Sierpem #54 – Jan Błachowicz zamęczony w Buffalo


Techniczna analiza pojedynku Jana Błachowicza z Patrickiem Cumminsem, do którego doszło na gali UFC 210 w Buffalo.

Jan Błachowicz nie podołał w Buffalo – nasz zawodnik przegrał na gali UFC 210 z amerykańskim zapaśnikiem Patrickiem Cumminsem przez większościową decyzję sędziowską.

Cieszyński Książę był bliski ubicia Amerykanina na początku walki, ale nie zdołał tego zrobić i ostatecznie skończył na tarczy, już w drugiej rundzie będąc potwornie zmęczonym.

Jak do tego wszystkiego doszło? Które akcje okazały się decydujące? W których mógł przesądzić o swoim zwycięstwie? Które doprowadziły do jego porażki?

Przyjrzyjmy się…




Polak rozpoczął walkę niemal idealnie, już po 26 sekundach posyłając Amerykanina na deski i po raz pierwszy prezentując kombinację bokserską, do której będzie się w tym pojedynku odnosił regularnie – długi lewy podbródkowy, prawy sierpowy i lewy sierpowy.

GIF 1

Błachowicz rusza z ostrą szarżą, atakując wspomnianą kombinacją – tylko pierwszy lewy z dołu doszedł celu, ale wystarczyło to z nawiązką, aby zmusić Cumminsa do panicznego odwrotu w linii prostej. Polak ruszył za nim, kontynuując natarcie z prawym i lewym sierpem z dołu, którym posłał rywala na deski. Następnie ruszył za nim do parteru, aby go dobić.

Znajdą się zwolennicy teorii, wedle której Janek powinien był wówczas poczekać na Amerykanina i pozwolić mu wrócić na nogi, aby tam go dobić, ale nie mogę się z tym zgodzić w najmniejszym stopniu. Pod Cumminsem wyraźnie ugięły się nogi, był zamroczony – trzeba było iść po skończenie. Prawidłowa decyzja Błachowicza, zwłaszcza że dołożył w parterze jeszcze kilka bardzo mocnych uderzeń, rozbijając Amerykanina. Spróbował też suplesa, ale Cummins – jak na wytrawnego zapaśnika przystało – od razu pochylił się, przenosząc ciężar ciała do przodu i nic z tego nie wyszło.

Durkin zdołał jednak w końcu wrócić na nogi, ale nasz zawodnik nadal na nim siedział. I niewykluczone, że zdołałby go skończyć, ale próba tajskiej klamry i ataku kolanem pokrzyżowała te plany…

GIF 2

Błachowicz ma zapiętą klamrę, Cummins pędzi w stronę siatki, by tam się wyswobodzić. Pasuje to Polakowi, który puszcza uchwyt, ustawia go sobie na siatce i tam atakuje prawym sierpem (dochodzi) i lewym z dołu (częściowo zblokowany). Potem jednak nie cofa lewej ręki zza głowy rywala, zamiast tego dokładając prawą i próbując ściągać głowę Cumminsa na kolano. Ten jednak odpowiada prawym sierpem nad rękami Polaka. Nasz zawodnik inkasuje cios, a jako że stoi wówczas na jednej nodze, traci równowagę. Cummins rzuca się za nim, trafiając od razu do dosiadu.

Nie jest to identyczna sytuacja, ale ta akcja jak żywo przypomina sytuację z drugiej walki Chrisa Weidmana z Andersonem Silvą, gdy Amerykanin również ustrzelił ciągnącego tajski chwyt i atakującego kolanem Brazylijczyka krótkim sierpem.

GIF 3

Wracając zaś do Jana Błachowicza… Tamta akcja kompletnie zaburzyła dynamikę pojedynku. Do tej chwili Polak dominował, terroryzując Cumminsa. Chwilę potem znalazł się w najgorszej możliwej pozycji – na plecach z amerykańskim zapaśnikiem w dosiadzie.

Oczywiście dość szybko się wykaraskał, ale wyobrażam sobie skok adrenaliny, jaki musiało to wywołać.

Wielka szkoda tego krótkiego sierpa Cumminsa, bo jak najbardziej był do rozbicia wtedy na siatce. Tajska klamra zaprzepaściła jednak tę okazję, co w drugiej rundzie – o czym dalej – odnotuje sam Błachowicz, w podobnej sytuacji błyskawicznie się wycofując. Ale o tym za chwilę…

Poszukiwanie nokautu – zamiast cierpliwego rozbijania

Chciałbym bowiem zwrócić Waszą uwagę na wspomnianą przeze mnie na początku analizy kombinację Błachowicza, którą tak bardzo sobie upodobał na okoliczność tego pojedynku – czyli lewy podbródkowy z prawym sierpem i lewym sierpem. Szczególnie na początku nasz zawodnik notował w tym obszarze sporo sukcesów.

GIF 4

Błachowicz ładnie schodzi głową z centrum, wystrzeliwując lewym-prawym-lewym. Ten pierwszy soczyście dochodzi szczęki obniżającego pozycję Cumminsa, który zmuszony jest się wycofać.

Z czasem Durkin jednak zauważył, że Polak ochoczo inicjuje akcje właśnie długim lewym podbródkowym – czyli bardzo, bardzo ryzykownym ciosem, który niemal kompletnie odsłania głowę atakującego, a dodatkowo jeśli nie wejdzie czysto, oznacza wpadnięcie w półdystans/klincz – czego Janek na pewno nie chciał.

Tym niemniej, taktyka ta przynosiła w kilku akcjach powodzenie – choć, dodajmy, Błachowicz sami inkasował ciosy w kontrze.

GIF 5, GIF 6

Na pierwszym przykładzie Polak znów czai się na tę samą kombinację. Spodziewający się już tego Amerykanin odpowiada lewym sierpem i prawym prostym – pierwszy pruje powietrze, ale drugi trafia Błachowicza prosto w nos. Nasz zawodnik jednak kończy swoją kombinację lewym sierpem, wstrząsając ponownie rywalem.

Bliźniaczo podobnie wygląda to na drugiej animacji, 30 sekund później. Jan ponownie inicjuje atak lewym z dołu, tym razem inkasując aż dwa mocne ciosy Cumminsa – czyli ponownie lewy sierp i krótki prawy prosty – i choć wydaje się na chwilę tracić grunt pod nogami, to kończy swoją kombinację lewym sierpem, którym ponownie zmusza Amerykanina do odwrotu.

Jak widać, kombinacja ta przynosiła niezłe rezultaty, ale… Niestety, Cummins nie miał problemu z jej rozczytaniem z uwagi na dużą częstotliwość takowych ataków wyprowadzanych przez Polaka, odpowiadając szybszymi ciosami – a od lewego z dołu szybszy jest niemal każdy.

Ponadto zwracam uwagę, że bicie takowej kombinacji jest z pewnością bardziej męczące niż kąsanie rywala prostymi. Do tego, jak wspomniałem, naraża atakującego na wpadnięcie w klincz/zwarcie, bo wymaga dużej precyzji – przestrzelisz pierwszym ciosem kombinacji (bitym z dołu) i twoja lewica pruje powietrze z boku głowy rywala, a ty sam wpadasz na niego.

Rzecz w tym, że – i teraz pozwólcie, że pozwolę sobie pospekulować, bo jak było na pewno, nie wiem – Jan Błachowicz i jego narożnik postawili sobie za cel znokautowanie Patricka Cumminsa. Tak, jak zresztą Cieszyński Ksiażę zapowiadał. Podbródkowe i sierpy – na dodatek bite z dużą mocą – wyprowadzasz nie po to, żeby zdystansować rywala, wypunktować – ale żeby go ubić.

Analizowany na drugiej animacji przykład tajskiego klinczu również przekonuje mnie, że reprezentant S4 Fight Club chciał nokautu – mógł próbować bić ciosami, nawet już sierpami, ale poszedł po atak kolanem.

Oczywiście – mogę się okrutnie mylić. Być może plan na walkę był zupełnie inny. O, na przykład taki – popatrzcie poniżej.

GIF 7

Minęły dwie minuty walki, tempo zwolniło, Błachowicz zdał sobie sprawę, że tak szybko nie ubije rywala. Trafia szybkim jabem. Za chwilę próbuje jeszcze jednego, który pruje powietrze, ale potem od razu dokłada ciasny lewy sierp i ten dochodzi celu. Cummins próbuje się zbliżyć, ale inkasuje kolejny lewy prosty.

O! Nie ukrywam, że tak to sobie właśnie wyobrażałem przed walką! Dystans, jab, jab, odejście do boku, jab, jab, jakiś ciasny sierp, by nie wpaść w półdystans, jab, jab, odejście.

Wierzyłem, że w ten sposób Błachowicz odbierze Cumminsowi ochotę do walki – nie ubije go w pierwszej rundzie, ale z czasem, gdy Amerykanin będzie musiał atakować coraz bardziej desperacko, znajdzie okazję na podbródkowy.

Nie spodziewałem się, że nasz zawodnik zamiast takich właśnie akcji jak ta powyższa, atakował będzie kombinacjami podbródkowego z sierpami, znacznie bardziej drenującymi energię. Rozumiem, że chodziło zapewne o to, że Durkin lubi obniżać pozycję, schodzić po nogi – i wtedy mógłby się nadziać na takie uderzenie.

Mam jednak wrażenie, że plan taktyczny – jeśli rzeczywiście zakładał takie mocne kombinacje – okazał się… zbyt szybki. W sensie – zbyt mocno nastawiony na szybkie skończenie.

Oczywiście – gdyby któryś z ciosów doszedł czysto, wszyscy chwalilibyśmy Jana i narożnik. Ale niestety nie doszedł…

Nawiasem mówiąc, Janek nigdy nie ukrywał, że jego idolem jest Mauricio Shogun Rua. Pół żartem, pół serio, coś w tym jest – popatrzcie poniżej:

GIF 8, GIF 9, GIF 10

Oczywiście, Shogun powyżej inicjuje ataki podbródkowym z tylnej ręki, ale wiecie, o co chodzi…

Tym niemniej, wracając do analizy, po fragmencie przedstawionym powyżej (GIF 7) – czyli serii bardzo ładnych prostych dystansujących – cieszynianin wrócił do podbródkowych…

GIF 11

Polak wyprowadza długi lewy z dołu, szybko przerwany omawianą już tu kontrującą kombinacją Cumminsa – czyli lewy sierp, prawy prosty. Ten pierwszy trafia Błachowicza idealnie.

Tym niemniej kilkanaście sekund później Polak miał kolejną świetną szansę na rozstrzygnięcie walki.

GIF 12

Janek trafia mocnym kolanem na korpus (kolejne, nieco później, zostanie przechwycone…), a potem odpala serię podbródkowych i sierpów, którymi zmusza Amerykanina do ucieczki. Następnie jednak zamiast zrywać sięgającego po niego rękami rywala, sam chętnie wchodzi w klincz – i jest po zabawie.

Domyślam się, że w tym momencie Polak po prostu chciał nieco odpocząć – choć trudno to zrozumieć, bo minęły wszak dopiero trzy minuty walki… Gdyby – wiem, powtarzam „gdyby” – rozerwał wtedy klincz, zdystansował, być może ubiłby przeciwnika.

Podobała mi się za to bardzo kombinacja kopnięcia na korpus z odwrotnej pozycji połączonego z szybkim lewym prostym. Dwa razy cieszynianin solidnie trafił tymże ciosem (poniżej).

GIF 13, GIF 14

Wracając natomiast do analizy… Poniżej być może kluczowa akcja pierwszej rundy – a także i całej walki. Przypominam bowiem, że jeden sędzia wypunktował pierwszą rundę w stosunku 10-8 dla Polaka, dwóch pozostałych: 10-9. Myślę, że gdyby nie to właśnie poniższe obalenie – po nim nasz zawodnik spędził na plecach ponad minutę, potem będąc wciskanym do siatki – dwaj pozostali sędziowie prawdopodobnie wypunktowaliby tę rundę 10-8 dla Janka. Byłby więc na koniec walki remis.

GIF 15

Pamiętacie na jednym z omawianych wyżej gifów (nr 12) mocne kolano na korpus w wykonaniu Polaka z takiej właśnie pozycji jak powyżej? Otóż, tutaj na 1:27 przed końcem rundy znów go spróbował – ale tym razem Cummins był bardzo czujny. Podciął Polaka, a potem naparł ostro, wewnętrznie go hacząc – i Błachowicz wylądował na plecach.

Szkoda tej akcji. Po prostu. Amerykanin wykazał się sprytem. Gdyby Janek utrzymał walkę na nogach, być może dwójka wspomnianych punktowych oceniłaby tę rundę na 10-8 dla niego.

Przyznam, że nie miałem okazji wysłuchać, co narożnik mówił Błachowiczowi w przerwie między pierwszą a drugą rundą. Tym niemniej – podobało mi się, że cieszynianin tym razem starał się od razu uciekać z jakiegokolwiek zwarcia, rezygnując też z prób złapania tajskiego klinczu.

GIF 16, GIF 17

15 sekund po rozpoczęciu drugiej rundy Janek atakuje kombinację – tym razem już prawy, lewy, prawy. Ma okazję złapać głowę rywala, ale cofa się.

Druga sytuacja podobna – Błachowicz atakuje prawym sierpem, przestrzeliwuje, w odpowiedzi inkasując prawy Cumminsa, ale szybko odpycha go, łapiąc dystans.

John McCarthy w roli głównej…

Teraz natomiast chciałbym przedstawić mini-teorię spiskową. Minęło 1:20 drugiej rundy. Jest w miarę równo. Cummins rusza do obalenia i finalizuje je. Spędzi potem na górze aż dwie (!) minuty, kontrolując naszego zawodnika i obijając go ciosami i łokciami. Kluczowe dwie minuty, które musiały mieć ogromny wpływ na punktację sędziów i zapewne kondycję oraz morale Janka.

W czym więc rzecz? Przyjrzyjmy się…

GIF 18, GIF 19

Cummins idzie po nogi – prawicą chwyta Błachowicza w okolicach uda, lewicą próbuje podebrać mu prawą nogę na wysokości kolana. Czyli standard. Nasz zawodnik ładnie się odkręca, utrudniając zapaśniczy atak Amerykaninowi. Ten wjeżdża w niego z całych sił, ale Polak cofa się w te pędy, próbując trzymać nogi maksymalnie z tyłu. Cummins nadal trzyma naszego zawodnika pod prawym kolanem, ale nie jest jeszcze tragicznie. I wtedy do gry wkracza on – sędzia John McCarthy.

Od razu dodam, że oglądałem tę akcję klatka po klatce – i stuprocentowej pewności nadal nie mam. Tym niemniej…

McCarthy nie jest w stanie uciec z drogi napierającego Cumminsa i cofającego się, próbującego odrzucać nogi Polaka. W całej akcji są dwa elementy, które mogły mieć znaczenie, a wydarzyły się niemal jednocześnie.

Otóż, w momencie gdy cofający się Janek stawia prawą stopę w środku tych dwóch czarnych linii tworzących oktagon (z czarnym napisem UFC), prawdopodobnie trafia na lewy but sędziego, co może zaburzyć (w niewielkim, ale wystarczającym stopniu) jego równowagę. Po drugie – w dokładnie tym samym momencie McCarthy odpycha Polaka, co widać wyraźnie. Mogło – choć nie musiało – spowodować to, że Cumminsowi łatwiej był „wjechać głębiej” w naszego zawodnika, podebrać ręce głębiej.

Oczywiście – nie stwierdzam tego, a jedynie spekuluję, bo powtórki oglądane klatka po klatce nie rozstrzygają sprawy. Tym niemniej, jak najbardziej biorę pod uwagę, że McCarthy przypadkowo pomógł Cumminsowi w finalizacji tego obalenia. Przypominam, że kosztowało to Polaka dwie minuty na plecach w drugiej rundzie oraz kilka mocnych uderzeń.

Na koniec analizy ostatni zryw Cieszyńskiego Księcia.

GIF 20

40 sekund do końca drugiej rundy. Potwornie już wyczerpany Janek zbiera siły i atakuje kombinacją dwóch podbródkowych (!), sierpa i kopnięcia na głowę. To ostatnie trafia, ale niestety nie ma już w nim mocy.

W trzeciej rundzie Polak nie miał już paliwa w baku, więc pozwolę sobie już jej nie analizować.

Podsumowując, nie można odmówić Polakowi zaangażowania, nie można odmówić mu chęci do walki, prób skończenia Cumminsa. Dał z siebie wszystko, zrobił wszystko, co był w stanie, aby wyjść z walki obronną ręką.

Niestety, nie udało się – choć było piekielnie blisko, a detale zadecydowały o ostateczne porażce. Detale, które niestety decydują zawsze – taki to sport.

*****

Techniczne smaki gali KSW 38 – Live in Studio


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.






Dodaj komentarz na forum lub w polu poniżej (będzie również widoczny na forum)!


Nie jesteś zalogowany / zarejestrowany



Nie możesz pisać komentarzy



Wskazówka: Zaloguj się lub zarejestruj, by móc komentować i uzyskać wiele dodatkowych funkcjonalności!



    


  1. Niestety, ale ja występ Janka określiłbym jednym słowem - żenujący. 

     

    Cummins to zawodnik, który naprawdę był w jego zasięgu, jest to gość z zerowymi umiejętnościami w stójce , fatalną obroną przed ciosami, fatalną szczęką i zapasami, które też nie są aż tak dobre, za jakie się je powszechnie uważa. Ja osobiście nie znajduję usprawiedliwienia dla beznadziejnej dyspozycji Błachowicza. Zawodnik, który rzekomo uchodzi za czołowego półciężkiego na świecie,  po jednej nieudanej szarży, w połowie walki, staje na środku oktagonu, opiera ręce o kolana i dyszy, czegoś takiego w MMA jeszcze nie było mi dane oglądać. 

     

    Trzecia runda natomiast ze strony Janka z każdym krokiem zbliżała się do poziomu Kimbo-Dada,  wszelkie próby ofensywne wyczerpanego Błachowicza możnaby określić mianem tragikomicznych. Błachowicz udowonił, że jego przynależność do top15 okazała się sporą pomyłką i potwierdził moje obawy związane z jego umiejętnościami po walce z Pokrajacem. Jeśli go zwolnią, to płakał nie będę, bo szkoda mi oglądać go w takich występach. 


  2. 


  3. Juz podczas walki uwazalem, ze Big John troche sie przyczynil do obalenia. Moim zdaniem na pewno poczul stope Janka, na swojej i powinienen to podniesc.

  4. 


  5. Odniosę się do teorii spiskowej. O ile nadepnięcie na stopę można rozpatrywać jako pomoc przy obaleniu, o tyle odepchnięcie się od Błachowicza w żadnym razie. Big John odpycha się powyżej środka ciężkości zwartych zawodników - w zasadzie przy tak głębokim wejściu w nogi nie sposób, by Big John miał szansę dotknąć rękami Janka w środku ciężkości, który w tej sytuacji pewnie znajdował się w okolicy połowy ud, nisko ułożony Cummins. Sędzia dotyka Polaka na wysokości głowy Amerykanina, to zdecydowanie powyżej środka ciężkości.

     

    Wszelkie odepchnięcie się Big Johna na tej wysokości mogło tylko i wyłącznie pomóc Polakowi w odrzuceniu nóg i obronieniu tego obalenia. Kluczowym było nadepnięcie (albo po prostu zbyt wolny ruch nogą) Polaka, po którym Cummins "unosi się" - czyli zdobywa pozycję umożliwiającą obalenie. Natomiast po odepchnięciu ruch Cumminsa jest "do dołu" (nie sposób ocenić, czy z powodu dotknięcia, czy dobrego zaparcia się nogą), czyli w przeciwną stronę, niż obalający zawodnik powinien robić.

     

    Jednak nie ulega wątpliwości, że nawet jeśli sędzia dotkną Polaka rękami, to nie miało już znaczenia. Kluczowym dla obalenia miało nadepnięcie na stopę, albo zbyt wolny ruch nogą Polaka. Cała reszta była już w momencie, gdy Cummins zdobył wystarczającą przewagę, by skończyć na górze.

     

    Calo - a walka Helda :D


  6. 


  7. Odniosę się do teorii spiskowej. O ile nadepnięcie na stopę można rozpatrywać jako pomoc przy obaleniu, o tyle odepchnięcie się od Błachowicza w żadnym razie. Big John odpycha się powyżej środka ciężkości zwartych zawodników - w zasadzie przy tak głębokim wejściu w nogi nie sposób, by Big John miał szansę dotknąć rękami Janka w środku ciężkości, który w tej sytuacji pewnie znajdował się w okolicy połowy ud, nisko ułożony Cummins. Sędzia dotyka Polaka na wysokości głowy Amerykanina, to zdecydowanie powyżej środka ciężkości.

     

    Wszelkie odepchnięcie się Big Johna na tej wysokości mogło tylko i wyłącznie pomóc Polakowi w odrzuceniu nóg i obronieniu tego obalenia. Kluczowym było nadepnięcie (albo po prostu zbyt wolny ruch nogą) Polaka, po którym Cummins "unosi się" - czyli zdobywa pozycję umożliwiającą obalenie. Natomiast po odepchnięciu ruch Cumminsa jest "do dołu" (nie sposób ocenić, czy z powodu dotknięcia, czy dobrego zaparcia się nogą), czyli w przeciwną stronę, niż obalający zawodnik powinien robić.

     

    Jednak nie ulega wątpliwości, że nawet jeśli sędzia dotkną Polaka rękami, to nie miało już znaczenia. Kluczowym dla obalenia miało nadepnięcie na stopę, albo zbyt wolny ruch nogą Polaka. Cała reszta była już w momencie, gdy Cummins zdobył wystarczającą przewagę, by skończyć na górze.

     

    Calo - a walka Helda :D

     

    Odnośnie McCarthy'ego - zgoda, jeśli rozpatrywać te rzeczy osobno. Wtedy odepchnięcie Janka ponad pasem działa na jego korzyść. Ale jeśli też utrudnił cofnięcie się nogi, to generalnie postawił ścianę - i już wtedy jest odwrotnie.


  8. 


  9. Odniosę się do teorii spiskowej. O ile nadepnięcie na stopę można rozpatrywać jako pomoc przy obaleniu, o tyle odepchnięcie się od Błachowicza w żadnym razie. Big John odpycha się powyżej środka ciężkości zwartych zawodników - w zasadzie przy tak głębokim wejściu w nogi nie sposób, by Big John miał szansę dotknąć rękami Janka w środku ciężkości, który w tej sytuacji pewnie znajdował się w okolicy połowy ud, nisko ułożony Cummins. Sędzia dotyka Polaka na wysokości głowy Amerykanina, to zdecydowanie powyżej środka ciężkości.

     

    Wszelkie odepchnięcie się Big Johna na tej wysokości mogło tylko i wyłącznie pomóc Polakowi w odrzuceniu nóg i obronieniu tego obalenia. Kluczowym było nadepnięcie (albo po prostu zbyt wolny ruch nogą) Polaka, po którym Cummins "unosi się" - czyli zdobywa pozycję umożliwiającą obalenie. Natomiast po odepchnięciu ruch Cumminsa jest "do dołu" (nie sposób ocenić, czy z powodu dotknięcia, czy dobrego zaparcia się nogą), czyli w przeciwną stronę, niż obalający zawodnik powinien robić.

     

    Jednak nie ulega wątpliwości, że nawet jeśli sędzia dotkną Polaka rękami, to nie miało już znaczenia. Kluczowym dla obalenia miało nadepnięcie na stopę, albo zbyt wolny ruch nogą Polaka. Cała reszta była już w momencie, gdy Cummins zdobył wystarczającą przewagę, by skończyć na górze.

     

    Calo - a walka Helda :D

     

    Walkę Helda można wytłumaczyć z kilku względów - Meksyk, debiut,  poza tym spompowany Marcin nie prezentował się aż tak koszmarnie jak wycieńczony Janek. No i Heldzik w następnym starciu pokazał nam na co faktycznie go stać, z kolei Błachowicz od zwycięstwa nad Latifim prezentuje bardzo słaby poziom, co pokazała nam nawet jego jedyna wygrana, jaką zanotował od tego czasu. 


  10. 


  11. Ja to jestem ciekawy, ilu znawców tematu z Polski usprawiedliwiałoby przygodę Janka w UFC, gdyby nie był Polakiem.

     

    Gdyby Jan Błachowicz nie był Polakiem, załóżmy na sekundę, że jest Amerykaninem. Na sekundę. Ilu zbulwersowanych fanów MMA mielibyśmy w Polsce mówiących: Co on kurwa jeszcze robi w tym UFC? Przecież oprócz mocnego debiutu, który odbył się jeszcze w czasach, kiedy koks można było brać garściami, co on tak naprawdę pokazał w UFC? Co pokazał w oktagonie? Walkę z Igorem Pokrajacem wyrównaną stoczył? A całą resztę przegrał wyraźnie. Z Manuwą tylko sędziowe z KSW by mu dali zwycięstwo, Anderson go zmiażdżył, z Pokrajacem - wyrównana wojna, nie ma co, wyraźny sukces, Gustafsson i Cummins pokazali dalej, że niewiele naprawdę trzeba na Jana Błachowicza.

     

    Ale tak, to nasz Janek. Brońmy go. Nasz najlepszy półciężki. Trzeba głaskać po główce i skupiać się na pozytywach. To jak to ktoś kiedyś określił na Cohones "jedyna nadzieja białych w półciężkiej". ;)


  12. 


  13. Niestety, ale jak sportowiec, który 98% swojego życia żarł koks i go odstawi nie może mieć innych rezultatów zwłaszcza, że brak umiejętności właśnie tym nadrabiał 😏

  14. 


  15. Held zawalczył fatalnie w kilku walkach.

    Co do temtu, w pełni zgadzam się z Konradem.

  16. 


  17. Ja to jestem ciekawy, ilu znawców tematu z Polski usprawiedliwiałoby przygodę Janka w UFC, gdyby nie był Polakiem.

     

    Gdyby Jan Błachowicz nie był Polakiem, załóżmy na sekundę, że jest Amerykaninem. Na sekundę. Ilu zbulwersowanych fanów MMA mielibyśmy w Polsce mówiących: Co on kurwa jeszcze robi w tym UFC?

     

    W sensie, że fani w Polsce inaczej podchodzą do zawodnika z Polski niż do zawodnika z innego kraju? Też mnie dziwi ta zaściankowość i jakaś sympatia względem gościa, z którym łączy cię jedynie kultura, język i dwa miliony innych rzeczy :D

     

    A poważniej - choć to powyżej też poważnie piszę, bo niedorzeczne jest, żeby oczekiwać od kogokolwiek "równego" (tfu) podejścia do wszystkich zawodników bez podziału na kraje i zignorowania oczywistych więzi, które cię z nim wiążą - myślę, że ta analiza - bo domyślam się, że do niej pijesz, a w zasadzie do ostatnich fragmentów - tylko hejterom Janka może wydawać się mocno mu przychylna i biorąca go w obronę. Przez 90% tekstu narzekam i wymieniam elementy, które nie grały - co nie znaczy jednak, że nie wierzę, że chłop dał z siebie wszystko. Plus zadecydowały naprawdę detale - jak zawsze, co zaznaczam.


  18. 


  19. Ja sie musze przyznac, ze te rece na kolanach, na poczatku rozczytywalem jako wciaganie Cumminsa po prostu, ale potem...No kurwa, trzy minuty, a ten nie ma sily!


  20. 


  21. Niezależnie od okoliczności zawsze moje serce jest z Polakami. Zawsze im kibicuję, wierzę w nich i chcę być dobrej myśli - przez cały ten czas staram się jednak być obiektywny. 

     

    W sensie, że fani w Polsce inaczej podchodzą do zawodnika z Polski niż do zawodnika z innego kraju? Też mnie dziwi ta zaściankowość i jakaś sympatia względem gościa, z którym łączy cię jedynie kultura, język i dwa miliony innych rzeczy :D

     

    A poważniej - choć to powyżej też poważnie piszę, bo niedorzeczne jest, żeby oczekiwać od kogokolwiek "równego" (tfu) podejścia do wszystkich zawodników bez podziału na kraje i zignorowania oczywistych więzi, które cię z nim wiążą - myślę, że ta analiza - bo domyślam się, że do niej pijesz, a w zasadzie do ostatnich fragmentów - tylko hejterom Janka może wydawać się mocno mu przychylna i biorąca go w obronę. Przez 90% tekstu narzekam i wymieniam elementy, które nie grały - co nie znaczy jednak, że nie wierzę, że chłop dał z siebie wszystko. Plus zadecydowały naprawdę detale - jak zawsze, co zaznaczam.

     

    Ja nigdzie nie napisałem, że nie wierzę, że nie dał z siebie wszystkiego. Twierdzę jednak, że wszystko, co miał do zaoferowania to było i jest o wiele za mało na UFC, nawet na najuboższą ich dywizję - bo przecież za taką dywizja 205 jest uważana.

     

    Zawsze cieszę się każdym sukcesem Polaka i każdym krokiem na przód. Kibicuję im w UFC i nie tylko, w każdym sporcie, ale zawsze też staram się zachować minimum obiektywizmu ponad wszystko. Obiektywizm podpowiada mi, że ludzie z gorszym rekordem niż 2-4 w półciężkiej wylatywali z tej organizacji. Nie ma już kilku zawodników z półciężkiej, którzy prezentowali się dużo lepiej od Janka - i jedyny powód, dla którego rozmawiamy jeszcze o Janie Błachowiczu w największej organizacji świata, to gala w Polsce.

     

    Gdyby nie to, powiedzmy sobie szczerze, po tym występie wyleciałby na zbitą twarz. A to, co pokazał w UFC do tej pory - poza tym, jak już wspomniałem, że zawsze będę go szanował za to, że podjął wyzwanie - nie nadaje się na materiał na pierwszą dziesiątkę tej ubogiej dywizji. Dla mnie nie nadaje się nawet na pierwszą piętnastkę. Tyle. 


  22. 


  23. Niezależnie od okoliczności zawsze moje serce jest z Polakami. Zawsze im kibicuję, wierzę w nich i chcę być dobrej myśli - przez cały ten czas staram się jednak być obiektywny. 

     

     

    Ja nigdzie nie napisałem, że nie wierzę, że nie dał z siebie wszystkiego. Twierdzę jednak, że wszystko, co miał do zaoferowania to było i jest o wiele za mało na UFC, nawet na najuboższą ich dywizję - bo przecież za taką dywizja 205 jest uważana.

     

    Zawsze cieszę się każdym sukcesem Polaka i każdym krokiem na przód. Kibicuję im w UFC i nie tylko, w każdym sporcie, ale zawsze też staram się zachować minimum obiektywizmu ponad wszystko. Obiektywizm podpowiada mi, że ludzie z gorszym rekordem niż 2-4 w półciężkiej wylatywali z tej organizacji. Nie ma już kilku zawodników z półciężkiej, którzy prezentowali się dużo lepiej od Janka - i jedyny powód, dla którego rozmawiamy jeszcze o Janie Błachowiczu w największej organizacji świata, to gala w Polsce.

     

    Gdyby nie to, powiedzmy sobie szczerze, po tym występie wyleciałby na zbitą twarz. A to, co pokazał w UFC do tej pory - poza tym, jak już wspomniałem, że zawsze będę go szanował za to, że podjął wyzwanie - nie nadaje się na materiał na pierwszą dziesiątkę tej ubogiej dywizji. Dla mnie nie nadaje się nawet na pierwszą piętnastkę. Tyle. 

     

    Porównania z podejściem polskich fanów do Amerykanów były więc zupełnie niepotrzebne, skoro jednak rozumiesz, że swój do swojego podchodzi inaczej.

     

    Odnośnie czerwonego fragmentu. Rozumiem, że chodziło Ci o "lepszym rekordem niż 2-4". Czym jest minimum obiektywizmu w Twoim słowniku? Chodzi o stwierdzenie, że powinni go zwolnić? Czy może trzeba jakoś zacząć działać w tym celu, żeby nie poprzestawać tylko na słowach?

     

    Jeśli go zostawią, będzie to o tyle zrozumiałe, że szykuje się gala w Polsce, a dywizja półciężka jest i tak bardzo nieliczna. Ponadto dopiero po 3 porażkach z rzędu wylatywali z UFC tacy półciężcy jak Donovan, O'Connell, Cavalcante czy Hester, więc nie jest tak, że przegrał drugą z rzędu i czwartą z pięciu, więc ich psim obowiązkiem jest zwolnienie go.

     

    Poza tym warto pamiętać, że mocno zaplusował tym wyzwaniem rzuconym Rumblowi wtedy (w zamian, nawiasem mówiąc, usłyszałem w jego ówczesnych wywiadach, że "pewien portal" zrobił analizę...  :PissedOff: ), za co dostał też podwyżkę. Przetrwał z Gustafssonem, w stójce bije mocno, walczy agresywnie, szybko się męczy - co powoduje, że potem rywale dominują, czyli - coś się dzieje.

     

    Czy zwolnią, czy nie zwolnią to trochę jak wróżenie z fusów i można przerzucać się argumentami w jedną lub drugą stronę - na miejscu UFC bym go nie zwolnił, z powyższych powodów. 


  24. 


  25. Porównania z podejściem polskich fanów do Amerykanów były więc zupełnie niepotrzebne, skoro jednak rozumiesz, że swój do swojego podchodzi inaczej.

     

     

     
    Zupełnie inaczej podchodzi Amerykanin do Amerykanina w UFC, zupełnie inaczej Polak do Polaka w tej samej organizacji. Polacy są towarem zupełnie deficytowym w UFC, Amerykanów jest tam na pęczki. Nawet jak podczas jednej gali czterech zawodników z USA zaliczy ciężkie nokauty na swoją niekorzyść, wciąż mają wielu wybitnych zawodników po swojej stronie.
     
    A my kogo mamy? Kto zrobił furorę z naszych zawodników w UFC? Joanna Jędrzejczyk. Kobieta. A ile razy tutaj i nie tylko tutaj wyśmiewano się z kobiecego MMA, z którego teraz tak naprawdę Polska jest najbardziej znana? Jeszcze jest Jotko, w którego notabene, na początku nie wierzył nikt, większość go skreślała. I to jest dwóch zawodników, którzy jeszcze coś zdziałają w tym UFC, którzy  cokolwiek znaczą. Reszta nie udowodniła niczego, z Jankiem Błachowiczem na czele. Held miał być największym talentem, a teraz walczy o przetrwanie. I tak można w nieskończoność. 
     

     

    Odnośnie czerwonego fragmentu. Rozumiem, że chodziło Ci o "lepszym rekordem niż 2-4". Czym jest minimum obiektywizmu w Twoim słowniku? Chodzi o stwierdzenie, że powinni go zwolnić? Czy może trzeba jakoś zacząć działać w tym celu, żeby nie poprzestawać tylko na słowach?

     

     

     
    Minimum obiektywizmu w moim słowniku to fakt, aby nie patrzeć na zawodnika przez sympatię, jaką się go darzy. Tak, jak stwierdziłeś w którymś temacie, co przed chwilą przeczytałem, że Gegard wcale tak dobrze w stójce sobie nie radził z Weidmanem, że walił cepy, Weidman mocniej go naruszył, widziałeś jednak, że pewnie Weidman bardziej zmęczony. To jest obiektywizm - bliżej Ci do sympatii z Leniwcem, ale potrafisz zauważyć fakty. Polacy mają ten problem, że często mijają się z faktami ze względu na ślepy patriotyzm. 

     

    Jeśli go zostawią, będzie to o tyle zrozumiałe, że szykuje się gala w Polsce, a dywizja półciężka jest i tak bardzo nieliczna. Ponadto dopiero po 3 porażkach z rzędu wylatywali z UFC tacy półciężcy jak Donovan, O'Connell, Cavalcante czy Hester, więc nie jest tak, że przegrał drugą z rzędu i czwartą z pięciu, więc ich psim obowiązkiem jest zwolnienie go.

     

    Poza tym warto pamiętać, że mocno zaplusował tym wyzwaniem rzuconym Rumblowi wtedy (w zamian, nawiasem mówiąc, usłyszałem w jego ówczesnych wywiadach, że "pewien portal" zrobił analizę...   :PissedOff: ), za co dostał też podwyżkę. Przetrwał z Gustafssonem, w stójce bije mocno, walczy agresywnie, szybko się męczy - co powoduje, że potem rywale dominują, czyli - coś się dzieje.

     

    Czy zwolnią, czy nie zwolnią to trochę jak wróżenie z fusów i można przerzucać się argumentami w jedną lub drugą stronę - na miejscu UFC bym go nie zwolnił, z powyższych powodów. 

     

    Zawsze, jak już powtarzałem, będę szanował Jana Błachowicza za charakter i za wyzwanie, nawet to rzucone Rumblowi. Na jego szczęście jednak, że do tej walki nie doszło - biorąc pod uwagę, jak  bardzo Jano lubuje się w ofensywie w pierwszych rundach i jak obaj nie mieliby kondycji na następne - może się tylko cieszyć, że kilka lat z życia nie zostało mu odjętych. 

     

    I dalej dla mnie - argumenty w stylu, że NASZ zawodnik "przetrwał", "nie został znokautowany" itd. itp. to nie są wcale żadne plus na jego korzyść. Przegrał wyraźnie, to przegrał. I tyle. Mamy się kurwa cieszyć, bo NASZ ZAWODNIK PRZEGRAŁ I PRZETRWAŁ, NIE ZOSTAŁ ZNOKAUTOWANY, UDUSZONY, OH JAK DOBRZE, ŻE NIKT GO NIE ZABIŁ.

     

    Wspaniale, naprawdę. :D


  26. 


  27. Zgadzam się z Konradem w tym sensie, że też uważam, że w takich momentach usilne przyjmowanie retoryki ,,Janek chopie dobrze było następnym razem się odegrasz twardziel z Ciebie" jest trochę nie na miejscu.  Uważam, że nie ma co chować się z tym, że Błachowicz wypadł fatalnie, że został ośmieszony przez rywala, którego w pierwszej rundzie miał na wyciągnięcie ręki i który jak najbardziej był w jego zasięgu. 

     

    Powiedzmy sobie jasno - Omielańczuk i Tybura wciąż nie ogarniają uciekania spod siatki, Błachowicz po jednej nieudanej akcji wygląda jakby przejechał po nim walec, tymczasem największy męski sukces odnosi Jotko, trenujący za granicą, któremu nikt nie wróżył niczego dobrego przed debiutem. Może jednak faktycznie w przygotowaniach Polaków w tak rzekomo elitarnych klubach jak np. Ankos coś nie gra? 


  28. 


  29. Zupełnie inaczej podchodzi Amerykanin do Amerykanina w UFC, zupełnie inaczej Polak do Polaka w tej samej organizacji. Polacy są towarem zupełnie deficytowym w UFC, Amerykanów jest tam na pęczki. Nawet jak podczas jednej gali czterech zawodników z USA zaliczy ciężkie nokauty na swoją niekorzyść, wciąż mają wielu wybitnych zawodników po swojej stronie.

     
    A my kogo mamy? Kto zrobił furorę z naszych zawodników w UFC? Joanna Jędrzejczyk. Kobieta. A ile razy tutaj i nie tylko tutaj wyśmiewano się z kobiecego MMA, z którego teraz tak naprawdę Polska jest najbardziej znana? Jeszcze jest Jotko, w którego notabene, na początku nie wierzył nikt, większość go skreślała. I to jest dwóch zawodników, którzy jeszcze coś zdziałają w tym UFC, którzy  cokolwiek znaczą. Reszta nie udowodniła niczego, z Jankiem Błachowiczem na czele. Held miał być największym talentem, a teraz walczy o przetrwanie. I tak można w nieskończoność. 

     

    Ok. I? Nie rozumiem, po co to piszesz, szczerze mówiąc? Zupełnie nie o tym dyskusja. Brazylijczycy podchodzą do swoich inaczej, Amerykanie inaczej, Irlandczycy inaczej i Polacy też.

     

    Minimum obiektywizmu w moim słowniku to fakt, aby nie patrzeć na zawodnika przez sympatię, jaką się go darzy. Tak, jak stwierdziłeś w którymś temacie, co przed chwilą przeczytałem, że Gegard wcale tak dobrze w stójce sobie nie radził z Weidmanem, że walił cepy, Weidman mocniej go naruszył, widziałeś jednak, że pewnie Weidman bardziej zmęczony. To jest obiektywizm - bliżej Ci do sympatii z Leniwcem, ale potrafisz zauważyć fakty. Polacy mają ten problem, że często mijają się z faktami ze względu na ślepy patriotyzm. 

     

    Pomyliłem się z Mousasim. Obejrzałem wczoraj walkę normalnie - czyli nie pisząc jednocześnie relacji z niej - i zmieniam zdanie na o wiele łagodniejsze. Tj. nie był tam zmęczony, jak sądziłem + te cepy to były ze dwa, a uzasadnienie ich takie, że bał się obalenia, więc nogi zostawiał metr za sobą, więc wyglądało to pokracznie. Innymi słowy - patrzę teraz na jego występ o wiele przychylniej.

     

    I dalej dla mnie - argumenty w stylu, że NASZ zawodnik "przetrwał", "nie został znokautowany" itd. itp. to nie są wcale żadne plus na jego korzyść. Przegrał wyraźnie, to przegrał. I tyle. Mamy się kurwa cieszyć, bo NASZ ZAWODNIK PRZEGRAŁ I PRZETRWAŁ, NIE ZOSTAŁ ZNOKAUTOWANY, UDUSZONY, OH JAK DOBRZE, ŻE NIKT GO NIE ZABIŁ.

     

    Wspaniale, naprawdę. :D

     

    Ale dlaczego wyzywasz go od najgorszych ch...ów i k...ew? 

     

    Aaa... nie napisałeś tego? To jest równo, bo ja nie pisałem słowa zachwytów nad tym, że nie został znokautowany :D Oczywiście, wiem - Ty nie pisałeś, że ja tak pisałem, jasne. Jednak jeśli rozmawiamy, a potem wyskakujesz z krytyką jakichś zachwytów nad tym, że nie został znokautowany (nie wiem, skąd je wyciągnąłeś, bo naprawdę nie spotkałem się z nimi nigdzie, więc po prostu mam wrażenie, że chcesz przerysować odbiór walki Janka, żeby stworzyć jakąś sztuczną rzeczywistość, w której ludzie padają przed nim na kolana za marną walkę - a tak się nie dzieje) to pośrednio sugerujesz, że ja tak twierdzę.

     

    Co znaczy, że przypisujesz mi jakieś skrajne i niedorzeczne opinie stworzone przez Ciebie tylko na potrzeby wyśmiania czegoś, co... nie istnieje.

     

    Zgadzam się z Konradem w tym sensie, że też uważam, że w takich momentach usilne przyjmowanie retoryki ,,Janek chopie dobrze było następnym razem się odegrasz twardziel z Ciebie" jest trochę nie na miejscu.  Uważam, że nie ma co chować się z tym, że Błachowicz wypadł fatalnie, że został ośmieszony przez rywala, którego w pierwszej rundzie miał na wyciągnięcie ręki i który jak najbardziej był w jego zasięgu. 

     

    Powiedzmy sobie jasno - Omielańczuk i Tybura wciąż nie ogarniają uciekania spod siatki, Błachowicz po jednej nieudanej akcji wygląda jakby przejechał po nim walec, tymczasem największy męski sukces odnosi Jotko, trenujący za granicą, któremu nikt nie wróżył niczego dobrego przed debiutem. Może jednak faktycznie w przygotowaniach Polaków w tak rzekomo elitarnych klubach jak np. Ankos coś nie gra? 

     

    :blink:


  30. 


  31. :blink:


    To nie jest odniesienie się do Ciebie i Twojego tekstu, tylko do odwiecznej wojenki jaka panuje po każdej przegranej Polaka pt. ,,hejtować czy nie".

  32. 


  33. To nie jest odniesienie się do Ciebie i Twojego tekstu. 

     

    A takie teksty się pojawiają? W sensie, wiesz, czy stanowią, powiedzmy, 10% komentarzy?

     

    Bo jeśli na palcach jednej czy dwóch rąk da się je zliczyć, to rzucając się o nie jesteśmy jak właściciele KSW, którzy psioczą na kilkadziesiąt wulgarnych komentarzy, marudząc o "mentalności Polaków", podczas gdy kupują ich PPV dziesiątki tysięcy Polaków, a oglądają miliony. Proporcje.


  34. 


  35. A takie teksty się pojawiają? W sensie, wiesz, czy stanowią, powiedzmy, 10% komentarzy?

     

    Bo jeśli na palcach jednej czy dwóch rąk da się je zliczyć, to rzucając się o nie jesteśmy jak właściciele KSW, którzy psioczą na kilkadziesiąt wulgarnych komentarzy, marudząc o "mentalności Polaków", podczas gdy kupują ich PPV dziesiątki tysięcy Polaków, a oglądają miliony. Proporcje.

     

    Trochę się nie rozumiemy, źle się wyraziłem. Nie chodziło mi o to, że takie komentarze dominują w tym przypadku i w sumie nigdzie tak nie powiedziałem. W odniesieniu do tego, co pisał Konrad, stwierdziłem jedynie,  że przyjęcie takiej retoryki a także szukanie na siłę usprawiedliwień byłoby w tym przypadku faktycznie bez sensu, bo byłoby. 

     

    Szczerze mówiąc to nawet mile się zaskoczyłem, gdy zobaczyłem że komentarze faktycznie są obiektywne a jednocześnie bez zbędnego hejtu,  a nie tak jak było np. w przypadku jednej z porażek Omielańczuka, kiedy mieliśmy dwie strony barykady - osoby jadące po nim jak po burej suce, i Jurasa i rzeszę podległych mu fanów którzy rozsierdzali się o to, jak można krytykować Polaka bo w końcu to Polak. 

     

    PS. w poprzednim poście pisząc o Ankosie miałem na myśli oczywiście S4


  36. 


  37. Ok. I? Nie rozumiem, po co to piszesz, szczerze mówiąc? Zupełnie nie o tym dyskusja. Brazylijczycy podchodzą do swoich inaczej, Amerykanie inaczej, Irlandczycy inaczej i Polacy też.

     

     

     
    Mówię o tym po to, bo mam dość głaskania po jajcach naszych zawodników, którzy wypadli blado. Do wspomnianej dwójki Jędrzejczyk i Jotko zapomniałem dołożyć Kowalkiewicz, która dotarła się do walki mistrzowskiej i zasługuje jak najbardziej na szacunek. Oczywiście bardzo jasno rozdzielam krytykę od bezsensownego hejtu. 
     
     

     

    Pomyliłem się z Mousasim. Obejrzałem wczoraj walkę normalnie - czyli nie pisząc jednocześnie relacji z niej - i zmieniam zdanie na o wiele łagodniejsze. Tj. nie był tam zmęczony, jak sądziłem + te cepy to były ze dwa, a uzasadnienie ich takie, że bał się obalenia, więc nogi zostawiał metr za sobą, więc wyglądało to pokracznie. Innymi słowy - patrzę teraz na jego występ o wiele przychylniej.

     

     

     
    No, wiadomo ,jak tylko o tym napisałem, to nagle się pomyliłeś. :D Ale nie umniejsza to temu, że potrafisz patrzeć na rzeczy/walki obiektywnie, bez względu na swoją sympatię. No, może poza Barbozą z Fergusonem,  Materlą z Mamedem i pewnie jakieś pojedyncze przypadki z Shogunem też by się znalazły. ;)
     

     

    Aaa... nie napisałeś tego? To jest równo, bo ja nie pisałem słowa zachwytów nad tym, że nie został znokautowany  :D Oczywiście, wiem - Ty nie pisałeś, że ja tak pisałem, jasne. Jednak jeśli rozmawiamy, a potem wyskakujesz z krytyką jakichś zachwytów nad tym, że nie został znokautowany (nie wiem, skąd je wyciągnąłeś, bo naprawdę nie spotkałem się z nimi nigdzie, więc po prostu mam wrażenie, że chcesz przerysować odbiór walki Janka, żeby stworzyć jakąś sztuczną rzeczywistość, w której ludzie padają przed nim na kolana za marną walkę - a tak się nie dzieje) to pośrednio sugerujesz, że ja tak twierdzę.

     

     

     
    No właśnie, ja nigdzie nie napisałem, że to Ty napisałeś, i tak możemy w nieskończoność. :D Po prostu drażni mnie wyciąganie pozytywów na siłę z kiepskich występów Polaków, a mamy wyraźną tendencję do tego. Może nieuważnie czytasz, bo świat nie kręci się wokół Lowkinga, ja przeczytałem niejedną opinię na FB, jak i u konkurencji, że "Janek jest najbardziej utalentowanym zawodnikiem w naszym MMA, zawodzi go tylko psychika i kondycja", albo klasycznie "wróci silniejszy", albo jeszcze bardziej klasycznie "zabrakło odrobiny szczęścia". I do tego generalnie odniosłem się tutaj. Spotkałem się też z opinią, że "Janek nie potrafi oszczędzać sił i to jest jego problem". Twierdzę wręcz przeciwnie - on doskonale sobie zdaje sprawę, że tych sił nie wystarczy mu na pełną walkę (coś jak syndrom Rumble'a), dlatego próbuje jak najbardziej w pierwszej rundzie i tak do połowy drugiej, a potem po prostu walczy o życie.
     
    vlcsnap-2017-04-09-08h36m52s716.png
     
    Ogólnie Naiver dyskusja z Tobą to trochę jak kulą w płot - bo Ty masz czasu na prowadzenie wszelkich konwersacji w nieskończoność, a nie przypominam sobie jednej dyskusji między Tobą a kimkolwiek innym, z kim byś dyskutował, w której komuś przyznajesz rację całkowicie w jakimś względzie, więc i'm out of here.  :D
     
    Swoje napisałem i swoje podtrzymuję - fajnie byłoby zobaczyć jeszcze Janka na gali w Polsce, chciałbym jeszcze kiedyś ujrzeć jego rękę w górze w oktagonie UFC, ale prawda jest taka, że swoimi występami nie zasłużył na kolejną szansę. Nie widać też poprawy w elementach, które go ciągle zawodzą. Szkoda. I tyle. 

  38. 


  39. Widzę mała kosa się narobiła... Słuchajcie każdy ma swoje racje natomiast trzeba pewne rzeczy zrozumieć. "Szukania pozytywów" po pierwsze jest zdrowe(w życiu codziennym) a po drugie też jest częścią analizy pojedynku ponieważ nie wszystko jest czarno-białe. Z jednej strony tak Janek miał swoje momenty z drugiej zaś wyszły po raz kolejny jego niedoskonałości, których już może nie poprawić wszak jest mocno po trzydziestce. Kibicowanie swoim krajanom jest rzeczą naturalną i to nie podlega dyskusji. Mówicie o Polskim podejściu do Polskich zawodników, że jest dziwne że nie takie jak u amerykańców - "Polacy nie gęsi swój język mają" i to jest część mentalności naszego narodu. Ja osobiście uważam, że Janka nie zwolnią bo jego popularność w Polsce z naszych zawodników w UFC moim zdaniem to numer 2 i na prawdę Krzysiek jotko jest daleko w tyle pod tym względem do Jana... Dodatkowo tak tylko spoglądając na ranking ok półciężka niby słabo obsadzona. Ale każdy rywal Jana poza Pokrajacem to był zawodnik z ogólnej czołówki światowej , natomiast Krzysiek poza poprzednią walką... nie ma co porównywać. Więc tak jak widać wszystko jest kwestią kontekstu w jaki patrzysz na walki i tyle. Każdy ma prawo robić to co chce a jak ci się wam nie podoba to po prostu nie czytajcie. Pozdro.

  40. 


  41. Sierp wersja skrócona:

    • Spuchł i to jedyna przyczyna porażki
    • Sędziego nie nadepnął i nic Big John nie pomógł w obaleniu. 

     

    Dziękuję i pozdrawiam. 


  42. 


  43. Mówię o tym po to, bo mam dość głaskania po jajcach naszych zawodników, którzy wypadli blado. Do wspomnianej dwójki Jędrzejczyk i Jotko zapomniałem dołożyć Kowalkiewicz, która dotarła się do walki mistrzowskiej i zasługuje jak najbardziej na szacunek. Oczywiście bardzo jasno rozdzielam krytykę od bezsensownego hejtu. 

     

    To ma się nijak do dyskusji.

     

    No, wiadomo ,jak tylko o tym napisałem, to nagle się pomyliłeś. :D Ale nie umniejsza to temu, że potrafisz patrzeć na rzeczy/walki obiektywnie, bez względu na swoją sympatię. No, może poza Barbozą z Fergusonem,  Materlą z Mamedem i pewnie jakieś pojedyncze przypadki z Shogunem też by się znalazły. ;)

     

    Jeśli naprawdę myślisz, że oceniam występ Mousasiego lepiej niż na żywo po gali tylko po to, żeby zaprzeczyć Twojej (pozytywnej - poza kilkoma przytykami) opinii o moim "oiektywizmie", to... pozostawiam Cię w tym przeświadczeniu ;)

     

    No właśnie, ja nigdzie nie napisałem, że to Ty napisałeś, i tak możemy w nieskończoność. :D Po prostu drażni mnie wyciąganie pozytywów na siłę z kiepskich występów Polaków, a mamy wyraźną tendencję do tego. Może nieuważnie czytasz, bo świat nie kręci się wokół Lowkinga, ja przeczytałem niejedną opinię na FB, jak i u konkurencji, że "Janek jest najbardziej utalentowanym zawodnikiem w naszym MMA, zawodzi go tylko psychika i kondycja", albo klasycznie "wróci silniejszy", albo jeszcze bardziej klasycznie "zabrakło odrobiny szczęścia". I do tego generalnie odniosłem się tutaj. Spotkałem się też z opinią, że "Janek nie potrafi oszczędzać sił i to jest jego problem". Twierdzę wręcz przeciwnie - on doskonale sobie zdaje sprawę, że tych sił nie wystarczy mu na pełną walkę (coś jak syndrom Rumble'a), dlatego próbuje jak najbardziej w pierwszej rundzie i tak do połowy drugiej, a potem po prostu walczy o życie.

     

    Ja Ci nie wkładam do ust jakiś wymyślonych głupot o tym, że ludzie w Polsce są dumni z Janka, bo nie został znokautowany/uduszony. To jest klasyczne kreowanie "rzeczywistości" pod swoje argumenty. Totalne przerysowanie, żeby pokazać na tym przerysowanym - fałszywym - tle swoje zdroworozsądkowe podejście, które tak pięknie kontrastuje z (nieistniejącą) opinią ciemnego ludu wielbiącego Janka za przetrwanie 15 minut. 

     

    Teraz natomiast w końcu trochę konkretów powyżej w cytacie. Przytyk, że wydaje mi się, że świat kręci się wokół Lowkinga, puszczam mimo uszu jako średniej jakości ozdobnik mający zdyskredytować - w Tobie tylko znany sposób - moją opinię. Piszesz dalej, że przeczytałeś "niejedną opinię, że:

     

    - Janek jest najbardziej utalentowanym zawodnikiem w naszym MMA, zawodzi go tylko psychika i kondycja

    - Wróci silniejszy

    - Zabrakło odrobiny szczęścia

     

    I teraz tak. Odnośnie tych dwóch ostatnich. Piszą je generalnie ludzie, którzy bez względu na wszystko - może i trochę ślepo, a może emocjonalnie mocno z nim związani, a może po prostu niedzieli fani, którzy nie kumają dokładnie, co się stało, a widzieli na początku "prawie nokaut - stoją za swoim zawodnikiem. Brak krytycznego podejścia? Jasne. Niektórzy jednak - nie bez słuszności - uznają, że lepiej wyrazić po prostu kilka słów wsparcia, zamiast bawić się w krytyka - tak, jakby Janek i jego sztab nie wiedzieli, co spieprzyli.

     

    Co do pierwszego cytatu - idę o zakład, że przeczytałeś taki (albo podobny) jeden albo dwa - ale wystarczyło. Jeśli nie znajdziesz mi ich kilka - a nie znajdziesz, bo ich nie ma albo nie masz czasu na poszukiwania, bo masz lepsze rzeczy do roboty (całkiem słusznie zresztą) - to zostaję przy swoim i twierdzę, że nie będąc w stanie znaleźć tych wcześniejszych przytaczanych wypowiedzi o wychwalaniu Jana za to, że przetrwał, znalazłeś jakąś najgłupszą (jedną albo dwie) i przytoczyłeś, "dowodząc", że rzeczywiście lud ciemny, głupi.

     

    Równie dobrze jednak można przytoczyć kilka wulgarnych wypowiedzi albo przesadnie krytycznych (Najgorszy zawodnik w LHW, do niczego się nie nadaje, fatalna stójka, wszystko do dupy) i na tej podstawie stwierdzić, że "Polacy to hejterzy, co za fala nienawiści". 

     

    Bardzo nie lubię po prostu, gdy ktoś zobaczy 1-2 durne wypowiedzi, przesadzone w jedną albo drugą stronę, a potem generalizuje to, tworząc jakieś wydumane tezy i dzielnie walcząc z głupotą.

     

    Ogólnie Naiver dyskusja z Tobą to trochę jak kulą w płot - bo Ty masz czasu na prowadzenie wszelkich konwersacji w nieskończoność, a nie przypominam sobie jednej dyskusji między Tobą a kimkolwiek innym, z kim byś dyskutował, w której komuś przyznajesz rację całkowicie w jakimś względzie, więc i'm out of here.  :D

     

    Niczego innego się nie spodziewałem. Choć... zaraz połkniesz te słowa i jednak tu wrócisz  :icon_smart:

     

     

    Swoje napisałem i swoje podtrzymuję - fajnie byłoby zobaczyć jeszcze Janka na gali w Polsce, chciałbym jeszcze kiedyś ujrzeć jego rękę w górze w oktagonie UFC, ale prawda jest taka, że swoimi występami nie zasłużył na kolejną szansę. Nie widać też poprawy w elementach, które go ciągle zawodzą. Szkoda. I tyle. 

     

    Nie wiem, szczerze mówiąc, co napisałeś? Przedstawiłeś "rzeczywistość", w której Janek po UFC 210 jest zagłaskiwany na śmierć, oburzając się tym i tłumacząc, że to nie tak, trza go zwolnić. Super - ale ta rzeczywistość nie istnieje.

     

    Na dwa fronty jadę... Calo:

     

    Trochę się nie rozumiemy, źle się wyraziłem. Nie chodziło mi o to, że takie komentarze dominują w tym przypadku i w sumie nigdzie tak nie powiedziałem. W odniesieniu do tego, co pisał Konrad, stwierdziłem jedynie,  że przyjęcie takiej retoryki a także szukanie na siłę usprawiedliwień byłoby w tym przypadku faktycznie bez sensu, bo byłoby. 

     

    Szczerze mówiąc to nawet mile się zaskoczyłem, gdy zobaczyłem że komentarze faktycznie są obiektywne a jednocześnie bez zbędnego hejtu,  a nie tak jak było np. w przypadku jednej z porażek Omielańczuka, kiedy mieliśmy dwie strony barykady - osoby jadące po nim jak po burej suce, i Jurasa i rzeszę podległych mu fanów którzy rozsierdzali się o to, jak można krytykować Polaka bo w końcu to Polak. 

     

    PS. w poprzednim poście pisząc o Ankosie miałem na myśli oczywiście S4

     

    Ok, więc chodzi o to, że po prostu profilaktycznie zaznaczyłeś, że gdyby teraz zaczęto głaskać Janka, to nie byłoby to nic dobrego? Dobrze rozumiem?


  44. 


  45. Niczego innego się nie spodziewałem. Choć... zaraz połkniesz te słowa i jednak tu wrócisz   :icon_smart:

     

     

     
    Wiadomo. :D
     
    Odniosę się tylko do dwóch fragmentów, bo niestety mamy już poniedziałek - nie niedzielę, deficyt czasowy. 
     
    Co do przytyków - mam przekonanie, że traktujesz je z dystansem, ale na wszelki wypadek napiszę, że to nic osobistego. Po prostu lubię je wkładać do dyskusji z każdym, czy to z Tobą, czy z Puczim, czy z kimkolwiek innym chociaż z Puczim większa zabawa. :D
     

     

    I teraz tak. Odnośnie tych dwóch ostatnich. Piszą je generalnie ludzie, którzy bez względu na wszystko - może i trochę ślepo, a może emocjonalnie mocno z nim związani, a może po prostu niedzieli fani, którzy nie kumają dokładnie, co się stało, a widzieli na początku "prawie nokaut - stoją za swoim zawodnikiem. Brak krytycznego podejścia? Jasne. Niektórzy jednak - nie bez słuszności - uznają, że lepiej wyrazić po prostu kilka słów wsparcia, zamiast bawić się w krytyka - tak, jakby Janek i jego sztab nie wiedzieli, co spieprzyli.

     

     

     
    No właśnie rzecz w tym, że sztab wydaje się nie wiedzieć albo nic nie robić z tym, co zawiodło, skoro z walki na walkę jest to samo - brak poprawy TDD i kondycja na 7 minut walki. Oczywiście, nie jestem trenerem i nie mam pojęcia, jak przebiegają przygotowania poszczególnych zawodników do walki, ale mam oczy i widzę, że coś jest nie tak, że z walki na walkę zawodzą te same elementy. Więc kto jest winny? Trener? Janek? Psychika? Presja? Nie wiem. 
     
    Co do Twojego posta Bartez - kompletnie nie przekonuje mnie twierdzenie, że "Janek to zawodnik po trzydziestce i pewnych elementów już nie poprawi". Jest wiele dosadnych przykładów na to, że zawodnik może rozwijać się w jego wieku - chociażby Trinaldo, który co prawda ostatnią walkę z Lee przegrał, ale przeszedł naprawdę długą drogę. 34 lata to nie jest wiek emerytalny dla zawodnika MMA. Cormier ma prawie czterdziestkę na karku, pulchną sylwetkę, problemy z robieniem wagi,, a pomimo tego jego kondycja stoi na nieporównywalnie wyższym poziomie.

     

     
     
     

    Bardzo nie lubię po prostu, gdy ktoś zobaczy 1-2 durne wypowiedzi, przesadzone w jedną albo drugą stronę, a potem generalizuje to, tworząc jakieś wydumane tezy i dzielnie walcząc z głupotą.

     

    Nie wiem, szczerze mówiąc, co napisałeś? Przedstawiłeś "rzeczywistość", w której Janek po UFC 210 jest zagłaskiwany na śmierć, oburzając się tym i tłumacząc, że to nie tak, trza go zwolnić. Super - ale ta rzeczywistość nie istnieje.

     

     

    Nie napisałem nigdzie, że wszyscy zagłaskują Janka. Widziałem jednak więcej niż jak to napisałeś "1-2 wypowiedzi" na siłę usprawiedliwiających - powiedzmy sobie szczerze - mniej niż przeciętny występ naszego rodaka. 

     

    Nigdzie nie napisałem też, że trza go zwolnić, ale stwierdziłem, że gdyby chodziło o jakiegokolwiek innego zawodnika i gdyby nie gala w Polsce w najbliższym czasie - nie dyskutowalibyśmy o tym, czy go zwolnią, bo to nie podlegałoby żadnej dyskusji. Pięć ostatnich walk, cztery porażki, zawodnicy z lepszym bilansem zostawali zwalniali z organizacji. 

     

    Szczerze mówiąc nie wiem, czy nie lepiej byłoby dla Janka wrócić do Polski, jeśli tylko miałby możliwość. Nieporównywalnie słabsi rywale, brak USADY i jakichkolwiek kontroli antydopingowych, dobre pieniądze, bo Jan Błachowicz to wciąż znana marka na naszym podwórku - w UFC jak do tej pory furory nie zrobił, to już raczej nie zrobi. Z tego, co się orientuję - choć jeśli się mylę, niech mnie ktoś poprawi - nie ma też u nas żadnych banów na dożylne nawadnianie, a to też musi mieć jakiś wpływ na kondycje. 

     

    Podobał mi się post na fanpegu Janka o tym, że nie szuka żadnych wymówek - i za takim podejściem jestem zawsze, gdy zawodnik przegrywa. Poszukać przyczyn porażki i postarać się je wyeliminować, a nie jak to bywa u niektórych zawodników, że przytoczę przykładem:

     

    55edbcaefce18efb16d30b52401d29f4.jpg


  46. 


  47. Na dwa fronty jadę... Calo:

     

     

    Ok, więc chodzi o to, że po prostu profilaktycznie zaznaczyłeś, że gdyby teraz zaczęto głaskać Janka, to nie byłoby to nic dobrego? Dobrze rozumiem?

     

    Mniej więcej tak, po prostu mam na uwadze chociażby wojenki jakie miały miejsce po paru innych porażkach Polaków w UFC.  

     

    Ja sportowym patriotą jakimś szczególnym nie jestem, nie opłakuję porażek naszych, i w takich sytuacjach argumenty w stylu ,,zrobił co mógł" po prostu nie przemawiają , bynajmniej nie w sytuacji gdy nasz zawodnik walczy ze słabym rywalem który jak najbardziej jest w jego zasięgu - każdy zawodnik robi co może, żeby wygrywać (no może poza Johnsonem z wali wieczoru ;) ).  

     

    Co do słów wsparcia - nie jestem pewny, czy Janek i jego sztab faktycznie wiedzą, co spieprzyli - czy zauważyłeś w tej walce, żeby jakiekolwiek wnioski z wcześniejszych porażek Błachowicza zostały wyciągnięte? Podobnie rzecz ma się w przypadku np. Omielańczuka.  Mi czasem wręcz wydaje się, że w polskich obozach panuje przeświadczenie, że wszystko robią OK,  nie uczą się na błędach , i stąd wlaśnie krytyka fanów może być bardziej konstruktywna, niż czułe głaskanie. Ale może to tylko moja opinia. 


  48. 


  49. Szefie, a do mojego wpisu , to nie łaska sie już odnieść ??   ;)


  50. 


  51. Może źle pamiętam, ale nie było tak źle z tymi zapasami, ja bym powiedział, że był nawet postęp ... do momentu kiedy spuchł, zgadzam się z Kaczką, przegrał przez brak kondycji, pierwsza rzecz do naprawy.


  52. 


  53. Uwielbiam Was czytac, ale jak juz jeden drugiemu, cos probuje wmowic, to mnie wkurwiacie!

     

    I jeszcze jedno, beka z Janka. Mial go znokautowac w drugiej rundzie, wrecz sobie tego zyczyl, a co on nie wiedzial, ze do 2 rundy to ledwo wyjdzie?


  54. 


  55.  

    Znajdą się zwolennicy teorii, wedle której Janek powinien był wówczas poczekać na Amerykanina i pozwolić mu wrócić na nogi, aby tam go dobić, ale nie mogę się z tym zgodzić w najmniejszym stopniu. Pod Cumminsem wyraźnie ugięły się nogi, był zamroczony – trzeba było iść po skończenie. Prawidłowa decyzja Błachowicza, zwłaszcza że dołożył w parterze jeszcze kilka bardzo mocnych uderzeń, rozbijając Amerykanina. Spróbował też suplesa, ale Cummins – jak na wytrawnego zapaśnika przystało – od razu pochylił się, przenosząc ciężar ciała do przodu i nic z tego nie wyszło.

     

    Problem w zachowaniu Janka polega na tym, że później przez cały czas pilnował tego klinczu i bawił się w grappling nawet gdy Cummins zaczął dochodzić do siebie. Naturalnym jest to, że zechciał dobić rywala po knockdownie i nikt rozsądny nie robił mu z tego powodu problemu. Błędem było np. to próbowanie suples i pilnowanie pleców. Skoro w dystansie kickbokserskim miał tak znacząca przewagę, to właśnie z tego dystansu powinien starać się dobić rywala. Nie krótki ciosy z klinczu, ale odejście od rywala i atak serią.

     

    Jeszcze nie widziałem by po tej walce ktoś tutaj klepał Janka po plecach. Raczej dominuje rozczarowanie na zasadzie "no ile jeszcze można tego samego...".

    Wiele osób (w tym ja) ma sympatię do Janka również z tego powodu, że w przeciwieństwie do Mameda, Gamrota, Mańkowskiego, Materli i kogo tam jeszcze miał odwagę rzucić ciepłą posadkę za dobre pieniądze by spróbować swoich sił ze światową czołówką.


  56. 


  57. Szefie, a do mojego wpisu , to nie łaska sie już odnieść ??   ;)

     

    Sierp wersja skrócona:

    • Spuchł i to jedyna przyczyna porażki
    • Sędziego nie nadepnął i nic Big John nie pomógł w obaleniu. 

     

    Dziękuję i pozdrawiam. 

     

    +1

     

    No właśnie rzecz w tym, że sztab wydaje się nie wiedzieć albo nic nie robić z tym, co zawiodło, skoro z walki na walkę jest to samo - brak poprawy TDD i kondycja na 7 minut walki. Oczywiście, nie jestem trenerem i nie mam pojęcia, jak przebiegają przygotowania poszczególnych zawodników do walki, ale mam oczy i widzę, że coś jest nie tak, że z walki na walkę zawodzą te same elementy. Więc kto jest winny? Trener? Janek? Psychika? Presja? Nie wiem. 

     

    Co do słów wsparcia - nie jestem pewny, czy Janek i jego sztab faktycznie wiedzą, co spieprzyli - czy zauważyłeś w tej walce, żeby jakiekolwiek wnioski z wcześniejszych porażek Błachowicza zostały wyciągnięte? Podobnie rzecz ma się w przypadku np. Omielańczuka.  Mi czasem wręcz wydaje się, że w polskich obozach panuje przeświadczenie, że wszystko robią OK,  nie uczą się na błędach , i stąd wlaśnie krytyka fanów może być bardziej konstruktywna, niż czułe głaskanie. Ale może to tylko moja opinia. 

     

    Panowie, trochę powagi :) Po pierwsze - sztab doskonale zdaje sobie sprawę, co zawaliło w walce i naprawdę uważam, że to wręcz niegrzeczne zarzucać gościom, którzy każdego dnia po kilka godzin dziennie robią zapasy, stójkę, całą technikę itd., zarzucać im, że nie wiedzą, co poszło nie tak :) Po drugie - defensywa zapaśnicza była mocno poprawiona. Wstawanie z pleców też. Kondycja - nie.


  58. 


  59. Żymon, banuj Konrada! Śmiało :D.


  60. 


  61. Po pierwsze - sztab doskonale zdaje sobie sprawę, co zawaliło w walce i naprawdę uważam, że to wręcz niegrzeczne zarzucać gościom, którzy każdego dnia po kilka godzin dziennie robią zapasy, stójkę, całą technikę itd., zarzucać im, że nie wiedzą, co poszło nie tak

     

     

    Czyi jak w następnej walce Janka w UFC, jeśli taką stoczy, po 7 minutach walki będzie oddychał rękawami i nie będzie miał w ogóle paliwa na następny etap pojedynku, to dalej będziesz stał przy tym, że wiedzą, co zawalili i pracują ciężko nad tym, żeby to zmienić?

     

    Ja nie twierdzę, że to są ludzie, którzy nie wiedzą, co robią - ja nawet nie twierdzę, że to oni zawalili, bo nie mam pojęcia, kto przygotowuje Jana Błachowicza kondycyjnie do walki, a głównie kondycja zawaliła, chociaż też nie do końca jestem przekonany, że to TDD wyglądało tak super lepiej. To są oczywiście ludzie, którzy mają praktyczne pojęcie o sztukach walki nieporównywalnie większe niż ktoś taki jak ja, ale w jeśli jednej walce zawodzi kondycja - zrozumiem, coś mogło pójść nie tak w przygotowaniach, jeśli w drugiej walce zawodzi to samo - kurcze, zaczynam się zastanawiać, pracują nad tym elementem czy dają wolną rękę w tym względzie zawodnikowi, a jeśli notorycznie w każdej walce zawodnik pod koniec drugiej rundy nie ma już sił na to, żeby trzymać gardę i walczy tylko o życie, to jakoś nie dociera do mnie argument, że oni sobie doskonale zdają sprawę.


  62. 


  63. Czyi jak w następnej walce Janka w UFC, jeśli taką stoczy, po 7 minutach walki będzie oddychał rękawami i nie będzie miał w ogóle paliwa na następny etap pojedynku, to dalej będziesz stał przy tym, że wiedzą, co zawalili i pracują ciężko nad tym, żeby to zmienić?

     

    Ja nie twierdzę, że to są ludzie, którzy nie wiedzą, co robią - ja nawet nie twierdzę, że to oni zawalili, bo nie mam pojęcia, kto przygotowuje Jana Błachowicza kondycyjnie do walki, a głównie kondycja zawaliła, chociaż też nie do końca jestem przekonany, że to TDD wyglądało tak super lepiej. To są oczywiście ludzie, którzy mają praktyczne pojęcie o sztukach walki nieporównywalnie większe niż ktoś taki jak ja, ale w jeśli jednej walce zawodzi kondycja - zrozumiem, coś mogło pójść nie tak w przygotowaniach, jeśli w drugiej walce zawodzi to samo - kurcze, zaczynam się zastanawiać, pracują nad tym elementem czy dają wolną rękę w tym względzie zawodnikowi, a jeśli notorycznie w każdej walce zawodnik pod koniec drugiej rundy nie ma już sił na to, żeby trzymać gardę i walczy tylko o życie, to jakoś nie dociera do mnie argument, że oni sobie doskonale zdają sprawę.

     

    Oczywiście, że tak. Zaskoczę Cię - MMA to złożony sport :D Drobny detal może spowodować, że wszystko się sypie jak domek z kart, cały gameplan, kondycja, nastawienie i wiele innych.

     

    Możesz wykonywać treningi kondycyjne, pod którymi podpisaliby się najlepsi trenerzy na świecie, a potem w klatce jakiś detal powoduje, że po rundzie zdychasz. Moim zdaniem to był początek walki, gdy Janek się podpalił, potem dostał cios i miał Cumminsa w dosiadzie, a następnie zamiast pykać prostymi, łupał te 3-uderzeniowe kombinacje raz za razem. Myślę, że to go wypompowało. W ostatnich dwóch walkach w trzecich rundach nie wyglądał źle. 

     

    To tak, jakby zarzucać Jacksonowi, że nie wie, że Brunson trzyma szczękę w chmurach. Albo trenerom w ATT, że przez lata nie potrafili wymusić na Masvidalu większej aktywności, albo na Roufusie, że nie nauczył Pettisa obrony przed obaleniami. I przykłady można mnożyć i mnożyć.


  64. 


  65. 58eccbd357a3e.jpg


  66. 


  67. To tak, jakby zarzucać Jacksonowi, że nie wie, że Brunson trzyma szczękę w chmurach. Albo trenerom w ATT, że przez lata nie potrafili wymusić na Masvidalu większej aktywności, albo na Roufusie, że nie nauczył Pettisa obrony przed obaleniami. I przykłady można mnożyć i mnożyć.


    A Hooftowi, że Rumbel obalał :>

  68. 


  69. Nie przekonują mnie Twoje argumenty, Naiver, za nic w świecie. Nie mam czasu na przypominanie sobie walk Janka w UFC, ale pamiętam, że z Coreyem też wyglądał kondycyjnie fatalnie, był to ogólnie pod względem kondycyjnym jeden z najgorszych występów, jakie miałem okazje oglądać w UFC. Z Gusem - co najwyżej przeciętnie, bo też rzucał w trzeciej rundzie kombinacje zupełnie pozbawione szybkości i dynamiki i co Gus złapał kawałek nogi Polaka, to zaraz go kładł.

     

    Z Manuwą walka była toczona dość jednostajnym i monotonnym tempem, to obaj nie mieli się czym zmęczyć, a i USADA wtedy tak restrykcyjnie nie działała. Z Latifim było zwycięstwo w pierwszej rundzie, więc ciężko oceniać taki występ pod względem kondycji, a z Pokrajacem szczerze mówiąc chyba wypadł całkiem przyzwoicie, aczkolwiek tę walkę pamiętam najmniej i trzeba też wziąć poprawkę na klasę rywala.

     

    I nie przekonasz mnie teorią, że "drobny detal może spowodować" to, że Twoja wydolność kondycyjna spadnie nagle trzy poziomy niżej. Drobny detal może zdecydować o tym, że zostaniesz ciężko znokautowany, jeśli mrugniesz okiem w nieodpowiednim momencie z kimś takim jak Barboza, drobny detal, jedno nieudane sprowadzenie czy przejście pozycji może spowodować, że zostaniesz poddany przez takich parterowców jak Maia, Nelson czy Olivieira, ale za chuj mnie nie przekonasz, że jeśli zawodnik ma kondycję na 25 minut walki, albo nawet i drugie tyle, że jeśli zawodnik jest przygotowany kondycyjnie tak jak Diaz czy Ferguson, to nie przekonasz mnie za nic, że DROBNY DETAL spowoduje, że nagle w drugiej rundzie zaczną oddychać rękawami. Albo masz kondycję, albo jej nie masz, wiadomo, że pewne walki drenują ją bardziej niż inne, ale nie zmienia to faktu, że argument, iż zawodnik się podpalił przez kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund walki w pierwszej rundzie i przez to w połowie drugiej rundy nie ma już sił trzymać gardy jest dla mnie słaby jak stójka Rondy Rousey. 

     

    Do dziś pamiętam pierwszą walkę Andersona Silvy z Chaelem Sonnenem, w której Brazylijczyk był przez cztery i pół rundy poniewierany, przewracany, obijany z każdej strony, a pomimo tego był w stanie w ostatniej odsłonie pojedynku poddać z dołu przeciwnika trójkątem nogami z balachą. Zaraz zapytasz w swoim stylu: "Co ma piernik do wiatraka" - a no ma tyle, że w tamtej walce Silva miał prawo być zmęczony i walczyć tylko o życie, ale cały czas próbował, wygrał tę walkę, bo miał na tyle wystarczająco kondycji i woli w sobie, że był w stanie odwrócić losu pojedynku, w którym był gwałcony zapaśniczo. Albo masz kondycję albo jej nie masz i żaden "drobny detal" nie sprawi, że zawodnik mający odpowiednią kondycję w drugiej rundzie będzie oddychał rękawami, a w trzeciej walczył już tylko o życie. 


  70. 


  71. Jak świat długi i szeroki, mnóstwo mamy przypadków, gdy niedoszły kat pompuje się po 1 rundzie i przegrywa. Ostatnio ucierpiał na tym Bektic - kondycyjnie wyglądał lepiej, nie była to jednak taka szarża, jak Polaka i dzielą ich 4 kategorie wagowe.
    Oczywiście, że sztab Janka to placki w skali światowej. Nie wydaje mi się jednak, by można było jednoznacznie potwierdzić, że to oni zawalili. Polak wszak nigdy nie był tytanem kondycji, a wiek mu w tej kwestii nie pomoże.

  72. 


  73. Jak na moje, zawodnik powinien mieć świadomość swoich słabości. Jeśli wiesz, że z kondycją u Ciebie nie najlepiej, to powinieneś starać się równo rozłożyć siły, a nie podpalać się i dogorywać przez resztę walki. Dodatkowo, jak już mówiłem, wiek nie jest dla mnie tutaj żadnym wyznacznikiem. Cormier ma prawie 40 lat na karku, a kondycje przyzwoitą. Nie obwiniam też stricte sztabu - każdy z nas jest w stanie wskazać elementy, które zawiodły, jak kondycja czy TDD, ale nie jesteśmy w stanie za nic w świecie stwierdzić, kto dokładnie zawinił, gdzie popełniono błędy i czy faktycznie je popełniono. 

     

    Generalnie wyczerpałem temat do dyskusji w tym temacie, wiem, że Naiver jeszcze mi odpowie jakimś błyskotliwym tekstem zmuszającym mnie do dalszej odpowiedzi, ale serio chcę już zakończyć tę dyskusję - bo ani ja nie przekonam jego, ani on mnie. 


  74. 


  75. Każdy człowiek jest inny, kondycja Cormiera jest pewnego rodzaju fenomenem, zasilanym... witaminami z AKA. Porównywanie zwykłego zawodnika do mistrza nie ma sensu.

  76. 


  77. A, to zwykły zawodnik jest zbudowany z jakiejś inne gliny? Czy pas mistrzowski UFC daje Ci +25% do staminy, jak w grach RPG? :D

     

    Oj Puczi, Puczi...  :lol:


  78. 


  79. Nie przekonują mnie Twoje argumenty, Naiver, za nic w świecie. Nie mam czasu na przypominanie sobie walk Janka w UFC, ale pamiętam, że z Coreyem też wyglądał kondycyjnie fatalnie, był to ogólnie pod względem kondycyjnym jeden z najgorszych występów, jakie miałem okazje oglądać w UFC. Z Gusem - co najwyżej przeciętnie, bo też rzucał w trzeciej rundzie kombinacje zupełnie pozbawione szybkości i dynamiki i co Gus złapał kawałek nogi Polaka, to zaraz go kładł.

     

    Z Manuwą walka była toczona dość jednostajnym i monotonnym tempem, to obaj nie mieli się czym zmęczyć, a i USADA wtedy tak restrykcyjnie nie działała. Z Latifim było zwycięstwo w pierwszej rundzie, więc ciężko oceniać taki występ pod względem kondycji, a z Pokrajacem szczerze mówiąc chyba wypadł całkiem przyzwoicie, aczkolwiek tę walkę pamiętam najmniej i trzeba też wziąć poprawkę na klasę rywala.

     

    I nie przekonasz mnie teorią, że "drobny detal może spowodować" to, że Twoja wydolność kondycyjna spadnie nagle trzy poziomy niżej. Drobny detal może zdecydować o tym, że zostaniesz ciężko znokautowany, jeśli mrugniesz okiem w nieodpowiednim momencie z kimś takim jak Barboza, drobny detal, jedno nieudane sprowadzenie czy przejście pozycji może spowodować, że zostaniesz poddany przez takich parterowców jak Maia, Nelson czy Olivieira, ale za chuj mnie nie przekonasz, że jeśli zawodnik ma kondycję na 25 minut walki, albo nawet i drugie tyle, że jeśli zawodnik jest przygotowany kondycyjnie tak jak Diaz czy Ferguson, to nie przekonasz mnie za nic, że DROBNY DETAL spowoduje, że nagle w drugiej rundzie zaczną oddychać rękawami. Albo masz kondycję, albo jej nie masz, wiadomo, że pewne walki drenują ją bardziej niż inne, ale nie zmienia to faktu, że argument, iż zawodnik się podpalił przez kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund walki w pierwszej rundzie i przez to w połowie drugiej rundy nie ma już sił trzymać gardy jest dla mnie słaby jak stójka Rondy Rousey. 

     

    Do dziś pamiętam pierwszą walkę Andersona Silvy z Chaelem Sonnenem, w której Brazylijczyk był przez cztery i pół rundy poniewierany, przewracany, obijany z każdej strony, a pomimo tego był w stanie w ostatniej odsłonie pojedynku poddać z dołu przeciwnika trójkątem nogami z balachą. Zaraz zapytasz w swoim stylu: "Co ma piernik do wiatraka" - a no ma tyle, że w tamtej walce Silva miał prawo być zmęczony i walczyć tylko o życie, ale cały czas próbował, wygrał tę walkę, bo miał na tyle wystarczająco kondycji i woli w sobie, że był w stanie odwrócić losu pojedynku, w którym był gwałcony zapaśniczo. Albo masz kondycję albo jej nie masz i żaden "drobny detal" nie sprawi, że zawodnik mający odpowiednią kondycję w drugiej rundzie będzie oddychał rękawami, a w trzeciej walczył już tylko o życie. 

     

    Tak ładnie napisane i podzielone na akapity - a tyle półprawd, nieprawd i przekłamań :D

     

    Wspaniała teoria: albo się ma kondycję, albo się jej nie ma! Oczywiście "zabezpieczyłeś" się tekstem, że, no, zależy od walki i tak dalej :D Pytam więc:

     

    - Barboza ma kondycję czy nie ma kondycji?

    - Lawler ma kondycję czy nie ma kondycji?

    - Lauzon ma kondycję czy nie ma?

    - wspomniany przez Pucziego Bektic ma czy nie ma?

     

    Tylko pamiętaj - bez kluczenia i kombinowania, że jeden "ma, ale coś tam" albo "nie ma, ale coś tam". Krótkie odpowiedzi - "tak" albo "nie". A potem je podważę :D

     

    Podałem przykłady walk z Pokrajacem i Gusem jako dowód, że kondycja Janka nie była taka marna. Bez rewelacji oczywiście - ale też bez dramatów. Ty przypominasz walkę z Corey'em - ok. Dlatego czekam na odpowiedzi odnośnie tej czwórki powyżej.

     

    I nie przekonasz mnie teorią, że "drobny detal może spowodować" to, że Twoja wydolność kondycyjna spadnie nagle trzy poziomy niżej. Drobny detal może zdecydować o tym, że zostaniesz ciężko znokautowany, jeśli mrugniesz okiem w nieodpowiednim momencie z kimś takim jak Barboza, drobny detal, jedno nieudane sprowadzenie czy przejście pozycji może spowodować, że zostaniesz poddany przez takich parterowców jak Maia, Nelson czy Olivieira, ale za chuj mnie nie przekonasz, że jeśli zawodnik ma kondycję na 25 minut walki, albo nawet i drugie tyle, że jeśli zawodnik jest przygotowany kondycyjnie tak jak Diaz czy Ferguson, to nie przekonasz mnie za nic, że DROBNY DETAL spowoduje, że nagle w drugiej rundzie zaczną oddychać rękawami. Albo masz kondycję, albo jej nie masz, wiadomo, że pewne walki drenują ją bardziej niż inne, ale nie zmienia to faktu, że argument, iż zawodnik się podpalił przez kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund walki w pierwszej rundzie i przez to w połowie drugiej rundy nie ma już sił trzymać gardy jest dla mnie słaby jak stójka Rondy Rousey. 

     

    Zabiłeś mnie :D Chłopie, robisz to samo, co w każdej niemal dyskusji - piszesz kocopoły, sugerując, że chcę Cię do nich przekonać, a potem te kocopoły wspaniale miażdżysz argumentami. Gdzie ja próbuję Cię przekonać, że "jak chłop ma kondycję na 25 minut albo drugie tyle (sic!) i jest przygotowany jak Diaz czy Ferguson, to DROBNY DETAL może go zamęczyć"? Gdzie? Jeszcze samo wplecenie do dyskusji Fergusona i Diaza, a potem Cormiera, co przez lata tyrał zapaśniczo na poziomie olimpijskim...

     

    A nawiasem mówiąc, jedno kopniecie na korpus (trwało jakieś 1/4 sekundy) Conora wypompowało Diaza w czwartej rundzie, ale ok, zostawiam to. To przecież nie jest drobny detal ;)

     

    Odnośnie Błachowicza - wskazałem te drobne detale kilka razy tj. - podpalenie się na początku walki (duży skok adrenaliny!), zainkasowanie ciosu i znalezienie się w najgorszej możliwej pozycji (Cummins w dosiadzie = kolejny ogromny skok adrenalniny, ultra-nerowowa reakcja, próba natychmiastowej ucieczki - to drenuje dużo energii, zwłaszcza jeśli nie jesteś wyluzowanym zawodnikiem - a Janek nie jest), oraz walenie tych ciężkich kombinacji raz za razem.

     

    Powiedziałbym tak - patrzysz na walkę pobieżnie, wysnuwasz oczywisty wniosek, że kondycja zawiodła, ale jednocześnie kompletnie ignorujesz przebieg walki, marnej kondycji w 2 i 3 rundzie upatrując tylko w przygotowaniach - tak to widzę. Ja natoamiast podchodzę do tematu znacznie ostrożniej i zwracam też uwagę na to, co tam się wydarzyło w klatce.


  80. 


  81. Chłopie, robisz to samo, co w każdej niemal dyskusji - piszesz kocopoły, sugerując, że chcę Cię do nich przekonać, a potem te kocopoły wspaniale miażdżysz argumentami. Gdzie ja próbuję Cię przekonać, że "jak chłop ma kondycję na 25 minut albo drugie tyle (sic!) i jest przygotowany jak Diaz czy Ferguson, to DROBNY DETAL może go zamęczyć"? Gdzie? 

     

     

     

    Tu:

     

    Oczywiście, że tak. Zaskoczę Cię - MMA to złożony sport  :D Drobny detal może spowodować, że wszystko się sypie jak domek z kart, cały gameplan, kondycja, nastawienie i wiele innych.

     

    Możesz wykonywać treningi kondycyjne, pod którymi podpisaliby się najlepsi trenerzy na świecie, a potem w klatce jakiś detal powoduje, że po rundzie zdychasz. 

     

     

    Ale zaraz zaczniesz mi przecież wyjaśniać, że to wcale nie o to chodziło, że mylę fakty, że piszę kocopoły itd. itp. 

     

    Jak już mówiłem, szkoda mi czasu Naiver na dyskusje z Tobą. Nie zależy mi tak bardzo ani na tej dyskusji ani na Twoim zdaniu w tym względzie, żeby tracić tu czas kilka razy dziennie po kilkanaście minut tylko po to, żeby przekonać kogoś, kogo nikt nie przekonał nigdy oprócz jego samego. :D

     

    Swoje napisałem, zdania nie zmieniam. Także - do następnego! :D


  82. 


  83. Tu:

     

     

    Ale zaraz zaczniesz mi przecież wyjaśniać, że to wcale nie o to chodziło, że mylę fakty, że piszę kocopoły itd. itp. 

     

    Chcesz powiedzieć, że idealny trening kondycyjny gwarantuje doskonałą kondycję? Czy może "albo się ją ma, albo się jej nie ma" i żaden trening nie pomoże? :D Musisz się zdecydować, uwzględniając też efekt kondycyjnych freaków czyli właśnie np. Diaza czy Fergusona. Czy może genetyka nie ma nic do rzeczy?

     

    Rozumiem też, że nieprzypadkowo w przypadku Barbozy, Lauzona, Lawlera i Bektica nie potrafisz odpowiedzieć, czy "mają kondycję czy nie mają". Nieszczególnie mnie to jednak dziwi.

     

    Jak już mówiłem, szkoda mi czasu Naiver na dyskusje z Tobą. Nie zależy mi tak bardzo ani na tej dyskusji ani na Twoim zdaniu w tym względzie, żeby tracić tu czas kilka razy dziennie po kilkanaście minut tylko po to, żeby przekonać kogoś, kogo nikt nie przekonał nigdy oprócz jego samego. :D

     

    Powtarzasz się, próbując personalnymi przytykami wymigać się z dyskusji. Ale - Twoje prawo :) Jeśli tym razem dotrzymasz słowa - run along! Jeśli nie - napisz mi, czy ta czwórka wymieniona powyżej ma kondycję czy nie ma kondycji. To ważne dla dalszej dyskusji, naprawdę.


  84. 


  85. A, to zwykły zawodnik jest zbudowany z jakiejś inne gliny? Czy pas mistrzowski UFC daje Ci +25% do staminy, jak w grach RPG? :D

     

    Oj Puczi, Puczi...  :lol:

     

    Dopiero teraz nadrobiłem i skisłem.

    Oczekujesz od gościa, który po prostu walczy, żeby się utrzymać w UFC, kondycji na poziomie mistrza UFC? :D

     

     

    Zabiłeś mnie  :D Chłopie, robisz to samo, co w każdej niemal dyskusji - piszesz kocopoły, sugerując, że chcę Cię do nich przekonać, a potem te kocopoły wspaniale miażdżysz argumentami. Gdzie ja próbuję Cię przekonać, że "jak chłop ma kondycję na 25 minut albo drugie tyle (sic!) i jest przygotowany jak Diaz czy Ferguson, to DROBNY DETAL może go zamęczyć"? Gdzie? Jeszcze samo wplecenie do dyskusji Fergusona i Diaza, a potem Cormiera, co przez lata tyrał zapaśniczo na poziomie olimpijskim...

     

     

     

    Definicja Konrada.


  86. 


  87. Dopiero teraz nadrobiłem i skisłem.

    Oczekujesz od gościa, który po prostu walczy, żeby się utrzymać w UFC, kondycji na poziomie mistrza UFC?

     

     

    Ale gdzie ja napisałem, że oczekuję od niego kondycji na poziomie Cormiera? Nigdzie. Napisałem, że pisanie w kontekście kondycji o tym, że Jan Błachowicz ma swoje lata jest dla mnie nie lada debilizmem i zwykłym szukaniem wymówek, ponieważ 34 lata to nie jest wiek Dana Handersona i jest wielu zawodników, nie tylko mistrzów UFC, którzy są w tym samym wieku czy też są  starsi, a ich kondycja stoi na nieporównywalnie większym poziomie. Czy naprawdę trzeba być mistrzem UFC, żeby w drugiej rundzie mieć jeszcze siły trzymać chociażby gardę?

     

    Co do zaznaczonego na czerwono fragmentu - to Jan Błachowicz szedł do UFC, żeby się bić o utrzymanie? Nie wiedziałem. Pewien znany szwagier Janka i jakieś 90% polskich fanów MMA miałoby na ten temat inne zdanie, ale ok, rozumiem, celem Błachowicza, gdy podpisywał kontrakt było utrzymanie się. Dlatego przeciętny fan nie może od niego oczekiwać kondycji na 15 minut walki. Ta logika  zdecydowanie do mnie przemawia. 


  88. 


  89. Ale gdzie ja napisałem, że oczekuję od niego kondycji na poziomie Cormiera? 

     

    Tu:

     

    Konrad Cormier ma prawie 40 lat na karku, a kondycje przyzwoitą.

     

     

     

    Puczi Porównywanie zwykłego zawodnika do mistrza nie ma sensu. 

     

     


    Konrad A, to zwykły zawodnik jest zbudowany z jakiejś inne gliny? Czy pas mistrzowski UFC daje Ci +25% do staminy, jak w grach RPG?  :D
     

     

     

    Oczywiście, że nie trzeba być mistrzem UFC, żeby w drugiej rundzie mieć siły walczyć - sam jednak pierwszy wspomniałeś to nazwisko, nie widzę więc powodu, dlaczego nie miałbym się do niego odnieść.

     

    Może i Jan z Jurasem wierzyli, że dojdzie do top 5-10, ale naprawdę uważasz, że jakieś 90% polskich fanów również? Po tym, jak w KSW dawał wyrównane walki z Soko, Alexandrem i Rejlicem? Come on, sam w to nie wierzysz :D


  90. 


  91. Nie ma tam zdania - oczekuję od Jana Błachowicza kondycji na poziomie Cormiera. Jak Was tak boli ten Cormier, mogę znaleźć kilku innych zawodników w wieku Janka, tudzież starszych, którzy dysponują lepszą kondycją, a niekoniecznie są mistrzami czy nie tyrali się  też na poziomie olimpijskim w zapasach. Uważam, że wiek nie jest bez znaczenia w przypadku kondycji, ale przywoływanie tego argumentu odnośnie Janka, który  skończył w tym roku 34 lata jest wg mnie nadużyciem, bo to nie jest żaden wiek emerytalny dla zawodnika MMA walczącego na najwyższym szczeblu. 

     

    Ja nigdy nie wierzyłem w Jana Błachowicza jako mistrza UFC, Cormier czy Jones to zawodnicy wyprzedzający resztę stawki o kilka długości, ale wierzyłem na pewno, że stać go na dużo więcej niż to, co do tej pory pokazał. TOP 10 LHW było w jego zasięgu, przed walką z Cumminsem zresztą był na 12 miejscu w rankingu i gdyby wygrał, najpewniej by się tam znalazł. Kto tam jest teraz w tym top 10? Dziadek Nogueira, Latifi, którego przecież pokonał. To było zdecydowanie do zrobienia. 

     

    Było, bo teraz to już raczej po herbacie. 


  92. 


  93. Ja też mogę znaleźć wielu zawodników o gorszej kondycji. I w tym sęk - nie ma co dramatyzowac, ani winić jego sztabu. Kondycja jest przeciętna - a nie tragiczna. I z całą pewnością sztab jest tego świadomy i lepiej, lub gorzej pracują nad tym. Genetyka ma w tym jednak olbrzymi udział i chyba po prostu Jankowi nie jest pisane walczyć na pełnych obrotach 15 minut.