UFC

„Prawy prosty ratuje mnie połowę mojego życia” – Damian Piwowarczyk wskazał swoje kluczowe atuty niwelujące nie najlepszą obronę

Damian Piwowarczyk wziął na ruszt zwycięską walkę z Emilio Quissuą na gali Contender Series.

W miniony wtorek Damian Piwowarczyk znokautował w pierwszej rundzie gali Contender Series w Las Vegas niepokonanego wcześniej Emilio Quissuę, zapewniając sobie kontrakt z organizacją UFC.

W środę natomiast polski półciężki zawitał zdalnie do magazynu Oktagon Live, gdzie obszernie podsumował zwycięstwo.

– Przede wszystkim muszę podziękować ludziom, fanom, że naprawdę zrobili ogromny szum – powiedział Damian. – Jak wchodziłem na jakiegoś Facebooka, Instagrama, to co chwilę widziałem właśnie ogłoszenie, że mamy nowego zawodnika. Bardzo mi z tego powodu miło.

– Odnośnie walki, na pewno nie wyglądała fantastycznie na początku. Taki troszeczkę ospały w to wszedłem. Wydaje mi się, że miałem średni średni poziom pobudzenia startowego, że tak powiem, z racji tego, że ta walka odbywała się naprawdę wcześnie, o godzinie 16:15 tutaj czasu lokalnego. Nie można było ze sobą wnieść żadnych napojów, kaw czy czegoś takiego. Brakowało mi właśnie wypicia jakiejś kawki.

– Nie zregenerowałem się jakoś super od „przepałki” do momentu walki, bo przepaliliśmy się gdzieś koło 10:30, a wyjazd na halę był już o godzinie 13:00. Bardzo wcześnie, więc zdołałem jedynie z godzinkę poleżeć. Ja też niestety jestem takim slow-starterem troszeczkę i gdzieś ta pierwsza, pierwsze dwie minuty średnio wyglądały, ale całe szczęście prawy prosty mnie ratuje połowę mojego życia i udało się wszystko zakończyć pod koniec pierwszej rundy (…)

– Powiem wam, że z racji, że jestem dużym zawodnikiem w wadze półciężkiej, to jakoś tak dobrze mi się zjada te ciosy. Prawie w ogóle ich nie czuję, zwłaszcza z rąk. Też widać po mojej twarzy. Poza obtarciem na czole to mi się nic nie stało tak naprawdę.

– Najbardziej odczułem zdecydowanie tego highkicka. Dostałem go na wysokości szyi, trochę może za ucho i miałem takie dwusekundowe onomatopeje jak z radia. Generalnie nie czułem w głowie jakiegoś strachu, że „o nie trafił mnie, co teraz, co teraz?”. Raczej wszystko w porządku. Ja się właśnie dobrze odnajduję, jak dostanę kilka mocniejszych bomb. Wtedy wiem, że dobra, gramy na poważnie.

Damian przyznał, że spodziewał się i zakładał, że będzie wolniejszy od Emilio. Nadrabiał jednak innymi atutami.

– Czasem nie widać tego z oka normalnego widza, czy z perspektywy zawodnika w oktagonie, ale moje ciosy naprawdę dużo ważą, zwłaszcza te proste – powiedział. – Często rzucam je takie wybijane z barku, gdzie trochę mi spada po tym ręka. Tak wiem, ta defensywa nie jest może fantastyczna.

– Jednak gdy dostawałem od niego ciosy, według mnie prawie się nic nie działo. Też nie widać tego po mojej twarzy. A w połowie pierwszej rundy widziałem, że jego twarz jest praktycznie dookoła cała coraz bardziej zaczerwieniona. Gdzieś tam pod okiem, gdzieś tam na czole. Widziałem, że jest naprawdę poobijany.

– Ten highkick zdecydowanie obudził najbardziej w walce. To chyba było taki największy moment zagrożenia, ale jak mówię, nie była to jakaś krytyczna sytuacja.

Damian zwrócił uwagę na gilotynę, którą postraszył Emilio. Jego zdaniem niemiecki Angolczyk po próbie tej stracił nieco sił, później ograniczając swoją aktywność i oddając pole.

Damsyn zdaje sobie w pełni sprawę, że cały czas musi szlifować defensywę, ale zwraca uwagę, że jego chaotyczna czasami styl ma też swoje atuty.

– Jestem takim zawodnikiem, że dużo błędów popełniam, ale też dużo z tego wychodzi, z tego chaosu – powiedział. – Wiem, że nie jestem najbardziej technicznym, najszybszym, najbardziej, nie wiem, zmyślnym zawodnikiem, ale jestem zdecydowanie twardy, potrafię dużo przyjąć i te moje pięści, mimo że czasem nie widać tego w kamerze, naprawdę sadzą spore obrażenia.

– Wydaje mi się, że więcej Emilio we mnie władował ciosów w pierwszej połowie pierwszej rundy, a ja go tam tylko trochę potrafiałem na kontrze czy trochę w ataku, a wydaje mi się, że to on znacznie bardziej to odczuł i miał bardziej zamalowaną twarz.

– Czasem ta moja pierwsza runda, pierwsza połowa rundy wygląda średnio, ale im dłużej trwa walka, to tym bardziej dają się we znaki te obrażenia. Jak mówię, mogę przyjąć taką rakietę od niego, kopa soczystego na szyję i nic mi się nie dzieje. Możemy jechać dalej.

29-latek chciałby zadebiutować w oktagonie UFC na początku przyszłego roku, ale wiele zależeć będzie od tego, jak poważny okaże się uraz palca, jakiego nabawił się w starciu z Quissuą. Badania polski zawodnik zrobi po powrocie do Polski.

Cała rozmowa jest dostępna tutaj.


Lowking ma Discorda! Dołącz do naszej społeczności!


Wszystkie walki UFC można obstawiać w Fortunie z BONUSEM DO 300 ZŁ WE FREEBETACH NA START

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button