Polskie MMAUFC

Teixeira zamiast Adesanyi – czy Błachowicz pójdzie śladami Gaethje?

W sobotę do rajdu o oktagonowe usługi mistrza kategorii półciężkiej Jana Błachowicza dołączył Glover Teixeira.

W sobotni wieczór w Las Vegas skreślany przez bukmacherów Glover Teixeira nie po raz pierwszy – a konkretnie: po raz piąty z rzędu – udowodnił, że stary człowiek też może.

41-letni już Brazylijczyk – pamiętający jeszcze, jak żona jednego z jego trenerów była w ciąży z 17-letnim obecnie młokosem, z którym teraz na co dzień sparuje – w starciu wieńczącym galę UFC Fight Night w Las Vegas pokonał bowiem Thiago Santosa, z przytupem włączając się ponownie do rozgrywki mistrzowskiej w kategorii półciężkiej.

Pytanie brzmi natomiast, czy rzeczywiście status pretendenta do tytułu mistrzowskiego w 205 funtach – a tego nie kwestionuje nikt – stanowi gwarancję, iż w kolejnym boju Glover powalczy o pas? Tydzień wcześniej sternik UFC mocno obniżył bowiem rangę sobotniej bratobójczej walki dwóch Brazylijczyków, bez ceregieli obwieszczając, że w pierwszej obronie tytułu wagi półciężkiej rywalem Jana Błachowicza będzie dybiący na drugie złoto Israel Adesanya.

W zeszłym tygodniu obaj zawodnicy – Polak i Nigeryjczyk – potwierdzili pełną gotowość na pójście w oktagonowe tany, wierząc, że niebawem wszelkie formalności dotyczące walki zostaną dopełnione.

Czy sobotni triumf Glovera Teixeiry – piąty z rzędu, w tym czwarty przed czasem – może wpłynąć na zmianę planów Dany White’a? Otóż, amerykański promotor zdążył już zabrać głos na temat mistrzowskiej rozgrywki w kategorii półciężkiej. Swoim jednak zwyczajem, szczególnie wylewny nie był, twierdząc jedynie, że niczego – tj. titleshota dla Teixeiry i titleshota dla Adesanyi – wykluczyć nie sposób.

Cieszyński Książę przyznał z kolei, iż Brazylijczykowi jak najbardziej należy się pojedynek mistrzowski. Obwieścił też, że jeśli Nigeryjczyk nie będzie skory, aby poczekać do marca – Polak wcześniej wracać do oktagonu nie zamierza – wówczas chętnie wyjdzie właśnie do Teixeiry.

Czy jednak White i spółka naprawdę biorą pod uwagę taki scenariusz – tj. zestawienie polsko-brazylijskiej batalii na szczycie wagi półciężkiej? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem na to, że z perspektywy UFC starcie Jana Błachowicza z Israelem Adesanyą stanowić ma przede wszystkim przygrywkę pod konfrontację tego ostatniego z Jonem Jonesem – a więc największą dostępną obecnie, po przejściu Khabia Nurmagomedova na sportową emeryturę, walkę w UFC.

Mając powyższe na uwadze, nie do końca wiadomo, ile rzeczywiście do powiedzenia ma w tym temacie Jan Błachowicz. Przyjmując, że Nigeryjczyk pozostanie nieugięty, celując w starcie już w lutym, czy Polak posiada wystarczająco mocną pozycję, aby odmówić, zmuszając Adesanyę do rewizji planów, ewentualnie doprowadzając do marcowej potyczki z Teixeirą?

Pojedynek z Nigeryjczykiem jest największym, jaki może obecnie stoczyć reprezentant warszawskiego WCA Fight Team. Większym medialnie i kasowo nawet od potencjalnej konfrontacji z Bonesem. W ramach gali UFC 253 The Last Stylebender udowodnił bowiem, że posiada bardzo duży potencjał pod kątem sprzedaży PPV – jego starcie z Paulo Costą sprzedało ponad 700 tys. PPV, co stanowi kapitalny wynik. Marsz po drugie złoto cieszyłby się niemniejszym zainteresowaniem – a śmiem twierdzić, że znacznie większym niż ewentualny powrót Jona Jonesa na starcie z Janem Błachowiczem.

Jeśli zatem kontrakt polskiego półciężkiego nie jest skonstruowany tak, jak lata temu skonstruowany był ten Demetriousa Johnsona – zdając sobie sprawę, że magnesem sprzedażowym nie jest, Amerykanin zamiast procentu ze sprzedaży PPV wybrał stałą gażę – wówczas na potyczce z Nigeryjczykiem powinien zarobić więcej niż na tej z Bonesem.

Z drugiej natomiast strony, być może jednak warto – o ile oczywiście Jan Błachowicz posiada wystarczającą moc sprawczą – przedłożyć pojedynek z Gloverem Teixeirą ponad ten z Israelem Adesanyą? Na pierwszy rzut oka może wydawać się to szalone, ale… Uzbrojony w pierwszą obronę złota, Cieszyński Książę nabrałby niewątpliwie więcej medialnego blasku, co z kolei przełożyłoby się na jeszcze większe zainteresowanie jego późniejszym bojem z Nigeryjczykiem. Dopóki zasiadał będzie bowiem na mistrzowskim tronie 205 funtów, potyczka z łypiącym w kierunku jego pasa Israelem Adesanyą będzie cały czas dostępna.

Może mieć to tym większe uzasadnienie, iż Glover Teixeira – z całym dla niego szacunkiem – nie wydaje się, przynajmniej na papierze, stanowić największego wyzwania w sportowej karierze Jana Błachowicza. Wiadomo, dyspozycja dnia, małe rękawice, jeden błąd, jeden cios i może być po wszystkim, ale… Polak w ostatnich latach mocno poprawił defensywę zapaśniczą, a w szermierce na pięści i kopnięcia powinien niepodzielnie rządzić. Nawet zresztą gdyby walka przeniosła się do parteru, szczerze wątpię, aby Brazylijczyk był w stanie dominować z góry – nasz zawodnik żadnym ułomkiem w walce na chwyty wszak nie jest.

Być może warto zatem dążyć teraz do mniej kasowego starcia z Teixeirą, aby potem zarobić więcej na potyczce z Adesanyą?

Nie ulega zresztą wątpliwości, że po sobotniej gali w Las Vegas negocjacyjna pozycja Jana Błachowicza uległa wzmocnieniu. O ile rzeczywiście żadne decyzje względem pojedynku z Israelem Adesanyą nie zostały jeszcze podjęte – a tego wykluczyć mimo wszystko nie sposób! – to każda dodatkowa opcja rywala jest korzystna dla polskiego zawodnika. Jak to lubił powtarzać Conor McGregor za czasów, gdy nie plótł głupot: „nie ma w tym biznesie nic piękniejszego niż opcje”.

Jeśli Nigeryjczyk będzie upierał się na luty, Polak może śmiało nie tylko lobbować za marcem, ale też podkreślać, że na termin ten będzie gotowy w pełni zasługujący przecież na starcie o złoto Brazylijczyk – bo zapewne będzie.

Warto mieć jednak w pamięci, że podobnie do tematu podszedł kilka miesięcy temu Justin Gaethje. Opromieniony masakrą na Tonym Fergusonie, miał możliwość pójścia w oktagonowe tany z Conorem McGregorem – a bezwzględnie byłaby to finansowo najlepsza dla niego opcja. Zdecydował się jednak na walkę o tron z Khabibem Nurmagomedovem, będąc przekonanym, że po zadaniu Dagestańczykowi pierwszej w karierze porażki jego notowania wzrosną tak mocno, że za konfrontację z Irlandczykiem zarobi znacznie więcej.

Jak się skończyło, wszyscy pamiętamy. W tym akurat przypadku plany Justina Gaethje mogą się jednak w pewnym stopniu zmaterializować – walka z Conorem McGregorem nadal jest bowiem dla niego dostępna. Gdyby natomiast tropem tym poszedł Jan Błachowicz i – odpukać – uległ Gloverowi Teixeirze, o potyczce z Israelem Adesanyą mógłby zapomnieć.

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

Koszulki Lowking.pl dostępne w sprzedaży!

Powiązane artykuły

Komentarze: 3

  1. Z całym szacunkiem Bartku , ale nie porównywałbym obecnej sytuacji Janka do tamtej Gaethjego. Justin wybrał (gigantyczne) wyzwanie sportowe nad money fight. Większe podobieństwo byłoby, gdyby teraz Janek miał wybór Adesanya czy Bones.

Dodaj komentarz

Back to top button