Święte oburzenie, honor Khabiba, klasa Conora – rzecz o drace po UFC 229


Zmusiwszy do poddania i zrugawszy Conora McGregora, Khabib Nurmagomedov ruszył z furią poza oktagon, by tam wymierzyć sprawiedliwość Dillonowi Danisowi.

Szaleństwo, jakie rozpętało się po dominującym – bo, owszem, było to dominujące zwycięstwo, o czym opowiem przy kolejnej okazji – zwycięstwie Khabiba Nurmagomedova z Conorem McGregorem w walce wieczoru gali UFC 229 w Las Vegas, odbiło się gigantycznym echem w świecie MMA – wśród fanów, zawodników, dziennikarzy.

Wyparłszy z pamięci rozliczne błędy przeszłości, tak je nazwijmy, Irlandczyka i przystroiwszy się w szaty kultury wysokiej, część obserwatorów zawyła ze świętego oburzenia, nie zostawiając suchej nitki na dagestańskim dzikusie, co to nie zdołał nerwów na wodzy utrzymać. Skandal! Czarny dzień MMA! Pozbawić pasa! Odebrać wizy! Wypieprzyć z UFC!




Podtrzymując konwencję, teraz powinienem opisać apologetów Dagestańskiego Orła, którzy piali z zachwytu nad jego pikującym lotem z przygotowanymi do ataku szponami w kierunku białowłosego Dillona Danisa, co to wypieprzył go z klubu nawet taki złoty człowiek jak Marcelo Garcia, ale… Powiem szczerze, miałem poważne problemy z odnalezieniem takowych fanów Dagestańczyka. Być może źle szukałem – ale nie wykluczam też, że takowych opinii, gloryfikujących postępek Nurmagomedova, po prostu jest niewiele.

W tym kontekście przeciwwagę dla święcie oburzonych, potępiających w czambuł zachowanie Dagestańczyka, stanowić muszą ci, którzy jednak przy ocenie całej sytuacji biorą pod uwagę tzw. okoliczności. A takowych – bogactwo i różnorodność!

Nie ukrywam, że i mnie najbliżej do tej właśnie grupy – z uwagi na rzeczone okoliczności.

Argument pod tytułem „A u was biją Murzynów” bywa przereklamowany – i takowym często jest! – ale pominięcie go w tym przypadku dagestańsko-irlandzkiego konfliktu zakrawać musi na ponury żart. Trzeba bowiem naprawdę wykastrować rzeczywistość z wszelkiego kontekstu, aby święcie się oburzyć na zachowanie Khabiba. Oburzyć – zrozumiem. Święcie? Nie.

Dagestańczyk odniósł przed sekundą największe zwycięstwo w swojej karierze. Adrenalina wylewa się uszami. Emocje rozsadzają głowę. Spływają po nim krew i pot. Serce wali jak dzwon. Szał bitewny trwa w najlepsze. Dostrzega białogłowego Danisa, który wymachuje, coś krzyczy, zaprasza go poza oktagon. I… Nie dał rady – spada na niego pomroczność jasna, ucieka oficjelowi UFC, przeskakuje ogrodzenie i w szale bitewnym frunie na Amerykanina.

Czy powinien był się powstrzymać? Jak sam skurwysyn! Czy w ten sposób w dużej mierze zmarnował medialny kapitał, jaki dawała mu wiktoria z Irlandczykiem? Prawdopodobnie tak – choć tutaj sprawa nie jest jednowymiarowa, bo nadal przecież pokutuje pogląd, że „dopóki gadają i nie są wobec ciebie obojętni – jest dobrze”. Tym niemniej, nie taki był raczej cel Dagestańczyka.

Nie ukrywam, że zdziwiła mnie taka reakcja Nurmagomedova na Danisa. Spodziewałem się, że nie poda McGregorowi ręki, ale nie spodziewałem się, że rzuci się na białogłowego.

Grzechem jednak byłoby nie odnotować, że w drodze do walki Notorious harował jak zły, aby tak to się właśnie skończyło. Wykorzystał każdą okazję, nie zapomniał o niczym. Pracą u podstaw zawstydził Wokulskiego.

W rezultacie Khabib walczył w oktagonie za siebie, za swojego ojca, za swojego menadżera, za swoich sparingpartnerów, za Dagestan i za Islam. Słynący z obycia i sprawności w poprzedzającej walkę w oktagonie wojnie mentalnej Irlandczyk umiejętnie obarczył bowiem Dagestańczyka ciężarem ogromnej odpowiedzialności – za wszystko i wszystkich, co mu bliskie.

Nurmagomedov nie zdzierżył. Wytrzymał w drodze do walki, wytrzymał w oktagonie, ale upust wściekłości dał już po odklepaniu McGregora.




Jak mówię, nie spodziewałem się tego, ale jeśli jednak pochylić się nad tematem, to o żadnym wielkim zaskoczeniu mowy być nie może. Na Wschodzie – czy konkretnie w tym przypadku: w Dagestanie – do tematu kolorowej promocji, w której nie oszczędza się rodziny, podchodzi się zupełnie inaczej. Słowa mają większe znaczenie. Cel – czyli podkręcenie sprzedaży – nie zawsze uświęca środki.

Nieprzypadkowo Khabib napisał na Instagramie, że „nie tego uczył go ojciec, ale była to sprawa honoru”. Kwestia kultury, podejścia, priorytetów.

Nate Diaz miał wyjebane, Khabib Nurmagomedov – nie. Dla Amerykanina – to tylko słowa. Dla Dagestańczyka – to aż słowa. Jedni wierzą, że odpowiedzią na słowa nigdy nie powinna być agresja fizyczna. Inni uważają, że także w kwestii słów istnieją granice. Jedni wierzą, że bez względu na to, co zostało powiedziane przed walką, po niej trzeba przybić piątkę i puścić to mimo uszu, „bo promocja”. Inni tych sfer nie oddzielają.

Jedni wyskakują z oktagonu w celach promocyjnych.

Inni nie.

Dramatyzm, jakiego święcie oburzeni próbują nadać całemu zajściu, jest nieuzasadniony. Khabib Nurmagomedov nie rzucił się bowiem na Bogu ducha winną kobietę – na co wskazywałaby skala oburzenia – a nawet, nie przymierzając, nie zaatakował wózkiem autobusu, nie dbając o to, kogo zrani. W przypływie pomroczności jasnej rzucił się nieuzbrojony na innego, zachęcającego go do tego zawodnika MMA. Ba, gdyby zakrzywić nieco rzeczywistość, można by nadać temu czynowi znamion bohaterstwa – „między wrogi wskoczył”!

O ile zatem część opinii publicznej kipi ze świętego – groteskowego, powtarzam, w kontekście poprzednich wybryków Conora McGregora – oburzenia, to sam Irlandczyk… Pokazał jaja. Znacznie większe niż wielu z jego fanów. Doskonale wiedział, że kto sieje wiatr, ten musi zebrać burzę – i zebrał ją prosto na klatę, bez mrugnięcia okiem.

Ani przez myśl nie przeszło mu wniesienie jakiegokolwiek oskarżenia za odwetową partyzancką napaść, jakiej dopuścili się Zubaira Tukhugov i brat Khabiba – w rezultacie trzech wcześniej aresztowanych członków drużyny Dagestańczyka, w tym ci dwaj, zostało zwolnionych. Ba, jak twierdzi Dana White – któremu w tym akurat aspekcie wierzę – Irlandczyk miał też w głębokim poważaniu całą tę awanturę po walce, absolutnie nic sobie z niej nie robiąc. Był po prostu zły, rozczarowany i przygnębiony porażką w oktagonie.

Notorious wiedział bowiem dokładnie, na co się pisze, budując taką a nie inną narrację medialną przed konfrontacją z Dagestańskim Orłem. Zdawał sobie sprawę, że dla niego to marketing, promocja, pieniądze, a dla Khabiba – niekoniecznie.

Conor ma już na swoim koncie multum kultowych wpisów w mediach społecznościowych – ale w kontekście tego, co wydarzyło się po zakończeniu jego przegranej walki z Khabibem w Las Vegas, poniższy uważam za absolutnie najbardziej gangsterski, z braku lepszego określenia.

Zaimponował mi.

Conor McGregor pokazał zatem prawdziwą klasę i charakter po walce. Khabib Nurmagomedov obronił swój honor – jakkolwiek go pojmuje. Dana White dostał historię, która zmiażdży wszelkie rekordy przy zestawieniu rewanżu.

Owszem, Dagestańczyka czekają teraz problemy ze Stanową Komisją Sportową w Nevadzie – niewykluczone, że zostanie zawieszone, co będzie też oznaczać odebranie złota – ale… Sporty walki. Takie rzeczy się zdarzają.

*****

„Ty klepiąca pi*do” – świat MMA reaguje na wiktorię Khabiba i bijatykę po walce


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.






Dodaj komentarz na forum lub w polu poniżej (będzie również widoczny na forum)!


Nie jesteś zalogowany / zarejestrowany



Nie możesz pisać komentarzy



Wskazówka: Zaloguj się lub zarejestruj, by móc komentować i uzyskać wiele dodatkowych funkcjonalności!



    


  1. Incydent z Khabibem był tylko podsumowaniem całego cyrku jakim była ta gala. To nie brawl był haniebny, a wszystko co w związku z tym wydarzeniem działo się aż do wczoraj. 

     

    Nie bronię Nurmagomedova, ale go rozumiem. Miesiące medialnego gnojenia przez Conora i jego ekipę, brak szacunku ze strony Dany i UFC, ba - nawet Herb Dean w trakcie walki nie był po jego stronie, pozwalając McGregorowi na co najmniej kilka fauli. Pewnie większość z nas w tym momencie, gdy testosteron po walce jeszcze nie opadł, słuchając pyskówek Dannisa, spróbowałaby zrobić to samo. 

     

    Co natomiast w kontekście tej gali bolało mnie najbardziej,  to cała sprawa promocji, która moim zdaniem zaszła już za daleko. I nie chodzi tu o to, że domagam się aby wszyscy zawodnicy ściskali sobie dłonie i przytulali przed walką i po.  Trash talk JEST fajny, gdy masz naprzeciwko siebie dwóch zawodników, którzy z pewną świadomością promują walkę rzucając w swoje strony wszelkiego rodzaju kreatywne bluzgi. Obydwaj czerpią z tego frajdę, robią marketing, a po pojedynku okażą sobie szacunek. Trash talk NIE JEST fajny, gdy jeden zawodnik bierze sobie za cel bezpodstawnie zgnoić psychicznie drugiego,  obrażając jego rodzinę, religię, naród i inne osobiste wartości. 

     

    Problem jest w tym, że Conor za takie zachowania zbiera w środowisku poklask, i pojawia się coraz więcej jego naśladowców. To, co spora część MMA pojmuje jako ,,mistrzostwo w gierkach psychologicznych", dla mnie jest kombinacją megalomanii i zwykłego chujostwa. Nie mówiąc już o wszystkich rzeczach, jakich Conor dopuścił się poza oktagonem, a za które normalny zawodnik miałby dożywotni zakaz wstępu do klatki. Jemu te rzeczy uchodzą na sucho, a co poniektórzy potrafią jeszcze pochwalić go za rozwalenie autobusu czy atakowanie sędziego - bo lojalny, bronił przyjaciela, prawdziwy twardziel .

     

    Całą tą sytuacją z Conorem UFC pokazuje, że kwestie chwilowego profitu z wielkiej walki przekłada ponad wszelkie wartości związane zarówno ze sportem, jak i PR-em ich marki. Nie twierdzę, że UFC na tym dużo straci, bo pieniążki pewnie i zyska. Ale jeśli promocja największej gali w historii opiera się na bandyckim zdewastowaniu autobusu i ranieniu trójki ludzi, a następnie na wszelkiego rodzaju  przekraczających granicę marketingu osobistych wycieczkach, to możemy zmierzać do sytuacji, w której całego tego badziewia będzie coraz więcej. A tego bym jednak bardzo nie chciał - i na pozytywny wizerunek MMA, budowany przez lata,  na pewno dobrze to nie wpłynie. 


  2. 


  3. @Calo Bardzo trafnie.
    Samemu chciałem coś wiecej napisac, ale finalnie skasowalem swoje głebsze przemyślenia.
    Ja do Khabiba po tej sytuacji zyskałem jeszcze wiekszy szacunek, pewnie dlatego, że samemu cenie sobie wagę słów oraz swoje wartości życiowe.
    Ogólnie zawsze rzygać mi się chcialo gdy dwójka zawodników obraża sie przed walką na kazdy mozliwy sposob, a przed rozpoczaciem pojedynku przybijaja sobie piesci, a zaraz po ida sie przytulic.
    Jedna sprawa to Conor obrażający Khabiba i jego bliskich, ale druga to taki Dildo Danis, który obrazal na swoich mediach spolecznosciowych i w wywiadach Khabiba. Slyszeliscie by Islamik chociaz raz obrazil Conora? Ja osobiscie nie, a ogladalem wszystkie dostepne materialy poprzedzajace to starcie.
    No i pytanie do Króla Lowkinga, gdzie jakakolwiek klasa Conora? Gdyby mial klase to by podszedl do takiego Dildo Dannisa i samemu mu powiedzial "enough is enough" oraz nie sprzedawal lewicy jako PIERWSZY w oktagonie bratu Khabiba.
    Ogólnie najwazniejsze jest to, ze Khabib wygral, a o calej reszcie zaraz parapety zapomną.

  4. 


  5. Wiele rzeczy zostało poruszonych, ja chciałbym jeszcze zaznaczyć dwie:

     

    1. Różnice kulturowe mają o wiele większe znaczenie niż nam się wydaje. Każda kultura ma swoje tematy tabu lub szczególnie wrażliwe np. z uwagi na uwarunkowania historyczne danego regionu. Religia i rodzina w kulturach kaukaskich są tematami, których nie dotyka się w taki sposób. Nie chodzi o to, że to tylko "trash-talk" i nie bierze się tego na poważnie, bo to tylko działanie w celu sprzedania walki. Doszło do sytuacji gdy człowiek z jednego kręgu kulturowego może w sposób bezkarny poruszać kwestie które w innym kręgu kulturowym spotykają się z powszechnym oburzeniem społecznym. Jeśli ktoś chce bardzo obrazowy przykład to proszę bardzo - niech Colby w ramach promocji walki z Woodleyem nazwie kilkukrotnie mistrza półśredniej "niggerem" i zacznie żartować sobie z linczów na czarnych. Opinia publiczna w Stanach by go zjadła żywcem, a UFC zrobiło z niego taką pokazówkę, iż nikt więcej nie pomyślałby nawet o podobnym wyczynie. Czy gdyby coś takiego zdarzyło się w Rosji przy okazji promocji ACB odzew byłby równie szeroki? Oczywiście, że nie. Do tego potrzeba specyficznych uwarunkowań historycznych, które miały miejsce w USA (przymusowe niewolnictwo ludzi określonej rasy, powszechne traktowanie jako podludzi pozbawionych praw przez wiele lat, uzyskanie formalnego równouprawnienia dopiero 50 lat temu, istniejący do tej pory problem instytucjonalnego rasizmu).

    Khabib był tym "niggerem" przez bardzo długi czas i wytrzymał naprawdę wiele.

     

    2. Czy Dillon Danis był oficjalnie częścią narożnika McGregora, czy po prostu jako "team mate" miał miejsce tuż przy oktagonie (coś jak McGregor na UFC w Gdańsku). Jeśli należał do narożnika McGregora to sytuacja gali jest bezprecedensowa w ten sposób, iż jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby narożnik któregoś z zawodników w sposób agresywny/zaczepliwy odnosił się do drugiego zawodnika po walce. McGregor sam kiedyś w chęci promowania pojedynku wyskoczył do Aldo. Nawet Aldo celebrując zwycięstwo nad Mendesem wbiegł euforycznie w trybuny po walce. Zdaje sobie sprawę, że zachowanie Khabiba miało diametralnie inny cel, ale sytuacja w  której narożnik zawodnika w tak skrajnie lekceważący sposób odnosi się do rywala który uczciwie wygrał walkę w równej mierze obciąża McGregora jako zawodnika za ten incydent.

     

    Jeśli była to osoba "trzecia" to zanim UFC będzie miało jakiekolwiek zastrzeżenia w kierunku zachowania Khabiba należałoby najpierw uderzyć się w pierś i zweryfikować jak wyglądają nasze zabezpieczenia skoro nieupoważniona osoba (niebędąca zawodnikiem UFC lub związana z organizacja) może podejść pod sam oktagon i prowokować jednego z zawodników w walce wieczoru historycznej gali. Zresztą to jak w praktyce sprawdziły się zabezpieczenia to zupełnie inna kwestia... Niech się cieszą, że nikt na hali nie miał noża lub broni palnej...