
„Czym mnie zaskoczył?” – Iwo Baraniewski podsumował walkę z Alonzo Menifieldem na UFC 331, wskazał przewidywany termin powrotu
Iwo Baraniewski obszernie podsumował porażkę z Alonzo Menifieldem, zdradzając, czym najbardziej zaskoczył go Amerykanin na UFC 331.
Szalona seria trzech pierwszorundowych nokautów Iwo Baraniewskiego dobiegła w sobotę końca. W ramach gali UFC 331 w Los Angeles Polak zmuszony był uznać wyższość zaprawionego w bojach Alonzo Menifielda, przegrywając z Amerykaninem niejednogłośną decyzją.
Po pierwszej zawodowej porażce Rudy głowy w piasek nie schował, udzielając w niedziele obszernego wywiadu Hubertowi Mściwujewskiemu na kanale MMA BNB we współpracy z FORTUNĄ.
– Najbardziej mi szkoda właśnie, jak już mówiłem też zakulisowo, że bliska walka była – przyznał Iwo. – Tego najbardziej mi szkoda. Jeszcze to była walka rankingowa, fajna, mocna i tam niewiele, niewiele zabrakło. No ale co, tak musiało być.
Wydawało się, że Polak był najbliżej zwycięstwa w pierwszej rundzie, gdy naruszył Amerykanina soczystymi ciosami. Zdecydował się jednak wtedy na obalenie, a w parterze Menifielda skończyć nie zdołał. Jak ocenia tę sytuację?
– On miał taki trochę styl… – powiedział Iwo, wyjaśniając ówczesne obalenie. – Co gdzieś nie został tak mocniej trafiony, to od razu ręce rzucał, od razu mnie klinczował, to mnie też spowalniał, też już nie miałem tych ciosów. Wtedy też tak było, że tak mi rzucił te ręce, ja od razu wpadłem, no to mówię: obalam. Poczułem, że kurde leciał taki wiotki, nie było oporu, był trafiony. Tylko że w tym parterze, mówię, ciężko mi było go przytrzymać. Śliski był strasznie, w sensie spocony. Wywija się. Już tam doszedł do siebie.
– Też ma taki styl, że tak całym ciałem rusza, więc też nie zawsze wiedziałem, nie zawsze byłem pewny, czy… Dwa razy widziałem, że się tam bujał rzeczywiście, ale nie zawsze to wyglądało tak, że dostał, tylko czasami dostał lekko, ale tak wyglądał, jakby dostał. Gdzieś tam się buja i nagle rzuca jakieś sierpy.
W starciu z Menifieldem Baraniewski praktycznie zrezygnował z kopnięć. Okazuje się, że nie było w tym przypadku – dokładnie taki był plan na pojedynek.
– Bałem się kopać, bo on kontrował kopnięcia – przyznał Iwo. – Jakbym się gdzieś odsłonił, bym na zmęczeniu kopnął… Dwa razy kopnąłem gdzieś fronta i jakiegoś high kicka. A lowa się trochę bałem, bo widziałem też, że jak się z tym Jimmym Crutem bił, to jak (Crute) kopał mu lowa, to on od razu ładował go prostym prawym albo sierpem.
– No i tam parę razy nawet jak zrobiłem jakiś przyruch, to właśnie od razu ruszał tą ręką, więc bałem się, że gdzieś na zmęczeniu ręce będą niżej, kopnę i mnie trafi.
Rudy przyznał, że perspektywy czasu mógł podkręcić aktywność w klinczu, wyprowadzać więcej ataków, ale… Nie było to takie proste.
– Też ciężko, bo jak on ci rzuci te ręce, to już jakiś jest ciężar, już musisz gdzieś odepchnąć – powiedział. – To już jest inaczej. A wiesz, też to nie jest tak, że te ciosy to ja rzucam tak o, tylko te jednak te ciosy ważą. Każdy cios jest na spięciu, więc to też mnie trochę męczy. Też muszę trochę zwolnić, żeby kurde później nie przesadzić, żeby on nagle na mnie nie usiadł.
Zanim zmierzył się z Alonzo Menifieldem, Iwo Baraniewski spędził w oktagonie UFC niespełna cztery minuty, ekspresowo rozbijając czterech rywali, w Contender Series i już pod egidą UFC. Polak przyznał, że 15-minutowa wojaczka z Atomikiem sporo go kosztowała.
– Trochę tak, trochę tak, trochę zaczęło mnie przytykać (w rundzie drugiej) – powiedział. – Jeszcze nie było źle, bo jeszcze miałem ten dynamit w łapach. Dopiero w trzecie poczułem, że już było kurde ciężko, ciężko.
– W drugiej jeszcze starałem się kontrować, gdzieś tam jeszcze wchodziły te kontry do boku, gdzieś tam na kiwce, przepuszczenia.
– No ale trochę możliwe, bardzo możliwe, że po prostu to tempo… Pięć walk w roku, organizm dociążony. Tak naprawdę co wracałem z walki, co zostałem tutaj tydzień czy dwa tygodnie w Stanach, to wracałem i już zaczynałem przygotowania. I tak wyglądał cały rok. Teraz tak kawałek ponad rok jest i zrobiłem pięć walk. Tak naprawdę od przygotowań do przygotowań, zbijania wagi. Wydaje mi się, że po prostu to mogło też jakoś tam się odbić.
Zapytany, czym zaskoczył go Alonzo, Iwo długo się nie zastanawiał.
– Twardy był – powiedział. – No tym mnie zaskoczył, że był taki twardy.
Utrzymujący w ostatnich miesiącach mordercze tempo startów Rudy w tym roku nie planuje wracać do akcji. Nie jest też jednak tak, że zamierza robić sobie półroczny rozbrat od oktagonu UFC.
– Chciałbym teraz zrobić trochę dłuższą przerwę – powiedział. – Nawet nie miałem czasu, aby jakieś nowe rzeczy wprowadzać do swojego arsenału, bo tak naprawdę cały czas musiałem bazować na tym, co mam – bo przygotowania pod zawodnika, ewentualnie jakaś taktyka. Nowych rzeczy się nie uczyłem. Teraz chciałbym właśnie mieć taki okres, żeby się trochę rzeczy nowych pouczyć, trochę odpocząć, trochę żeby to ciało zwolnić troszkę.
– Kiedy bym chciał wrócić? może styczeń, luty, coś takiego.
Iwo zwrócił się na koniec do fanów, którzy licznie wspierali go w podboju Los Angeles.
– Dziękuję bardzo wszystkim, którzy mnie wspierali, którzy dopingowali, którzy nawet teraz miłe słowa do mnie piszą na socialach – powiedział. – Bardzo za to dziękuję wam wszystkim. Czuję wasze wsparcie i kolejna walka będzie wygrana.
Cały wywiad jest dostępny tutaj.
Poniżej kluczowe wnioski z walki Iwo z Alonzo.
Lowking ma Discorda! Dołącz do naszej społeczności!
Wszystkie walki UFC można obstawiać w Fortunie z BONUSEM DO 300 ZŁ WE FREEBETACH NA START
Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.







Chłopak ma charakter! „Starsi” Polacy z UFC powinni się uczyć od niego… Chłopak przegrał pierwszą walkę w życiu i to na takim poziomie i dzień po tym wychodzi i udziela wywiadu i przy tym jest taki sam jak przed walką, mówi tak samo, nie ma w nim ani krzty jakiegoś żalu po tym co się stało… To jest coś naprawdę godnego docenienia i coś rzadkiego. Teraz wierzę w jego sukces jeszcze bardziej niż przed tą przegraną. Gość ma talent, charakter, siłę, wsparcie dobrych ludzi i niezachwianą wiarę.