UFC

„Byłem cały pokryty białymi piórami” – Jones zdradza, dlaczego walkę z Rampagem rozpoczął, pełzając

Jon Jones zdradził, dlaczego niespełna dziesięć lat temu w pierwszych sekundach walki z Quintonem Jacksonem wypełzał do rywala na kolanach.

Zdetronizowawszy w marcu 2011 roku Mauricio Shoguna Ruę i zapisawszy się na kartach historii jako najmłodszy mistrz UFC, Jon Jones w pierwszej obronie tytułu 2005 funtów miał skrzyżować rękawice z Quintonem Rampagem Jacksonem.

Wielokrotnie w ostatnich latach Bones przyznawał, że Rampage był pierwszym i jak dotąd ostatnim przeciwnikiem, który naprawdę go onieśmielał. Nie wiedział, jak się zachowywać w jego obecności, zapominał języka w gębie, gdy Jackson go podszczypywał.

Starcie z Rampage – doszło do niego we wrześniu 2011 roku ramach gali UFC 135 – było też pierwszym, które Bones rozpoczął w charakterystyczny już teraz dla siebie sposób – na kolanach, wypełzając na środek oktagonu.

Dlaczego w ten właśnie sposób rozpoczął wówczas walkę? O to zapytano Jona Jonesa w rozmowie ze Steve-O

– Po raz pierwszy pełzałem w kierunku rywala po rozpoczęciu walki – i nie mówimy o samym wejściu do oktagonu – przy okazji starcia z Rampagem Jacksonem – rozpoczął opowieść Jon. – Obaj zawodnicy zawsze stoją, John McCarthy pyta: „Jesteś gotowy? Jesteś gotowy? Zaczynamy!”. I obaj zawodnicy do siebie doskakują w stójce.

– Wydaje mi się, że to ja byłem pierwszym zawodnikiem, który pełzał w kierunku rywala, gdy już trwała walka, mijały sekundy. W pewien sposób wzbudza to strach.

Skąd zatem tak oryginalne zachowanie Jonesa po rozpoczęciu pojedynku?

– Przed walką z Rampagem Jacksonem cały czas miałem koszmary, w których byłem nokautowany – powiedział Bones. – Bez względu na to, jak toczyła się walka w moich snach, zawsze na końcu byłem nokautowany. I zawsze w pierwszych trzydziestu sekundach walki.

– Spotykaliśmy się na środku oktagonu i ścinał mnie prawym overhandem. Innym razem prawym podbródkiem. W jeszcze innym śnie lewym sierpem. Nie potrafiłem uniknąć tego nieuchronnego nokautu w pierwszej rundzie.

– Jestem dużym zwolennikiem psychologii sportowej, więc wykonałem kilka telefonów. W walce z Rashadem Evansem nauczyłem się, żeby wszystkie negatywne myśli natychmiast zastępować pozytywnymi. Zamiast myśleć o tym, że jesteś nokautowany, pomyśl, że jesteś wyczerpany, ale wygrywasz walkę i jest już blisko końca. Pomyśl o czymś pozytywnym.

– Po prostu nie byłem w stanie opędzić się od tych obrazów i koszmarów, w których Rampage Jackson mnie nokautuje. W dniu walki sądziłem więc, że skończę znokautowany. Czułem, że wręcz wypływa to samo ze mnie, że to moja energia do tego doprowadzi. Wydawało mi się, że to sygnały z góry. „Johnie, tak to się właśnie skończy dzisiaj”. Nie mogłem się tego pozbyć.

– Zacząłem się więc w pewnej chwili bardzo żarliwie modlić w szatni. Padłem na kolana, dotykałem swojego ciała – od stóp do głowy. Po raz pierwszy. Modliłem się, prosząc Boga, aby dał mi nadludzkie zdolności, reakcję, szybkość, gibkość, świadomość.

– Gdy tak się modliłem, dotykając swojego całego ciała i naprawdę będąc przekonanym, że stawiam na szali swoje życie, popatrzyłem na siebie i zobaczyłem, że jestem pokryty… piórami. Białymi piórami.

– To nie była halucynacja. To było… Dla mnie to było bardzo realne. Widziałem siebie pokrytego piórami. Małe piórka wystawały mi między palcami. Wychodziły mi do samej szyi. Tylko twarz była jakby normalna.

– Poczułem, jakbym walczył z czymś nieziemskim. Poczułem przypływ energii, siły, elastyczności, świadomości. Nigdy tak mocno tego nie poczułem. Poderwałem się z kolan, lądując na obu stopach. Aż krzyknąłem: „Wooow!”. Trenerzy patrzyli tylko na mnie i wiedzieli, że jestem już gotowy.

– Trener Winkeljohn natychmiast krzyknął, żebyśmy pouderzali w tarcze. Zacząłem uderzać i kopać. Boom! Moje kopnięcia były szybkie jak błyskawica. Nie musiałem się już rozgrzewać, nie musiałem się rozciągać. Kopałem wyżej i szybciej niż kiedykolwiek, skakałem wyżej. To było niewiarygodne doświadczenie.

– Udało mi się podtrzymać to uczucie, tę iluzję samego siebie przez całą drogę do oktagonu. Czułem więc, że do walki z Rampagem Jacksonem wychodzę po raz pierwszy jako ten człowiek pokryty piórami.

– Natomiast ten pomysł z pełzaniem… Pełzanie było jedyną rzeczą, która nie była obecna w moich koszmarach przed walką. Każdą z tych walk w koszmarach zaczynałem na nogach. Coś więc podpowiedziało mi: „Padnij na kolana i przypełzaj do niego!”. W ten sposób te koszmary, w których mnie natychmiast nokautował, zostały automatycznie unieważnione.

Jones powiedział, że od tamtej pory zawsze w podobny sposób modli się przed walką i gorąco wierzy, że nie pozostaje to bez pozytywnego wpływu na wyniki jego pojedynków.

Cały wywiad poniżej:

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

„200 tysięcy w górę” – Jan Błachowicz o możliwym wzięciu kolejnej niemistrzowskiej walki

Powiązane artykuły

Komentarze: 1

Dodaj komentarz

Back to top button