysłowi, dostrzegając w nim nie lada potencjał finansowy, a i jego trenerzy zgodnie stwierdzili, że były mistrz kategorii ciężkiej jest do pokonania.

30-letni zawodnik nie ukrywa też, że pilnie śledził losy i karierę Conora McGregora, który w kilka lat stał się największą gwiazdą MMA na świecie.

Conor McGregor był dla mnie ogromną inspiracją. Pokazał mi – a byłem w górnej półce tego sportu od lat – pokazał mi, że da się zarobić wielkie pieniądze. Nigdy w życiu jako mistrz nie sądziłem, że kiedykolwiek zobaczymy zawodników inkasujących $70 milionów czy ile tam zarobi za walkę z Mayweatherem. To inspiracja, która dowodzi, że możesz to zrobić. Uważam, że to możliwe dzięki McGregorowi.

Potencjalne starcie z Lesnarem w żadnej jednak mierze nie oznacza, że Jones zamierza opuścić kategorię półciężką – nic z tych rzeczy!

Ludzie ciągle mi mówią: „Jesteś za długi, jesteś za duży, to oszustwo, że bijesz się w kategorii półciężkiej”. Nie jestem jednak w stanie zmienić tego, jakim stworzył mnie Bóg. Mogę jednak kontrolować jedną rzecz – zarządzanie wagą. I wykonuję w tym obszarze świetną pracę. W tygodniu przed walką jadłem lody, naleśniki. Robiłem wszystko, aby utrzymać dużą wagę, a dzisiaj w oktagonie ważyłem 215 funtów – to bardzo niewiele.

– powiedział Jones.

Czuję, że mam przed sobą jeszcze wiele lat w kategorii półciężkiej. Do kategorii ciężkiej będę wybierał się tylko na walki, które naprawdę będą ekscytowały fanów albo ostatecznie powalczę o pas – przeciwko perfekcyjnemu dla mnie stylistycznie rywalowi.

Amerykanin jest też przekonany, że historia jego kariery i powody, dla których ludzie chcą ją śledzić, są zbliżone do historii Mike’a Tysona.

Nigdy nie było takiego mistrza jak ja. Młodego mistrza… Chociaż był jeden. Moja kariera jest w pewien sposób porównywalna z tą Mike’a Tysona. Gość, który miał wszystko. Gość, który popełnił wiele błędów. Myślę, że ludzi ciekawi, jak sobie z tym poradzę. To najbardziej intryguje – jak człowiek potrafi podnieść się z kompletnego bagna.

Zapytany o to, czym jego drugie panowanie w kategorii półciężkiej będzie różniło się od pierwszego z lat 2011-2015, odparł:

Nie chcę składać czczych obietnic i mówić, że będę świętym, bo koniec końców jestem dzikim skurwielem. Ale spróbuję robić to lepiej. Podejmować ciągłe wysiłki, aby moje decyzje były lepsze. I myślę, że to powinno wystarczyć. Myślę, że oczekując od siebie więcej, będę lepszym mistrzem.

Na koniec jeden z dziennikarskich śmiałków zapytał Jonesa o potencjalną konfrontację z… Andersonem Silvą. Odpowiedź Jonesa nie pozostawiła jednak najmniejszej wątpliwości.

Nie, nie interesuje mnie walka z Andersonem Silvą.

– powiedział zdecydowanie.

Anderson Silva był dla mnie inspiracją przez wiele, wiele lat. Jest już coraz starszy i nadal jest wspaniały, ale nigdy nie chciałbym pokonać Andersona albo zostać przez niego pokonanym. Marzę, aby cały czas mieć z nim świetne relacje, dzięki którym możemy zawsze do siebie zadzwonić, wspierać się nawzajem, pomagać sobie – na wiele kolejnych lat. Jest coś niesamowitego w tym, jak ktoś z twojego idola staje się twoim przyjacielem. I tak jest z Andersonem – i chcę, żeby tak zostało.

Poniżej cała konferencja prasowa z Jonem Jonesem:

*****

Dana White zdradza pierwsze – rewelacyjne – szacunki sprzedaży PPV gali UFC 214

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button