Analizy UFC 213 – Yoel Romero vs. Robert Whittaker


Szczegółowa techniczna analiza walki o tymczasowy pas mistrzowski kategorii średniej pomiędzy Yoelem Romero i Robertem Whittakerem na UFC 213.

W szlagierowo zapowiadającym się co-main evencie gali UFC 213 w Las Vegas naprzeciwko siebie staną dwaj prawdopodobnie najlepsi obecnie na świecie zawodnicy kategorii średniej – rozpędzony serią ośmiu wiktorii kubański mutant Yoel Romero (12-1) i mający na koncie sześć zwycięstw w 185 funtach (łącznie siedem, bo wygrał też swój ostatni pojedynek w kategorii półśredniej) młody Australijczyk Robert Whittaker (18-4).

Na czyich biodrach zawiśnie tymczasowy pas mistrzowski, który znajduje się na szali? Kto na papierze ma większe szanse na końcowy triumf?

185 lbs lbs: Yoel Romero (12-1) vs. Robert Whittaker (18-4)

Obaj zawodnicy prezentuję kompletnie odmienne style walki – w każdej płaszczyźnie.

Wywodzący się z zapasów stylu wolnego Kubańczyk, który na igrzyskach olimpijskich w Sydney w 2000 roku zdobył srebro, to prawdziwy wybryk natury. Atrybuty fizyczne Romero – szybkość, dynamika, gibkość, siła – są zdumiewające, a sposób, w jaki zaprzęga je do oktagonu, czyni go piekielnie niebezpiecznym, a przede wszystkim – piekielnie trudnym do rozczytania.

Żołnierz Boga uwielbia bujać się na lewo i prawo, pozostając niezwykle mobilnym. W swoich poczynaniach wykazuje niebywałą cierpliwość, próbując rozczytać rywala, by w najmniej spodziewanym przezeń momencie – najczęściej łamiąc wówczas rytm swojego poruszania – doskoczyć albo z soczystym krosem lub sierpem z lewej ręki (Kubańczyk walczy z odwrotnej pozycji), albo latającym kolanem, ewentualnie prawym podbródkowym.

Innym słowy – Romero walczy w krótkich zrywach, w które wkłada jednak mnóstwo dynamiki i siły, starając się wówczas urwać rywalowi głowę. Najczęściej są to pojedyncze uderzenia – dłuższych niż 2-uderzeniowe kombinacje, których i tak jest jak na lekarstwo, w jego wykonaniu nie uświadczymy.

Na ogół swoją defensywę Romero opiera na pracy na nogach, błyskawicznie odskakując. Czasami jednak wygląda to jak wyżej – to walka z Ronnym Markesem. Robert Whittaker to jednak doskonały pięściarz i pozostawanie w miejscu przeciwko niemu może się dla Kubańczyka skończyć bardzo źle.

Zupełnie inaczej pod tym względem wygląda Robert Whittaker, który jest jednym z najaktywniejszych zawodników w UFC. Wywodzący się z karate Australijczyk również pozostaje nieustannie mobilny, ale też niemal cały czas męczy rywali ciosami – przede wszystkim lewymi prostymi (walczy z klasycznej pozycji). 26-latek nieustanie pracuje, markuje ataki, wyprowadza je w drugie tempo z szybkim doskokiem, próbuje zachodzić rywali z bocznych kątów, lubuje się w krótkich kombinacjach, które czasami kończy zaskakującymi dla rywali kopnięciami na głowę, które przyniosły mu już mnóstwo sukcesów w dotychczasowych walkach.

Kombinacja lewego prostego z prawym kopnięciem na głowę jest jedną z ulubionych Roberta Whittakera – powyżej narusza nią Ronaldo Souzę i Dereka Brunsona.

Australijczyk świetnie radzi też sobie w kontrach, gdzie jego podstawowym narzędziem mordu jest lewy sierpowy, co w konfrontacji z mańkutem, jakim jest Romero, bardzo dobrze mu wróży.

Robert Whittaker okrutnie narusza szarżującego szaleńczo Dereka Brunsona soczystym lewym sierpem w kontrze.

Tempo, rytm pojedynku niemal zawsze decyduje o jego wyniku. Ten zawodnik, który zdoła narzucić swoje warunki gry, zyskuje na pewności siebie, wolniej się męczy – i nie inaczej będzie tutaj. Duża aktywność, z jakiej słynie Whittaker, może stanowić dla Australijczyka problem – nie tylko z powodu umiejętności kontrujących Kubańczyka, ale przede wszystkim z uwagi na jego spektakularne zapasy. Dlatego nie spodziewam się, aby Robert wyszedł do walki z podobnie agresywnym – aktywnym nastawieniem, z jakim wychodził do walk w przeszłości.

Oczywiście, defensywne zapasy Whittakera stoją na doskonałym poziomie, co potwierdzają też statystyki (91% obron prze obaleniami), ale nigdy wcześniej nie mierzył się z zapaśnikiem na poziomie Romero – piekielnie dynamicznym, silnym, a do tego niezwykle niebezpiecznym na nogach. Warto bowiem zdać sobie sprawę, że nikt lepiej niż Kubańczyk nie miesza zapasów – zapasów na poziomie olimpijskim – z uderzeniami w stójce. Uwielbia markować sprowadzenia na wiele sposobów, by następnie wystrzelić z potężnym lewym lub latającym kolanem.

Wszystko to powoduje, że gotowość jego rywali do wyprowadzania ataków mocno spada – nie wiedzą, czego się po podrygującym po oktagonie Kubańczyku spodziewać. A nawet jeśli wiedzą, to często jego dynamika i szybkość czynią ich słuszne przewidywania bezużytecznymi.

W swoich poprzednich walkach Yoel Romero wykazywał pewne problemy z bronieniem kopnięć na korpus – z powodu odwrotnej pozycji jego praworęczni rywala mają ten korytarz ataku otwarty – ale jeśli ktoś przesadzał z częstotliwością takowych ataków – jak powyżej Tim Kennedy – kończył na deskach.

Nie ulega zatem wątpliwości, że zapasy Romero – w postaci faktycznych prób obaleń albo tylko ich markowania pod ciosy – stanowić będą jeden z najważniejszych elementów pojedynku.

Wspomniane statystyki Whittakera w defensywie zapaśniczej robią, rzecz jasna, wrażenie, ale nie jest też tak, że Australijczyk to wyborny technicznie defensywny zapaśnik. Swoją obronę przed zapędami parterowymi rywali tłumi bowiem przede wszystkim swoim poruszaniem się. Nie szuka za wszelką cenę podchwytów, by następnie w klinczu bronić się przed sprowadzeniami – nie. Zamiast tego albo błyskawicznie odskakuje i dystansuje, albo odrzuca nogi i dystansuje, odpychając adwersarzy. Im mniej kontaktu z rywalem – tym dla niego lepiej.

W konfrontacji z Romero o rzeczone unikanie zwarcia nie będzie jednak łatwo z jednej prostej przyczyny, którą jest zwierzęca dynamika kubańskiego mutanta. W pierwszych, czasami też w drugich rundach Żołnierz Boga jest niezrównany w obszarze szybkościowym. I nawet nie chodzi o to, że uważam, iż będzie w stanie schodzić po nogi Whittakera i go wywracać – co, oczywiście również jest możliwe – rzecz jednak w tym, że biorąc pod uwagę jego umiejętności zapaśnicze i styl, w jakim broni się przed obaleniami Australijczyk, Kubańczyk będzie potrzebował jedynie złapania klinczu, aby przenieść walkę do parteru. Jeśli bowiem dopadnie rywala – a więc wyeliminuje jego główne narzędzie obronne w obszarze zapaśniczym, czyli nogi – 3/4 pracy będzie wykonane. A dodajmy, że o ile Whittaker porusza się na nogach żwawo, to wcale nie jest tak, że zamknięcie go na siatce stanowi jakieś ogromne wyzwanie. Czynili to w przeszłości niemal wszyscy jego rywale.

Jest jednak i druga strona medalu, której nie sposób zignorować. Otóż, jeśli Whittaker zdoła jednak wybronić się przed obaleniem, potrafi błyskawicznie doskoczyć z ciosami w kontrze. Jego rywal dopiero zbiera się do powrotu na nogi, ustawienia się, przygotowania, a tymczasem Whittaker już wtedy – zamiast cofnąć się i również „zresetować” nogi – doskakuje z bombami. Przykłady takiego podejścia demonstrował w dwóch ostatnich potyczkach – z Ronaldo Souzą i Derekiem Brunsonem. Jeśli więc Yoel nie podoła obaleniu, ale nie pozbiera się odpowiednio szybko, może zostać skarcony.

A skoro o karceniu Kubańczyka mowa… Owszem, na ogół, bujając się przez minutę czy dwie bez żadnego wyprowadzonego ciosu, w końcu doskakuje w idealnym momencie, ale też nie jest tak, że jest to norma. Jak bowiem wspominałem, niemal przy każdym skróceniu dystansu, próbuje uderzać ze 100-procentową mocą, często pozostając po przestrzelonym ciosie – albo nawet podczas ładowania go – kompletnie odsłoniętym. W konfrontacji z zawodnikiem wywodzącym się z karate, który posiada piekielne szybkie ręce – a takowym oczywiście jest Whittaker – taka niedbałość może go drogo kosztować.

Yoel Romero jak Lyoto Machida – oto jedna z jego ulubionych technik.

Wracając zaś do wspomnianego rytmu – Whittaker prawdopodobnie jednak będzie musiał atakować. Może nie tak agresywnie, jak zwykł to na ogół czynić, ale jeśli naprawdę chce mieć przewagę w dalszych rundach, musi zmusić Kubańczyka do pracy. Jeśli będzie bił się z nim na podobieństwo Lyoto Machidy, nic dobrego z tego nie wyniknie – Kubańczyk w takim tempie, mając oddane całe pole, może walczyć przez pięć rund i dłużej.

Przykład chwilami nieludzkiego zachowania Żołnierza Boga w oktagonie UFC.

A skoro już zahaczyłem o aspekty kondycyjne, pozostańmy przy nich. Sporo bowiem w tym temacie skrajnych opinii. Jedni przekonują, że młody Whittaker może zajechać „napakowanego” Romero, jeśli przetrwa pierwszą, może dwie pierwsze rundy – inni odpowiadają, że przecież Kubańczyk aż czterech rywali w UFC ubijał w trzecich rundach.

Otóż, kondycja to przede wszystkim kwestia rytmu i tempa. Zawodnik, który je narzuci, jak wspominałem, będzie męczył się wolniej. Jeśli Whittaker będzie oddawał pole Romero, nie uszczupli w ten sposób jego paska energii. Musi atakować, pracować – ale inteligentnie.

Romero absolutnie nie jest tytanem kondycyjnym – w trzecich rundach bywał już bowiem okrutnie zmęczony, oddychając już przysłowiowymi rękawami. Rzecz jednak w tym, że nadal był w stanie zerwać się i skończyć rywali – co jednak nie zmienia faktu, że jego aktywność „na zmęczeniu” niebywale spada. Z poziomu niskiego – bo, jak wspominałem, to piekielnie cierpliwy zawodnik, który szanuje swoje zapasy paliwa, zdając sobie sprawę, jak wiele kosztują go krótkie zrywy – do bardzo niskiego.

A zatem, owszem, kondycja Romero w istocie jest podejrzana, ale… nie inaczej jest w przypadku Roberta Whittakera! Może nie w tak znaczącym stopniu, ale do trzecich rund swoich pojedynków wielokrotnie wychodził, ciężko już oddychając. Nie wspominając o tym, że wziął walkę z Romero niespełna trzy miesiące po poprzedniej – a zatem odbył dwa obozy przygotowawcze z rzędu, przedzielone może tygodniową czy 2-tygodniową przerwą.

W ogólnym rozrachunku zatem to Australijczyk posiada lepszą wydolność, ale podkreślam, że w ogromnym stopniu zależeć będzie to od przebiegu pojedynku. Jeśli Romero zdoła 2-3 razy położyć rywala na plecach, zmuszając go do tracenia siły na powrót na nogi, jak najbardziej może zniwelować mocniejsze cardio Whittakera. I przeciwnie – jeśli Australijczyk będzie zmuszał Kubańczyka do ciągłej pracy w defensywie, wybroni jego obalenia – jego przewaga kondycyjna z niewielkiej może szybko urosnąć do ogromnej.

W starciu z Romero Whittaker zrobi wszystko, aby nie wpadać w półdystans, bo grozi to przykrymi konsekwencjami – nie tylko od strony zapaśniczej, ale też uderzanej. Powyżej Kubańczyk soczystym łokciem w kontrze karci Brada Tavaresa.

Na koniec pozwolę sobie wspomnieć jeszcze o trzech elementach, które mogą mieć znaczenie w tym pojedynku.

Otóż, Whittaker w swojej przygodzie z UFC tylko dwukrotnie mierzył się z rywalami walczącymi z odwrotnej pozycji – Stephenem Thompsonem (ten bije się oczywiście z obu) oraz Derekiem Brunsonem. Z tym pierwszym przegrał, drugiego pokonał. Oczywiście ani Wonderboy, ani Brunson nie są stylistycznie podobni do Romero, więc trudno wysnuwać z tych pojedynków jakieś daleko idące wnioski, ale chodzi o sam fakt, że Australijczyk po prostu nie ma swoim sportowym CV dużego doświadczenia z walk z wysokiej klasy mańkutami – a takowym właśnie jest Żołnierz Boga.

Po drugie – pozycja Whittakera. Otóż, jego lewica jest bardzo często nisko opuszczona, niemal luźno zwisając przed nim – a to dlatego, że on sam lubi się mocno pochylać. Wszystko to ma oczywiście swoje uzasadnienie w obronie przed obaleniami, ułatwiając sprawl oraz szybkie złapanie podchwytu, ale przeciwko rywalowi tak szybkiemu jak Romero, tak ochoczo atakującym latającymi kolanami i tak świetnie wybierającym momenty do tegoż ataku, lewa ręka wisząca u kolan i pochylona sylwetka mogą być niezwykle ryzykowne.

I ostatni element, o którym chciałbym wspomnieć. Bardziej w charakterze ciekawostki, z której nic nie musi wynikać, ale…

(fragment od 9:48)

Podczas środowegotreningu medialnego Whittaker bardzo niefortunnie postawił lewą stopę, nie tylko nienaturalnie wyginając ją w kostce, ale też prawdopodobnie mocno obciążając kolano w prawej. Wyraźnie sprawiło mu to sporo bólu, co widać po natychmiastowej reakcji. Oczywiście jego kamiennej twarzy nie przeszył najmniejszy grymas bólu, a potem starał się pokazać, że wszystko gra, ale… Czy na pewno?

Typowanie

Nie jest to pojedynek, w którym łatwo wskazać faworyta – co zresztą jest w nim też intrygujące. Obaj zawodnicy mają po swojej stronie narzędzia, aby spacyfikować się nawzajem i od skuteczności, z jaką zaprzęgną je do działania, zależał będzie rezultat walki.

Absolutnie nie wykluczam scenariusza, w którym Australijczyk szybko jakimś lewym kontrującym sierpowym ubija szarżującego bez głowy Kubańczyka albo męczy go przez dwie-trzy rundy inteligentną presją – unikając obaleń (albo szybko po nich wstając) i zmuszając rywala do ciągłej pracy w defensywie stójkowej – by dobrać mu się do skóry w mistrzowskich odsłonach i wtedy go skończyć. To realny scenariusz.

Lewy prosty Whittakera stanowił będzie główne narzędzie wywierania presji na Romero – pomimo odwrotnej pozycji Kubańczyka.

Za minimalnie bardziej prawdopodobny scenariusz uznaję jednak ten, w którym olimpijskie zapasy, dynamika i ciężkie pięści Romero zadecydują o tym, że Whittaker będzie miał poważne problemy z narzuceniem swojego rytmu, w rezultacie nie będąc w stanie zyskać wystarczającej przewagi kondycyjnej (to dla niego drugi z rzędu obóz…), by ubić cierpliwego Kubańczyka. Skończenie Australijczyka na nogach będzie trudne, bo rzadko zapomina się on w atakach, odsłaniając się na kontry, a do tego dobrze kontroluje dystans. Jednak w obszarze zapaśniczym silniejszy fizycznie Romero – pamiętajmy, że jak kukłami rzucał chwilami Chrisem Weidmanem czy Timem Kennedym – może upuścić naprawdę wiele krwi Whittakerowi, mocno drenując jego zasoby kondycyjne. W parterze natomiast Kubańczyk jak najbardziej może nawet skończyć walkę – potrzebował kilku łokci, by ubić Machidę, a i okrutnie z góry sponiewierał takiego asa parterowego jak Ronaldo Souzę.

Innymi słowy, minimalnie skłaniam się w stronę Żołnierza Boga, ale nawet mi brew nie drgnie, jeśli ostatecznie to młodzian – rozwijający się z walki na walkę i mający nadal sporo potencjału do wykorzystania – skończy z pasem na biodrach.




Zwycięzca: Yoel Romero przez (T)KO

Kursy bukmacherskie

Przyjrzyjmy się najważniejszym kursom bukmacherskim na tę walkę. Przy każdym moja ocena (w formie graficznego kciuka) atrakcyjności danego kursu.

Zwycięstwo Yoela Romero – 2.10
Zwycięstwo Roberta Whittakera – 1.77

*****

Zaprezentowana powyżej opinia przedstawia wyłącznie subiektywne odczucia autora na temat analizowanego pojedynku. W sporcie tak złożonym jak MMA na wynik walki wpływa ogromna liczba czynników, których często nie da się przewidzieć.

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.






Dodaj komentarz na forum lub w polu poniżej (będzie również widoczny na forum)!


Nie jesteś zalogowany / zarejestrowany



Nie możesz pisać komentarzy



Wskazówka: Zaloguj się lub zarejestruj, by móc komentować i uzyskać wiele dodatkowych funkcjonalności!